wtorek, 29 maja 2012

Rozdział 9, Część 2.


Całkowicie zdenerwowana weszłam do domu zespołu, znacząco trzaskając drzwiami. Wzrokiem szukałam swojego przyjaciela, który miał teraz dosłownie w łeb, za zepsucie mi randki.
- Cześć słońce- za sobą usłyszałam głos Louis, który zagrodził mi drogę i pocałował mnie w policzek.
- Tak, tak. Nieważne. Gdzie jest Nick?- spytałam, patrząc na chłopaka. Pierwszy raz, widziałam w jego oczach coś naprawdę dziwnego. Mogę nawet powiedzieć, że niepokojącego. Patrzył na mnie trochę inaczej niż wcześniej. Nawet w dużym stopniu inaczej. Czy on się we mnie.. Nie no, coś ty Natalie chyba coś ci się pomieszało. To od słońca. Nie ma słońca. No to od chmur. Nie ważne.
- Widziałem go w kuchni z Liamem- skinęłam głową, uśmiechnęłam się w jego stronę i pędem ruszyłam we wskazaną stronę.
- Ty- złowrogo spojrzałam na chłopaka, tupiąc nogą.
- Nic ci nie zrobiłem!- od razu się obronił, machając rękoma.
- Przez ciebie nie mogłam iść na randkę. Jestem na ciebie ewidentnie obrażona- stwierdziłam, na co chłopak wybuchnął śmiechem- Co się cieszysz jak palant?- spytałam przesłodkim tonem głosu, przewracając oczami.
- Kolejny naiwny?- spytał, kręcąc głową.
- Zamknij się, przystojny był- wytknęłam język w jego stronę, wzruszając ramionami.
- Co ja się z tobą mam..
- Goń się. Tak w ogóle, to twój Justin też na mnie leci. A tak się bronił, że nie- pokręciłam głową. Nick spojrzał na mnie zdziwiony.
- To chyba.. no ten, ma tu zaraz przyjść- powiedział, drapiąc się po głowie.
- Będzie zabawa- uśmiechnęłam się, chyba trochę tajemniczo, bo chłopak kompletnie nie wiedział o co mi chodzi.
- Natalie nie rób następnej głupoty- jęknął i pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia z kuchni- Rozmawialiśmy już o tym, możesz dać sobie spokój? To, że jakiś jeden facet cię zranił nie oznacza, że musisz wykorzystywać innych w odwecie za tamto. To było dawno, poz tym jego już nigdy nie zobaczysz- na samo wspomnienie o TAMTYM odepchnęłam od siebie chłopaka, spojrzałam na niego ledwo powstrzymując chęć uderzenia go w twarzy, odwróciłam się na pięcie i skierowałam się w stronę ogrodu. Miał już nigdy więcej o NIM nie mówić, obiecał że ten temat zostanie zamknięty i nigdy więcej go nie poruszy. Poruszył. Wcale nie było dawno, kiedy? Rok temu? Półtorej? Czas leczy razy? Chrzanić jakieś ludowe farmazony wyssane z palca.

Wyszłam na zewnątrz szukając czegoś na czym mogłabym usiąść. Przypomniałam sobie o huśtawce, na którą zwiałam żeby odizolować się od tych wszystkich nierozumnych świrów. Usiadłam na niej, opierając głowę o drzewo będące podporą dla niewielkiej huśtawki. Prosiłam, żeby więcej nie wyciągał tego jako argumentu. Mieliśmy już o tym nie rozmawiać, to moje życie i mam prawo robić to na co mam ochotę. Może i mają trochę racji, nie wyjdę na tym dobrze, ale przecież.. wszyscy są tacy sami. A ja, zachowuję się jak ten pieprzony dupek, który zabrał moje serce ze sobą. Za szybko to wszystko się teraz toczy. Sama już się w tym zgubiłam. To wszystko jest jakieś pogmatwane, nic nie potrafię przemyśleć w stu procentach. Wydaje mi się, że przez kilka słów wypowiedzianych przez NIEGO moje życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Na samo wspomnienie o wieczorze, który zniszczył całe moje życie do moich oczu napłynęły łzy. Nawet nie starałam się ich ścierać, wiedziałam że teraz się ich nie pozbędę. „Od zawsze byłaś nikim. Po prostu chciałem zobaczyć, czy łatwo podrywa się takie dziewczyny jak ty. I wiesz? Bardzo łatwo. Zakład mogę uznać za zakończony. Żegnaj Natalie.” Ponownie JEGO słowa zaczęły odbijać się echem w mojej głowie. Nie było w niej nic prócz nich i ogromnej pustki, przemieszanej z bólem. Sama nie wiem, czy mają racje. Możliwe, że tak. Ale nie wiem, czy jestem w stanie to wszystko zmienić.

- Natalie, to ty?- westchnęłam ciężko, starając się jakoś uregulować własny oddech, który teraz niemiłosiernie przyspieszył. Ktoś stanął przede mną. W celu uniknięcia pytań typu „co się stało” nawet nie podniosłam oczu, co i tak mi się nie udało ze względu na to, że owa osoba przysunęła się i chwytając mnie za podbródek, podniosła moją głowę do góry. Moim oczom ukazał się Louis, który na mój widok momentalnie spoważniał. Popatrzył na mnie trochę zdziwionym wzrokiem- Wszystko w porządku?
- Nie- odpowiedziałam, wierzchem dłoni ścierając łzy z policzka.
- Chcesz o tym pogadać?- spytał, patrząc na mnie z troską w oczach.
- Nie- odpowiedziałam dokładnie tak samo jak wcześniej, spuszczając wzrok na swoje buty. Chłopak przesunął mnie do prawego boku huśtawki, sam siadając obok mnie- Powiedziałam, że nie- przetarłam oczy, tępo patrząc przed siebie.
- Wmawiasz to sobie. Możesz przestać?- spytał, na co ja tylko zmrużyłam oczy.
- Przestać co?- zapytałam, nawet się do niego nie odwracając.
- Udawać.
- Nic o mnie nie wiesz- wstałam z miejsca, w celu pójścia do środka, powiedzenia że źle się czuję i wrócenia do internatu, gdzie będę miała święty i nieograniczony spokój. Niestety, moje plany najwidoczniej nie miały prawa się zrealizować, bo chłopak nawet nie zwracając uwagi na moje protesty, pociągnął mnie za rękę w swoją stronę- Daj mi spokój- westchnęłam, odwracając się do niego przodem.
- Natalie, po prostu bądź cicho- westchnął i przytulił mnie do siebie. Skarcę siebie za takie myśli, ale chyba było mi to potrzebne. Zaczyna mnie powoli wkurzać ta cała potrzeba bycia z ludźmi. Tęsknię za swoją wcześniejszą aspołecznością, chociaż miałam spokój. Lekko go od siebie odepchnęłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę wnętrza domu.
- Cześć kochanie!- krzyknął Justin, kiedy zobaczył mnie w progu pokoju. Machnęłam ręką i nikomu nic nie tłumacząc wyszłam z domu chłopaków, wyciągnęłam komórę żeby zadzwonić po taksówkę. Głównie dlatego, że nie miałam najmniejszej ochoty iść piechotą do internatu. To byłoby nudne, poza tym po co, skoro mogę się tam dostać bez większego używania dolnych kończyn?
- Natalie zaczekaj- za sobą usłyszałam głos Nicka, dość skruszony głos Nicka- przepraszam. Miałem o nim nie mówić, tylko.. kurcze, wkurza mnie twoje podejście. Po prostu. Ranisz wiele ludzi. Rozumiem dlaczego to robisz, ale powinnaś przestać. Mimo wszystko możesz na mnie liczyć, nie zapominaj o tym. Ale przemyśl to wszystko, to tylko dla twojego dobra- dopiero w tym momencie odwróciłam się w jego stronę. W jego oczach nie widziałam nic poza troską i nutą czegoś, czego nie mogłam rozgryźć.
- No chodź- westchnęłam i przytuliłam się do chłopaka- Masz racje. Wszyscy macie racje.
- Mówisz poważnie?- spytał, odsuwając mnie od siebie na odległość ramion.
- Nie, ostatnio zjadłam zepsutą szyję żyrafy i coś mi się pomieszało w głowie- przewróciłam oczami, na co mój przyjaciel najwidoczniej się rozpromienił i mocno mnie do siebie przytulił.
- Nie wierzę, Natalie się nawróciła!
- Ty się tak nie ciesz- zaśmiałam się, pstrykając go w nos. Przerzucił mnie sobie przez ramię i skierował w stronę domu- Weź mnie postaw ty debilu jeden. Co za bałwan, idiota, cymbał, imbecyl, dureń, świrnięty nie ogar. W ogóle mógłbyś umyć zęby jak już musisz na mnie chuchać. Co za osioł, normalnie matoł. Postaw mnie, albo cię ugryzę i będziesz zmuszony przeszczepić sobie ramię, bo nic z niego nie zostanie. Ja nie mogę normalnie naślę na ciebie jakieś śmierdzące zombie, które wyżre ci ten twój mózg, o ile jakiś masz- moja litania ciągnęłaby się dalej, gdyby nie śmiech który ją przerwał. Mogłam się domyślić, że wszystkie śmiechy które słyszałam należały do wszystkich siedzących w salonie. Mój przyjaciel kręcąc głowa postawił mnie na podłodze- No w końcu. Jak będą wystawiać sztukę „Shrek” to startuj na osła. Chociaż nie, jest dla ciebie zbyt charyzmatyczny. Polecam jakiś kamień- wzruszyłam ramionami, poprawiając swoją koszulkę.
- Już nie żyjesz- stwierdził, zaciskając zęby. Momentalnie pobiegłam przed siebie, starając się nie zabić przez swoje szpilki. Blondyn stanął przede mną, znacząco poruszając brwiami.
- I co tak majtasz tymi brwiami?- prychnęłam, jednocześnie trafiając na ścianę- Wiesz jak bardzo cię kocham? Jesteś najseksowniejszą osoba jaką znam, twoje oczy przypominają głębię oceanu a styl powinny naśladować hollywoodzkie gwiazdy- rozpoczęłam swój monolog, szukając jakiegoś sensownego wyjścia z tej sytuacji.
- Nie podrywaj mi chłopaka!- krzyknęła Savannah z oburzeniem. Posłałam jej rozbawione spojrzenie, po czym puknęłam się w głowę.
- Dobra, masz farta- stwierdził odsuwając się kawałek ode mnie. Posłałam mu buziaka w powietrzu i w błyskawicznym tempie, znalazłam się na kanapie, siadając obok Nialla, który śmiał się i jadł hamburgera jednocześnie.
- Co robimy?- spytałam energicznie, na co wszyscy momentalnie wybuchnęli śmiechem- I weź staraj się być przyjazny dla otoczenia. Okej, sami tego chcieliście- wzruszyłam ramionami- A ty, to mnie wkurzasz- wskazałam głową na siedzącego naprzeciwko mnie Nicka, który nie odrywał ode mnie wzroku.
- Przed chwilą wyznałaś mi miłość- stwierdził przez śmiech, widząc zazdrosne spojrzenie swojej dziewczyny.
- Przed chwilą, chciałeś mnie zabić- stwierdziłam po chwili ciszy. Savannah nie chciała odpuścić, więc chłopak przysunął się do niej i pocałował ją- Matko, musicie przy ludziach? Boże, ja mam dopiero szesnaście lat! Nie chcę mieć traumy do końca życia, więc błagam, skończcie te swoje czułości gdzie indziej- przewróciłam oczami, ze skrzywieniem na twarzy patrząc w stronę parki.
- Jesteś zazdrosna- stwierdził Nick.
- Tak, jestem zazdrosna o wszystkich ludzi, którzy nie muszą tego oglądać. A tak w ogóle, to gdzie jest Zayn?- spytałam, lustrując wszystkich wzrokiem.
- U siebie- podrzucił mi Liam, który jako jedyny był w stanie mówić i śmiać się jednocześnie.
- Nikt mnie tu nie lubi. Jestem obrażona i sobie idę- skrzyżowałam ręce i ruszyłam w stronę pokoju Zayna. Nie wiem co mną kierowało, najwidoczniej byłam strasznie ciekawa dlaczego nie zszedł na dół. Bez pukania wparowałam do jego pokoju. Widząc jego smętną minę, ciężko westchnęłam, podeszłam bliżej i wyciągnęłam słuchawki z jego uszu. Spojrzał na mnie oburzonym spojrzeniem, jednak zauważając mnie trochę złagodniał i przesunął się na bok łóżka. Zanim usiadłam, szybkim ruchem ściągnęłam swoje szpilki, które już zaczęły ostro mnie wkurzać. Zajęłam miejsce obok niego, uważnie mu się przyglądając- Coś nie tak?- spytałam, patrząc na chłopaka. Podniósł się i usiadł naprzeciwko mnie.
- Serio cie to interesuje?- spytał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- No dobra, jestem jędzą to fakt. Ale jakby się uprzeć to potrafię też powiedzieć coś całkiem sensownego- wzruszyłam ramionami, poprawiając pozycję w której siedziałam.
- Skoro tak.. Jest taka dziewczyna- odezwał się po chwili, spuszczając wzrok na swoje ręce.
- O boże, randki nastolatków są zazwyczaj strasznie nudne. Poza tym mam już ich za sobą tyle, że równie dobrze mogłabym napisać o tym książkę, albo poradnik. Przepraszam, już nie przerywam- przewróciłam oczami, podnosząc wzrok na chłopaka, który momentalnie się zarumienił i usilnie wpatrywał w swoje dłonie- Kontynuuj.
- Jesteś dziewczyną, więc raczej byś wiedziała co mam zrobić.. Czyli, jest dziewczyna która mi się podoba. Tylko, że ona mnie totalnie olewa i chce się tylko przyjaźnić. Chociaż ja, wolałbym chyba coś więcej- spojrzał na mnie kątem oka, lekko się uśmiechając.
- Gdybym była typową dziewczyną, to bym ci powiedziała żebyś ją gdzieś zaprosił. Większość dziewczyn na to leci- odpowiedziałam, ze skupioną miną lustrując go wzrokiem.
- A na co lecą nietypowe dziewczyny?- spytał, ściszonym tonem głosu patrząc prosto w moje oczy.
- Raczej na nic- obojętnie wzruszyłam ramionami- Jak się „nietypowa dziewczyna” sama nie postara, to szczerze mówiąc sam nic nie zdziałasz. Radziłabym jak na razie czekać, to nie znaczy że masz odpuścić. Wiesz, nie daj o sobie zapomnieć. Tylko nic na szybko, bo jak ją wkurzysz to zapewne oberwiesz- dorzuciłam, starając się dać mu do zrozumienia że może sobie po prostu zaszkodzić. Powiem jedynie, że trochę mnie zabolała ta jego „nietypowa dziewczyna”. Nawet nie wiem dlaczego, za każdym razem staram się wyprzeć myśl, że mogłoby być z tego coś więcej. Więc.. dlaczego mam takie dziwne uczucie w żołądku? Zostawię to. To wszystko jest chore. Moje życie, moja psychika, moi znajomi też. Chrzanić to.

- Przymnij swoją piękną buźkę, albo twoje wszystkie „preparaty” do twoich przepięknych włosów wylądują w przepięknym koszu na śmieci- mruknęłam, skupiając całą swoją uwagę na oglądanym horrorze. Zayn obdarował mnie morderczym spojrzeniem i krzyżując ręce, odwrócił się do mnie bokiem. Pogłaskałam go po policzku, wybuchając śmiechem i ponownie wróciłam do oglądania. Nie rozumiem, z jakiego powodu Savannah właśnie chowa się pod kocem z przerażonym spojrzeniem. Nie widzę nic strasznego w tak zwanym chowaniu żywcem. Albo ja jestem inna, albo moja czerwonowłosa koleżanka świruje. W momencie, w którym na ekranie pokazała się ogromna mumio – nie wiem co, wszyscy momentalnie poskoczyli a ja wybuchnęłam gromkim śmiechem rozsypując przy tym miskę z popcornem na wystraszonego Louisa, tulące Loczka.
- I co cię tak śmieszy?- huknął na mnie wystraszony Harry.
- Bo to coś wyglądało jak moja pani od chemii- ponownie wybuchnęłam śmiechem, na co rudowłosa już trochę rozluźniona, mi zawtórowała. Reszta jedynie przewróciła oczami, po czym oberwałam, jak mniemam marchewką Louisa prosto w głowę- Burak- prychnęłam. Chłopak słysząc to słowo, oburzony dosłownie się na mnie rzucił i trzymając moje ręce, obdarzył mnie zdenerwowanym spojrzeniem- Mam szpilki i nie zawaham się ich użyć- powiedziałam, znacząco poruszając brwiami. Chłopak przekręcił oczami, nie odrywając wzroku od moich oczu- Mógłbyś ze mnie zejść? Jakby nie patrzeć, jestem delikatna- stwierdziłam, czym doprowadziłam wszystkich zgromadzonych do śmiechu- Dobra, kiepski przykład- westchnęłam, uważnie mu się przyglądając.
W jego oczach zauważyłam dziwna iskierkę, po chwili wystawił w moją stronę policzek- No przestań, nie uderzę cię- stwierdziłam z powagą, jednak widząc jego zawziętą minę przewróciłam oczami i zwaliłam go z siebie. Wylądował na kanapce Nialla, co chyba nie było najlepszym rozwiązaniem.
- Nie żyjesz!- krzyknął wkurzony blondyn, wstając z podłogi.
- To ona!- obronił się Louis, wskazując na mnie przestraszony. Zrobiłam niewinną minę i pomachałam w stronę Nialla, który najwidoczniej się obraził, bo odwrócił się do mnie tyłem. Zabrałam Zaynowi poduszkę i wycelowałam nią w tyłek blondyna, który poskoczył jak oparzony.
- Dobra, ale idziesz zrobić mi kolację- wskazał ręka na kuchnię.
- Chyba cię coś boli. Poza tym jedyna potrawa jaką umiem przygotować to odgrzanie zrobionego przez kucharkę obiadu- wzruszyłam ramionami. Harry odetchnął ciężko i rozglądając się, czy czasem nic za nim nie idzie powędrował do kuchni. W progu odwrócił się w naszą stronę i wskazał na mnie i Louisa, że mamy pójść z nim. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z chłopakiem, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Louis ogarnął się jako pierwszy i pociągnął mnie za rękę w stronę nieźle zniecierpliwionego Hazzy.

- One śpią- dobitnie stwierdził Nick, machając mi przed oczami. Postanowiłam pobawić się w „śpię więc mnie zostawcie”, więc nadal z zamkniętymi oczami przysłuchiwałam się rozwojowi sytuacji- Zadzwonię do opiekunów i powiem, że zostają ze mną. Mam pozwolenie od rodziców Natalie, że może u mnie nocować. Ale co z Savanną?
- Ja to załatwię- wydaje mi się, że te słowa wypowiedział Louis. Poczułam, jakby ktoś podnosił mnie do góry. Później, wyczułam perfumy Zayna, więc najwyraźniej miał za zadanie zanieść mnie gdzieś, gdzie niby miałabym spać. Interesująco, nie powiem. Jakby nie patrzeć to wcale nie narzekam na to, że mnie niesie, bo w końcu jest przy.. już nic nie mówię. Powinnam się już zamknąć, bo nawet w myślach gadam totalne bzdury.
_______________________________________________________________
To znowu ja. Napisałam to, żeby wam powiedzieć że NIE WIEM KIEDY NASTĘPNY. Mam mega dużo sprawdzianów, a od 12 do bodajże 14 mam wycieczkę, więc 
rozdziałów nie będzie. Ale to jeszcze trochę czasu. W najgorszym wypadku zawieszę bloga, ale to na razie jeszcze nic pewnego. Poczekamy - zobaczymy. 

DZIĘKUJĘ ZA OBSERWATORÓW, WEJŚCIA I KOMENTARZE. PONOWNIE WYZNAJE WAM MIŁOŚĆ <3


niedziela, 27 maja 2012

Rozdział 9, Część 1.


NATALIE, TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

- O ja pierdole, przecież opiekunki nas zabiją, powieszą nad kominkiem i Bóg wie co jeszcze- skrzywiłam się, patrząc w stronę chłopaka. Skinął głową i gestem ręki wskazał na szafę- Ty se chyba jaja robisz- prychnęłam krzyżując ręce. Posłał mi wrogie spojrzenie, na które tylko szeroko się uśmiechnęłam i szybkim krokiem weszłam do szafy. I tak to jest, kiedy oglądasz film z przyjacielem, z którym nie widziałaś się dłuższy czas. Zasypiasz i musisz włazić do szafy, żeby pilnujący nas dozorcy, nie złapali mnie w jego łóżku. Mimo tego, że nic niemoralnego czy niedozwolonego nie robiliśmy, to tak czy siak dostalibyśmy brutalną karę, przez którą ucierpiała by moja psychika i nie tylko. Nie ma to jak siedzieć w szafie, nie powiem. Zrezygnowana oparłam rękę na drzwiczkach i z hukiem wypadłam z szafy.
- Cóż my tu mamy..- odezwał się jeden ze sprawdzających nasze pokoje.
- Widzi pan, nie powinnam oglądać tych wszystkich horrorów. Lunatykowanie jest absolutnie niebezpieczne, w ogóle gdzie ja jestem?- w geście bezradności uniosłam ręce do góry, starając się wyglądać jak najbardziej naturalnie.
- Verne, zamknij się. Ty i Parker będziecie codziennie do wystawienia szkolnej sztuki pomagać w przygotowaniach. A teraz już do swojego pokoju- wkurzony, zatarł ręce i ze złowieszczą miną wskazał na drzwi wyjściowe.
- Co za sztywniak- mruknęłam, przechodząc obok zdenerwowanego mężczyzny. Posłałam Justinowi buziaka w powietrzu i wybuchając śmiechem opuściłam jego pokój. Energicznym krokiem wparowałam do własnego pokoju, starając się nie zwraca na siebie uwagi Savanny, która stała obrócona tyłem do drzwi i ze słuchawkami w uszach tańczyła jakiś dziwny taniec. Momentalnie wybuchnęłam śmiechem, widząc tańczącą dziewczynę. Jej taniec przypominał trochę zmieszanie makareny z spektakularnym tańcem LMFAO z teledysku do „I'm sexy and i know it”. Zaczynałam się powoli o nią martwić.
- O hej- powiedziała z wielkim uśmiechem, kiedy mnie zauważyła. Lekko się zarumieniła, i szybko odwróciła głowę do tyłu.
- Cześć Savannah, ładny stanik- zaśmiałam się, ruszając w stronę swojego łóżka. Potknęłam się i runęłam wprost pod nogi dziewczyny.
- Oh, nie musisz oddawać mi takiej czci. Ale to miłe- powiedziała przez śmiech, podając mi rękę.
- Jędza- mruknęłam i pociągnęłam dziewczynę za dłoń tak, że wylądowała obok mnie.
- Nie jesteś na mnie zła?- spytała, uśmiechając się trochę nieśmiało.
- Nie będę, jak masz ciastka. Jestem tak strasznie głodna, że chyba zaraz zwariuję. Wszystkie słodycze które miałam zostały we włosach twojego chłopaka, albo w szafkach i łóżku Justina- wytłumaczyłam, wstając z podłogi. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, podeszła do szafki stojącej przy jej łóżku i wyciągając z niej opakowanie z czekoladowymi ciastkami, rzuciła je w moją stronę. Odetchnęłam z ulgą i otwierając paczkę, rzuciłam się na swoje łóżko.
- A co będzie z.. no wiesz, nimi?- spytała, patrząc uważnie w moją stronę.
- Po pierwsze tak wiem, jestem jędzą. Po drugie, oczywiście jestem na nich strasznie wściekła. Po trzecie, w sumie to ich rozumiem, już mi przeszło. Poza tym nawet Justin mówił mi, żebym trochę odpuściła, chyba się was posłucham- stwierdziłam po chwili, puszczając uśmiech dziewczynie. Widząc mój, dosyć szczery, wyraz twarzy rzuciła we mnie jakimś magazynem. Zaciekawiona utkwiłam wzrok na stronie, na której gazeta była otwarta.

„ One direction – nowy wywiad, nowe wiadomości.
- Zawiedliśmy naprawdę ważną dla nas osobę. Myślę, że wie że to właśnie o nią chodzi. Jest nam strasznie głupio- takimi słowami, rozmowę zaczął Louis. Nikt nawet nie domyśla się o kogo mogło chodzić chłopakom, ale jesteśmy wręcz pewni że niejeden członek zespołu, bardzo lubi ową osobę. Fanki całego zespołu są nieco zdezorientowane, chciałyby wiedzieć o co tak naprawdę chodzi.
- Dziewczyna, którą często widzicie w naszym towarzystwie to tylko i wyłącznie nasza przyjaciółka- tłumaczy Zayn, odpowiadając na pytanie o tajemnicza szatynkę, która nie raz znalazła się wraz z nimi na okładce magazynów dla nastolatków. Wszystkie fanki mogą odetchnąć z ulgą, jak widać chłopcy nadal są wolni. Całą piątka umiejętnie unikała wszelkich odpowiedzi na pytania o dziewczynie, widać że nie byli chętni do rozmowy na jej temat. Pokłócili się, czy może nie chcą naruszać jej prywatności? Tego nie wiemy, jednak postanowimy czegokolwiek się dowiedzieć.”

- Aha- to była bardzo inteligentna i konstruktywna odpowiedź na cały artykuł. Rudowłosa wybuchnęła śmiechem, jak mniemam zauważając moją bardzo zdezorientowana minę. Obdarowałam ją morderczym spojrzeniem, odrzuciłam jej kolorowe czasopismo i podniosłam się z miejsca. Podeszłam do swojej szafy w celu znalezienia swojej piżamy.


KOLEJNY DZIEŃ

- Musisz tak długo siedzieć w tej łazience?- krzyknęła zdenerwowana Savannah, waląc w drzwi wejściowe. Prychnęłam i kręcąc głową wróciłam do rozczesywania swoich włosów. Przed chwilą skończyłam prostować swoje pokręcone włosy. Ubrana w to, wyszłam z łazienki i stanęłam w drzwiach dziwnie patrząc na siedzących w pokoju chłopakach.
- Pójdziesz do kozy- stwierdziła rudowłosa, znacząco patrząc na moje buty.
- O to chodzi- odpowiedziałam jej, z wielkim uśmiechem.
- Żeby mieć karę i siedzieć z dziwnymi kolesiami w śliskich portkach i czarnych, skórzanych kurtkach w jednej ławce?- spytała zdezorientowana.
- Owszem. Jeśli pójdę do kozy wymigam się od przygotowań do sztuki szkolnej. Oh, nie wspomniałam ci że ten wredny, wąsaty sztywniak, potocznie zwany dozorcą złapał mnie wczoraj w nocy u Justina? Ups, zapomniałam- wzruszyłam ramionami, przerzucając swoje włosy na prawą stronę. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem i kręcąc głową weszła w głąb łazienki. Odwróciłam się przodem, do lekko zdezorientowanych chłopaków- Przyznaję, trochę przegięłam z tym denerwowaniem się na was. No po prostu trochę tego nie ogarniałam, ale już to wszystko ogarnęłam- stwierdziłam, biorąc z biurka książkę od historii. Kątem oka zauważyłam, jak Liam i Louis przybijają piątkę, ale wolałam już w to nie wnikać. Ponownie odwróciłam się w ich stronę i poczułam, jak ktoś mnie do siebie przytula. Po perfumach, rozpoznałam Louis.
- Koszulkę mi pognieciesz- rzuciłam oburzona, na co chłopak tylko prychnął i wystawił mi język, nadal mnie nie puszczając- No weź, chociaż w kozie chcę wyglądać normalnie- wywróciłam oczami, na co i tak chłopak nie zareagował- A rób co chcesz- dodałam po chwili, opierając rękę o blat stolika.
- Natalie, mam pomysł!- do pokoju wparował Justin z wielkim uśmiechem. Widząc mnie, przytulającą się do Louisa tylko wzruszył ramionami, ponownie się uśmiechając. Zauważyłam nutkę zazdrości w jego oczach, jednak postanowiłam zostawić to dla własnej satysfakcji- Jak widzę już wpadłaś na to, jak trafić do kozy- zaśmiał się chłopak, uważnie przyglądając się mojej osobie. Faktycznie, mocny makijaż i szpilki to pierwszy krok do siedzenia po lekcjach- Ja nie mam tak łatwo, chyba że pożyczysz mi tusz do rzęs- dorzucił, zalotnie poruszając brwiami. Louis w końcu postanowił się ode mnie odsunąć i z wielkim westchnieniem oparł się o stolik, tym samym siadając bardzo blisko mnie.
- Już wiem o co ci chodzi. Aż tak bardzo chcesz mnie pocałować?- poruszyłam brwiami, wybuchając śmiechem. Spojrzał na mnie błagalnym wyrazem twarzy- Wisisz mi wielką pluszową pandę- przewróciłam oczami i udałam się w jego stronę- To na razie- powiedziałam w stronę chłopaków, wyciągając Justina za koniec koszuli z mojego pokoju.
- Nie tak brutalnie, kochanie- szepnął do mojego ucha, klepiąc mnie w tyłek. Walnęłam go w ramię i obdarzając go wkurzonym spojrzeniem, szybszym krokiem ruszyłam w stronę budynku szkoły.


SAVANNAH

- Nie przejmujcie się nią. Jutro jej się znudzi i znajdzie sobie innego- przekręciłam oczami, stając w progu pokoju. Chłopaki jednocześnie westchnęli, patrząc w moją stronę- znacie się ponad dwa miesiące i jeszcze się nie przyzwyczailiście?- spytałam kręcąc głową. Poprawiłam swoją koszulkę i dziwnie na nich spojrzałam.
- Nie ważne- mruknął Zayn, najwidoczniej niepocieszony poprzednią scenką. Musiało mu się coś przypomnieć, bo skrzywił się i pusto patrzył przed siebie. Zauważyłam, że zaczął się powoli w to wszystko wkręcać. Tylko, że ja go ostrzegałam. Natalie to nie ten typ. Ona jest.. po prostu inna niż większość. Nie powiem, żeby jej zachowanie mnie nie drażniło – bo drażni i to strasznie. Ale zawsze, kiedy zaczynam ten temat ona ucina go w połowie pierwsze wypowiedzianego przeze mnie słowa. Stwierdziłam, że jej i tak już kompletnie nic nie zmieni. Chyba nawet nie warto próbować. Nick się starał, ja się starałam, wiele osób chciało jakoś na nią wpłynąć ale koniec końców, ie zyskaliśmy nic oprócz roześmianego wyrazy twarzy szatynki. Ma gdzieś nasze zdanie i robi po swojemu. Fajnie, że ma swoje poglądy i się ich trzyma. Tylko szkoda, że przez jej poglądy cierpią inni ludzie. To zdecydowany minus.
Mimowolnie przeniosłam wzrok na Louisa, który również nie wyglądał jakby mu to wszystko odpowiadało. Rozmawiałam z nim na temat szatynki i przyznał się, że faktycznie coś go do niej ciągnie, tylko nie chce zranić tym swojego przyjaciela, który najwyraźniej coś czuje do szatynki. Wkurzyłam się, bo ona to wszystko ma gdzieś. Olewa uczucia wszystkich, którymi postanowi się zabawić. Robi to kosztem, nie tylko ich ale i również swoim. Może tego teraz nie wie, ale w przyszłości będzie tego żałować jak niczego innego.

Zamykając za sobą drzwi wyszłam z pokoju i w szybkim tempie, skierowałam się przed siebie. Mam pięć minut do pierwszej lekcji, a nawet nie wiem co mam na pierwszej lekcji. Nienawidzę tego, że nie znam planu i tego, że go zgubiłam. Obym tylko zdążyła, jeszcze jedno spóźnienie i zostanę pogrzebana żywcem.

Usiadłam na krześle, w gabinecie od fizyki czekając na przyjście nauczyciela. Na całe szczęście udało mi się jakoś przyjść jeszcze przed dzwonkiem, więc jak na razie telefonu do rodziców nie będzie i nie będę musiała przejmować się, że obetną mi kieszonkowe czy coś w tym stylu. I dobrze, chyba bym nie przeżyła mniejszego kieszonkowego.


NATALIE

Siedząc na lekcji matematyki, zaczynałam się już ostro nudzić. Karę oczywiście dostałam bez większych problemów, pozostało jeszcze załatwić odsiadkę dla Justina. Sam nie jest fanem przygotowań do sztuk teatralnych. Postanowiłam mu pomóc, poza tym strasznie wkurza mnie nauczyciel matematyki, więc z wielką chęcią zrobię mu na złość. Wymieniłam spojrzenia z chłopakiem, który z wielkim uśmiechem przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Verne, Parker! Co to ma być! To jest lekcja matematyki a nie Wychowania do życia w rodzinie! Zostajecie po lekcjach!- „pan profesor” aż poczerwieniał na twarzy. Przybiliśmy żółwika pod stołem i z ogromnym uśmiechem, przyjęliśmy karę. Wrzuciłam zieloną kartkę do kieszeni i znacząco kaszląc, położyłam głowę na ramieniu swojego sąsiada. Nauczyciel ponownie spojrzał na nas wściekłym spojrzeniem, jednak odwrócił się w stronę tablicy i nic już nie mówiąc wrócił do tematu lekcji.

- Spadaj- rzuciłam w stronę chłopaka, starającego się w jakikolwiek sposób do mnie dobrać. Ostatni raz zgadzam się na siedzenie w kozie z własnej woli. Jeszcze jeden „bad boy” zaprosi mnie na randkę, to obiecuję że komuś stanie się krzywda. Justin, spojrzał na wychodzącego z pomieszczenia nauczyciela i przysunął swoją ławkę do mojej- Jak chcesz zaprosić mnie na randkę, to sobie daruj- westchnęłam, jeżdżąc ręką po końcu ławki. Chłopak wybuchnął śmiechem i poklepał mnie po ramieniu. Rzucił w moją stronę mój telefon. Puściłam mu uśmiech i skupiłam swoja uwagę na ekranie urządzenia. Miałam na nim już kilka wiadomości, najczęściej od Louisa. Do mojej ławki podszedł, całkiem przystojny, brunet z hipnotyzującymi szaro – niebieskimi oczami. Spojrzałam na niego zaciekawionym spojrzeniem, usiadł na mojej ławce z flirciarskim uśmiechem uważnie mi się przyglądając.
- Co taka ładna dziewczyna robi po lekcjach?- spytał, patrząc prosto w moje oczy.
- Cóż, mówiąc krótko moja postawa nie pasuje panu od matematyki- wzruszyłam ramionami, obdarowując go uśmiechem mówiącym „to jak, gdzie idziemy?”. Nachylił się nade mną, z uśmiechem. W tym samym momencie zadzwonił mój telefon, chłopak z rozczarowaną miną usiadł na wprost wyczekująco patrząc w moją stronę. Przewracając oczami nacisnęłam zieloną słuchawkę, przykładając telefon do ucha.
- Wieczorem przychodzisz do chłopaków i mam gdzieś, że ci się nie chce albo że jesteś zajęta. Twoje stanowisko w tej sprawie wcale mnie nie interesuje, a jak się nie pojawisz to własnoręcznie ogłoszę całemu światu, że niejaka Natalie Anne Verne potajemnie kocha się w jakimś kujonie z twojej szkoły- usłyszałam głos Nicka, po czym od razu rozłączyło się połączenie. Westchnęłam ciężko i spojrzałam przepraszająco na bruneta, siedzącego przede mną. Wsunął do mojej ręki zgiętą w pół kartkę i „przypadkiem” przejeżdżając swoją ręką, po mojej dłoni udał się w stronę, z której przyszedł.

_______________________________________________________________________
No i hej. Napisałam, tak jak mówiłam. Podzieliłam na dwie części, bo mam dużo pomysłów jak na jeden rozdział. Pomysły są, ale brak czasu żeby je przerzucić na komputer. Jak ktoś umie czytać w myślach, to ma wielkie szczęście : )

Nie będę się rozpisywać, bo muszę iść się uczyć. Więc - Dziękuję za obserwacje, wejścia i komentarze. Jesteście wspaniali <3 

wtorek, 22 maja 2012

Rozdział 8.


NATALIE

Wróciłam do pokoju po skończonych lekcjach, rzucając gazety na stolik. Taki miał być efekt, ale niestety nie trafiłam i magazyny jak i moja torba zleciały na podłogę. Nie chciało mi się schylać, więc ominęłam je i położyłam się na łóżku. Mam już wszystkiego absolutnie dosyć. Usłyszałam głośne odchrząknięcie. Błyskawicznie odwróciłam się do tyłu, a przed sobą zobaczyłam nikogo innego jak Nicka. Westchnęłam ciężko i usiadłam po turecku, czekając na wiązankę która zaraz miała wydostać się z jego ust.
- Jesteś nieodpowiedzialna, denerwująca, podejmujesz pochopne decyzje i mam ochotę cie sprać. Nigdy nie bierzesz nic na poważnie, co mnie strasznie denerwuje. Rozumiem, że chciałaś od tego odpocząć, ale nie musiałaś od razu wskakiwać w samolot do Paryża. Czy ty wiesz, jak ja się o ciebie cholernie martwiłem?- usiadł obok mnie i mocno mnie do siebie przytulił- Co się stało między tobą a twoimi rodzicami?
- Chyba powiedziałam kilka słów za dużo- przyznałam, patrząc na niego kątem oka.
- Jak zawsze- westchnął chłopak, obejmując mnie ramieniem- To w końcu twoi rodzice, wybaczą ci.
- Albo mnie wydziedziczą i wyślą na Antarktydę- bąknęłam, wtulając się w jego tors. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Tylko tak więcej nie rób. Jak będziesz chciała gdzieś wyjechać, to mi najpierw powiedz- skinęłam głową, delikatnie się uśmiechając. Drzwi do mojego pokoju się otworzyły, a w nich stanął mój ojciec. Jego obecność strasznie mnie zaskoczyła. Spojrzałam na niego absolutnie nie rozumiejąc jego celów. Nick jak szybko się pojawił, tak szybko wyszedł z pokoju zostawiając mnie z ojcem sam na sam.


SAVANNAH

- A jak przeczyta te gazety? Mówiłam wam, żeby jej wszystko powiedzieć!- już na samym progu ochrzaniłam swoich znajomych, za beznadziejną decyzję. Skrzywili się, czytając artykuły w gazetach- Będzie zła, że to przed nią ukrywaliśmy.
- Będzie zła na nas- podrzucił Niall, jedzący pizzę.
- Na mnie też, bo wiedziałam a nie powiedziałam. Nie cierpię was, że się zgodziłam nic jej nie mówić- jęknęłam siadając na kanapie.
- A wam co?- w salonie stanął wesoły Zayn. Posłałam mu groźne spojrzenie i rzuciłam w niego gazetą. Widząc samą okładkę momentalnie wytrzeszczył oczy i szybkim ruchem otworzył gazetę.


NATALIE

- Twoja mama i ja..- zaczął spokojnym tonem głosu, zawieszając wzrok na podłodze- Twoja mama i ja się rozwodzimy- powiedział na jednym wdechu. Momentalnie wstałam z miejsca i spojrzałam na swojego ojca.
- Niby dlaczego?- zdołałam z siebie wydusić jedynie tyle.
- Twoja mama mnie zdradziła- skrzywił się, podnosząc wzrok na mnie. Uniosłam wzrok na niego, lekko potrząsając głową.
- Ty żartujesz tak?
- Natalie, słońce. Myślisz że żartowałbym z takich rzeczy?- usiadłam obok niego całkiem zbita z tropu- Od dłuższego czasu nam się nie układało, nie mam jej tego za złe. Wiesz, czasami w życiu trzeba podjąć decyzję, która może zmienić życie na lepsze, może na gorsze. Tego się nie wie, ale od takich problemów nie ucieknie się nigdy. One są zawsze. Zdarza się, że uczucie wygasa. Ja twoją mamę kocham, może ona nie czuje do mnie tego co wcześniej ale to nie zmienia faktu, że ciebie kocha nadal. Zawsze będziesz naszą córeczką- z każdym nowym, wypowiadanym przez niego słowem, miałam jeszcze większą ochotę rozpłakać się jak mała dziewczynka.
- Tak mnie kocha, że nawet nie zadzwoniła- stwierdziłam po chwili ciszy i przytuliłam się do mojego ojca- Dziękuję, że powiedziałeś mi to prosto w oczy. I przepraszam za wszystko. Głównie za te zbite szyby- westchnęłam, na co mój ojciec wybuchnął śmiechem i pocałował mnie w głowę.
- Nie gniewam się o te szyby. Chociaż na przyszłość lepiej będzie, jeśli przestaniesz je wybijać- uśmiechnęłam się i skinęłam głową- Zostałbym z tobą, ale mam bardzo ważny wykład. Zajrzę do ciebie jeszcze wieczorem, dobrze?
- Jasne jedź- uśmiechnęłam się w stronę ojca, który pocałował mnie w czoło i opuścił pokój. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej coś luźniejszego i udałam się do łazienki.

Usiadłam na łóżku, kończąc zawiązywać gumkę na końcu warkocza. Podsunęłam kolana pod brodę i upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu, pozwoliłam spływać łzom całkowicie swobodnie. Nie chciałam, żeby ktoś widział, że coś jest nie tak. W tym momencie nie potrzebowałam współczucia, nawet nie chciałam o tym rozmawiać. Samotność pomoże mi w tym momencie najbardziej.

To prawda. Trzeba czasami podejmować decyzje, które mogą zaważyć na naszej przyszłości. I prawdą jest też to, że uczucie wygasa, że coś się psuje. Mam kolejne potwierdzenie tego, że nie koniecznie miłość jest tak wspaniała jak wszyscy myślą. Jeśli jedna osoba przestaje czuć coś do drugiej, sprawia jej tym ogromny ból. Jeszcze bardziej boli to, że ktoś potrafi udawać zakochanego. Uważam, że to niesprawiedliwe. Moi rodzice nie byli żadnym wzorowym małżeństwem. Często się kłócili, ale potrafili znaleźć wspólny język mimo odmiennych zdań. Widocznie coś mnie ominęło, skoro postanowili wziąć rozwód. Wydaje mi się, że dużo się między nimi zmieniło. Zawsze była praca, praca.. a żeby coś utrzymać, trzeba o to dbać. Pewnie zaniedbali niektóre sprawy i dlatego tak to się potoczyło. Jestem trochę zła na mamę, że nie miała odwagi mi tego powiedzieć, przyjechać z ojcem. Wytłumaczenie na spokojnie wszystkich za i przeciw może rozjaśniło by mi tę sytuację. Teraz nie wiem co mam o tym myśleć. Najlepiej przestanę.

- Natalie, wszystko w porządku?- w drzwiach zobaczyłam całe „One Direction” jak zdążyłam się dowiedzieć. Szybkim i zdecydowanym ruchem starłam łzy z policzka, jednocześnie chowając twarz we włosy. Pozostawię płacz dla siebie i swojej poduszki. Rozsiedli się w całym pokoju, nie spuszczając ze mnie wzroku. Odwróciłam się do nich przodem, z nadzieją że nie zobaczą co robiłam przed chwilą.
- Dlaczego nie powiedzieliście mi, że jesteście sławni? To miał być jakiś żart? Bo nie rozumiem- zaczęłam spokojnym tonem, lustrując ich wzrokiem.
- Chcieliśmy ci powiedzieć na samym początku tylko..- spokojnym tonem zaczął Louis.
- Baliście się, że polecę na waszą sławę?- dokończyłam za niego, patrząc w jego stronę. Spuścił wzrok na swoje dłonie, nic mi nie odpowiadając- Nie wiedziałam, że macie o mnie takie zdanie. Nie jestem aż tak perfidna, żeby robić takie rzeczy. Mimo wszystko potrafię sama siebie przystopować. Mam tylko nadzieję, że ta cała sprawa z moim rzekomym romansem rozejdzie się po kościach- podrzuciłam wstając z miejsca.
- Ale poczekaj..- tym razem głos zabrał Zayn. Zatrzymałam się na chwilę w drzwiach, jednak nawet się nie odwracając opuściłam pokój. - Posłuchaj przez chwilę- kiedy zdążyłam wyjść już za korytarz, zaraz za mną wyszedł Zayn. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać, jednak odwróciłam się w jego stronę- Postaraj się nas zrozumieć. To wszystko nie miało tak wyglądać. Daj nam szansę, nie chcieliśmy zawieźć twojego zaufania.
- No to coś wam nie wyszło- bąknęłam, krzyżując ręce.
- Dobrze wiesz, że nie chodziło nam wcale o to, że ci nie ufamy. Nie sądziliśmy, że to takie ważne.
- Czyli mam rozumieć, że nie jest ważny fakt, że widzę siebie na pierwszej stronie większości gazet? Nie, to przecież jest takie normalne. To nie jest dla mnie. Lepiej będzie, jeśli się z tego wycofam. Lepiej dla każdego- rzuciłam, odwracając się do niego tyłem. Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie z nadzieją, że zostawi mnie samą.


- Natalie, coś się stało?- zobaczyłam przed sobą Justina, który ręką odganiał od siebie swoich kolegów. Uniosłam lekko głowę i jedynie machnęłam ręką, starając się uśmiechnąć. Chyba całkiem nieźle mi to wyszło, bo chłopak szeroko się do mnie uśmiechnął i o nic więcej już nie pytał- Film i żelki, jak kiedyś?- wyciągnął w moją stronę rękę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zaśmiałam się pod nosem i chwyciłam jego dłoń. Przysunął mnie do siebie i nie ruszając się z miejsca przytulił mnie do siebie.


SAVANNAH

- I co teraz, geniusze?- bąknęłam rozwalając się na swoim łóżku. Wszyscy posłali mi karcące spojrzenie, niemiłosiernie się przy tym krzywiąc. Wydawało mi się, że najbardziej całą sytuację przeżywał Zayn, który nie poruszył się, ani nie odezwał odkąd wrócił z rozmowy z Natalie. Kompletnie nic nie chciał nam powiedzieć, tłumacząc że nie ma do tego siły. Byłam na nich okropnie wściekła. Za to, że ich posłuchałam jak i za to, że sami nie podjęli dobrej decyzji na początku. Dobrze wiedzieli jaka jest dziewczyna i jak może zareagować. Okłamywaliśmy ją, nic dziwnego że się zdenerwowała. Też byłabym zła.
- Musimy coś zrobić. Tylko nie wiem co- tym razem głos zabrał Liam, uważnie przypatrujący się jednemu punktowi na ścianie. Westchnęłam ciężko i wyciągnęłam telefon, wybierając numer dziewczyny. Usłyszałam dźwięk jej dzwonka, więc mogę stwierdzić że dopóki nie wróci nie ma z nią żadnego kontaktu. Zaczęło się nieciekawie.
- Możecie mi powiedzieć, z jakiego powodu Natalie siedzi w pokoju Justina i wyjada mu żelki?- do pokoju wparował Nick, który miał pełno popcornu we włosach- Tak poza tym, to nieźle zaczęli ze sobą flirtować. Nigdy nie zrozumiem kobiet- przekręcił oczami, siadając obok mnie. Chwycił lusterko ze stolika i zabrał się za wyciąganie ze swoich włosów popcornu.
- Czekaj, z kim flirtuje?- dopiero w tym momencie dotarły do mnie słowa swojego chłopaka. Spojrzał na mnie zdziwiony, przewracając oczami.
- Czyli sądzisz, że to coś nowego? Okej, więc zapytam tak. Ilu chłopaków z twojej klasy poderwała?- wzruszyłam ramionami, starając się policzyć w myślach wszystkich potencjalnych facetów brunetki. Po dwunastym stwierdziłam, że to i tak nie ma sensu- Właśnie. Jakieś pytania? Natalie się chyba nigdy nie zmieni. Lubi skakać z kwiatka na kwiatek, co już mnie irytuje, ale wole się nie wtrącać- oparł się plecami o ścianę, uważnie lustrując wszystkich po kolei- Wyglądacie jakby ktoś zjadł waszego chomika w wasze urodziny- dorzucił po chwili, dziwnie na nas patrząc. Zayn najwidoczniej już nie wytrzymał i z prędkością światła opuścił pomieszczenie. Nick tylko puknął się w głowę i przewracając oczami, przyciągnął mnie do siebie.
_____________________________________________________________
Tak krótko, bo już nie dawaliście mi spokoju. ^^ Dodałam to tylko i wyłącznie ze względu na to, iż ciągłe pytania "kiedy następy" powtarzały się od dłuższego czasu. Kolejny dopiero, kiedy ogarnę szkołę. Inaczej nic nowego się nie ukażę, muszę się skupić na ocenach, żeby ogarnąć świadectwo. Już niedługo czeka mnie wybieranie szkoły i liceum, więc muszę na razie większą uwagę poświęcić na naukę. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie.

Dziękuję za tak dużą ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Do następnego <3

poniedziałek, 14 maja 2012

Rozdział 7.


NATALIE

Leniwie otworzyłam oczy, rozglądając się wkoło. Po raz ostatni obudziłam się w tym miejscu. Przynajmniej jak na razie. Odruchowo przeniosłam wzrok na swoje ubrania, których bynajmniej nie dostrzegłam zważając na kołdrę. Kołdry podnieść nie mogłam, bo miałam rękę Zayna na swoim brzuchu. Westchnęłam z nadzieją, że uda mi się go obudzić mniej brutalnie. Jednak mi się nie udało, więc musiałam zastosować nieco drastyczniejsze metody. Mimowolnie spojrzałam na śpiącego obok chłopaka i w jednej chwili odechciało mi się go budzić. Chyba znienawidzę siebie za to, że jest osoba której potrafię ulec. To jest tak cholernie dołujące, że mam ochotę coś rozwalić.

Poza tym, chciał mnie pocałować. To znaczy, pewnie bym go ochrzaniła- nie lubię związków, no ale w zasadzie liczą się chęci. Jestem wdzięczna za wczorajszy telefon, który to przerwał. Mam totalnie wylane na powiedzenie Nicka „Postaw wszystko na jedną kartę”. Jasne. I co jeszcze? Może poproszę lokaja, żeby przyprowadził mojego przepięknego jednorożca i wróżkę, która ma władzę nad tęczą, a potem wyjdę za księcia na złotym rumaku i będę żyła długo i szczęśliwie? Niestety to nie jedna z bajek, które opiekunki czytały mi w dzieciństwie. Teraz jest prawdziwe życie. Żadnych bajek, zero marzeń tylko czyste dążenie do celu. Przecież i tak wszyscy umrzemy, no i po co mieć ubaw? Jakoś nie sądzę, żeby mi się on po śmierci jakkolwiek przydał. Oczywiście, czasem przydaje się mieć osobę na której bez względu na wszystko można polegać. Tylko dlaczego wszyscy biorą to jako miłość? Mi wystarczy to, że mam przyjaciół. Nie potrzebuję szukać czegoś więcej, nawet powiem więcej- nie widzę ku temu głębszych powodów. Jest dobrze tak jak jest, po co burzyć moją harmonię?

- Długo nie śpisz?- spytał Zayn, błyskawicznie zabierając rękę z mojego brzucha. Odpowiedziałam wzruszeniem ramionami i usiadłam na wprost- Coś jesteś nie w humorze.
- Też nie miałbyś humoru, gdybyś za kilka godzin miał oberwać po głowie- westchnęłam, ściągając frotkę z włosów.
- Dla odstresowania proponuję przejść się po mieście- wyszczerzył się w moją stronę, stojąc obok łóżka. Obojętnie wzruszyłam ramionami, zatrzymując myśli na mojej dzisiejszej klęsce. Poczułam, że ponownie siada na łóżku- Rzadko się czymś martwisz, nie?- spytał, siadając blisko mnie. Aż za blisko. Nie lubię kiedy ktoś tak robi. Dostaję wtedy fioła. Odganiając wszelkie myśli skinęłam głową- Rada od znawcy, daj sobie spokój. Wydaje mi się, że już mu się znudziło. Poza tym sam mu powiem, że byłaś grzeczna- powiedział unosząc jedną rękę do góry, a drugą kładąc na sercu tak, jak robi się w większości filmów.
- Mnie to już nic nie uratuje. Chciałabym sobie trochę pożyć. Zresztą moje decyzje kierowane przez emocje zazwyczaj tak kończą- westchnęłam, podsuwając kolana pod brodę.
- Ile razy już ci się to zdarzyło?
- Nie licząc tej, to z jakieś dwa, cztery ewentualnie czternaście razy- przekręciłam oczami- Muszę gdzieś wyjeżdżać, bo inaczej chyba wzięłabym młotek i biegała za osobami, które mnie kiedykolwiek zdenerwowały. Wymordowałabym jedną czwartą Londynu, wliczając w to jeszcze połowę Nowego Jorku i niektórych znajomych z Miami- prychnęła, kładąc głowę na kolanach.
- Nie przesadzasz czasami?- zapytał przez śmiech, na co ochoczo pokręciłam przecząco głową.
- Pamiętam osobę, która ubrudziła mi moje ulubione różowe buciki w przedszkolu- podniosłam na niego wzrok, co jeszcze bardziej go rozśmieszyło.
- Wiesz co? Dobrze, że chociaż jesteś ładna- westchnął, ściągając rękę z mojego ramienia.
- Jeszcze raz ktoś mi to powie, wypcham tę osobę i powieszę nad kominkiem- prychnęłam, siadając po turecku.
- Jesteś zbyt krytycznie nastawiona do świata.
- I co? I tak wszyscy umrzemy. Ja już niedługo- westchnęłam, opierając ręce na łokciach na swoich nogach. Ponownie doszedł do mnie śmiech Zayna, po czym przysunął się do mnie i złapał moją rękę.
- Jak widzę masz doła. Rusz się, bo się rozmyślę i zajmę ci łazienkę- z westchnieniem kiwnęłam głową i podniosłam się z łóżka. Wyciągnęłam z walizki ciemne rurki, jasną koszulkę i granatowy sweter. Chwyciłam jeszcze swoje jasnoniebieskie converse i ruszyłam w stronę łazienki.

- Natalie- nie miałam siły podnieść głowy, więc jedynie machnęłam ręką i wróciłam do leżenia z przykrytą głową poduszką. Poczułam, jak ktoś łapie mnie za nogi i ciągnie do siebie. Oczywiście taki ruch spowodował spektakularną glebą na środku pokoju. Spojrzałam wrogo na Zayna, na mój wzrok wybuchnął śmiechem. Unosząc prowokująco brwi, pociągnęłam go za nogawkę spodni, na co sam spadł obok mnie.
- I co, panie cwaniak?- spytałam, przekręcając się na brzuch, żeby na niego spojrzeć. Mruknął coś pod nosem, krzyżując ręce. Najwidoczniej wcale nie chciało mu się wstawać, w zupełności go rozumiałam, sama nie miałam na to ochoty. Spojrzał na mnie z wyrzutem- Sam zacząłeś- zaznaczyłam, pstrykając go w nos. Przekręcił oczami i lekko się podniósł. Wykorzystując moją chwilową nieuwagę, usiadł na mnie ze zwycięską miną. Jego ręce od razu zabrały się za uprzykrzanie mi życia. Nienawidzę łaskotek. Nie byłoby źle, ale na moje nieszczęście trafił na mój czuły punkt, a mianowicie na żebra. Odkąd pamiętam zawsze miałam tam łaskotki- Dobra, dobra! Poddaje się, już nie będę!- powiedziałam przez śmiech, na chwilę przestał patrząc na mnie wyczekująco- Nawet sobie nie myśl, że cię przeproszę. Sam zacząłeś, to tylko i wyłącznie twoja wina- stwierdziłam, chcąc jakoś zrzucić go z siebie. Niestety wcale mi się to nie udało, bo mimo wszystko: co do mnie, był strasznie silny. Podniosłam się trochę, zrezygnowana tym, że nie mogłam go z siebie zrzucić. Ktoś zapukał do drzwi, co niestety wcale nie rozproszyło jego czujności. Prawie się nie poruszył, tylko przerzucił wzrok na drzwi, w których już po chwili pojawił się mężczyzna z wózkiem, na którym miał jedzenie. Widząc naszą pozycję postawił wszystko na stoliku.
- Szczęścia, na nowej drodze życia- podrzucił trochę zmieszanym tonem, łamiącym się angielskim, wychodząc z pokoju. Wybuchnęliśmy śmiechem, nadal z niedowierzaniem patrzyłam w stronę drzwi.
- On nas wziął na małżeństwo- ponownie wybuchnęłam śmiechem.
- Wiesz, miłość bije od nas na kilometr- teraz to on się zaśmiał.
- Czuje się te chemię- stwierdziłam, ponownie parskając śmiechem- Więc, mężu, mógłbyś ze mnie zejść?
- Normalne. Po ślubie wszystkie robią się marudne- bąknął, przenosząc na mnie wzrok. Zaśmiałam się pod nosem, oczekując wyczekanego uwolnienia. Chłopak posłusznie wstał i podał mi rękę. Podniosłam się z jego pomocą i stanęłam przed nim z wielkim uśmiechem. Widocznie nie miał zamiaru puszczać mojej dłoni, bo cały czas trzymał ją blisko siebie. Jego bliskość strasznie mnie krępowała, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Niech mnie Hades weźmie do siebie! Chyba dramatyzuję. Zdecydowanie dramatyzuję. Widząc lekkie zmieszanie na mojej twarzy, kawałek się odsunął nie puszczając mojej ręki. Pociągnął mnie za nią w stronę stołu. Odetchnęłam z ulgą, że nie musiałam mu nic tłumaczyć i zajęłam miejsce na kanapie przed telewizorem. Pierwszy raz od przyjazdu tutaj, włączyliśmy go i zabraliśmy się za tradycyjne francuskie śniadanie.

Kątem oka spojrzałam na Zayna. Jego twarz nie wyrażała absolutnie nic, co powiem szczerze trochę mnie zirytowało. Nie wiedziałam, nawet nie mogłam się domyślać co chodzi mu po głowie w tym momencie. Już drugi raz chciał zrobić coś, czego ja nie byłam do końca pewna. Może, gdybyśmy znali się trochę dłużej nie byłabym do tego wszystkiego aż tak sceptycznie nastawiona. Wątpię, żeby komukolwiek udało się zmienić moje zdanie na temat słowa na M. Chociaż.. no nie ukrywam przecież, że po części interesuje mnie jako facet. No chyba nie jak kobieta. Dobra, moja podświadomość nawet dla mnie samej jest wredna. I do czego to doszło? Dziwnie się czułam blisko niego, ale też było mi dziwnie kiedy dłużej go nie widziałam. Nawet nie wiem co mam o tym myśleć, dla mnie to wszystko jest zbyt skomplikowane. I weź bądź tu nastolatką, a przynajmniej staraj się nią być. Nic przyjemnego, serio.

Najwyraźniej potrzebny był 
mi beznadziejny, nudnawy horror bez puenty, czy przesłania. Głupkowate filmy z zombie zawsze w jakiś dziwny sposób poprawiały mi humor.
- Widzę, że bardzo lubisz oglądać krew na ekranie- stwierdził Zayn, chwytając za klucze.
- Uwielbiam- kiedy jestem wkurzona. Dopowiedziałam w myślach, nie chciałam narażać się na kolejną serię pytań. Już mi się to znudziło. Wzięłam telefon do ręki nawet nie zwracając uwagi na nieodebrane połączenia od ojca. Mówiąc grzecznie, nie odpowiadało mi zachowanie mojego tatusia, więc stwierdziłam że lepiej będzie nie wdawać się w głębsze dyskusje. Można to tak nazwać.
- Ślicznie ci w berecie- podrzucił chłopak, przejeżdżając ręką po moim nakryciu głowy.
- Tak wiem. Ale miło, że się starasz- poklepałam go po ramieniu. Chłopak westchnął i otworzył drzwi wyjściowe, posłusznie wyszłam z pokoju. Zamknął drzwi na klucz i oboje skierowaliśmy się w stronę okropnej windy.
Kiedy już, na całe szczęście, z niej wyszliśmy ruszyliśmy przed siebie. Tak naprawdę nie mieliśmy większego planu na początek dzisiejszego dnia. Mamy jakieś pięć godzin do odlotu naszego samolotu, więc jednak jeszcze trochę czasu nam zostało. Stanęliśmy na jednym ze skrzyżowań, rozejrzałam się dookoła i wskazałam ręką drogę w lewą stronę. Chłopak odpowiedział wzruszeniem ramionami, udając się we wskazaną przeze mnie stronę. W zasadzie nie mieliśmy już gdzie iść, tam gdzie zmierzaliśmy się udać byliśmy we wcześniejszych dniach. Moja komórka, ponownie zadzwoniła. Z westchnieniem przystanęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- O której będziesz?- usłyszałam w słuchawce trochę oschły i zdenerwowany głos Nicka. Wiem, że był na mnie zły ale po ostatniej rozmowie miałam nadzieję, że chociaż trochę mu przeszło. Są dwie opcje. Pierwsza jest taka, że mu nie przeszło. Druga jednak jest taka, że stało się coś jeszcze oprócz mojego wyjazdu. Sama nie wiedziałam na którą mam stawiać.
- Jakoś koło północy- odpowiedziałam, czekając na dalszą cześć rozmowy. Usłyszałam jedynie dźwięk rozłączanego połączenia i irytującą melodyjkę oczekującą. Skrzywiłam się i schowałam swój telefon do kieszeni.
- Coś nie tak?- spytał Zayn, cofając się do tyłu.
- Czeka mnie ciężka rozmowa- stwierdziłam wzdychając. Chłopak skinął głową ze zrozumieniem, po czym przysunął się i objął mnie ramieniem. Zaczynają mi się takie gesty powoli podobać. Co się ze mną dzieje? W sumie, to nie mam zielonego pojęcia. Zostawię to bez głębszych analiz, nic mi to nie da.


Siedząc w samolocie, zaczynałam się powoli stresować czekającą mnie rozmową. Jutro mam szkołę, a teraz na pewno jeszcze nie przyjdzie, bo będzie późno. Rano wypierdzielę o szóstej z pokoju, na przykład sobie pobiegać a od razu po lekcjach ucieknę.. gdzieś. Nie ważne, byleby tą rozmowę przełożyć na jak najdalszy termin. Kiedy zacznę z nim na niektóre tematy rozmawiać, mogę nie wytrzymać. A nie mogę pozwolić na to, żeby ktokolwiek patrzył na moje łzy, po prostu nie chcę. Spojrzałam w stronę opierającego się o szybkę, już śpiącego Zayna. Znudzona oparłam głowę na oparciu, czekając aż w końcu wydarzy się coś ciekawego. W głębi duszy liczyłam na atak terrorystyczny, ale nie chciałam narażać niewinnych, małych dzieci na spotkanie z mafią. Chyba nie są na to do końca przygotowane. Mimo wszystko byłoby mi ich szkoda.

Całkowicie znudzona lotem, zaczęłam stukać prawą ręką w oparcie fotela. Nie miałam pojęcia, co mogę ze sobą zrobić. Było tak cholernie nudno, że miałam ochotę komuś coś zrobić.
- Co robisz?- usłyszałam szept bardzo blisko swojego ucha. Przestraszona, niespodziewanymi słowami aż drgnęłam. Najwidoczniej rozbawiłam tym Zayna, bo patrzył na mnie rozbawiony. Walnęłam go w ramię i naburmuszona usiadłam po turecku, krzyżując ręce. Ja mam być obiektem żartów? A co ja, Jaś Fasola? Przykro mi nie ten adres- Natalie, Natalie, Natalie- ciężko westchnął, kładąc mi rękę na ramieniu.
- Znam swoje imię- bąknęłam przekręcając oczami. Chłopak przysunął się bliżej mnie- Odsuń się, albo własnoręcznie zafunduje ci prawego sierpowego- uniosłam brew do góry, patrząc w całkiem inną stronę. Nie zważając na moje protesty chwycił mnie w pasie i przysunął do siebie- Dobra, serio zaraz oberwiesz.
- Wcześniej nie miałaś nic przeciwko- stwierdził, nie zwracając uwagi na to, że starałam się jakoś odsunąć.
- Bo mi to nie przeszkadzało. Do teraz- odwróciłam głowę w jego stronę, patrząc prosto w jego oczy. Uśmiechnął się do mnie z cwaniackim spojrzeniem, wzmacniając uścisk- Nie, serio zaraz cię uderzę- stwierdziłam po chwili prób wyjścia z jego objęć. Nadal mnie nie słuchał, podniósł moją twarz za podbródek, trochę mnie przesunął opierając na oparciu fotela. Nie wiedziałam co zamierza, bo nadal był bardzo blisko mnie. Aż za bardzo. Zagadka prysła, kiedy przejechał ręką po moim policzku. Byłam pewna, co zrobi za chwilę. Jeszcze bardziej się przysunął, zbliżając swoją twarz do mojej. W dobrym momencie, położyłam rękę na jego klatce piersiowej i odsunęłam go od siebie- Nie rób tego.
- Dlaczego?- spytał, pozostając nieugięty.
- Bo się we mnie zakochasz.
- A to coś złego?- spojrzał w moje oczy takim wzrokiem, że nie byłam do końca świadoma co się dzieje.
- Tak, to coś bardzo złego- odpowiedziałam po chwili.
- Nie rozumiem.
- Nie musisz rozumieć, ważne że ja rozumiem. Po prostu nie radzę ci tego robić. We mnie nie warto się zakochiwać. Jestem wredna, cyniczna, egoistyczna a moje drugie imię to sarkazm. Nie zmuszaj mnie do wymieniania dalszych cech, dla których powinieneś sobie odpuścić. Będzie lepiej dla ciebie, jak i dla mnie jeśli dasz spokój.
- Ale ja nie chcę- powiedział stanowczym tonem, jakby nie przyjmując sprzeciwu. Rozejrzał się wkoło, po czym nie zważając na kompletnie nic, mocniej przyparł mnie do siebie i usiadł przede mną- Zawsze wszystko psujesz- stwierdził, łapiąc mnie za rękę- Poza tym, już za późno.
- Za późno na co?- spytałam, nie wiedząc o co mu konkretnie chodzi.
- Za późno na obiekcje. Natalie, nie ukrywałem że mnie do ciebie ciągnie.
- Nie, nie, nie- potrząsnęłam głową, w celu wyrzucenia jednej z moich wizji z głowy- Ty.. wcale tak nie myślisz. Tak ci się tylko zdaje, to wszystko. Przejdzie ci. Nie możesz się we mnie zakochać, po prostu nie możesz- odsunęłam go od siebie i zajęłam miejsce obok. Nie mógł. Z początku właśnie do tego chciałam doprowadzić. Rozkochać go w sobie, a potem rzucić jak wszystkich innych. Niestety za bardzo go lubię, żeby mu to zrobić. Nie jestem dobra w związkach, nie chcę nawet myśleć o tym jak bardzo mogłabym go zranić. Dobra, chciałam go wykorzystać do swoich niecnych celów, dlatego zachowywałam się co do niego trochę inaczej. Teraz jest mi z tego powodu głupio, nie powinnam była tego robić. Powinnam zostawić to wszystko w cholerę i żeby tylko go nie zranić wsiąść w pierwszy samolot do Arizony, późną nocą żeby nikt tego nie zauważył. Przejdzie mu, przejdzie mu, przejdzie mu.. tylko ta myśl zajmowała mi teraz głowę. Tak bardzo chciałam w to uwierzyć.

- Ale to nic nie zmieni?- spytał Zayn, patrząc w moją stronę. Otworzyłam drzwi ciągnąc za sobą walizkę, uważnie mu się przyglądając. Uśmiechnęłam się i pokręciłam przecząco głową. Delikatnie się do mnie uśmiechnął. Oboje stanęliśmy naprzeciwko siebie, przy miejscu w którym były taksówki. Zayn postawił torbę i rozłożył ręce. Zaśmiałam się pod nosem i przytuliłam do niego. Jednak szybko się odsunęłam i nic nie dopowiadając wsiadłam do taksówki.

- Natalie?- usłyszałam za sobą radosny głos. Bardzo przypominał ton głosu Justina, jednego z moich kolegów z poprzedniej miejscowości. Był jedynym chłopakiem, który na mnie nie leciał. Tylko się przyjaźniliśmy. Odwróciłam się, przede mną stał właśnie on w całej okazałości. Postawiłam torbę przed drzwiami swojego pokoju i podeszłam w niego. Chłopak przytulił mnie do siebie.
- Co ty tu robisz?- spytałam, podnosząc głowę.
- Jestem na rocznej wymianie- wytłumaczył z wielkim uśmiechem. Przytuliłam się do niego mocniej.
- Już nieźle po północy, muszę iść. Do jutra?- spytałam patrząc w jego stronę. Skinął głową, dał mi buziaka w policzek i poszedł, jak mi się wydaje do swojego pokoju. Ponownie chwyciłam walizkę i weszłam do środka własnego pokoju.
- Natalie!- krzyknęła Savannah, przytulając mnie do siebie. Uśmiechnęłam się do niej i postawiłam walizkę pod oknem- Martwiłam się o ciebie, nie rób tak więcej.
- Nic nie mogę obiecać- mruknęłam rozwalając się na łóżku. Dziewczyna usiadła obok mnie, ciężko wzdychając.
- Dlaczego wyjechałaś, co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać- westchnęłam, podchodząc do swojej szafy. Wyciągnęłam z niej długą, różową koszulę, która robiła za moją piżamę i udałam się do łazienki.

„Mam nadzieję, że wszystko w porządku. Świetnie się bawiłem.” Czytając tego smsa miałam ogromną ochotę coś komuś zrobić. On NIE MOŻE być z kimś takim jak ja. Po prostu nie mogę pozwolić na to, żeby tak się stało. To jest strasznie skomplikowane, zresztą tak jak cała ja. Wątpię, żeby ktoś zrozumiał dlaczego tak bardzo od tego uciekam. Biorąc pod uwagę fakt, że na samym początku chciałam go wykorzystać wydaje mi się, że robię bardzo dobrze dając sobie spokój. I niby co? Będziemy żyć długo i szczęśliwie? Nie prawda. Byłoby tak, dopóki bym się tym nie znudziła. Nie cierpię monotonii i wiem, że bym po prostu odeszła. Nie zrobię mu tego, nie mogę go zranić.


KOLEJNY DZIEŃ

Wstałam szybko z łóżka i wręcz rzuciłam się w stronę swojej szafy. Olać, że była szósta i to, że padał deszcz. Musiałam stąd zwiać jak najszybciej. Inaczej ewidentnie będę miała poranną kłótnię z Nickiem. Uciekanie nie jest rozwiązaniem? Serio, jak to nie? Nie lubię problemów. Doprowadzają mnie do szału. Pogoda, pomijając deszcz, była całkiem w porządku jak na pierwszego listopada, więc wyciągnęłam ze swojej szafy ciemne spodnie, koszulkę w paski, a z podłogi zabrałam swoje czerwone trampki. Szybkim krokiem weszłam do łazienki.

Przewiązałam sobie chustę i dopięłam zamek w skórzanej kurtce. Chwyciłam torebkę i wyszłam z pokoju. Na dworze znalazłam się bardzo szybko. Postanowiłam zajść do sklepu, żeby kupić sobie jakieś gazety. W końcu mam dzisiaj historię, na której i tak strasznie się nudzę. Jakoś spożytkuje ten czas.
Pchnęłam drzwi wejściowe od razu udając się do działu z gazetami. Moją uwagę przykuła jedna z gazet dla młodzieży. Na okładce, było ogromne zdjęcie mnie i Zayna, w Paryżu. Otworzyłam szeroko oczy, wzięłam jeszcze kilka podobnych gazet i wyszłam ze sklepu. Usiadłam z kawiarni naprzeciwko i wzięłam pierwszy z magazynów.

„Zayn Malik i jego nowa miłość?
Piosenkarz, Zayn członek jednego z najpopularniejszych brytyjskich zespołów spędził romantyczny weekend a samym Paryżu! Z naszych źródeł dowiedzieliśmy się, że tajemnicza szatynka to Natalie Verne- utalentowana młoda pisarka, pisząca do niejednego magazynu dla młodzieży różne historie. Jej nazwisko nie jest wam znane, po działa pod pseudonimem „Naomi”. Staraliśmy się dowiedzieć czegoś więcej, ale nikt z otoczenia gwiazdy, jak i Natalie nie ma ochoty na odpowiadanie na nasze pytania. Dobrze się składa, że niedługo chłopcy mają wywiad. Może dowiemy się czegoś więcej?”

Zapierdolę ich. Po pierwsze odkąd oni są sławni? Po drugie dlaczego ja nic o tym nie wiem? A po trzecie, od kiedy do jasnej cholery jestem nową miłością Zayna?! Wszystko się absolutnie pojebało. Są dwie opcje. Pierwsza zostanę i opieprze wszystkich, że nic mi nie powiedzieli. Druga, opieprzę ich a potem wyjadę do USA, tak jak miało być na samym początku. Mogłam się zgodzić, nie byłoby żadnych problemów.

_______________________________________________________________
No i następny rozdział. MAM WAS! Nie ma nic tak łatwo. Poza tym, nie teraz mi wielka miłość w głowie. A ta na marginesie, to ja wyjaśnię dlaczego namieszałam w obu opowiadaniach- ostatnimi czasy zakochani doprowadzają mnie do wewnętrznej autodestrukcji. Jeszcze raz usłyszę "Jaki/ Jaka on/ ona jest cudowny/cudowna" to chyba mnie jasna cholera trafi. Mówię wam, normalnie już mi to bokiem wychodzi. Wiosna zaczyna mnie wkurzać.

Dobra, już się więcej nie rozprawiam. Następny nie wiem kiedy. Jak dodam to będzie, tylko tyle mogę wam w tym momencie powiedzieć. ^^

sobota, 12 maja 2012

Rozdział 6.


SAVANNAH


Weszłam do pokoju, a raczej zostałam wprowadzona przez naszą opiekunkę jeszcze przed końcem pierwszej lekcji. Zbytnio nie mogłam rozmawiać, na szczęście wszystko bardzo dobrze analizowałam. Z tego co pamiętam, nie nauczyłam się na tą poprawę, głównie dlatego, że byłam absolutnie zajęta. Jest sobota, więc pan Smith poszedł mi na rękę dając napisać poprawę. Niestety o niej zapomniałam. Najwidoczniej stres wywołał u mnie aż taką reakcję. 
- Matko, nic jej nie jest?- do mojego pokoju wparował mój przyrodni brat w towarzystwie mojego chłopaka. Obaj w szybkim tempie znaleźli się obok mnie. Puściłam im blady uśmiech, który chyba nie wyszedł mi za dobrze. Strasznie mnie mdliło i powoli przestawałam kontaktować z otaczającym mnie światem. Nie zrozumiałam ich kolejnych pytań, straciłam umiejętność myślenia. Nie mogłam zrozumieć czego ode mnie oczekują i co się stało. W głowie miałam jedną wielką pustkę, która zaczynała mnie drażnić. Nie przestawali próbować jakoś do mnie dojść, co wcale nie było łatwe. Nie mogłam już dłużej utrzymać otwartych oczu, więc z cichym jęknięciem je zamknęłam. Chwilę później, nie miałam pojęcia co robię, gdzie jestem i dlaczego tak się stało. Pustka powiększała się coraz bardziej, dopóki nie straciłam przytomności. 




NATALIE


- Znowu się do mnie przytulasz- stwierdziłam ziewając i przeciągając się na łóżku. 
- To ty się do mnie przytulasz- obronił się Zayn, machając rękoma.
- Przytuliłam się do ciebie jedynie dwa razy w całym swoim życiu. Słońce, dalej chcesz mi coś wmawiać?- skrzyżowałam ręce patrząc w jego stronę z przechyloną głową.
- Dobra, ja się przytulałem. Na swoją obronę powiem, że jak śpię to nie wiem co robię- powiedział szybko, lekko się uśmiechając. Wzruszyłam ramionami i chciałam podnieść się z miejsca, jednak stwierdziłam że mi się nie chce i ponownie opadłam na łóżko- Czyżbyś złapała tak zwanego lenia?- spytał ze śmiechem, ściągając z siebie kołdrę.
- Nie. Aktualnie w moim mózgu rozgrywa się ekscytująca rozgrywka różowych chomików, przebranych za króliczki w ping ponga, muszę dać im miejsce, a nie zaprzątać sobie głowę myśleniem- ziewnęłam, ponownie przykrywając się kołdrą. Zaczęło robić się zimno.
- Jesteśmy w Paryżu, masz ochotę to przespać?- spytał poirytowany, stając nade mną.
- Przydałoby ci się trochę po nic nie robić, bo zaczynasz zachowywać się jak moja mama- westchnęłam, otwierając jedno oko. Oburzony spojrzał na mnie z wyrzutem- Branoc- rzuciłam, pomachałam do niego ręką i odwróciłam się plecami. 
- Idę do łazienki- westchnął. Machnęłam ręką i zamknęłam oczy. Na moje nieszczęście, coś nie dawało mi spać dalej. Muszę powiedzieć, że gdybym wiedziała co to było, to by oberwało. Możliwe, że to akurat chomiki zbyt rozbijają się w mojej głowie. Zrezygnowana przyciągnęłam do siebie torbę i wyciągnęłam z niej książkę. Dobrze, że ją ze sobą zabrałam bo inaczej bym chyba zwariowała. Po wczorajszej rozmowie, miałam dziwną ochotę poczytać sobie o wampirach. Miałam nosa, że wzięłam sobie wszystkie cztery części. Wyciągnęłam pierwszą i otworzyłam na pierwszej stronie, zaczynając czytać książkę. 
- Ty sobie chyba ze mnie jaja robisz- usłyszałam nad sobą rozczarowany głos Zayna. Zdezorientowana podniosłam głowę patrząc w jego stronę. Spojrzał na książkę, zabrał ją i wrzucił do swojej torby, która niestety miała szyfr. Zamknął ją tym szyfrem i usatysfakcjonowany stanął przede mną.
- Mam jeszcze trzy- rzuciłam wzruszając ramionami. Jednak widząc jego złą minę, jedynie przekręciłam oczami i podeszłam do swojej torby. Zaczęłam szukać w niej czegoś, w czym ewentualnie mogłabym pokazać się publicznie. Wypadło na czerwone rurki, białą koszulkę i różowa marynarkę. Do tego postanowiłam postawić na trochę wyższe buty niż wczoraj. Skoro mam już szlajać się po mieście, to chociaż zrobię tak, żebym nie była aż tak niska przy Zaynie. Wyglądałam co najmniej jakbym miała metr pięćdziesiąt. Nie moja wina, że jest taki wysoki. 


- Zamierzasz chodzić w takich butach? Nie, żebym cię zniechęcał, ale muszę ci powiedzieć, że robię za przewodnika, więc troszeczkę sobie dzisiaj pochodzimy- stwierdził, biorąc w ręce mapę. 
Jeśli zmienię buty, będę musiała przebrać marynarkę. Dobra, przebierać się czy cierpieć? Wybrałabym cierpienie, ale nie będę miała w nikim wsparcia, więc koniec końców postawiłam na przebranie butów. Założyłam granatowe trampki i, niepocieszona, zmieniłam marynarkę na jasnoniebieską bluzę ze strasznie słodkim kotem na przodzie. Chwyciłam za skórzaną kurtkę i stanęłam obok stojącego w drzwiach, od dłuższego czasu, Zayna. 


Ogólnie wszystko wydawało się nie być wcale takie złe. Mam na myśli moje spędzanie czasu z Zaynem. Bynajmniej bałam się, że to może trochę zmienić moje podejście do niego. Tak naprawdę już trochę je zmieniło, jednak staram się to chociaż trochę ukryć. Nie odpowiada mi opcja takich stosunków, jakie chciałby mieć ze mną chłopak. Zauważyłam, że stara się to jakoś ukryć, ale nie jestem głupia. Mam oczy i widzę wszystko. Jestem wdzięczna, że niczego nie zaczyna. Raczej jest zdania, że lepiej będzie jeśli poczeka. Gratuluję dobrego podejścia. Chociaż nie sądzę, żebym w najbliższym czasie zmieniała wszystkie swoje dotychczasowe przyzwyczajenia ze względu na niego. Nie uśmiecha mi się opcja pokazywania, że jednak mi na nim trochę zależy. Dobra, trochę więcej niż trochę. Zostawmy szczegóły, skupmy się na priorytetach. Wydaje mi się, że najlepiej będzie, jeśli po prostu zostanie tak jak jest. A najlepiej, gdyby było tak jak przed wyjazdem. Na to nie mam co liczyć, już za późno. Muszę to wszystko jakoś ogarnąć.


- Czy ty masz zamiar dojść do Las Vegas?- spytałam, nie ukrywając faktu, że długie chodzenie mnie wkurza, męczy i drażni. 
- Nie, mam zamiar dojść do wieży Eiffela- odpowiedział mi zamyślony Zayn, nie odrywając wzroku od mapy. Z westchnieniem powlokłam się za nim, nawet nie starając się dorównywać mu kroku bo i tak marnie by mi to wyszło. Nie zauważyłam, kiedy chłopak się zatrzymał i wpadłam prosto na niego.
- Sorry- na całe szczęście, żadne z nas nie upadło na podłogę więc stłuczkę mogę zaliczyć do przyjemniejszych niż wczorajsza. Zayn przekręcił oczami, co było dziwne bo to ja tu jestem specem od wywracania narządami wzroku. Spojrzał na mnie unosząc brew.
- Wskakuj- powiedział, wsadzając mapę do kieszeni. Uniosłam brew dziwnie na niego patrząc- Chodź tu, bo niedługo będę musiał pójść do zakładu pogrzebowego. Nie lubię zakładów pogrzebowych- stwierdził podchodząc bliżej. Wzruszyłam ramionami i posłusznie wskoczyłam na jego plecy. Nawet się nie ugiął, jakby niósł jakąś wiewiórkę czy coś. Tylko spojrzałam na niego uważnie, jednak on tylko nadal patrzył na mapę. Po chwili stanął, zaciekawiona podniosłam wzrok. Wskazał ręką na stojącego przy jednej z wystaw klowna, naśladującego stojącego przed nim mima. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, patrząc na tę scenkę. Swoje trzy grosze dorzucił również jeden mężczyzna z publiczności, udając że porywa go wiatr. Ponownie się zaśmiałam.
- Jesteś strasznie lekka, ty coś w ogóle jesz?- spytał Zayn, oddalając się od dziwnego klowna, który trochę mnie przerażał. Parsknęłam śmiechem, mocniej się go przytrzymując.
- Zdarza mi się czasem wypić wodę- zaśmiałam się, opierając głowę na jego ramieniu.
- Pytałem serio.
- Odpowiadam serio.
- Ta jasne.
- Siedź cicho.
- Bo cię zrzucę.
- Nie zrzucisz- odpowiedziałam, na co chłopak rozluźnił ręce. W odpowiedzi jeszcze mocniej się go złapałam, co wywołało jego wybuch śmiechu- Ha, ha. Każdy wróbel by się uśmiał- westchnęłam.
- Zaraz na serio cie zrzucę- lekko się skrzywiłam, puściłam mu niewinną minę i zaczęłam gwizdać pod nosem. Złapał mnie trochę mocniej, przewracając oczami. Hej, on zabiera mi fuchę. Obraziłabym się, gdyby mnie nie niósł. Nie mam ochoty na leżenie na chodniku, albo wylądowywaniu po raz kolejny w fontannie. Temu zdecydowanie daleko do spełnienia moich marzeń. 


- Ha! Mówiłem, że trafię. I co?- krzyknął uradowany Zayn. Zaśmiałam się zeskakując z jego pleców. Wskazał ręką na swój policzek. No tak, założyłam się z nim, że nie dojdzie w ciągu dwudziestu minut. Niestety przegrałam. Nie miałam racji? Uznajmy, że to taka wpadka przy pracy. Zresztą ja mam rację nawet jeśli jej nie mam. Prosta logika. Wzruszyłam ramionami i dałam mu buziaka w policzek. 
- Wiesz, muszę ci powiedzieć że jesteś świetnym środkiem komunikacji- poruszyłam brwiami w jego stronę, na co on wybuchnął śmiechem. Spojrzałam w górę, patrząc w stronę wieży. Po pierwsze, jest straszliwie ogromna. Po drugie nie miałam pojęcia, że nasz hotel jest w sumie tak blisko niej. Okej, przewodnik też z niego nie najgorszy. Czy on ma jakieś wady?! 
- …- nawet nie doszły do mnie jego słowa. Potrząsnęłam głową i ponownie na niego spojrzałam- Idziesz do góry?- powtórzył powstrzymując śmiech. Westchnęłam, jednak skinęłam głową i ruszyłam za nim. 
Weszliśmy na samą górę. Starałam się udawać dzielną i również podeszłam do barierki. Nawet nie spojrzałam w dół, ze względu na straszny lęk wysokości. Momentalnie odsunęłam się do tyłu, zawieszając wzrok na grającym na skrzypcach mężczyźnie.
- Boisz się wysokości?- spytał trochę rozbawiony moją reakcją. 
- Nie. Boję się tego, że spadnę. Musimy o tym rozmawiać?- westchnęłam, opierając się plecami o ścianę wieży. Chłopak zaśmiał się cicho, co jednak na jego nieszczęście usłyszałam. Pokręcił głową i stanął przede mną.
- Chodź- wyciągnął w moją stronę rękę, na co pokręciłam przecząco głową- No chodź- powiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku. W odpowiedzi ponownie pokręciłam przecząco głową, nawet nie podnosząc oczu- Czyli mam rozumieć, że pękasz?- spytał, krzyżując ręce.
- Świetnie! Widzę, że się rozumiemy- rzuciłam i zaczęłam iść w stronę wyjścia, co mi się niestety nie udało, bo Zayn pociągnął mnie z rękę i odwrócił do siebie przodem- No co?- jęknęłam patrząc w całkowicie inną stronę. Kolejna słabość- lęk wysokości. Tylko, że tej absolutnie nie potrafię ukryć. Jest silniejsza ode mnie.
- Nie bój się- ponownie pociągnął mnie za rękę w stronę barierki.
- Jakoś mnie nie przekonałeś- stwierdziłam, chcąc wysunąć jakoś swoją dłoń. 
- Ufasz mi?- spojrzałam w górę. Chwilę mi to zajęło jednak, delikatnie skinęłam głową- Więc chodź- westchnęłam i ruszyłam za nim. Oparł się o barierkę ciągnąc mnie w swoją stronę.
- Rozmyśliłam się- stwierdziłam, chcąc cofnąć się do tyłu. Niestety było już na to za późno, Zayn przyciągnął mnie do siebie i objął ramieniem. Z ciekawości postanowiłam spojrzeń w dół. Ewentualnie mogłabym zemdleć, albo spaść na dół, czyli w zasadzie nie najgorzej. Nie spodziewałam się aż tak.. pięknego widoku. Nawet w myślach ciężko mi wymówić to słowo. Pomyślałam i powiedziałam je chyba pierwszy raz od ponad trzech lat. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że ciągle byłam przytulona do Zayna. Muszę przyznać, że nawet dodawało mi to otuchy. Przez dłuższą chwile nie potrafiłam przestać spoglądać w dół. 
- Wiedziałem, że ci się spodoba- zaśmiał się chłopak, patrząc w moją stronę. Odsunęłam się, orientując się co nieco o tym, że jednak mnie to trochę rozprasza. Uśmiechnęłam się do niego, ponownie patrząc w dół. Nie kręciło mi się w głowie.. tak strasznie. Ponownie spojrzałam na chłopaka, który sam miał utkwiony wzrok w widoku na dole. Podeszłam bliżej i przytuliłam się do niego. Z początku był trochę zdziwiony, rzadko mi się coś takiego zdarzało. Zazwyczaj robiłam to, żeby się zemścić, albo kogoś wrobić. Tak na serio, można to już nazwać jakimś archaizmem.
- Zmieniam zdanie. Fajnie, że za mną pojechałeś- stwierdziłam, w zasadzie mówiąc do jego kurtki. Nie odważyłam się na niego spojrzeć, nie jestem aż tak odważna jeśli chodzi o TAKIE sytuacje, których jest, cholera, coraz więcej. Dobijające. 
- Możesz to powtórzyć? Nagram cię i ustawię sobie na dzwonek- zaśmiałam się i spojrzałam na niego. Uważnie mi się przyglądał. Poczułam się trochę skrępowana, więc odsunęłam się trochę dalej od razu zawieszając wzrok na.. no, na niczym, ale jestem dobrą aktorką więc można twierdzić, że coś straszne mnie zainteresowało. Dziękuję za to, naprawdę bardzo pomocne- Jestem głodny. Rozkazuję ci pójść ze mną coś zjeść.
- Chyba moje słowa zbytnio podziałały ci na ego- stwierdziłam, kręcąc głową z dezaprobatą nawet się nie poruszając. Zayn poruszył brwiami i przerzucił mnie sobie przez ramię. Nie miałam sensu się sprzeczać. Pierwszy raz w życiu poczułam, że nie mam szansy czegoś wygrać. Frustrujące uczucie, byłoby miło się go pozbyć. Czułam się trochę jak porwana w filmie kryminalnym. Dobra, wcale się tak nie czułam w końcu mnie porywa tylko Zayn. Jego chyba nie muszę się bać. Nie wygląda przynajmniej na mafie. Chociaż kto go tam wie..- To tu była winda?- jęknęłam.
- Chciałem żebyś sobie troszeczkę pochodziła- zrezygnowana, dałam sobie spokój i pozwoliłam sobie bezsilnie zwisać. Dawanie sobie spokoju, bardzo dobrze działa na moją psychikę. Lepiej niech się nie przyzwyczaja, nie mam zamiaru często tej czynności powtarzać.
Wynegocjowałam dalszą wędrówkę o własnych siłach, więc mogłam samodzielnie opuścić windę.
- Obstawiałbym chińszczyznę- stwierdził Zayn, kiedy wyszliśmy z windy.
- Obojętnie- już miałam zamiar skomentować słowami w stylu „Ty chyba żartujesz, jesteś we Francji i chcesz jeść chińszczyznę” ale tak czy siak poszlibyśmy tak gdzie on chce. Znając mnie, znudziłoby mi się kłócenie po jakichś czterech minutach i bym odpuściła. Przynajmniej, przy sprzeczkach z nim. Z kimś innym, bym pewnie nie odpuściła. Zaczynam tego nie ogarniać. 
- Albo coś kombinujesz, albo jakimś dziwnym niewyjaśnionym sposobem nie masz zamiaru się ze mną kłócić. Natalie, dobrze się czujesz?- spytał, przykładając mi rękę do czoła. Zaśmiałam się i wytknęłam mu język, ciągnąc go za rękę w stronę chińskiej restauracji. 


- Cholerstwo- stwierdził Zayn, kiedy po raz kolejny pałeczka wpadła mu do jedzenia. Wybuchnęłam śmiechem, patrząc na jego poczynania z drewnianym przedmiotem- Nie mamy sztućców- zaczął naśladować głos jednej z kelnerek- To trzeba było sobie kupić- prychnął, ponownie chcąc nabrać jedzenie na pałeczki, co ponownie mu nie wyszło i ponownie wrzucił pałeczkę do jedzenia, na co ja ponownie wybuchnęłam śmiechem. Postanowiłam się zlitować, więc wstałam i usiadłam obok niego. Wzięłam w swoje ręce jego dłonie i pokazałam mu jak ma chwycić pałeczki. Po kilki minutach „szkolenia” jakoś dał sobie radę. Trochę się przy tym porozwalało, ale powinni nam być wdzięczni. Nie będą się nudzić, kiedy wyjdziemy. Przesunęłam swoje jedzenie, nie zmieniając miejsca. W razie zgubienia pałeczki przez Zayna, będę mogła ją jakoś złapać.
- I tak sądzę, że stworzyły to jakieś demony- spojrzał krzywo na drewniany przedmiot.
- Ale wiesz, już ich nie gubisz a to postęp- chłopak wytknął mi język, skupiając uwagę na swoim posiłku. Wybuchnęłam śmiechem, kiedy po raz kolejny jego pałeczka wylądowała na podłodze. 
- Śmiej się z cierpiącego- szturchnęłam go w ramię, nie przestając się śmiać. Cwanie spojrzał na jedną pozostałą mu pałeczkę i nabił na nią mięso, leżące na talerzu- Mogłem wpaść na to wcześniej- stwierdził, stukając się w głowę. Oparłam ręce na łokciach i położyłam głowę na dłoniach, nie przestając się śmiać- O ja nie mogę, jak to pali- stwierdził, podskakując na krześle. Wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem, podsuwając mu pod nos swoją colę, bo swoją zdążył już wypić przed przysieniem jedzenia- Nie żyje- stwierdził opierając się plecami o kanapę, na której siedzieliśmy i kawałek zjechał w dół. Mimo śmiechu, jakoś zdążyłam już zjeść swoje jedzenie. Spojrzałam na niego, i muszę przyznać że wyglądał jakby właśnie stoczył wojnę. Stoczył, wojnę z drewnianymi pałeczkami. Wzięłam jedną ze swoich pałeczek i tą, która jemu została. Wskazałam ręką, żeby się podniósł. Trochę zdezorientowany wykonał moje polecenie, patrząc na mnie wyczekująco. Nabrałam trochę jedzenia na pałeczki i skierowałam je w jego stronę. 
- Są plusy tego, że nie mam umiejętności jedzenia tym piekielnym drewnem- stwierdził, obejmując mnie ramieniem. Wybuchnęłam śmiechem, zdjęłam jego rękę i odstawiłam pałeczki.
- Lepiej się zwijajmy, bo jeszcze karzą nam tu sprzątać- stwierdziłam, narzucając na siebie kurtkę. Zayn skrzywił się i złapał mnie za rękę. Z lekkim oporem wstałam z miejsca i jak najszybciej potrafiliśmy, opuściliśmy restaurację.


- Wiem, że od ponad dziesięciu minut robisz mi zdjęcia swoim telefonem- powiedziałam, otwierając oko. Uśmiechnął się niewinnie i schował telefon za plecy. Przekręciłam oczami i spojrzałam na niego ze śmiechem- Spokojnie, postaram się nie zrobić ci krzywdy. Jeszcze- ostatnie słowo dorzuciłam, zalotnie poruszając brwiami. Zayn zaśmiał się i położył telefon na swoim kolanie, zwinnym ruchem zwinęłam go od niego.
- E tam, jest hasło- powiedział, dumnie wypinając klatkę piersiową. Zaśmiałam się i wpisałam dzień i miesiąc jego urodzin. Jak sądziłam, tak też było blokada została grzecznie i kulturalnie usunięta- Skąd wiedziałaś?- spytał widząc, że przeglądam zdjęcia w jego telefonie. 
- Większość facetów ma za hasło swoje urodziny- wzruszyłam ramionami, nie odrywając wzroku od telefonu.
- Nie o to pytałem, skąd wiedziałaś kiedy mam urodziny.
- A ja wiem, jakoś tak- powiedziałam, usuwając jedno ze zdjęć. Kilka mu zostawiłam, ale na niektórych nie wyszłam najciekawiej, trzeba było się ich pozbyć.
- A ty kiedy masz?
- Ale co?
- Urodziny, mądralo.
- Piętnastego listopada- odpowiedziałam bez większego entuzjazmu, głównie dlatego, że mam urodziny za szesnaście dni. Zayn się rozpromienił i położył rękę na oparciu ławki. Pozostawiłam ten fakt bez większego komentarza.
- Usunęłaś coś?- spytał, uważnie na mnie patrząc.
- Nie no, coś ty- machnęłam ręką, udając zaskoczoną jego pytaniem. Nawet nie zauważyłam, kiedy zdążył zrobić mi aż tyle zdjęć. No, dużo ich miał. Nawet z samolotu, w którym kazali wyłączyć telefony komórkowe. Brawo Zayn, brawo. 
- Usunęłaś- prychnął oburzony, zabierając mi telefon. 
- Wydaje ci się.
- Usunęłaś.
- Nie prawda.
- Usunęłaś.
- Przestań, zaczynasz wariować.
- Ale usunęłaś.
- Dobra, usunęłam. Ale tylko kilka- obroniłam się wytykając mu język. Najwidoczniej strzelił focha, bo odwrócił się do mnie bokiem, skrzyżował ręce i nie odzywając się do mnie patrzył przed siebie. Rozbawiło mnie jego zachowanie. Szturchnęłam go w ramię, jednak nie zareagował. Dopiero po przeniesieniu „dźgania” go na brzuch, odwrócił się do mnie przodem. Zatrzymał moją rękę i zbliżył swoją twarz do mojej. Moje serce nagle zaczęło przyspieszać i nawet dziwny głos w mojej głowie nie mógł zmienić jego tempa.




SAVANNAH


- Zemdlałam z nerwów- jęknęłam ponownie, rozmasowując bolący nadgarstek, którym uderzyłam się w półkę. 
- Oczywiście- prychnął mój brat, nadal nie dając spokoju. Posłałam mu wrogie spojrzenie, na które wcale nie zareagował. Wskazałam ręką na drzwi wyjściowe z pokoju. Oburzony opuścił pomieszczenie. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Zayna, Liam kazał mi do niego zadzwonić, bo jemu rozładowała się komórka.
- Co?- jego zdenerwowany ton głosu, trochę zbił mnie z tropu- to znaczy słucham- dopowiedział po chwili. Przekręcając oczami rzuciłam Liamowi telefon.
- No i jak?- spytał Liam, włączając głośno mówiący.
- Spoko- odpowiedział mu. Chyba był niezbyt rozmowny. Opcje są dwie. A w zasadzie jedna, Natalie go obraziła. Chociaż, ostatnio nawet mnie trochę odpuściła, więc może jednak nie? 
- Ale kurde się dowiedziałem- stwierdził tym razem Nick, siedzący obok mnie.
- Natalie jest obok ciebie i nie chcesz rozmawiać?- spytałam.
- I tak i nie.
- Zdecyduj się!
- Chcecie coś konkretnego?
- Nie, daj nam Natalie.
- No?- usłyszeliśmy głos dziewczyny.
- I jak tam?- pytanie ponowił Liam.
- Spoko- odpowiedziała równie rozwijając wypowiedź jak Zayn. 
- Natalie, oddaj mi telefon!- dało się usłyszeć cichy krzyk Zayna. Najwidoczniej zabrała mu telefon. To chyba logiczne, skoro chce go odzyskać. Serio jestem chora. 
- Zaraz!
- Chcesz w głowę?
- A ty w nogę?
- Nie zaczynaj się.
- Sam się nie zaczynaj.
- Natalie!
- Znam swoje imię.
- Musisz być tak upierdliwa?
- Tak.
- Dostaniesz.
- Wcale się nie boję.
- Może powinnaś?
- A może nie?
- Daj spokój.
- Sam daj spokój.
- Nie wytrzymam. 
- Ty? Chyba ja.
- Zwariowałem. Widzisz a nie grzmisz. Ała! Walnęłaś mnie!
- To co mnie obmacujesz? 
- Ja?!
- Nie, ja!
- No to co mnie bijesz, skoro nie ja?
- Czy mógłbyś przestać się ze mną kłócić?
- To nie jest kłótnia. To wymiana zdań.
- Właśnie, że kłótnia.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- CICHO!- ryknął do telefonu wkurzony Liam. Wybuchnęłam śmiechem, dalej ich nie słuchając weszłam do łazienki.
_________________________________________________________________
Właśnie. Ostatnio zapomniałam tu napisać, że wróciłam na TEGO BLOGA.


Skopiuję to, co pisałam tam, bo w sumie o jedno chodzi. Tylko, że na tego bloga mam jeszcze chyba ze dwa rozdziały w górę, więc będę zamulać trochę później. :

Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że dodałam rozdział. Zła jest taka, że przez najbliższe dwa tygodnie rozdziały będą bardzo rzadko.  Mam urwanie głowy po swojej chorobie. Sprawdziany, kartkówki, zaliczenia, jakieś poprawy, dorzucając do tego jeszcze wizytę u kilku lekarzy i zabiegi na moje "kochane chore" ucho i spotkanie do bierzmowania, zbyt dużo czasu mieć nie będę. Więc od razu przepraszam za moja nieobecność w najbliższych dniach.


Skończyły mi się opowiadania do czytania i strasznie się nudzę. Prosiłabym, żebyście wkleili linki do swoich dzieł, bo inaczej umrę : D


Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, pisz na moje GG: 23799456. ♥

środa, 9 maja 2012

Rozdział 5.


NATALIE
Stanęliśmy w progu jednego z hoteli z Paryżu. Nie wiem dlaczego Zayn naraża się na moją dłuższą obecność i jeszcze ta opcja widocznie go cieszy. Nie mam zielonego pojęcia, bo w końcu ja, jak to ja bywam strasznie upierdliwa. Dłuższe przebywanie ze mną w jednym miejscu i to jeszcze w samotności, może mieć destrukcyjny wpływ na niektóre z zachowań Zayna. Typu to, że jest miły. Szczerze mówiąc, przy mnie ludzie się zmieniają. Nie koniecznie na lepsze. Lepiej uważać.



- Chcielibyśmy dwa pojedyncze pokoje- zaczęłam po francusku, kiedy stanęliśmy przy recepcji. Kobieta stojąca za biurkiem skinęła głową i zaczęła wystukiwać coś w komputerze.
- Niestety nie mamy dwóch wolnych pokoi. Może mogłabym zaproponować państwu jeden pokój z podwójnym łóżkiem?- odpowiedziała mi kobieta, bardzo przyjemnym francuskim akcentem. Lekko się skrzywiłam, jednak bardzo szybko wróciłam do lekkiego uśmiechu.
- Mówi, że mają jedynie pokój jakby dla małżeństwa- przekręciłam oczami, przyglądając się chłopakowi. Zaśmiał się i skinął głową na co ja wzruszyłam ramionami- Niech będzie- rzuciłam w jej stronę po francusku. Blond włosa kobieta kazała podać nam dowód. Na całe szczęście Zayn już go miał. Ja muszę jeszcze poczekać rok i dwa miesiące. Jest październik, a urodziny mam dopiero niestety w listopadzie. Może to nie najlepszy moment na moje przemyślenia, ale najprawdopodobniej zostałam „zrobiona” w walentynki. Osobiście święto wkurza mnie tym, że jest takie sztuczne i wymuszone, ale w zasadzie to całkiem przyjemnie brzmi. 
- Natalie- szturchnął mnie chłopak, co wyrwało mnie z mojego zamyślenia. Uniosłam na niego oczy, na co ten pomachał mi kluczem do pokoju przed nosem. Uśmiechnęłam się i ruszyłam tuż za nim w stronę windy. Nigdy nie lubiłam wind. Kiedy byłam mała twierdziłam, że to jest taka jeżdżąca klatka, bo ludzie przecież do niej wchodzą i nie wracają. Zdecydowanie oglądam za dużo horrorów. Wzdychając na swoje wspomnienia, stanęłam w windzie czekając, aż w końcu będę mogła z niej wysiąść- Nie wiedziałem, że mówisz po francusku- Zayn uśmiechnął się w moją stronę.
- Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz- poklepałam go po ramieniu, opuszczając windę. Ruszył za mną, cicho się śmiejąc.
- To czego jeszcze nie wiem?- spytał, dorównując mi kroku. 
- Długo by opowiadać- wzruszyłam ramionami, stając przed drzwiami pokoju. Chłopak otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem.
- Jak mi się wydaje mamy na to czas aż do niedzieli- skinęłam głową i postawiłam swoją torbę pod ścianą. W zasadzie, nie był to tylko pokój. Pokoje były dwa, nie wliczając łazienki. W jednym było ogromne łóżko, zajmujące prawie całą przestrzeń sypialni a w drugim znajdował się telewizor i kanapa- Jeśli ci to przeszkadza, mogę spędzać noce na kanapie- zaproponował Zayn, stając w progu sypialni. 
- Nie przeszkadza- odpowiedziałam, chyba za szybko bo swoimi słowami wywołałam ogromny uśmiech chłopaka. Prawie niewidocznie przygryzłam wargę i odwróciłam się do niego plecami, udając że szukam czegoś w torbie. Przydałoby się coś  niej wyciągnąć, brawo Natalie, genialny plan. 
- Co powiesz, na przejście się po mieście?- usłyszałam trochę cichy, stłumiony głos Zayna. Ja mu dam, śmiać się z Natalie Verne. O nie, tak się nie będziemy bawić. Podniosłam się do pozycji stojącej i skrzyżowałam ręce pod biustem.
- Czyżbyś nabijał się z mojej osoby? Jesteś świadomy faktu, że jestem lekko mówiąc mściwą osobą?- starał się uspokoić śmiech, co wychodziło mu trochę marnie i jeszcze bardziej wybuchnął śmiechem. Spojrzałam oburzona w jego stronę, chwyciłam poduszkę z łóżka i błyskawicznie rzuciłam ją w kierunku chłopaka, który przeniósł się i stał obok okna. W dobrym momencie złapał poduszkę, odwrócił się w moją stronę obracając ją w rękach. Odrzucił ją na łóżko, powoli się do mnie zbliżając. Z każdym jego krokiem, cofałam się do tyłu. Niestety, wpadłam na ścianę i chłopak stał naprzeciwko mnie- Nie sądzisz, że żyrafy są bardzo ładne?- spytałam, na co Zayn wybuchnął śmiechem wielce zadowolony z tego, że najwidoczniej pierwszy raz, ma nade mną jakąś kontrolę. Ma ją głównie dlatego, że blokuje mi każdy możliwy ruch.
- Odpowiada mi taki obrót sytuacji- uniósł brew do góry, opierając rękę obok mnie. 
- Mi nie koniecznie- odpowiedziałam, odwracając wzrok.
- A teraz ładnie mnie przeproś, za zepsucie mojej fryzury- jeszcze bardziej się zbliżył, zmuszając do spojrzenia sobie w oczy.
- Ładnie przepraszam- rzuciłam, na co ten pokręcił głową.
- Jesteś inna- stwierdził, trochę się ode mnie odsuwając.
- Wiem- wzruszyłam ramionami, czując się już mniej skrępowana jego wzrokiem.
- To znaczy, to dobrze. Nie do końca, ale to całkiem zabawne- uśmiechnęłam się delikatnie, odchodząc od ściany- Idę pierwszy- stwierdził Zayn, pstrykając mnie w nos. Chwycił wyciągnięte wcześniej ciuchy i pobiegł w kierunku łazienki.
- Dżentelmen- rzuciłam sama do siebie, schylając się nad torbą. Ze względu na to, że jak na późny październikowy dzień było całkiem ciepło, wyciągnęłam z niej TO. Zamknęłam walizkę i położyłam na niej wyciągnięte ubrania. Rozwaliłam się na łóżku, niemiłosiernie przecierając piekące mnie oczy. Nie wiem od czego to, ale gdyby było to osobą, to zapewne dostałoby w twarz. W jednej chwili usłyszałam refren piosenki „I'm sexy and i know it”, który aktualnie robi za dzwonek mojego telefonu. Włożyłam rękę do kieszeni w celu znalezienia dzwoniącego aparatu. Wyciągnęłam go i przyłożyłam do ucha.
- Jesteś świrnięta- usłyszałam rozgniewany głos swojego przyjaciela. Uśmiechnęłam się zwycięsko, sama nie wiem dlaczego, puszczając mimo uszu jego zgryźliwe uwagi- Masz szczęście, że jesteś z Zaynem bo inaczej zadzwoniłbym do twoich rodziców. Powinni wiedzieć co robi ich córka- prychnął chłopak.
- Mają to gdzieś. Potrafią jedynie uprzykrzać mi życie. Chociaż naprawianie szyby w internacie, jest całkiem pomocne- powiedziałam ciszej, jednak wzruszyłam ramionami i słuchałam dalej.
- Ja wiem, że ciebie to powoli zaczyna wykańczać. Ale nie możesz w odwecie lecieć do Paryża, Natalie. Chcesz uciekać od problemów całe życie?
- Wcale nie całe życie. Tylko tyle ile się da. Poza tym, to ja powiedziałam ci o moim wyjeździe dla świętego spokoju. Wcale nie prosiłam o to, żebyś cokolwiek w tym kierunku robił.
- Jeden: to był jego pomysł, dwa: i tak bym co zrobił. Nie rozumiesz, że jesteś, cholera jasna, dla mnie jak siostra i gdyby coś ci się stało, to chyba bym nie wytrzymał? Miałbym wyrzuty sumienia do końca mojego marnego żywota. Dziewczyna by ze mną zerwała, zwierzęta by uciekły a rodzice wygonili by mnie z domu, bo zachciało ci się lecieć samolotem! Mogłabyś raz w życiu potraktować coś na poważnie.
- Wiele rzeczy traktuje na poważnie, chociaż sam nie musisz być o tym uświadamiany. Przepraszam, że się tak martwisz, ale po prostu myślałam, że mi ufasz. Najwidoczniej się pomyliłam. I wiesz co? Jest mi strasznie przykro, że jednak nie miałam racji.
- Nie tak miałaś to odebrać. Teraz to ja powinien cię przeprosić. Ale tu nie o to chodzi. Ja ci ufam, tylko się o ciebie boję. Kiedy wrócisz?
- W niedzielę. Wydaje mi się, że tutaj będę mogła sobie trochę rzeczy poukładać.
- Niech ci będzie. Ale kiedy wrócisz, zbajeruję jedną z babek w internacie i cały poniedziałek jesteś tylko moja. Musimy porozmawiać, zaczynam za tobą nie nadążać. Trzymaj się i napisz czasem. Kocham cię.
- Też cię kocham, ale następnym razem skopię ci tyłek- odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie. Mojej dziwnej wymianie zdań przysłuchiwał się Zayn, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Uniosłam brwi do góry, na co chłopak wzruszył ramionami i rozwalił się obok mnie. Przekręciłam oczami i wstałam z miejsca idąc w stronę łazienki.




Wróciłam do sypialni trochę zmęczona. Sama nie wiem czy rozmową z Nickiem, czy podróżą. Przeniosłam wzrok na śpiącego Zayna. Wyglądał całkiem zabawnie z tego powodu, że połowa jego ciała zwisała z łóżka. Zaśmiałam się pod nosem i weszłam na łóżko. Pociągnęłam go delikatnie za rękę, żeby nie runął za ziemie. Z własnego doświadczenia wiem, że to nic przyjemnego. Zaczął niemiłosiernie się kręcić, jednak po chwili przestał. Efekt był taki, że przytulił się do mnie, lewą rękę kładąc na moim brzuchu. Przez chwilę zaczęłam liczyć baranki, żeby się nie wydrzeć, albo nie zwalić go z łóżka. Dochodząc do czterdziestego drugiego baranka przeskakującego przez śnieżnobiały płotek, uspokoiłam się i swobodnie parłam głowę o jego klatkę piersiową. Powoli zaczynamy przypominać małżeństwo, no cóż. Chciałabym zobaczyć jego reakcje, po przebudzeniu.


NICK
- Przestań już, nic jej nie będzie- westchnęła Savannah, ciągnąc mnie za koniec koszuli. Westchnąłem ciężko, jednak lekko się uśmiechnąłem i posadziłem dziewczynę na swoich kolanach. Uśmiechnęła się promiennie, kładąc rękę na moim torsie- Nie martw się. Jest z Zaynem, ktoś z nią jest. Wszystko będzie okej. Musi odpocząć, zrozum ją. Dziewczyny tak mają.
- I to jest twoim zdaniem wspaniały powód do wyjazdy do Paryża?- spytałem, kręcąc głową.
- Oj, już tak nie przeżywaj. Tłumaczę ci przecież, że wróci i nie jest sama, prawda?
- Tak. Jest z Zaynem. Kolesiem, który ewidentnie podrywa mi Natalie.
- Jesteś zazdrosny?- dziewczyna obdarzyła mnie ogromnym wybuchem śmiechu- No przestań. Mogę ci obiecać, że absolutnie nic jej się nie stanie i nie będziesz jak na razie wujkiem, spokojnie- spojrzałem na nią wrogim spojrzeniem, na co ona kontynuowała wypowiedź spokojnym głosem- Naprawdę, nie musisz się martwić. Zayn się nią zajmie. Może i jest lekko zakręcony na jej punkcie, ale nie da jej zrobić niczego szkodliwego, głupiego albo niebezpiecznego. Za bardzo mu zależy, żeby na coś takiego jej pozwolić- przekręciła oczami, chcąc się podnieść. Chwyciłem ją za biodra, ponownie sadzając na swoich kolanach.
- Przepraszam, masz rację- westchnąłem, obejmując swoją dziewczynę.
- Wiem, że mam. Zawsze mam- rzuciła z powagą.
- Zaraziłaś się od Natalie? Za dużo czasu z nią spędzasz- szepnąłem wprost do jej ucha. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem i obróciła się do mnie przodem. 
- Możliwe- rzuciła jedynie, nachylając się nade mną. Ze zwycięskim uśmiechem, że jakoś udało mi się ją udobruchać, pocałowałem ją, przenosząc ręce na jej plecy. Najwidoczniej rudowłosa miała ciekawsze plany, bo bez żadnego potrzebnego słowa, złapała za guziki od mojej koszuli.


NATALIE
- O matko. I mam rozumieć, że przez ponad półtorej godziny na tobie leżałem, a ty mnie nie zabiłaś?- zaczął Zayn, nawet się ze mnie nie podnosząc. Lekko nieprzytomna podniosłam na niego oczy, marszcząc brwi.
- Nie. Jeszcze nie- sprostowałam, jednak wcale go tym nie zraziłam. Nie spuszczał spojrzenia, z moich oczu. Pchnęłam go do tyłu, na co ten wylądował tuż obok mnie. Odwrócił głowę z moją stronę. W odpowiedzi błyskawicznie wstałam z miejsca i spojrzałam na niego- Nie wiem jak ty, ale jestem głodna. Idziesz?- spytałam, wrzucając do kieszeni telefon. Westchnął, jednak skinął głową i podniósł się. Uśmiechnęłam się i pociągnęłam go za rękę w stronę wyjścia.
- Zrobiłaś burdel- stwierdził, patrząc na podłogę sypialni na której walały się ubrania.
- Ale to twoje rzeczy- przystanęłam i spojrzałam na niego mrużąc oczy. 
- Chociaż raz chciałem, żeby nie było na mnie- odpowiedział, ciągnąc mnie za rękę. Zamknął za nami drzwi.
- Spokojnie, też bałaganię- poklepałam go po ramieniu. Zaśmiał się i puścił mnie przodem w windzie. Ta, ale do łazienki to pierwszy.


- Zayn!- wręcz ryknęłam, kiedy chłopak pchnął mnie prosto do fontanny. Wyszłam z niej ślamazarnym krokiem, rozglądając się dookoła za sprawcą zmoczenia moich przepięknych włosów. Chował się za jakimś drewnianym.. nie wiem czym, więc uznajmy że jest to po prostu drewniane coś. Ruszyłam w jego kierunku, stanęłam z tyłu za nim. Dotknęłam jego ramienia, w odpowiedzi podskoczył jak oparzony i odwrócił się w moją stronę. Pchnęłam go na owe, drewniane coś i stanęłam tuż przed nim, unosząc brew. Lekko przymknął oczy, jakby czekając na to, że zaraz dostanie w głowę. Marna zemsta, ja jestem cała mokra, a on ma tylko dostać? O nie, nie ma mowy. Ze względu na brak butów na obcasie, byłam od niego zdecydowanie niższa, więc zmuszona byłam stanąć na palcach. Przytuliłam się do niego, usatysfakcjonowana tym, że on też jest teraz cały mokry. Odsunęłam się od niego, wybuchając śmiechem.
- Tak.. mokro- stwierdziłam, wykręcając kawałek swojej koszulki. Mój napad śmichu jedynie się powiększył. Chwilę później, oboje się śmialiśmy- Chciałam cię zabić, ale mi cię szkoda- poklepałam go po głowie, kiedy już trochę się ogarnęłam. 
- Mnie ci szkoda?- spytał, podchodząc kilka kroków bliżej.
- No wiesz- zaczęłam, dyskretnie się odsuwając- Masz całkiem fajną koszulkę, szkoda ją zniszczyć-powiedziałam, kręcąc głową. Przechylił głowę w prawą stronę i założył jedną rękę na drugą. W szybkim tempie stanął przede mną, patrząc w moje oczy. 
- I w ogóle nie byłoby ci mnie szkoda?
- Może troszeczkę- zaśmiałam się, ponownie dając krok do tyłu. Wzruszył ramionami, mimo wszystko podszedł do mnie, objął ramieniem i ruszył przed siebie.
- Jesteś o wiele fajniejsza, kiedy nie bawisz się w księżniczkę- stwierdził po chwili, kiedy siedzieliśmy na jednej z ławek. Siedziałam po turecku, całkowicie przemoczona, obracając niewielkiego różowego kwiatka, którego Zayn zwinął z jednego z klombów. Podniosłam na niego oczy, dopiero w tej chwili stwierdzając, że faktycznie pierwszy raz od kilkunastu lat, przy kimś innym niż przy Nicku zachowywałam się jak ja, a nie jak ktoś, w kogo bardzo często się bawię. Nie miałam zamiaru w żaden sposób odpowiadać na jego słowa. Rozmowy o uczuciach, rodzicach i prawdziwej ja należą po części do tematów zakazanych. Nie lubię ich poruszać. Żeby jakoś zabić własne myśli spojrzałam przed siebie. Wszędzie pełno było chodzących, bardzo rozbawionych ludzi, witających siebie nawzajem z taką serdecznością, jaką widzi się bardzo rzadko.


- Ulubiona rasa psa- podrzucił Zayn, wyciągając w moją stronę żelki. Wzięłam jedną, szperając we własnym umyśle, czy ową mam.
- Strasznie lubię Golden retrievery- odpowiedziałam, ciągle patrząc pod nogi- Najfajniejszy film, jaki widziałeś.
- O kurczę, dużo tego. Chyba nie umiem zdecydować się na jeden. Zaproszę cię kiedyś na mały seans i zobaczysz, co lubię oglądać- szturchnął mnie w ramię. Zaśmiałam się pod nosem, kiwając głową- A twój?
- Strasznie podoba mi się Zmierzch. Trochę kiepsko nagrali, ale ogólnie fabuła jest świetna- wzięłam kolejnego żelka, patrząc w jego stronę. 
- Czyli mam rozumieć, że kręcą cię wampiry?- zaśmiałam się i wskoczyłam na niewielki murek, idący wzdłuż chodnika. Postawię na to, że jest to taka słabość z dzieciństwa.
- Wiesz, tak nie do końca. Ogólnie to mnie denerwują, ale historia mi się spodobała. Jest taka.. tajemnicza. Większość filmów mnie nudzi, nie jestem fanką kina- wzruszyłam ramionami, starając się utrzymać równowagę.
- Okej, to teraz gdybyś miała wybrać, wybrałabyś raczej Edwarda, czy raczej Jacoba?- spytał, zbliżając się do murku. Chyba zauważył, że utrzymanie równowagi przychodzi mi z trudem- Na miejscu Belli, oczywiście.
- Zrobiłabym dokładnie tak jak ona. To znaczy, raczej nie przywiązałabym się do kogoś tak strasznie, jak robiła to Bella. Mam trudności z nawiązywaniem kontaktów. No, gdybym była jeszcze bardziej próżna, wybrałabym Jacoba. Jest przystojniejszy niż Edward- skończyłam z wielkim uśmiechem. Chciałam trochę odwrócić uwagę od wcześniejszej wypowiedzi.
- Przywiązywanie się, wcale nie jest takie złe- nie wyszło mi odwracanie uwagi, jemu to chyba nic nie umknie. 
- Jest złe, przynajmniej dla mnie. To wszystko jest jak jeden wielki nałóg. Uzależnienie od kogoś, nie robi nikomu na dobre. Jak z heroiną. Ciągle chcesz więcej i więcej, aż w końcu niszczysz siebie, a potem wszystkim, którym na tobie zależało życie. Takie durne błędne koło. Skończyć nie możesz, bo się boisz. A boisz, się bo chcesz skończyć. Zostajesz w strachu, odsuwasz od siebie wszystkich i zostajesz sam z nałogiem, z którego wiesz, że nie wyjdziesz o własnych siłach- moje filozoficzne odbicie starałam się trzymać dla siebie. Takie przemyślenia rzadko komu idą na dobre. Wszyscy dziwnie na ciebie patrzą.
- Ale jeśli patrzeć tak na ludzi, to jeśli obu stronom dolega to samo, to łatwiej byłoby się im dogadać i zrozumieć. Czyli jednak to przywiązanie, czasami robi swoje- odpowiedział mi. Uniosłam głowę, trochę zdziwiona jego słowami- Czemu mi się tak przyglądasz?- zaśmiał się, stając przede mną. Pokręciłam przecząco głową i ponownie ruszyłam przed siebie. Niestety, po chwili jednak nie utrzymałam równowagi i zleciałam prosto na Zayna, który zaskoczony nie zdołał utrzymać równowagi, więc oboje spadliśmy na chodnik. Popatrzyliśmy na siebie, momentalnie wybuchając śmiechem- Mogłaś mnie ostrzec, że masz zamiar zlecieć- stwierdził wstając. Podał mi rękę, która chwyciłam i również się podniosłam.
- Gdybym wiedziała, że zlecę na pewno bym ci powiedziała- ponownie się zaśmiałam, na ułamek sekundy przenosząc wzrok na nasze ręce. Jakby z chęcią odgonienia myśli, która przeszłą mi na chwilę przez głowę potrząsnęłam głową i zabrałam rękę.
- Nic ci nie jest?- pokręciłam przecząco głową, idąc przed siebie- Wracajmy, robi się coraz ciemniej- westchnął, zagradzając mi drogę. Skinęłam głową, nawet na niego nie patrząc i zawróciłam. Włożyłam ręce do kieszeni. Rzadko zdarza mi się czuć niepewnie i aż tak dziwnie. Nie wiem co to znaczy. Nie nazwałabym tego niczym większym, niż po protu tym, że normalnie go polubiłam. Jak kolegę. Kupla, no ten.. towarzysza. Czyżbym powtarzała to w kółko, żeby sobie to wmówić? Pewnie tak, ale uznajmy, że nie. Wyjdę na wariatkę. - Jesteś pewna, że nic ci nie jest?- dotknął mojego ramienia, podchodząc bliżej. 
- Nie, wszystko jest git- ale tandeta. Dlaczego z moich ust wypływają słowa takie jak „git”? Za duża czasu spędzałam z Harrym i Louisem, chcąc zeswatać parę zakochańców, zdecydowanie. Muszę wyrzucić ze swojego słownika takie słowa, bo inaczej zacznę pisać takie bzdury w pracy. Wtedy, bym chyba nie przeżyła.




- Dobranoc, Natalie- usłyszałam głos Zayna za plecami.
- Dobranoc, Zayn- odpowiedziałam zaspanym głosem. Przewróciłam się na plecy patrząc na sufit.
- Mam pytanie- usłyszałam ponownie jego głos. Odwróciłam głowę w jego stronę, jednak widząc, że jest bardzo blisko mnie ponownie odwróciłam głowę.
- Słucham- powiedziałam, trochę mocniej naciągając kołdrę.
- Dlaczego tak się ukrywasz?
- Ukrywam?- spytałam, zbytnio nie widząc o co mu chodzi. Ja się ukrywam? W którym sensie?
- Tak, ukrywasz się. Dopiero dzisiaj tak naprawdę dałaś się poznać. Wiesz, kiedy jesteśmy wszyscy razem raczej się nie odzywasz- westchnęłam i usiadłam po turecku. Przerzuciłam na niego wzrok, sama nie widząc czy mam ochotę powiedzieć mu wszystko. Nie, chyba nie mam. Zostawię trochę dla siebie. W odpowiedzi jedynie wzruszyłam ramionami. Chłopak również się podniósł i usiadł obok mnie.
- Tak mi łatwiej. Wiesz, nikt się mnie nie czepia. Gdybym zawsze była taka jaka byłam dzisiaj, to miałabym przechlapane, więc się nie przyzwyczajaj- westchnęłam, podciągając kolana pod brodę.
- Nic nie rozumiem.
- Kiedyś taka byłam, wcale nie wyszło mi to na zdrowie- przekręciłam oczami, patrząc w jego stronę- Nawet nie pytaj, nie ważne. Nie interesuje mnie to, co myślą. Aktualnie mam to gdzieś- dopowiedziałam, spuszczając wzrok na kołdrę. Następne kłamstwo do kolekcji. Cholernie dotyka mnie zdanie innych. Wiem, że nie powinno ale już tak po prostu jest. Taka słabość. Niektórzy mają ją do czekoladowych ciasteczek, a ja mam słabość do cudzego zdania. Zayn nic mi nie odpowiedział, tylko przysunął się bliżej mnie i objął mnie ramieniem. Nienawidzę pokazywać, że coś sprawia mi przykrość. Każdy, ale to każdy zawsze wykorzystuje to później przeciwko mnie. Nawet Nickowi się to zdarzyło. Nie wierzę już w niczyje szczere intensje. Mam gdzieś, że każdy popełnia błędy. Takiego błędu nigdy bym nie popełniła. Wykorzystywać słabości przeciwko niemu, bardziej okrutne niż mój sarkazm. Nie podnosząc głowy, tylko się do niego przytuliłam. Nie wiem dlaczego, raczej izoluję się od ludzi. Wydaje mi się, że trochę mnie poniosło.
___________________________________________________________

Akuku, Me Again <3
Trochę długie mi wyszło. Chyba za długie, nie sądzicie? Czas przestać pisać pięciostronicowe rozdziały, męczę was : D  Tak na szybko dzisiaj, nie rozpisuję się bo muszę uciekać. Poza tym, leci You can dance.. dance.. dance.

Do kolejnego. ; **