niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 1.


NATALIE
Stanęłam w drzwiach swojego nowego pokoju, lekko krzywiąc się na widok strasznego koloru ścian. Wydaje mi się, że będzie mnie dołował. Moi rodzice stwierdzili, że najlepsza w Londynie prywatna szkoła z internatem, będzie dla mnie idealnym rozwiązaniem. A raczej dla nich, bo bardzo przeszkadzałam im w rozwoju ich kariery. Może nie powiedzieli mi tego wprost, ale już aluzje jakie nasuwali były wystarczająco jasne. Ostateczną decyzją jest szkoła z internatem. Powiem szczerze, że jeśli dam radę z dobrą średnią ukończyć tę szkołę, to mogę być spokojna o studia dziennikarskie. Nie będzie wtedy żadnego większego problemu, bo szkoła ma bardzo duży poziom. Omijając cztery przedmioty na rozszerzonym profilu, wiele zajęć pozalekcyjnych i dodatkowo dwa języki obce wszystko jest idealnie. Prawda, zajęć będę miała sporo, ale jeśli ma mi to zapewnić przyszłość, powinnam dziękować rodzicom. Mimo tego, że tym sposobem chcieli się mnie pozbyć ze swojego życia. Chociaż w sumie, wcale nie jest tak źle. Narzekać zbytnio nie mogę. Matka słynna w całej Anglii prawniczka, ojciec wykładowca na jednym z większych uniwersytetów medycznych w kraju. Jeśli tylko o coś poproszę, od razu to mam. Do wczoraj miałam pełno służących spełniających każdą moją zachciankę. Życie jak w bajce. Nie do końca.


Może teraz trochę o mnie. Nazywam się Natalie Anne Verne i mam szesnaście lat. Z wyglądu całkiem przeciętna. Brązowe włosy, zazwyczaj pokręcone, brązowe oczy. Nic nadzwyczajnego. Jeśli chodzi o resztę to: zawsze stawiam sobie wygórowane cele, jestem pyskata, bywam wredna i często mam egoistyczne myśli. To znaczy, takie stwarzam pozory. Robię to absolutnie celowo, nie przepadam za pokazywaniem prawdziwej siebie- płaczącej na większości filmów, rozklejającej się widząc chore zwierzę, czy przejmującej się opinią innych. Życie nauczyło mnie, że cała ta marna szopka nie ma sensu. Nic tak naprawdę nie potrafi wyprowadzić mnie z równowagi, kiedy jestem z kimś. W samotności jestem całkiem inna niż w towarzystwie. Niestety, moje marzenia tego wymagają. Mam zamiar w końcu dać o sobie znać. Znalazłam nawet już pracę. Będę przeprowadzać wywiady w jednym z czasopism dla nastolatek. Kto zrozumie nastolatki jak nie nastolatka? Nikt. Jak na razie chcę skupić się na dwóch rzeczach swojej przyszłości i najlepszym przyjacielu. 


Właśnie, skoro już zaczęłam temat najlepszego przyjaciela, to może go rozwinę. Rodzice i tak poszli mi na rękę, dając mi szansę pójścia do szkoły w Londynie. Chcieli wysłać mnie za granicę, do Stanów. Na szczęście, ze wsparciem siostry mojego taty zgodzili się żebym była tutaj. Zależało mi na tym głównie dlatego, że rok temu wyprowadził się tu mój przyjaciel- Nick. W tym miejscu wiem, że jest osoba która mi pomoże. Po prostu, nie zostanę ze wszystkim sama, będę miała kogoś kto rozumie mnie jak nikt inny. Jakoś nigdy nie byłam zbytnio towarzyska. Raczej trzymałam się z boku, to chyba dlatego kiedy mieliśmy dwanaście lat zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Nasze relacje od początku są czysto przyjacielskie, nie mogłabym wyobrazić sobie jego w roli kogoś więcej. Traktuję go jak własnego brata. Odkąd zaczęliśmy ze sobą rozmawiać w szkole, nie było dnia w którym byśmy się nie widzieli. Bardzo często zdarzały się pytania, czy nie jesteśmy rodzeństwem. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, ale nigdy się sobą nie znudziliśmy. Teraz, możemy wrócić do czasów sprzed jego przeprowadzki. Będę trochę „uwiązana”, ale dzięki zaświadczeniu o tym, że w weekendy, jestem całkowicie zwolniona z pobytu w swoim pokoju, trochę wolności będę miała. 




Zaczęłam po kolei wyciągać wszystko ze swoich walizek. Muszę jakoś ten pokój ożywić, skoro mam w nim spędzić całe dwa lata- tyle, ile zostało mi do ukończenia liceum. Od razu wzięłam się za przyczepianie na tablicę korkową nad łóżkiem różnego rodzaju zdjęć, pocztówek i karteczek. Chociaż w pewnym stopniu, musi tu być jak w moim domu. Wpakowałam wszystkie ciuchy do szafek, poukładałam różne pamiątki na szafkach. Otworzyłam okno, żeby wpuścić tu trochę światła i zmieniłam szare zasłony na niebieskie. W oknie naprzeciwko zauważyłam dziewczynę siedzącą na  parapecie, z bardzo smutną miną. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie, na co ta puściła mi jedynie blady uśmiech i ponownie odwróciła wzrok. Nie wiem dlaczego, ale miałam straszną ochotę jej pomóc. Wyglądała na smutną, wręcz rozżaloną. Nie wiem dlaczego, ale poczułam coś dziwnego. Ogromną chęć wypędzenia smutku z jej twarzy. Mam nadzieję, że mi się to uda.


- Cześć- odezwałam się, przysiadając obok rudowłosej dziewczyny, którą widziałam przed chwilą w oknie. Siedziała całkiem sama, więc stwierdziłam, że się do niej przysiądę. Co jest dziwne, bo taki typ jak ja rzadko zagaduje do kogoś pierwszy. Uważnie mnie zlustrowała, jednak uśmiechnęła się do mnie- Wiesz, pomyślałam że nie będę ci przeszkadzać, jeśli się dosiądę. To znaczy, mam nadzieję że ci nie przeszkadzam, bo wydajesz się być całkiem sympatyczna. Nie to, co banda niewyżytych i prymitywnych ludzi tam w rogu- dyskretnie wskazałam na swoją prawą stronę, pokazując stolik przy którym siedziała grupka ludzi. Kilku z nich, przy samej bramie chciało mnie poderwać, czym mnie lekko mówiąc zirytowali- Poza tym, czytasz moją ulubiona książkę.
- Naprawdę lubisz takie romansidła?- spytała dziewczyna, unosząc książkę do góry. Entuzjastycznie skinęłam głową i zabrałam się za jedzenie kolacji- I masz rację, to straszne prymitywy. Chyba dlatego, zawsze siedzę sama. Nie przepadam za publicznym obmacywaniem, albo tekstami typu „hej mała! Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam przejść jeszcze raz?”- dorzuciła, naśladując głosem tamtych chłopaków. Miała rację, dokładnie takimi słowami o mnie zagadał.
- Jestem Natalie- wyciągałam rękę w jej stronę.
- Savannah- uścisnęła moją rękę, po czym obie bez zbędnych komentarzy wróciłyśmy do jedzenia- Mogłabym ci trochę przybliżyć nasza szkołę, jeśli byś chciała- dopowiedziała od razu, zatrzymując wzrok na czytanej książce.
- Pewnie, chętnie. Jestem nowa i absolutnie nic nie ogarniam- westchnęłam, grzebiąc widelcem w swojej sałatce.
- Świetnie, mamy jeszcze dwie godziny do ciszy nocnej, więc zdążę- uśmiechnęła się, zamykając książkę i kładąc ją obok siebie. Bez większych rozmów, zabrałyśmy się za jedzenie. 


- Szybka jesteś, już sobie pokój urządziłaś- zaśmiała się dziewczyna, wchodząc do mojego pokoju- Wracając do naszej wcześniejszej rozmowy, to lepiej uważaj na tę grupkę, która siedziała pod oknem. Mają kontakty, wiesz.. dzieci aktorów i piosenkarek- dziewczyna westchnęła, siadając na fotelu przy biurku- Zresztą, tutaj jest większość takich ludzi. Rozpuszczone, bogate dzieciaki które myślą, że wszystko mogą. Dlatego tak trudno znaleźć tu jakąś normalną osobę, z która możesz porozmawiać nie tylko o jachtach i wyjazdach za granicę- przewróciła oczami, biorąc w ręce leżącą na biurku piłeczkę- Do nich najlepiej się nie odzywać, jak podskoczysz to tak cię załatwią, że będziesz musiała się stąd wynieść. Jak moją koleżankę, dziewczyna nie wytrzymała i się wyniosła. Są po prostu nie obliczalni- skrzywiła się, odbijając piłkę o ścianę.
- Zapamiętam. Zresztą jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do takich typów. Może i jestem trochę przesądna, ale szczerze mówiąc źle im patrzy z oczu. Wydają się nie być zbyt przyjaźni dla otoczenia- odpowiedziałam, przyglądając się rudowłosej. Skinęła głową, zawieszając wzrok na zdjęciach przyczepionych do tablicy. 
- Znasz go?- wskazała ręką na zdjęcie, na którym byłam z Nickiem. Schowała twarz we włosy, chcąc ukryć rumieniec, który pojawił się na jej twarzy.
- Znam go od pięciu lat- odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od dziewczyny. Westchnęła ciężko i usiadła obok mnie.
- Też go znam. Kiedyś się poznaliśmy. Ale później, jakoś straciliśmy kontakt. Znaczy, ja zgubiłam swój telefon i straciłam do niego numer, nie spotkaliśmy się już więcej- uśmiechnęła się lekko, przeczesując ręką włosy.
- Wiesz, idę się z nim jutro spotkać, jeśli chcesz możesz pójść ze mną- szturchnęłam dziewczynę w ramię, uśmiechnęła się do mnie szeroko ponownie oblewając się rumieńcem- Widziałam się z nim wczoraj, więc jakoś zniknę wam z pola widzenia- zaśmiałam się, unosząc brew do góry. Po pokoju, rozległo się pukanie do drzwi- Proszę- rzuciłam, przenosząc wzrok na drzwi, w których zauważyłam dwóch chłopaków. Jeden z nich miał na sobie koszulkę w paski, a drugi miał mnóstwo loków na głowie.
- Zapomniałam, że mieliście przyjść- powiedziała Savannah, ze skruchą spoglądając na obu chłopaków. Obaj, spojrzeli na mnie znacząco- No tak, to jest Natalie. Natalie, to jest mój przyrodni brat Louis i Harry- wskazała ręką kolejno na każdego chłopaka, po czym ponownie się uśmiechnęła. Pomachali do mnie ręką, po czym przenieśli wzrok na rudowłosą- Oj no dobrze, przepraszam- przewróciła oczami, wstając z miejsca- Do jutra. Nie dadzą mi spokoju- drugie zdanie szepnęła w moją stronę, po czym wyszła z pokoju. Louis, jak się dowiedziałam jeszcze przez chwile stał bez ruchu patrząc na mnie uważnie. Został wyciągnięty z mojego pokoju, przez swojego kolegę. Na całą scenkę jedynie wzruszyłam ramionami i zamknęłam za nimi drzwi. Zachciało mi się spać, zresztą i tak za jakąś godzinę jest już cisza nocna, więc wstałam z miejsca i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej luźną koszulkę, krótkie spodenki i ruszyłam w stronę swojej łazienki. 


SAVANNAH
- Znowu jakieś pretensje?- spytałam, zamykając za sobą drzwi od pokoju. Mój przyrodni brat pokręcił przecząco głową i rozsiadł się na fotelu.
- Raczej wieści. Rodzice prosili, żebym przekazał ci, że postanowili wziąć ślub- powiedział spokojnym tonem, na co ja aż poderwałam się z miejsca.
- I nie mogli powiedzieć mi tego osobiście?- prychnęłam, tupiąc lewą nogą.
- Posłuchaj, wiem że to dla ciebie bardzo duży szok, ale oni mają prawo do szczęścia- spojrzał na mnie wzrokiem, który mówił „odpuść wreszcie”. Jedynie skinęłam głową i opadłam na swoje łóżko- Od kiedy znasz tę dziewczynę?- spytał, niby od niechcenia, jednak ja wyczułam jakiś podtekst. Uniosłam brwi do góry, patrząc na niego badawczym spojrzeniem.
- Dzisiaj ją poznałam, a dlaczego pytasz?- skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, spoglądając na niego uważnie. Wzruszył ramionami i przeniósł wzrok na okno, w którym bardzo dobrze widać było szatynkę. Nie wiem z jakiego powodu, ale nie odrywał od niej wzroku przez dłuższy czas, uważnie lustrując każdy jej ruch- Znasz ją- raczej stwierdziłam, niż zapytałam. Chłopak pokręcił przecząco głową co i tak nie było jak dla mnie wiarygodne. Jego reakcja na jej osobę, wywiad na jej temat.. coś jest nie tak. I ja Savannah Wilson obiecuję sobie, że dowiem się co się dzieje. 


Zasłoniłam okno i położyłam się na łóżku, wcale nie usatysfakcjonowana wymijającymi odpowiedziami Louisa. Wyraźnie widać, że dziewczynę zna. Tylko przecież skąd? Z tego co wiem, przeniosła się tu z drugiego końca kraju. Chociaż wspominała, że była tu na wakacjach w tym roku. Właśnie wtedy, Lou był jakiś taki dziwny. Zamyślony, ciągle siedział na telefonie.. To raczej niemożliwe, żeby wtedy chodziło o nią. Niby dlaczego miałoby chodzić akurat o Natalie? Nie widzę większego związku. Chociaż może.. nie. To tylko moja chora wyobraźnia. Może mi się zdawało, że się znają. Sama już nie wiem.


Moja mama zamierza wyjść za tatę Lou? Zaczyna mnie ta sytuacja trochę przerastać. No bo niby lubię ojca Louisa, i już nawet przyzwyczaiłam się do mówienia o nim jak o przyrodnim bracie, ale nie pomyślałabym, że to się w końcu stanie. Że zdecydują się na tak poważny krok. Nie chodzi o to, że nie chcę ich szczęścia. Chcę. Tylko moja mama, jest niestabilna w uczuciach. Miała trzech mężów, i każdy z nich był niewypałem. Wszystkich niejednokrotnie zdradziła twierdząc, że to jednak nie było to. Na całe szczęście tej cechy nie odziedziczyłam po mamie. Jestem w stu procentach, bardziej wierna i uczucia niż ona. Miłość to dla mnie wielkie słowo i chyba w wieku szesnastu lat nie mam jeszcze o czym myśleć. Jestem za młoda, na tak poważne wyznania.
_________________________________________________________
Witajcie, to znowu ja. :D

Postanowiłam założyć tego bloga, ze względu na to, że doznałam ataku weny i wymyśliłam całkiem nową historię. Opowiadanie będę pisać z kilku perspektyw, żeby mniej więcej przybliżyć wam uczucia wszystkich bohaterów. 

Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, pisz na moje GG: 23799456.

Nie będę się rozpisywać, bo w zasadzie nie mam zbytnio o czym :D