sobota, 12 maja 2012

Rozdział 6.


SAVANNAH


Weszłam do pokoju, a raczej zostałam wprowadzona przez naszą opiekunkę jeszcze przed końcem pierwszej lekcji. Zbytnio nie mogłam rozmawiać, na szczęście wszystko bardzo dobrze analizowałam. Z tego co pamiętam, nie nauczyłam się na tą poprawę, głównie dlatego, że byłam absolutnie zajęta. Jest sobota, więc pan Smith poszedł mi na rękę dając napisać poprawę. Niestety o niej zapomniałam. Najwidoczniej stres wywołał u mnie aż taką reakcję. 
- Matko, nic jej nie jest?- do mojego pokoju wparował mój przyrodni brat w towarzystwie mojego chłopaka. Obaj w szybkim tempie znaleźli się obok mnie. Puściłam im blady uśmiech, który chyba nie wyszedł mi za dobrze. Strasznie mnie mdliło i powoli przestawałam kontaktować z otaczającym mnie światem. Nie zrozumiałam ich kolejnych pytań, straciłam umiejętność myślenia. Nie mogłam zrozumieć czego ode mnie oczekują i co się stało. W głowie miałam jedną wielką pustkę, która zaczynała mnie drażnić. Nie przestawali próbować jakoś do mnie dojść, co wcale nie było łatwe. Nie mogłam już dłużej utrzymać otwartych oczu, więc z cichym jęknięciem je zamknęłam. Chwilę później, nie miałam pojęcia co robię, gdzie jestem i dlaczego tak się stało. Pustka powiększała się coraz bardziej, dopóki nie straciłam przytomności. 




NATALIE


- Znowu się do mnie przytulasz- stwierdziłam ziewając i przeciągając się na łóżku. 
- To ty się do mnie przytulasz- obronił się Zayn, machając rękoma.
- Przytuliłam się do ciebie jedynie dwa razy w całym swoim życiu. Słońce, dalej chcesz mi coś wmawiać?- skrzyżowałam ręce patrząc w jego stronę z przechyloną głową.
- Dobra, ja się przytulałem. Na swoją obronę powiem, że jak śpię to nie wiem co robię- powiedział szybko, lekko się uśmiechając. Wzruszyłam ramionami i chciałam podnieść się z miejsca, jednak stwierdziłam że mi się nie chce i ponownie opadłam na łóżko- Czyżbyś złapała tak zwanego lenia?- spytał ze śmiechem, ściągając z siebie kołdrę.
- Nie. Aktualnie w moim mózgu rozgrywa się ekscytująca rozgrywka różowych chomików, przebranych za króliczki w ping ponga, muszę dać im miejsce, a nie zaprzątać sobie głowę myśleniem- ziewnęłam, ponownie przykrywając się kołdrą. Zaczęło robić się zimno.
- Jesteśmy w Paryżu, masz ochotę to przespać?- spytał poirytowany, stając nade mną.
- Przydałoby ci się trochę po nic nie robić, bo zaczynasz zachowywać się jak moja mama- westchnęłam, otwierając jedno oko. Oburzony spojrzał na mnie z wyrzutem- Branoc- rzuciłam, pomachałam do niego ręką i odwróciłam się plecami. 
- Idę do łazienki- westchnął. Machnęłam ręką i zamknęłam oczy. Na moje nieszczęście, coś nie dawało mi spać dalej. Muszę powiedzieć, że gdybym wiedziała co to było, to by oberwało. Możliwe, że to akurat chomiki zbyt rozbijają się w mojej głowie. Zrezygnowana przyciągnęłam do siebie torbę i wyciągnęłam z niej książkę. Dobrze, że ją ze sobą zabrałam bo inaczej bym chyba zwariowała. Po wczorajszej rozmowie, miałam dziwną ochotę poczytać sobie o wampirach. Miałam nosa, że wzięłam sobie wszystkie cztery części. Wyciągnęłam pierwszą i otworzyłam na pierwszej stronie, zaczynając czytać książkę. 
- Ty sobie chyba ze mnie jaja robisz- usłyszałam nad sobą rozczarowany głos Zayna. Zdezorientowana podniosłam głowę patrząc w jego stronę. Spojrzał na książkę, zabrał ją i wrzucił do swojej torby, która niestety miała szyfr. Zamknął ją tym szyfrem i usatysfakcjonowany stanął przede mną.
- Mam jeszcze trzy- rzuciłam wzruszając ramionami. Jednak widząc jego złą minę, jedynie przekręciłam oczami i podeszłam do swojej torby. Zaczęłam szukać w niej czegoś, w czym ewentualnie mogłabym pokazać się publicznie. Wypadło na czerwone rurki, białą koszulkę i różowa marynarkę. Do tego postanowiłam postawić na trochę wyższe buty niż wczoraj. Skoro mam już szlajać się po mieście, to chociaż zrobię tak, żebym nie była aż tak niska przy Zaynie. Wyglądałam co najmniej jakbym miała metr pięćdziesiąt. Nie moja wina, że jest taki wysoki. 


- Zamierzasz chodzić w takich butach? Nie, żebym cię zniechęcał, ale muszę ci powiedzieć, że robię za przewodnika, więc troszeczkę sobie dzisiaj pochodzimy- stwierdził, biorąc w ręce mapę. 
Jeśli zmienię buty, będę musiała przebrać marynarkę. Dobra, przebierać się czy cierpieć? Wybrałabym cierpienie, ale nie będę miała w nikim wsparcia, więc koniec końców postawiłam na przebranie butów. Założyłam granatowe trampki i, niepocieszona, zmieniłam marynarkę na jasnoniebieską bluzę ze strasznie słodkim kotem na przodzie. Chwyciłam za skórzaną kurtkę i stanęłam obok stojącego w drzwiach, od dłuższego czasu, Zayna. 


Ogólnie wszystko wydawało się nie być wcale takie złe. Mam na myśli moje spędzanie czasu z Zaynem. Bynajmniej bałam się, że to może trochę zmienić moje podejście do niego. Tak naprawdę już trochę je zmieniło, jednak staram się to chociaż trochę ukryć. Nie odpowiada mi opcja takich stosunków, jakie chciałby mieć ze mną chłopak. Zauważyłam, że stara się to jakoś ukryć, ale nie jestem głupia. Mam oczy i widzę wszystko. Jestem wdzięczna, że niczego nie zaczyna. Raczej jest zdania, że lepiej będzie jeśli poczeka. Gratuluję dobrego podejścia. Chociaż nie sądzę, żebym w najbliższym czasie zmieniała wszystkie swoje dotychczasowe przyzwyczajenia ze względu na niego. Nie uśmiecha mi się opcja pokazywania, że jednak mi na nim trochę zależy. Dobra, trochę więcej niż trochę. Zostawmy szczegóły, skupmy się na priorytetach. Wydaje mi się, że najlepiej będzie, jeśli po prostu zostanie tak jak jest. A najlepiej, gdyby było tak jak przed wyjazdem. Na to nie mam co liczyć, już za późno. Muszę to wszystko jakoś ogarnąć.


- Czy ty masz zamiar dojść do Las Vegas?- spytałam, nie ukrywając faktu, że długie chodzenie mnie wkurza, męczy i drażni. 
- Nie, mam zamiar dojść do wieży Eiffela- odpowiedział mi zamyślony Zayn, nie odrywając wzroku od mapy. Z westchnieniem powlokłam się za nim, nawet nie starając się dorównywać mu kroku bo i tak marnie by mi to wyszło. Nie zauważyłam, kiedy chłopak się zatrzymał i wpadłam prosto na niego.
- Sorry- na całe szczęście, żadne z nas nie upadło na podłogę więc stłuczkę mogę zaliczyć do przyjemniejszych niż wczorajsza. Zayn przekręcił oczami, co było dziwne bo to ja tu jestem specem od wywracania narządami wzroku. Spojrzał na mnie unosząc brew.
- Wskakuj- powiedział, wsadzając mapę do kieszeni. Uniosłam brew dziwnie na niego patrząc- Chodź tu, bo niedługo będę musiał pójść do zakładu pogrzebowego. Nie lubię zakładów pogrzebowych- stwierdził podchodząc bliżej. Wzruszyłam ramionami i posłusznie wskoczyłam na jego plecy. Nawet się nie ugiął, jakby niósł jakąś wiewiórkę czy coś. Tylko spojrzałam na niego uważnie, jednak on tylko nadal patrzył na mapę. Po chwili stanął, zaciekawiona podniosłam wzrok. Wskazał ręką na stojącego przy jednej z wystaw klowna, naśladującego stojącego przed nim mima. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, patrząc na tę scenkę. Swoje trzy grosze dorzucił również jeden mężczyzna z publiczności, udając że porywa go wiatr. Ponownie się zaśmiałam.
- Jesteś strasznie lekka, ty coś w ogóle jesz?- spytał Zayn, oddalając się od dziwnego klowna, który trochę mnie przerażał. Parsknęłam śmiechem, mocniej się go przytrzymując.
- Zdarza mi się czasem wypić wodę- zaśmiałam się, opierając głowę na jego ramieniu.
- Pytałem serio.
- Odpowiadam serio.
- Ta jasne.
- Siedź cicho.
- Bo cię zrzucę.
- Nie zrzucisz- odpowiedziałam, na co chłopak rozluźnił ręce. W odpowiedzi jeszcze mocniej się go złapałam, co wywołało jego wybuch śmiechu- Ha, ha. Każdy wróbel by się uśmiał- westchnęłam.
- Zaraz na serio cie zrzucę- lekko się skrzywiłam, puściłam mu niewinną minę i zaczęłam gwizdać pod nosem. Złapał mnie trochę mocniej, przewracając oczami. Hej, on zabiera mi fuchę. Obraziłabym się, gdyby mnie nie niósł. Nie mam ochoty na leżenie na chodniku, albo wylądowywaniu po raz kolejny w fontannie. Temu zdecydowanie daleko do spełnienia moich marzeń. 


- Ha! Mówiłem, że trafię. I co?- krzyknął uradowany Zayn. Zaśmiałam się zeskakując z jego pleców. Wskazał ręką na swój policzek. No tak, założyłam się z nim, że nie dojdzie w ciągu dwudziestu minut. Niestety przegrałam. Nie miałam racji? Uznajmy, że to taka wpadka przy pracy. Zresztą ja mam rację nawet jeśli jej nie mam. Prosta logika. Wzruszyłam ramionami i dałam mu buziaka w policzek. 
- Wiesz, muszę ci powiedzieć że jesteś świetnym środkiem komunikacji- poruszyłam brwiami w jego stronę, na co on wybuchnął śmiechem. Spojrzałam w górę, patrząc w stronę wieży. Po pierwsze, jest straszliwie ogromna. Po drugie nie miałam pojęcia, że nasz hotel jest w sumie tak blisko niej. Okej, przewodnik też z niego nie najgorszy. Czy on ma jakieś wady?! 
- …- nawet nie doszły do mnie jego słowa. Potrząsnęłam głową i ponownie na niego spojrzałam- Idziesz do góry?- powtórzył powstrzymując śmiech. Westchnęłam, jednak skinęłam głową i ruszyłam za nim. 
Weszliśmy na samą górę. Starałam się udawać dzielną i również podeszłam do barierki. Nawet nie spojrzałam w dół, ze względu na straszny lęk wysokości. Momentalnie odsunęłam się do tyłu, zawieszając wzrok na grającym na skrzypcach mężczyźnie.
- Boisz się wysokości?- spytał trochę rozbawiony moją reakcją. 
- Nie. Boję się tego, że spadnę. Musimy o tym rozmawiać?- westchnęłam, opierając się plecami o ścianę wieży. Chłopak zaśmiał się cicho, co jednak na jego nieszczęście usłyszałam. Pokręcił głową i stanął przede mną.
- Chodź- wyciągnął w moją stronę rękę, na co pokręciłam przecząco głową- No chodź- powiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku. W odpowiedzi ponownie pokręciłam przecząco głową, nawet nie podnosząc oczu- Czyli mam rozumieć, że pękasz?- spytał, krzyżując ręce.
- Świetnie! Widzę, że się rozumiemy- rzuciłam i zaczęłam iść w stronę wyjścia, co mi się niestety nie udało, bo Zayn pociągnął mnie z rękę i odwrócił do siebie przodem- No co?- jęknęłam patrząc w całkowicie inną stronę. Kolejna słabość- lęk wysokości. Tylko, że tej absolutnie nie potrafię ukryć. Jest silniejsza ode mnie.
- Nie bój się- ponownie pociągnął mnie za rękę w stronę barierki.
- Jakoś mnie nie przekonałeś- stwierdziłam, chcąc wysunąć jakoś swoją dłoń. 
- Ufasz mi?- spojrzałam w górę. Chwilę mi to zajęło jednak, delikatnie skinęłam głową- Więc chodź- westchnęłam i ruszyłam za nim. Oparł się o barierkę ciągnąc mnie w swoją stronę.
- Rozmyśliłam się- stwierdziłam, chcąc cofnąć się do tyłu. Niestety było już na to za późno, Zayn przyciągnął mnie do siebie i objął ramieniem. Z ciekawości postanowiłam spojrzeń w dół. Ewentualnie mogłabym zemdleć, albo spaść na dół, czyli w zasadzie nie najgorzej. Nie spodziewałam się aż tak.. pięknego widoku. Nawet w myślach ciężko mi wymówić to słowo. Pomyślałam i powiedziałam je chyba pierwszy raz od ponad trzech lat. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że ciągle byłam przytulona do Zayna. Muszę przyznać, że nawet dodawało mi to otuchy. Przez dłuższą chwile nie potrafiłam przestać spoglądać w dół. 
- Wiedziałem, że ci się spodoba- zaśmiał się chłopak, patrząc w moją stronę. Odsunęłam się, orientując się co nieco o tym, że jednak mnie to trochę rozprasza. Uśmiechnęłam się do niego, ponownie patrząc w dół. Nie kręciło mi się w głowie.. tak strasznie. Ponownie spojrzałam na chłopaka, który sam miał utkwiony wzrok w widoku na dole. Podeszłam bliżej i przytuliłam się do niego. Z początku był trochę zdziwiony, rzadko mi się coś takiego zdarzało. Zazwyczaj robiłam to, żeby się zemścić, albo kogoś wrobić. Tak na serio, można to już nazwać jakimś archaizmem.
- Zmieniam zdanie. Fajnie, że za mną pojechałeś- stwierdziłam, w zasadzie mówiąc do jego kurtki. Nie odważyłam się na niego spojrzeć, nie jestem aż tak odważna jeśli chodzi o TAKIE sytuacje, których jest, cholera, coraz więcej. Dobijające. 
- Możesz to powtórzyć? Nagram cię i ustawię sobie na dzwonek- zaśmiałam się i spojrzałam na niego. Uważnie mi się przyglądał. Poczułam się trochę skrępowana, więc odsunęłam się trochę dalej od razu zawieszając wzrok na.. no, na niczym, ale jestem dobrą aktorką więc można twierdzić, że coś straszne mnie zainteresowało. Dziękuję za to, naprawdę bardzo pomocne- Jestem głodny. Rozkazuję ci pójść ze mną coś zjeść.
- Chyba moje słowa zbytnio podziałały ci na ego- stwierdziłam, kręcąc głową z dezaprobatą nawet się nie poruszając. Zayn poruszył brwiami i przerzucił mnie sobie przez ramię. Nie miałam sensu się sprzeczać. Pierwszy raz w życiu poczułam, że nie mam szansy czegoś wygrać. Frustrujące uczucie, byłoby miło się go pozbyć. Czułam się trochę jak porwana w filmie kryminalnym. Dobra, wcale się tak nie czułam w końcu mnie porywa tylko Zayn. Jego chyba nie muszę się bać. Nie wygląda przynajmniej na mafie. Chociaż kto go tam wie..- To tu była winda?- jęknęłam.
- Chciałem żebyś sobie troszeczkę pochodziła- zrezygnowana, dałam sobie spokój i pozwoliłam sobie bezsilnie zwisać. Dawanie sobie spokoju, bardzo dobrze działa na moją psychikę. Lepiej niech się nie przyzwyczaja, nie mam zamiaru często tej czynności powtarzać.
Wynegocjowałam dalszą wędrówkę o własnych siłach, więc mogłam samodzielnie opuścić windę.
- Obstawiałbym chińszczyznę- stwierdził Zayn, kiedy wyszliśmy z windy.
- Obojętnie- już miałam zamiar skomentować słowami w stylu „Ty chyba żartujesz, jesteś we Francji i chcesz jeść chińszczyznę” ale tak czy siak poszlibyśmy tak gdzie on chce. Znając mnie, znudziłoby mi się kłócenie po jakichś czterech minutach i bym odpuściła. Przynajmniej, przy sprzeczkach z nim. Z kimś innym, bym pewnie nie odpuściła. Zaczynam tego nie ogarniać. 
- Albo coś kombinujesz, albo jakimś dziwnym niewyjaśnionym sposobem nie masz zamiaru się ze mną kłócić. Natalie, dobrze się czujesz?- spytał, przykładając mi rękę do czoła. Zaśmiałam się i wytknęłam mu język, ciągnąc go za rękę w stronę chińskiej restauracji. 


- Cholerstwo- stwierdził Zayn, kiedy po raz kolejny pałeczka wpadła mu do jedzenia. Wybuchnęłam śmiechem, patrząc na jego poczynania z drewnianym przedmiotem- Nie mamy sztućców- zaczął naśladować głos jednej z kelnerek- To trzeba było sobie kupić- prychnął, ponownie chcąc nabrać jedzenie na pałeczki, co ponownie mu nie wyszło i ponownie wrzucił pałeczkę do jedzenia, na co ja ponownie wybuchnęłam śmiechem. Postanowiłam się zlitować, więc wstałam i usiadłam obok niego. Wzięłam w swoje ręce jego dłonie i pokazałam mu jak ma chwycić pałeczki. Po kilki minutach „szkolenia” jakoś dał sobie radę. Trochę się przy tym porozwalało, ale powinni nam być wdzięczni. Nie będą się nudzić, kiedy wyjdziemy. Przesunęłam swoje jedzenie, nie zmieniając miejsca. W razie zgubienia pałeczki przez Zayna, będę mogła ją jakoś złapać.
- I tak sądzę, że stworzyły to jakieś demony- spojrzał krzywo na drewniany przedmiot.
- Ale wiesz, już ich nie gubisz a to postęp- chłopak wytknął mi język, skupiając uwagę na swoim posiłku. Wybuchnęłam śmiechem, kiedy po raz kolejny jego pałeczka wylądowała na podłodze. 
- Śmiej się z cierpiącego- szturchnęłam go w ramię, nie przestając się śmiać. Cwanie spojrzał na jedną pozostałą mu pałeczkę i nabił na nią mięso, leżące na talerzu- Mogłem wpaść na to wcześniej- stwierdził, stukając się w głowę. Oparłam ręce na łokciach i położyłam głowę na dłoniach, nie przestając się śmiać- O ja nie mogę, jak to pali- stwierdził, podskakując na krześle. Wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem, podsuwając mu pod nos swoją colę, bo swoją zdążył już wypić przed przysieniem jedzenia- Nie żyje- stwierdził opierając się plecami o kanapę, na której siedzieliśmy i kawałek zjechał w dół. Mimo śmiechu, jakoś zdążyłam już zjeść swoje jedzenie. Spojrzałam na niego, i muszę przyznać że wyglądał jakby właśnie stoczył wojnę. Stoczył, wojnę z drewnianymi pałeczkami. Wzięłam jedną ze swoich pałeczek i tą, która jemu została. Wskazałam ręką, żeby się podniósł. Trochę zdezorientowany wykonał moje polecenie, patrząc na mnie wyczekująco. Nabrałam trochę jedzenia na pałeczki i skierowałam je w jego stronę. 
- Są plusy tego, że nie mam umiejętności jedzenia tym piekielnym drewnem- stwierdził, obejmując mnie ramieniem. Wybuchnęłam śmiechem, zdjęłam jego rękę i odstawiłam pałeczki.
- Lepiej się zwijajmy, bo jeszcze karzą nam tu sprzątać- stwierdziłam, narzucając na siebie kurtkę. Zayn skrzywił się i złapał mnie za rękę. Z lekkim oporem wstałam z miejsca i jak najszybciej potrafiliśmy, opuściliśmy restaurację.


- Wiem, że od ponad dziesięciu minut robisz mi zdjęcia swoim telefonem- powiedziałam, otwierając oko. Uśmiechnął się niewinnie i schował telefon za plecy. Przekręciłam oczami i spojrzałam na niego ze śmiechem- Spokojnie, postaram się nie zrobić ci krzywdy. Jeszcze- ostatnie słowo dorzuciłam, zalotnie poruszając brwiami. Zayn zaśmiał się i położył telefon na swoim kolanie, zwinnym ruchem zwinęłam go od niego.
- E tam, jest hasło- powiedział, dumnie wypinając klatkę piersiową. Zaśmiałam się i wpisałam dzień i miesiąc jego urodzin. Jak sądziłam, tak też było blokada została grzecznie i kulturalnie usunięta- Skąd wiedziałaś?- spytał widząc, że przeglądam zdjęcia w jego telefonie. 
- Większość facetów ma za hasło swoje urodziny- wzruszyłam ramionami, nie odrywając wzroku od telefonu.
- Nie o to pytałem, skąd wiedziałaś kiedy mam urodziny.
- A ja wiem, jakoś tak- powiedziałam, usuwając jedno ze zdjęć. Kilka mu zostawiłam, ale na niektórych nie wyszłam najciekawiej, trzeba było się ich pozbyć.
- A ty kiedy masz?
- Ale co?
- Urodziny, mądralo.
- Piętnastego listopada- odpowiedziałam bez większego entuzjazmu, głównie dlatego, że mam urodziny za szesnaście dni. Zayn się rozpromienił i położył rękę na oparciu ławki. Pozostawiłam ten fakt bez większego komentarza.
- Usunęłaś coś?- spytał, uważnie na mnie patrząc.
- Nie no, coś ty- machnęłam ręką, udając zaskoczoną jego pytaniem. Nawet nie zauważyłam, kiedy zdążył zrobić mi aż tyle zdjęć. No, dużo ich miał. Nawet z samolotu, w którym kazali wyłączyć telefony komórkowe. Brawo Zayn, brawo. 
- Usunęłaś- prychnął oburzony, zabierając mi telefon. 
- Wydaje ci się.
- Usunęłaś.
- Nie prawda.
- Usunęłaś.
- Przestań, zaczynasz wariować.
- Ale usunęłaś.
- Dobra, usunęłam. Ale tylko kilka- obroniłam się wytykając mu język. Najwidoczniej strzelił focha, bo odwrócił się do mnie bokiem, skrzyżował ręce i nie odzywając się do mnie patrzył przed siebie. Rozbawiło mnie jego zachowanie. Szturchnęłam go w ramię, jednak nie zareagował. Dopiero po przeniesieniu „dźgania” go na brzuch, odwrócił się do mnie przodem. Zatrzymał moją rękę i zbliżył swoją twarz do mojej. Moje serce nagle zaczęło przyspieszać i nawet dziwny głos w mojej głowie nie mógł zmienić jego tempa.




SAVANNAH


- Zemdlałam z nerwów- jęknęłam ponownie, rozmasowując bolący nadgarstek, którym uderzyłam się w półkę. 
- Oczywiście- prychnął mój brat, nadal nie dając spokoju. Posłałam mu wrogie spojrzenie, na które wcale nie zareagował. Wskazałam ręką na drzwi wyjściowe z pokoju. Oburzony opuścił pomieszczenie. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Zayna, Liam kazał mi do niego zadzwonić, bo jemu rozładowała się komórka.
- Co?- jego zdenerwowany ton głosu, trochę zbił mnie z tropu- to znaczy słucham- dopowiedział po chwili. Przekręcając oczami rzuciłam Liamowi telefon.
- No i jak?- spytał Liam, włączając głośno mówiący.
- Spoko- odpowiedział mu. Chyba był niezbyt rozmowny. Opcje są dwie. A w zasadzie jedna, Natalie go obraziła. Chociaż, ostatnio nawet mnie trochę odpuściła, więc może jednak nie? 
- Ale kurde się dowiedziałem- stwierdził tym razem Nick, siedzący obok mnie.
- Natalie jest obok ciebie i nie chcesz rozmawiać?- spytałam.
- I tak i nie.
- Zdecyduj się!
- Chcecie coś konkretnego?
- Nie, daj nam Natalie.
- No?- usłyszeliśmy głos dziewczyny.
- I jak tam?- pytanie ponowił Liam.
- Spoko- odpowiedziała równie rozwijając wypowiedź jak Zayn. 
- Natalie, oddaj mi telefon!- dało się usłyszeć cichy krzyk Zayna. Najwidoczniej zabrała mu telefon. To chyba logiczne, skoro chce go odzyskać. Serio jestem chora. 
- Zaraz!
- Chcesz w głowę?
- A ty w nogę?
- Nie zaczynaj się.
- Sam się nie zaczynaj.
- Natalie!
- Znam swoje imię.
- Musisz być tak upierdliwa?
- Tak.
- Dostaniesz.
- Wcale się nie boję.
- Może powinnaś?
- A może nie?
- Daj spokój.
- Sam daj spokój.
- Nie wytrzymam. 
- Ty? Chyba ja.
- Zwariowałem. Widzisz a nie grzmisz. Ała! Walnęłaś mnie!
- To co mnie obmacujesz? 
- Ja?!
- Nie, ja!
- No to co mnie bijesz, skoro nie ja?
- Czy mógłbyś przestać się ze mną kłócić?
- To nie jest kłótnia. To wymiana zdań.
- Właśnie, że kłótnia.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- CICHO!- ryknął do telefonu wkurzony Liam. Wybuchnęłam śmiechem, dalej ich nie słuchając weszłam do łazienki.
_________________________________________________________________
Właśnie. Ostatnio zapomniałam tu napisać, że wróciłam na TEGO BLOGA.


Skopiuję to, co pisałam tam, bo w sumie o jedno chodzi. Tylko, że na tego bloga mam jeszcze chyba ze dwa rozdziały w górę, więc będę zamulać trochę później. :

Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że dodałam rozdział. Zła jest taka, że przez najbliższe dwa tygodnie rozdziały będą bardzo rzadko.  Mam urwanie głowy po swojej chorobie. Sprawdziany, kartkówki, zaliczenia, jakieś poprawy, dorzucając do tego jeszcze wizytę u kilku lekarzy i zabiegi na moje "kochane chore" ucho i spotkanie do bierzmowania, zbyt dużo czasu mieć nie będę. Więc od razu przepraszam za moja nieobecność w najbliższych dniach.


Skończyły mi się opowiadania do czytania i strasznie się nudzę. Prosiłabym, żebyście wkleili linki do swoich dzieł, bo inaczej umrę : D


Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, pisz na moje GG: 23799456. ♥

13 komentarzy:

  1. Rozdział jest świetny * ___ *
    A ja tak na to czekałam, żeby Zayn i Natalie się pocałowali !
    A tu dupa blada ! Liam chciał pogadać.. A pff !
    http://francja-paris.blogspot.com/ < -- jeśli masz ochotę poczytać, to zapraszam ; ))))
    Czekam na następny ^.^
    Pozdrawiam Wiki. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie... Jak Liam mógł przerwać im w TAKIM momencie???!!! Czyżby Savannah cierpiała na anoreksję? Oby nie... .Tak ogólnie to świetny rozdział. To opowiadanie jest równie dobre, co poprzednie :) Masz naprawdę ogromny talent :)

    (op-onedirection.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja zazdroszczę takiego dnia Natalie i nie chodzi tutaj tylko, że spędziła go z Zaynem Malikiem, ale z chłopakiem, z którym się dobrze bawiła. Ta końcowa "wymiana zdań" - genialna! Ja coś czuję, że Savannah ma anoreksję :/ Dziewczyno, zazdroszczę Ci tak wielkiego talentu! Ja po prostu kocham wszystko co Ty napiszesz! (: ;****

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi też się wydaje, że Savannah ma anoreksję...
    Jezu te twoje teksty biją na łeb wszystko :D
    Kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie no, błagam napisz, że Savanah nie ma anoreksji. Przecież ma Nicka, Natalie i przyjaciół. Jeszcze jej mało? Spokojnie mogę ją dowartościować.
    Co do wątku Natalie i Zayna, to przyznam szczerze, że wolałabym Louis'a, no ale.... :D
    Czekam na kolejny,
    Całuski, Angie.

    OdpowiedzUsuń
  6. tak jak napisałam na i-will-be-here-by-your-side.blogspot.com będę cię odwiedzać ;) ta sielanka w Paryżu po prostu mega <3 uwielbiam twoje opowiadania i ciebie :D a jak już tak obstawiamy co dolega Savannah to hmm... może bulimia? czekam, czekam, czekam na kolejne rozdziały na obu blogach. <3

    A xx

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam ten rozdział <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział.Fajnie ,że wyszli na miasto .
    Ja też jak byłam w Paryżu zdziwiłam się dopiero jak weszłam na tą wieżę ,że ma windę ;/ Taaa wiem jestem szybka xd ale co poradzić taka już jestem .Co do rozdziału to pragnę podziękować za te twoje dobijające teksty ,rozwalają cały system ... uwierz.
    http://onedirectionlarry.blogspot.com/
    Czekam i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. No po prostu świetne . Ale wiesz Ty co ?! Żeby w takim momencie przerywać ... Heh ;D W sumie to dobrze .
    Pozdrawiam .

    1dloveandfriends.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. No wreszcie sobie wszystko nadrobiłam :) Jeszcze zostało mi twoje drugie opowiadanie. Czyta się bardzo miło :) Zayn jest cudny w twoim wydaniu. Moment w restauracji bardzo mi się podoba :) Mam nadzieję, że Natalie bardziej się otworzy :D Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  11. No, czekałam na rozdział. <3 Świtne . Tylko boę się o Savannah . Ciekawe co będzie między Zayn'em a Natalie ? Czekam na nn . :) zapraszam do mnie ! . :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam,
    skusiłam się na przeczytanie kilku rozdziałów z Twoich blogów i muszę przyznać masz wielki talent. Nie tylko ja tak stwierdzam, ale jak widzę wiele dziewczyn. Ja sama uwielbiam czytać bardzo dobre blogi związane z chłopakami z 1D, ale nigdy nie wiedziałam, gdzie ich szukać. Postanowiłam założyć blog, który całkowicie jest związany z opowiadaniami. Na razie to jest początek, ale mam nadzieję, że w najbliższym czasie wszystko się rozkręci. Może wpadniesz i zapoznasz się z nim. Pomożesz nie tylko mi, ale również wielu dziewczynom, które mają problem ze znalezieniem dla siebie bloga do czytania. Zapraszam na:http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/

    Pozdrawiam,
    dream world.

    OdpowiedzUsuń
  13. Normalnie brak mi słów. Czytam ten rozdział już drugi raz i ciągle nie mogę się otrząsnąć. Razem z kuzynką latamy jak głupie po domu podniecając się tym rozdziałem. Po prostu jest genialny. Dziewczyno, ja Cię ubóstwiam! Ta scena w restauracji, a później prawie- pocałunek (bo to zamierzał zrobić Zayn, nie?) cudowne. No i kłótnia pod koniec... Jeny, ja chyba dzisiaj nie zasnę. Proszę, dodaj szybko następny rozdział, bo się chyba zesikam z ciekawości ; ) Dobra, wiem, że jestem chora na głowę (słowa mojej kuzynki), ale to cała prawda. JA ZARAZ OSZALEJĘ! Nie mogę się doczekać następnego ; ) Kocham Twoją twórczość <3
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń