środa, 9 maja 2012

Rozdział 5.


NATALIE
Stanęliśmy w progu jednego z hoteli z Paryżu. Nie wiem dlaczego Zayn naraża się na moją dłuższą obecność i jeszcze ta opcja widocznie go cieszy. Nie mam zielonego pojęcia, bo w końcu ja, jak to ja bywam strasznie upierdliwa. Dłuższe przebywanie ze mną w jednym miejscu i to jeszcze w samotności, może mieć destrukcyjny wpływ na niektóre z zachowań Zayna. Typu to, że jest miły. Szczerze mówiąc, przy mnie ludzie się zmieniają. Nie koniecznie na lepsze. Lepiej uważać.



- Chcielibyśmy dwa pojedyncze pokoje- zaczęłam po francusku, kiedy stanęliśmy przy recepcji. Kobieta stojąca za biurkiem skinęła głową i zaczęła wystukiwać coś w komputerze.
- Niestety nie mamy dwóch wolnych pokoi. Może mogłabym zaproponować państwu jeden pokój z podwójnym łóżkiem?- odpowiedziała mi kobieta, bardzo przyjemnym francuskim akcentem. Lekko się skrzywiłam, jednak bardzo szybko wróciłam do lekkiego uśmiechu.
- Mówi, że mają jedynie pokój jakby dla małżeństwa- przekręciłam oczami, przyglądając się chłopakowi. Zaśmiał się i skinął głową na co ja wzruszyłam ramionami- Niech będzie- rzuciłam w jej stronę po francusku. Blond włosa kobieta kazała podać nam dowód. Na całe szczęście Zayn już go miał. Ja muszę jeszcze poczekać rok i dwa miesiące. Jest październik, a urodziny mam dopiero niestety w listopadzie. Może to nie najlepszy moment na moje przemyślenia, ale najprawdopodobniej zostałam „zrobiona” w walentynki. Osobiście święto wkurza mnie tym, że jest takie sztuczne i wymuszone, ale w zasadzie to całkiem przyjemnie brzmi. 
- Natalie- szturchnął mnie chłopak, co wyrwało mnie z mojego zamyślenia. Uniosłam na niego oczy, na co ten pomachał mi kluczem do pokoju przed nosem. Uśmiechnęłam się i ruszyłam tuż za nim w stronę windy. Nigdy nie lubiłam wind. Kiedy byłam mała twierdziłam, że to jest taka jeżdżąca klatka, bo ludzie przecież do niej wchodzą i nie wracają. Zdecydowanie oglądam za dużo horrorów. Wzdychając na swoje wspomnienia, stanęłam w windzie czekając, aż w końcu będę mogła z niej wysiąść- Nie wiedziałem, że mówisz po francusku- Zayn uśmiechnął się w moją stronę.
- Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz- poklepałam go po ramieniu, opuszczając windę. Ruszył za mną, cicho się śmiejąc.
- To czego jeszcze nie wiem?- spytał, dorównując mi kroku. 
- Długo by opowiadać- wzruszyłam ramionami, stając przed drzwiami pokoju. Chłopak otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem.
- Jak mi się wydaje mamy na to czas aż do niedzieli- skinęłam głową i postawiłam swoją torbę pod ścianą. W zasadzie, nie był to tylko pokój. Pokoje były dwa, nie wliczając łazienki. W jednym było ogromne łóżko, zajmujące prawie całą przestrzeń sypialni a w drugim znajdował się telewizor i kanapa- Jeśli ci to przeszkadza, mogę spędzać noce na kanapie- zaproponował Zayn, stając w progu sypialni. 
- Nie przeszkadza- odpowiedziałam, chyba za szybko bo swoimi słowami wywołałam ogromny uśmiech chłopaka. Prawie niewidocznie przygryzłam wargę i odwróciłam się do niego plecami, udając że szukam czegoś w torbie. Przydałoby się coś  niej wyciągnąć, brawo Natalie, genialny plan. 
- Co powiesz, na przejście się po mieście?- usłyszałam trochę cichy, stłumiony głos Zayna. Ja mu dam, śmiać się z Natalie Verne. O nie, tak się nie będziemy bawić. Podniosłam się do pozycji stojącej i skrzyżowałam ręce pod biustem.
- Czyżbyś nabijał się z mojej osoby? Jesteś świadomy faktu, że jestem lekko mówiąc mściwą osobą?- starał się uspokoić śmiech, co wychodziło mu trochę marnie i jeszcze bardziej wybuchnął śmiechem. Spojrzałam oburzona w jego stronę, chwyciłam poduszkę z łóżka i błyskawicznie rzuciłam ją w kierunku chłopaka, który przeniósł się i stał obok okna. W dobrym momencie złapał poduszkę, odwrócił się w moją stronę obracając ją w rękach. Odrzucił ją na łóżko, powoli się do mnie zbliżając. Z każdym jego krokiem, cofałam się do tyłu. Niestety, wpadłam na ścianę i chłopak stał naprzeciwko mnie- Nie sądzisz, że żyrafy są bardzo ładne?- spytałam, na co Zayn wybuchnął śmiechem wielce zadowolony z tego, że najwidoczniej pierwszy raz, ma nade mną jakąś kontrolę. Ma ją głównie dlatego, że blokuje mi każdy możliwy ruch.
- Odpowiada mi taki obrót sytuacji- uniósł brew do góry, opierając rękę obok mnie. 
- Mi nie koniecznie- odpowiedziałam, odwracając wzrok.
- A teraz ładnie mnie przeproś, za zepsucie mojej fryzury- jeszcze bardziej się zbliżył, zmuszając do spojrzenia sobie w oczy.
- Ładnie przepraszam- rzuciłam, na co ten pokręcił głową.
- Jesteś inna- stwierdził, trochę się ode mnie odsuwając.
- Wiem- wzruszyłam ramionami, czując się już mniej skrępowana jego wzrokiem.
- To znaczy, to dobrze. Nie do końca, ale to całkiem zabawne- uśmiechnęłam się delikatnie, odchodząc od ściany- Idę pierwszy- stwierdził Zayn, pstrykając mnie w nos. Chwycił wyciągnięte wcześniej ciuchy i pobiegł w kierunku łazienki.
- Dżentelmen- rzuciłam sama do siebie, schylając się nad torbą. Ze względu na to, że jak na późny październikowy dzień było całkiem ciepło, wyciągnęłam z niej TO. Zamknęłam walizkę i położyłam na niej wyciągnięte ubrania. Rozwaliłam się na łóżku, niemiłosiernie przecierając piekące mnie oczy. Nie wiem od czego to, ale gdyby było to osobą, to zapewne dostałoby w twarz. W jednej chwili usłyszałam refren piosenki „I'm sexy and i know it”, który aktualnie robi za dzwonek mojego telefonu. Włożyłam rękę do kieszeni w celu znalezienia dzwoniącego aparatu. Wyciągnęłam go i przyłożyłam do ucha.
- Jesteś świrnięta- usłyszałam rozgniewany głos swojego przyjaciela. Uśmiechnęłam się zwycięsko, sama nie wiem dlaczego, puszczając mimo uszu jego zgryźliwe uwagi- Masz szczęście, że jesteś z Zaynem bo inaczej zadzwoniłbym do twoich rodziców. Powinni wiedzieć co robi ich córka- prychnął chłopak.
- Mają to gdzieś. Potrafią jedynie uprzykrzać mi życie. Chociaż naprawianie szyby w internacie, jest całkiem pomocne- powiedziałam ciszej, jednak wzruszyłam ramionami i słuchałam dalej.
- Ja wiem, że ciebie to powoli zaczyna wykańczać. Ale nie możesz w odwecie lecieć do Paryża, Natalie. Chcesz uciekać od problemów całe życie?
- Wcale nie całe życie. Tylko tyle ile się da. Poza tym, to ja powiedziałam ci o moim wyjeździe dla świętego spokoju. Wcale nie prosiłam o to, żebyś cokolwiek w tym kierunku robił.
- Jeden: to był jego pomysł, dwa: i tak bym co zrobił. Nie rozumiesz, że jesteś, cholera jasna, dla mnie jak siostra i gdyby coś ci się stało, to chyba bym nie wytrzymał? Miałbym wyrzuty sumienia do końca mojego marnego żywota. Dziewczyna by ze mną zerwała, zwierzęta by uciekły a rodzice wygonili by mnie z domu, bo zachciało ci się lecieć samolotem! Mogłabyś raz w życiu potraktować coś na poważnie.
- Wiele rzeczy traktuje na poważnie, chociaż sam nie musisz być o tym uświadamiany. Przepraszam, że się tak martwisz, ale po prostu myślałam, że mi ufasz. Najwidoczniej się pomyliłam. I wiesz co? Jest mi strasznie przykro, że jednak nie miałam racji.
- Nie tak miałaś to odebrać. Teraz to ja powinien cię przeprosić. Ale tu nie o to chodzi. Ja ci ufam, tylko się o ciebie boję. Kiedy wrócisz?
- W niedzielę. Wydaje mi się, że tutaj będę mogła sobie trochę rzeczy poukładać.
- Niech ci będzie. Ale kiedy wrócisz, zbajeruję jedną z babek w internacie i cały poniedziałek jesteś tylko moja. Musimy porozmawiać, zaczynam za tobą nie nadążać. Trzymaj się i napisz czasem. Kocham cię.
- Też cię kocham, ale następnym razem skopię ci tyłek- odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie. Mojej dziwnej wymianie zdań przysłuchiwał się Zayn, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Uniosłam brwi do góry, na co chłopak wzruszył ramionami i rozwalił się obok mnie. Przekręciłam oczami i wstałam z miejsca idąc w stronę łazienki.




Wróciłam do sypialni trochę zmęczona. Sama nie wiem czy rozmową z Nickiem, czy podróżą. Przeniosłam wzrok na śpiącego Zayna. Wyglądał całkiem zabawnie z tego powodu, że połowa jego ciała zwisała z łóżka. Zaśmiałam się pod nosem i weszłam na łóżko. Pociągnęłam go delikatnie za rękę, żeby nie runął za ziemie. Z własnego doświadczenia wiem, że to nic przyjemnego. Zaczął niemiłosiernie się kręcić, jednak po chwili przestał. Efekt był taki, że przytulił się do mnie, lewą rękę kładąc na moim brzuchu. Przez chwilę zaczęłam liczyć baranki, żeby się nie wydrzeć, albo nie zwalić go z łóżka. Dochodząc do czterdziestego drugiego baranka przeskakującego przez śnieżnobiały płotek, uspokoiłam się i swobodnie parłam głowę o jego klatkę piersiową. Powoli zaczynamy przypominać małżeństwo, no cóż. Chciałabym zobaczyć jego reakcje, po przebudzeniu.


NICK
- Przestań już, nic jej nie będzie- westchnęła Savannah, ciągnąc mnie za koniec koszuli. Westchnąłem ciężko, jednak lekko się uśmiechnąłem i posadziłem dziewczynę na swoich kolanach. Uśmiechnęła się promiennie, kładąc rękę na moim torsie- Nie martw się. Jest z Zaynem, ktoś z nią jest. Wszystko będzie okej. Musi odpocząć, zrozum ją. Dziewczyny tak mają.
- I to jest twoim zdaniem wspaniały powód do wyjazdy do Paryża?- spytałem, kręcąc głową.
- Oj, już tak nie przeżywaj. Tłumaczę ci przecież, że wróci i nie jest sama, prawda?
- Tak. Jest z Zaynem. Kolesiem, który ewidentnie podrywa mi Natalie.
- Jesteś zazdrosny?- dziewczyna obdarzyła mnie ogromnym wybuchem śmiechu- No przestań. Mogę ci obiecać, że absolutnie nic jej się nie stanie i nie będziesz jak na razie wujkiem, spokojnie- spojrzałem na nią wrogim spojrzeniem, na co ona kontynuowała wypowiedź spokojnym głosem- Naprawdę, nie musisz się martwić. Zayn się nią zajmie. Może i jest lekko zakręcony na jej punkcie, ale nie da jej zrobić niczego szkodliwego, głupiego albo niebezpiecznego. Za bardzo mu zależy, żeby na coś takiego jej pozwolić- przekręciła oczami, chcąc się podnieść. Chwyciłem ją za biodra, ponownie sadzając na swoich kolanach.
- Przepraszam, masz rację- westchnąłem, obejmując swoją dziewczynę.
- Wiem, że mam. Zawsze mam- rzuciła z powagą.
- Zaraziłaś się od Natalie? Za dużo czasu z nią spędzasz- szepnąłem wprost do jej ucha. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem i obróciła się do mnie przodem. 
- Możliwe- rzuciła jedynie, nachylając się nade mną. Ze zwycięskim uśmiechem, że jakoś udało mi się ją udobruchać, pocałowałem ją, przenosząc ręce na jej plecy. Najwidoczniej rudowłosa miała ciekawsze plany, bo bez żadnego potrzebnego słowa, złapała za guziki od mojej koszuli.


NATALIE
- O matko. I mam rozumieć, że przez ponad półtorej godziny na tobie leżałem, a ty mnie nie zabiłaś?- zaczął Zayn, nawet się ze mnie nie podnosząc. Lekko nieprzytomna podniosłam na niego oczy, marszcząc brwi.
- Nie. Jeszcze nie- sprostowałam, jednak wcale go tym nie zraziłam. Nie spuszczał spojrzenia, z moich oczu. Pchnęłam go do tyłu, na co ten wylądował tuż obok mnie. Odwrócił głowę z moją stronę. W odpowiedzi błyskawicznie wstałam z miejsca i spojrzałam na niego- Nie wiem jak ty, ale jestem głodna. Idziesz?- spytałam, wrzucając do kieszeni telefon. Westchnął, jednak skinął głową i podniósł się. Uśmiechnęłam się i pociągnęłam go za rękę w stronę wyjścia.
- Zrobiłaś burdel- stwierdził, patrząc na podłogę sypialni na której walały się ubrania.
- Ale to twoje rzeczy- przystanęłam i spojrzałam na niego mrużąc oczy. 
- Chociaż raz chciałem, żeby nie było na mnie- odpowiedział, ciągnąc mnie za rękę. Zamknął za nami drzwi.
- Spokojnie, też bałaganię- poklepałam go po ramieniu. Zaśmiał się i puścił mnie przodem w windzie. Ta, ale do łazienki to pierwszy.


- Zayn!- wręcz ryknęłam, kiedy chłopak pchnął mnie prosto do fontanny. Wyszłam z niej ślamazarnym krokiem, rozglądając się dookoła za sprawcą zmoczenia moich przepięknych włosów. Chował się za jakimś drewnianym.. nie wiem czym, więc uznajmy że jest to po prostu drewniane coś. Ruszyłam w jego kierunku, stanęłam z tyłu za nim. Dotknęłam jego ramienia, w odpowiedzi podskoczył jak oparzony i odwrócił się w moją stronę. Pchnęłam go na owe, drewniane coś i stanęłam tuż przed nim, unosząc brew. Lekko przymknął oczy, jakby czekając na to, że zaraz dostanie w głowę. Marna zemsta, ja jestem cała mokra, a on ma tylko dostać? O nie, nie ma mowy. Ze względu na brak butów na obcasie, byłam od niego zdecydowanie niższa, więc zmuszona byłam stanąć na palcach. Przytuliłam się do niego, usatysfakcjonowana tym, że on też jest teraz cały mokry. Odsunęłam się od niego, wybuchając śmiechem.
- Tak.. mokro- stwierdziłam, wykręcając kawałek swojej koszulki. Mój napad śmichu jedynie się powiększył. Chwilę później, oboje się śmialiśmy- Chciałam cię zabić, ale mi cię szkoda- poklepałam go po głowie, kiedy już trochę się ogarnęłam. 
- Mnie ci szkoda?- spytał, podchodząc kilka kroków bliżej.
- No wiesz- zaczęłam, dyskretnie się odsuwając- Masz całkiem fajną koszulkę, szkoda ją zniszczyć-powiedziałam, kręcąc głową. Przechylił głowę w prawą stronę i założył jedną rękę na drugą. W szybkim tempie stanął przede mną, patrząc w moje oczy. 
- I w ogóle nie byłoby ci mnie szkoda?
- Może troszeczkę- zaśmiałam się, ponownie dając krok do tyłu. Wzruszył ramionami, mimo wszystko podszedł do mnie, objął ramieniem i ruszył przed siebie.
- Jesteś o wiele fajniejsza, kiedy nie bawisz się w księżniczkę- stwierdził po chwili, kiedy siedzieliśmy na jednej z ławek. Siedziałam po turecku, całkowicie przemoczona, obracając niewielkiego różowego kwiatka, którego Zayn zwinął z jednego z klombów. Podniosłam na niego oczy, dopiero w tej chwili stwierdzając, że faktycznie pierwszy raz od kilkunastu lat, przy kimś innym niż przy Nicku zachowywałam się jak ja, a nie jak ktoś, w kogo bardzo często się bawię. Nie miałam zamiaru w żaden sposób odpowiadać na jego słowa. Rozmowy o uczuciach, rodzicach i prawdziwej ja należą po części do tematów zakazanych. Nie lubię ich poruszać. Żeby jakoś zabić własne myśli spojrzałam przed siebie. Wszędzie pełno było chodzących, bardzo rozbawionych ludzi, witających siebie nawzajem z taką serdecznością, jaką widzi się bardzo rzadko.


- Ulubiona rasa psa- podrzucił Zayn, wyciągając w moją stronę żelki. Wzięłam jedną, szperając we własnym umyśle, czy ową mam.
- Strasznie lubię Golden retrievery- odpowiedziałam, ciągle patrząc pod nogi- Najfajniejszy film, jaki widziałeś.
- O kurczę, dużo tego. Chyba nie umiem zdecydować się na jeden. Zaproszę cię kiedyś na mały seans i zobaczysz, co lubię oglądać- szturchnął mnie w ramię. Zaśmiałam się pod nosem, kiwając głową- A twój?
- Strasznie podoba mi się Zmierzch. Trochę kiepsko nagrali, ale ogólnie fabuła jest świetna- wzięłam kolejnego żelka, patrząc w jego stronę. 
- Czyli mam rozumieć, że kręcą cię wampiry?- zaśmiałam się i wskoczyłam na niewielki murek, idący wzdłuż chodnika. Postawię na to, że jest to taka słabość z dzieciństwa.
- Wiesz, tak nie do końca. Ogólnie to mnie denerwują, ale historia mi się spodobała. Jest taka.. tajemnicza. Większość filmów mnie nudzi, nie jestem fanką kina- wzruszyłam ramionami, starając się utrzymać równowagę.
- Okej, to teraz gdybyś miała wybrać, wybrałabyś raczej Edwarda, czy raczej Jacoba?- spytał, zbliżając się do murku. Chyba zauważył, że utrzymanie równowagi przychodzi mi z trudem- Na miejscu Belli, oczywiście.
- Zrobiłabym dokładnie tak jak ona. To znaczy, raczej nie przywiązałabym się do kogoś tak strasznie, jak robiła to Bella. Mam trudności z nawiązywaniem kontaktów. No, gdybym była jeszcze bardziej próżna, wybrałabym Jacoba. Jest przystojniejszy niż Edward- skończyłam z wielkim uśmiechem. Chciałam trochę odwrócić uwagę od wcześniejszej wypowiedzi.
- Przywiązywanie się, wcale nie jest takie złe- nie wyszło mi odwracanie uwagi, jemu to chyba nic nie umknie. 
- Jest złe, przynajmniej dla mnie. To wszystko jest jak jeden wielki nałóg. Uzależnienie od kogoś, nie robi nikomu na dobre. Jak z heroiną. Ciągle chcesz więcej i więcej, aż w końcu niszczysz siebie, a potem wszystkim, którym na tobie zależało życie. Takie durne błędne koło. Skończyć nie możesz, bo się boisz. A boisz, się bo chcesz skończyć. Zostajesz w strachu, odsuwasz od siebie wszystkich i zostajesz sam z nałogiem, z którego wiesz, że nie wyjdziesz o własnych siłach- moje filozoficzne odbicie starałam się trzymać dla siebie. Takie przemyślenia rzadko komu idą na dobre. Wszyscy dziwnie na ciebie patrzą.
- Ale jeśli patrzeć tak na ludzi, to jeśli obu stronom dolega to samo, to łatwiej byłoby się im dogadać i zrozumieć. Czyli jednak to przywiązanie, czasami robi swoje- odpowiedział mi. Uniosłam głowę, trochę zdziwiona jego słowami- Czemu mi się tak przyglądasz?- zaśmiał się, stając przede mną. Pokręciłam przecząco głową i ponownie ruszyłam przed siebie. Niestety, po chwili jednak nie utrzymałam równowagi i zleciałam prosto na Zayna, który zaskoczony nie zdołał utrzymać równowagi, więc oboje spadliśmy na chodnik. Popatrzyliśmy na siebie, momentalnie wybuchając śmiechem- Mogłaś mnie ostrzec, że masz zamiar zlecieć- stwierdził wstając. Podał mi rękę, która chwyciłam i również się podniosłam.
- Gdybym wiedziała, że zlecę na pewno bym ci powiedziała- ponownie się zaśmiałam, na ułamek sekundy przenosząc wzrok na nasze ręce. Jakby z chęcią odgonienia myśli, która przeszłą mi na chwilę przez głowę potrząsnęłam głową i zabrałam rękę.
- Nic ci nie jest?- pokręciłam przecząco głową, idąc przed siebie- Wracajmy, robi się coraz ciemniej- westchnął, zagradzając mi drogę. Skinęłam głową, nawet na niego nie patrząc i zawróciłam. Włożyłam ręce do kieszeni. Rzadko zdarza mi się czuć niepewnie i aż tak dziwnie. Nie wiem co to znaczy. Nie nazwałabym tego niczym większym, niż po protu tym, że normalnie go polubiłam. Jak kolegę. Kupla, no ten.. towarzysza. Czyżbym powtarzała to w kółko, żeby sobie to wmówić? Pewnie tak, ale uznajmy, że nie. Wyjdę na wariatkę. - Jesteś pewna, że nic ci nie jest?- dotknął mojego ramienia, podchodząc bliżej. 
- Nie, wszystko jest git- ale tandeta. Dlaczego z moich ust wypływają słowa takie jak „git”? Za duża czasu spędzałam z Harrym i Louisem, chcąc zeswatać parę zakochańców, zdecydowanie. Muszę wyrzucić ze swojego słownika takie słowa, bo inaczej zacznę pisać takie bzdury w pracy. Wtedy, bym chyba nie przeżyła.




- Dobranoc, Natalie- usłyszałam głos Zayna za plecami.
- Dobranoc, Zayn- odpowiedziałam zaspanym głosem. Przewróciłam się na plecy patrząc na sufit.
- Mam pytanie- usłyszałam ponownie jego głos. Odwróciłam głowę w jego stronę, jednak widząc, że jest bardzo blisko mnie ponownie odwróciłam głowę.
- Słucham- powiedziałam, trochę mocniej naciągając kołdrę.
- Dlaczego tak się ukrywasz?
- Ukrywam?- spytałam, zbytnio nie widząc o co mu chodzi. Ja się ukrywam? W którym sensie?
- Tak, ukrywasz się. Dopiero dzisiaj tak naprawdę dałaś się poznać. Wiesz, kiedy jesteśmy wszyscy razem raczej się nie odzywasz- westchnęłam i usiadłam po turecku. Przerzuciłam na niego wzrok, sama nie widząc czy mam ochotę powiedzieć mu wszystko. Nie, chyba nie mam. Zostawię trochę dla siebie. W odpowiedzi jedynie wzruszyłam ramionami. Chłopak również się podniósł i usiadł obok mnie.
- Tak mi łatwiej. Wiesz, nikt się mnie nie czepia. Gdybym zawsze była taka jaka byłam dzisiaj, to miałabym przechlapane, więc się nie przyzwyczajaj- westchnęłam, podciągając kolana pod brodę.
- Nic nie rozumiem.
- Kiedyś taka byłam, wcale nie wyszło mi to na zdrowie- przekręciłam oczami, patrząc w jego stronę- Nawet nie pytaj, nie ważne. Nie interesuje mnie to, co myślą. Aktualnie mam to gdzieś- dopowiedziałam, spuszczając wzrok na kołdrę. Następne kłamstwo do kolekcji. Cholernie dotyka mnie zdanie innych. Wiem, że nie powinno ale już tak po prostu jest. Taka słabość. Niektórzy mają ją do czekoladowych ciasteczek, a ja mam słabość do cudzego zdania. Zayn nic mi nie odpowiedział, tylko przysunął się bliżej mnie i objął mnie ramieniem. Nienawidzę pokazywać, że coś sprawia mi przykrość. Każdy, ale to każdy zawsze wykorzystuje to później przeciwko mnie. Nawet Nickowi się to zdarzyło. Nie wierzę już w niczyje szczere intensje. Mam gdzieś, że każdy popełnia błędy. Takiego błędu nigdy bym nie popełniła. Wykorzystywać słabości przeciwko niemu, bardziej okrutne niż mój sarkazm. Nie podnosząc głowy, tylko się do niego przytuliłam. Nie wiem dlaczego, raczej izoluję się od ludzi. Wydaje mi się, że trochę mnie poniosło.
___________________________________________________________

Akuku, Me Again <3
Trochę długie mi wyszło. Chyba za długie, nie sądzicie? Czas przestać pisać pięciostronicowe rozdziały, męczę was : D  Tak na szybko dzisiaj, nie rozpisuję się bo muszę uciekać. Poza tym, leci You can dance.. dance.. dance.

Do kolejnego. ; **

16 komentarzy:

  1. chyba żartujesz !! ja uwielbiam czytać takie długie rozdziały + jeszcze było tyle Natalie i Zayna, widać że się polubili :) i są tacy słodcy :D
    PS też oglądałam YCD, ale szkoda że Igor i Cookie odpadli, bo ich lubiłam, a poza tym byli świetnymi tancerzami :(
    Renia ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No.. Igora mi szkoda najbardziej. Ubóstwiam go < 3

      Usuń
  2. Dziewczyno kocham twoje opowiadanie ;D jesteś świetna ; ) fabuła fantastyczna ! Oj mam nadzieje, że Zayn i Natalie będą razem ; ) ;*

    Ania :*

    OdpowiedzUsuń
  3. jakie długie ? one są wyborno-fajnie XD
    no czekam na to , jak Natalie bd z Zaynem ;>
    czekam na kolejny .
    J.xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieee. Wcale nie jest długi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że Natalie pokazała Zaynowi prawdziwą siebie. Bardzo podoba mi się rozdział i cieszy mnie myśl, że dziewczyna dobrze się z nim dogaduje ;** Czekam na kolejny ^.^

    OdpowiedzUsuń
  6. Mogą być i takie długie mi się podoba :)
    Fajnie, że pokazuje inną siebie przy Zaynie - jestem strasznie ciekawa tego co z tego wszytkiego wyniknie.
    Czekam na kolejny !

    second-chance-to-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Wcale nie jest za długie ;p
    Cudowne, jak zawsze ;) Podoba mi się to, że Natalie postanowiła otworzyć się przed Zaynem. Myślę, że on ją zrozumie. Raczej nie zrobi jej krzywdy...chociaż? xd
    Jestem ciekawa co będzie dalej. Czekam na nn! xxx

    + Zapraszam do mnie
    http://xeverlastinglovex.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie są za dlugiee...;)
    Są boskie, czy my musimy ci to uświadamiać?;D
    Ja gdybym mogła to bym czytała, czytała, czytała i czytała...
    Dawaj szybko kolejny ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. przestań piep*zyć, jest w sam raz :P
    Natalie i Zayn <3 chociaż czytając twoje poprzednie opowiadanie, coś czuję, że namieszasz w ich życiu... ;)
    mam nadzieję, że kolejny już niedługo :D

    A xx

    OdpowiedzUsuń
  10. długie jest dobre ;)) a tak wogole to świetnie piszesz ;*
    zapraszamy do nas !!

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny Jest, Długie Są Fajne : D.
    Kocham Twoje Opo. ! < 3
    Szybko Pisz Kolejny ! : )

    I Zapraszam Do Mnie : i-want-and-i-wish.blogspot.com Xx !

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie będę oryginalna i powiem, że to bardzo dobrze, że rozdział jest taki długi. Dla mnie nigdy nie jest za dużo Twojej twórczości, mogłabym to czytać i czytać. Ubóstwiam Twojego bloga! A co do rozdziału, to tu też nie wykaże się jakąś szczególną inteligencją (chociaż może i przeciwnie), ale strasznie się cieszę, że Natalie otworzyła się na Zayna. Myślę, że może wyjść z tego coś naprawdę fajnego. Albo obrócisz wszystko i jednak chłopak okaże się być 'tym złym'? Jestem ciekawa, co z tego wyjdzie i jak na taki obrót spraw zareaguje Louis. A może się tym nie przejmie? Lub będzie walczył... Po głowie krąży mi mnóstwo pytań bez odpowiedzi, teraz tylko czekam na wyjaśnienie ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oja , ten blog tak samo zajebisty jak tamten , nic dodać nic ująć.
    Kiedyś na niego już wchodziłam , ale potem sobie o nim zaaaaaaaaaapomniałam xD
    Mój błąd. Teraz sobie przypomniałam , i jest GIT. XD
    Ale tandeta , serio . Hahahah. Czekam na kolejny. : *

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie tam nie zanudzasz - jest świetnie ! ;))
    Na początku, to myślałam, że coś się rozwinie między Lou i Natalie, ale teraz obieg sytuacji zwraca się do Zayn'a . . . Zaskoczyłaś mnie . ;) Chciałabym mieć taką siłę jak główna bohaterka - taka pewna siebie .. Jej, podziwiam . :P Zapraszam do mojego bloga . :) pozdro. :*

    OdpowiedzUsuń