poniedziałek, 23 lipca 2012

Musze poruszyć tę sprawę.

Pisze to, ze względu na jeden komentarz.


Wstawię tu po prostu odpowiedź na ten komentarz, chociaż naprawdę nie rozumiem o co jest taka wielka tragedia. Że co, nie lubię kiedy ktoś wkleja sam link pod treścią opowiadania i dlatego zrobiłam odpowiednie miejsce na reklamę blogów? Zawsze spoko. 



Prosiłabym z takimi słowami kierować się na moje gadu, jak już wspomniałam. Możemy podyskutować o poprawności gramatycznej. Jeśli coś jest nie tak w moim opowiadaniu, to może tak dobrze by było podać konkretny przykład do swoich słów? A jeśli błędy zauważyłaś / eś, w pierwszych rozdziałach to dlaczego czytasz kolejne? I tu jest problem. Po co?  Jeśli ci się nie podoba, nikt nie zmusza się do śledzenia moich historii. 

Zakładając bloga byłam przygotowana na krytykę. Ale jeśli taka krytyka się pojawia, to potrzebne są KONKRETNE PRZYKŁADY, a nie czepianie się tego, jaka byłam rok temu czy nawet wcześniej, bo to nie o to tu chodzi. 


Chyba ci na rękę, że skończyłam, prawda?

Przepraszam, za zawracanie głowy, ale musiała to wszystko wyjaśnić. Cappy.

niedziela, 22 lipca 2012

Rozdział 20. OSTATNI

Od razu przepraszam! Myślałam, że jeszcze to jakoś rozwinę, ale to chyba już nie miało sensu. Dodaję ostatni rozdział. Dziękuję za wszystko, kocham was. : *


PROSIŁABYM, ABY KAŻDY KTO PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ ZOSTAWIŁ KOMENTARZ. NAWET KROPKĘ. CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ, ILE WAS TU TAK NAPRAWDĘ BYŁO.

NATALIE

Spojrzałam zawiedzionym wzrokiem na zapakowane walizki i usiadłam na łóżku. Mimo tego, że wiedziałam jak to się skończy miałam nadzieję, że mój ojciec jednak zmieni zdanie i pozwoli mi zostać w Londynie. Nie zmienił. Po raz kolejny wziął pod uwagę swoje szczęście i olał moje zdanie. Myślałam, że po odejściu mojej mamy wszystko zacznie się układać. Prawda jest taka, że wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało. Mój ojciec, kompletnie zaślepiony swoją nową narzeczoną, z każdym dniem coraz bardziej mnie od siebie odsuwa. Widać, że źle znosi odejście swojej byłej żony. Zaczął spotykać się z tą wredną tapeciarą, która chce tylko zabrać jego pieniądze. Kiedy się do nich dobierze, mogę się założyć, że odejdzie. A on znowu zostanie sam. W międzyczasie jeszcze zniechęci mnie samą do niego i mogę się założyć, że to wszystko źle się skończy.

Do kartonu schowałam już ostatnie zdjęcie, które do tej pory leżało na szafce. Byłam na nim ja, razem z Nickiem i Louisem. Byliśmy wtedy w kawiarni i Lou chciał udowodnić wszystkim, że jest zdolny wypić sześć kaw i dwie gorące czekolady. Co prawda mu się to udało, jednak później sporo czasu poświęcił wymiotom. Byliśmy wtedy.. szczęśliwi. A teraz? Teraz, każdy jest smutny, zły i nie wie co powiedzieć. Kilkakrotnie starłam się ich jakoś pocieszyć, ale kiedy byłam sama nie byłam wcale taka silna. Płakałam jak dziecko, które straciło swoją ulubioną zabawkę. Jak ja teraz. Tracę ludzi, na których mi zależy. Można sobie obiecywać, że będzie tak jak dawniej, że nie zapomnimy. Nic nie będzie jak dawniej, jak byśmy się o to starali, wszystko będzie skomplikowane z każdym dniem coraz bardziej. Nie chcę ich zostawiać, ale prawdę mówiąc nie pozostało mi już nic innego. 

I co z tego, że starałam się być dla wszystkich miła, zrobić coś dobrego? Moje życie jeszcze we wrześniu, wcale nie było takie złe. Miałam to czego chciałam i nie musiałam przejmować się tym, że stanie się coś takiego jak teraz. Nie dopuszczałam do siebie miłości, ani bliskości. To było dobre rozwiązanie. Nie przywiązywałam się, nie kochałam, nie potrzebowałam. Może i nie byłam szczęśliwa, ale nie raniłam w aż takim stopniu. Danie komuś kosza, a rozstanie z ukochaną osobą to duża różnica. Może i zrobię źle, ale wolałam starą siebie. Bez uczuć, która ma wszystko i wszystkich gdzieś. Nie będę taka dla osób, które kocham. Ale od razu współczuję ludziom, którzy będą chcieli nawiązać ze mną znajomość. Nie chcę się z nikim wiązać, ani do niego przyzwyczajać. Potem co? Kolejne rany, których już nie da się naprawić. Kolejna dawka bólu, tęsknoty i smutku. Nie chcę tego. Wcześniej, się na nic takiego nie narażałam. Szkoda, że wtedy tak nie zostało. Było lepiej. Dużo lepiej.

Usłyszałam pukanie do drzwi. Odwróciłam się i ruszyłam w ich stronę, żeby je otworzyć. W progu zobaczyłam Louisa, trzymającego w ręku czerwoną różę. Ręką wskazałam, żeby wszedł. Skinął głową i posłusznie usiadł na łóżku Savanny, które było nie zapakowane jako jedna z nielicznych rzeczy w tym pokoju.
- Mam ci coś do powiedzenia. Naprawdę ważnego- zaczął chłopak, kiedy usiadłam obok niego. Wyciągnął w moim kierunku różę, która jak dopiero teraz zauważyłam, była sztuczna- Kiedy uschnie zapomnę i przestanę cię kochać- wzięłam od niego różę i kilkakrotnie obróciłam ją w dłoniach- Jesteś naprawdę wspaniała, twoja obecność jest dla mnie czymś wyjątkowym. Z każdym dniem czułem, jakbym zakochiwał się w tobie od nowa. Byliśmy razem ponad miesiąc, a ja i tak czuję, że jesteś tą, z którą chciałbym być do końca życia. Trochę się sprawy pogmatwały, ale wiem.. wiem, że mimo wszystko jeszcze będziemy mieli okazję być razem. I wiem, że zrobię wszystko żeby znów mieć cię przy sobie. Po prostu cię kocham- nie wytrzymałam, po raz pierwszy w jego towarzystwie, rozpłakałam się. Nie wiedziałam, jakie słowa mogłabym wypowiedzieć. Czułam się zagubiona i.. kompletnie bezradna- Hej, nie płacz. Chodź do mnie- posłuchałam i wtuliłam się w jego tors. Chłopak, chcąc mnie uspokoić, głaskał mnie po plecach i nie wypuszczał ze swoich objęć. Po dłuższej chwili odsunęłam się od niego i spojrzałam na różę, którą trzymałam w rękach.
- Tylko ustalmy jedno- zaczęłam, przecierając oczy lewą ręką- Jeśli spotkasz osobę, którą pokochasz bardziej niż mnie...- zaczęłam jednak chłopak mi przerwał.
- Nie znajdę- zaprzeczył z taką pewnością w głosie, która z jednej strony mnie ucieszyła, a z drugiej strasznie przestraszyła.
- Jeśli jednak.. obiecaj mi, że dasz sobie szansę. Że dasz szansę wam. Nie chcę żebyś czekał na mnie w nieskończoność. Louis, ja wyjeżdżam. Nie wiem czy wrócę. Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność. Co wiąże się z cierpieniem, ale.. nie chcę żebyś musiał sobie czegoś odmawiać. Obiecaj- chłopak westchnął ciężko, wziął moją rękę i przyłożył ją sobie w miejsce, gdzie znajduje się serce.
- Nie zabije dla nikogo tak mocno, jak dla ciebie- szepnął mi do ucha, zakładając kosmyk moich włosów za ucho- Ale jeśli to cię uspokoi i tego właśnie chcesz, to w porządku. Obiecuję. I oczekuję tego samego od ciebie. Musisz się jakoś odnaleźć. Zawsze będę czekał- skinęłam głową i uśmiechnęłam się do chłopaka- Nie zapominaj o mnie.
- O tobie nie da się zapomnieć, uwierz- zaśmiałam się cicho, na co chłopak przysunął się jeszcze bliżej mnie i podniósł moją spuszczoną głowę za podbródek. 
- I nie zapominaj, że zawsze będę cię kochał- przez chwilę patrzył w moje oczy, po czym złączył nasze usta w pocałunku. Ten, był inny niż wszystkie poprzednie. Miał w sobie tyle czułości i namiętności, że od samego myślenia o tym kręciło mi się w głowie. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, nie potrafiłam nawet racjonalnie myśleć. Jedyne co przychodziło mi do głowy, to oddawanie pocałunków. Nic więcej.

- To już wszystko. Natalie, jedziemy- za sobą usłyszałam głos swojego ojca. Machnęłam ręką, żeby jeszcze chwilę poczekał i odwróciłam się przodem do wszystkich zgromadzonych. Pierwszy podszedł do mnie Nick i mocno mnie do siebie przytulił.
- W wakacje, jesteś moja- stwierdził z uśmiechem, na co momentalnie wybuchnęłam śmiechem.
- Jak nie zdasz egzaminów, nawiedzę cię we śnie i uduszę cię twoją własną poduszką, jasne?- szturchnęłam go w ramię i wystawiłam w jego kierunku język. Chłopak oburzony tym, że w niego nie wierzę skrzyżował ręce, jednak po kilku sekundach pocałował mnie w policzek- Savannah, mniej oko na tego debila. Zawsze pakuje się w kłopoty. Poza tym, je za dużo czekolady. Zajmij się tym- westchnęłam, kręcąc głową. Dziewczyna uśmiechnęła się przez płacz i przytuliła mnie do siebie- Nie rycz, głupia. Makijaż rozmażesz- poklepałam ją po ramieniu, na co ona tylko zaśmiała się i schowała twarz w bluzie Nicka. W tym samym momencie podszedł do mnie Niall i mocno mnie do siebie przytulił- Dusisz- jęknęłam, klepiąc go w plecy. Chłopak odsunął się kawałek i kilkakrotnie zamrugał oczami- Nie płacz. Tylko wiesz, nie zatrać się czasem w jedzeniu. Jeśli o mnie zapomnisz na rzecz twojego ukochanego żarcia, to zlecę żeby ktoś ci o mnie przypomniał. Nie będzie miło- skrzyżowałam ręce, na co chłopak walnął mnie w głowę i dał buziaka w policzek.
- Natalie, Natalie, Natalie- westchnął Zayn, obejmując mnie ramieniem- Kiedyś cię odwiedzę w tym twoim Paryżu i powtórzymy nasza wycieczkę na wieżę Eiffela. Nie odpuszczę ci- zaśmiałam się i skinęłam głową- Tylko bez ostatniej sceny, Louis mnie powiesi- szepnął mi do ucha i kawałek się odsunął.
- Jak ja nie umiem się żegnać!- jęknął Liam i nic więcej nie mówiąc przytulił mnie do siebie. Kiedy Liam odszedł, obok mnie stanął Harry.
- Wkurzasz mnie i jesteś idiotą- westchnęłam patrząc na niego.
- Ja ciebie też- odpowiedział i przyciągnął mnie do siebie za rękę, po czym przytulił.
- Dobra, trochę cię lubię. Ale tylko trochę i jesteś głupkiem- dorzuciłam, po czym się zaśmiałam.
- Też jesteś głupkiem. Ale cię lubię- powiedział uśmiechając się szeroko, zaśmiałam się i walnęłam go w ramię. Ostatni, był Louis. Podeszłam do niego i pocałowałam w kącik ust. Chłopak puścił mi trochę blady uśmiech.
- Natalie, chodź już!- krzyknęła Camille z samochodu. Westchnęłam ciężko i odsunęłam się od Louisa.
- Kocham cię- to były ostatnie słowa, jakie powiedziałam w jego stronę. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę samochodu. Wsiadłam do środka, odwróciłam się i przez szybę pomachałam do wszystkich. Później tylko zapięłam pas, schowałam twarz w dłoniach i wybuchnęłam głośnym płaczem. Siedząca obok mnie kucharka, uśmiechnęła się smutno i pogłaskała mnie po plecach.
- Natalie, nie odstawiaj cyrków- mruknął ojciec, przewracając oczami.
- Nie mam ochoty cię słuchać. Część mnie, została tam. Druga jest teraz tutaj i właśnie ta druga część mnie, chce się ciebie o coś zapytać. Unieszczęśliwiłeś własne dziecko, które teraz przez ciebie płacze. Moje życie, może i nie kończy się w Londynie. Moje szczęśliwe życie właśnie tam się kończy. Musiałam zostawić przyjaciół i jedynego chłopaka, na którym mi tak cholernie zależy. Dopiąłeś swego. Gratuluję. A teraz moje pytanie, jesteś z siebie dumny?


LOUIS

Nie mogłem uwierzyć, że jej już tak naprawdę nie ma. Przez cały powrót do domu, nie byłem w stanie wymówić słowa. Całą frustracja i złość, aż ze mnie kipiała. Nic nie mogłem zrobić, chociaż tyle zrobić bym chciał. Bałem się nawet myśleć o tym, jak się czuję. Straciłem miłość. Moja ukochana wyjechała. I w najbliższym czasie nie wróci. Nie zobaczę jej. Nie ma jej. Nie będę mógł jej przytulić, pocałować, ani nawet dotknąć. Jedyne co mogę, to usłyszeć jej głos albo zobaczyć na ekranie komputera. To nie był szczyt moich marzeń. Jedyny plus jest taki, że chociaż będę mógł mieć z nią kontakt, że to nie musi być koniec. Z drugiej strony jej dzisiejsze słowa, bardzo mnie zaniepokoiły. Zasugerowała mi, żebym znalazł sobie inną dziewczynę. Co wiąże się z tym, że ona może naprawdę nie wrócić. Mam głęboką nadzieję, że jeśli jeszcze ją zobaczę, będziemy oboje czuli do siebie to samo, co jeszcze dzisiaj. Nie mogę jej stracić, nie chcę. To jest jedyna rzecz, jakiej w tej chwili obawiałem się najbardziej.

- Wszystko w porządku?- w moim pokoju, pojawił się Harry przysiadając na krawędzi łóżka.
- Nic nie jest w porządku- odpowiedziałem, wbijając wzrok w jeden punkt, którego sam nie potrafiłem znaleźć.
- Przecież to nie musi być koniec- stwierdził Loczek, siadając obok mnie i opierając się plecami o ścianę.
- Nawet jej nie lubisz- mruknąłem beznamiętnie, opierając głowę na poduszce.
- Lubię ją. Po prostu, znalazłem sobie nowe hobby. Dokuczanie Natalie. Wiesz jak mówi moja mama? Że miłość, przezwycięży wszystko. Jeśli naprawdę się kochacie, to znajdziecie sposób żeby być razem. Miłość przetrwa wszystko, co by się nie działo. Może teraz nie jest najlepiej, bo Natalie wyjechała, ale będziecie mogli się przecież jeszcze spotkać. Obiecała ci, nam że wróci kiedy będzie miała osiemnaście lat. Co te paręnaście miesięcy jest, wobec tylu lat ile was czekają? Louis, weź się w garść. Na pewno to jeszcze nie koniec. Sądzisz, że ona chciałaby widzieć cię w takim stanie? Jest ci ciężko, to zrozumiałe. Ale nie możesz się załamać. Zawsze warto walczyć o miłość.
- Harry, to były chyba jedyne sensowne słowa, jakie kiedykolwiek wypowiedziałeś- stwierdziłem po chwili, klepiąc go po ramieniu.
- Ej! Ja jestem inteligentną osobą- burknął z wkurzoną miną.
- Oczywiście- najwidoczniej go wkurzyłem, bo wziął poduszkę spod mojej głowy i mnie nią uderzył- Frajer- mruknąłem i wziąłem drugą poduszkę z łóżka, po czym błyskawicznie przywaliłem nią w głowę Loczka.

____________________________________________________________
Jak widać, to już koniec tego opowiadania. Nie posłuchałam was, Natalie wyjechała. Tak, tak jestem wredna, nie biorę pod uwagę czyjegoś zdania i tak dalej. Ale i tak uważam, że czasami trzeba wprowadzić trochę smutku w historię. Szczęście, jest nudne. Tyle w temacie. :D

Nie napisze jakiegoś ogromnego przemówienia, bo w sumie i tak nikt tego nie przeczyta więc powiem jednie - dziękuję. Dziękuję wszystkim, którzy ze mną byli i wspierali mnie na różne sposoby. Nawet wiadomości na GG w stylu "kiedy nowy rozdział?" od razu wzbudzały uśmiech na mojej twarzy. Włożyłam w to opowiadanie dużo serca, zresztą jak w każde inne. To takie jakby moje dziecko. Mam nadzieję, że to co tu pisałam chociaż trochę przybliżyło wam inne podejście do świata i to, że nie wszystko zawsze jest jak w bajce.
Dziękuję za 74 obserwatorów, 20,546 wejść i wszystkie komentarze. Wszystko razem, dawało mi satysfakcję i to, że może jednak coś ze mnie będzie. Jeszcze raz - Dziękuję wszystkim. ♥

Nie rozstaję się z pisaniem, dlatego też podam wam dwa blogi, an których jeszcze możecie mnie spotkać.

1. When you leave, it’s gone again.

Cappy. :*