poniedziałek, 14 maja 2012

Rozdział 7.


NATALIE

Leniwie otworzyłam oczy, rozglądając się wkoło. Po raz ostatni obudziłam się w tym miejscu. Przynajmniej jak na razie. Odruchowo przeniosłam wzrok na swoje ubrania, których bynajmniej nie dostrzegłam zważając na kołdrę. Kołdry podnieść nie mogłam, bo miałam rękę Zayna na swoim brzuchu. Westchnęłam z nadzieją, że uda mi się go obudzić mniej brutalnie. Jednak mi się nie udało, więc musiałam zastosować nieco drastyczniejsze metody. Mimowolnie spojrzałam na śpiącego obok chłopaka i w jednej chwili odechciało mi się go budzić. Chyba znienawidzę siebie za to, że jest osoba której potrafię ulec. To jest tak cholernie dołujące, że mam ochotę coś rozwalić.

Poza tym, chciał mnie pocałować. To znaczy, pewnie bym go ochrzaniła- nie lubię związków, no ale w zasadzie liczą się chęci. Jestem wdzięczna za wczorajszy telefon, który to przerwał. Mam totalnie wylane na powiedzenie Nicka „Postaw wszystko na jedną kartę”. Jasne. I co jeszcze? Może poproszę lokaja, żeby przyprowadził mojego przepięknego jednorożca i wróżkę, która ma władzę nad tęczą, a potem wyjdę za księcia na złotym rumaku i będę żyła długo i szczęśliwie? Niestety to nie jedna z bajek, które opiekunki czytały mi w dzieciństwie. Teraz jest prawdziwe życie. Żadnych bajek, zero marzeń tylko czyste dążenie do celu. Przecież i tak wszyscy umrzemy, no i po co mieć ubaw? Jakoś nie sądzę, żeby mi się on po śmierci jakkolwiek przydał. Oczywiście, czasem przydaje się mieć osobę na której bez względu na wszystko można polegać. Tylko dlaczego wszyscy biorą to jako miłość? Mi wystarczy to, że mam przyjaciół. Nie potrzebuję szukać czegoś więcej, nawet powiem więcej- nie widzę ku temu głębszych powodów. Jest dobrze tak jak jest, po co burzyć moją harmonię?

- Długo nie śpisz?- spytał Zayn, błyskawicznie zabierając rękę z mojego brzucha. Odpowiedziałam wzruszeniem ramionami i usiadłam na wprost- Coś jesteś nie w humorze.
- Też nie miałbyś humoru, gdybyś za kilka godzin miał oberwać po głowie- westchnęłam, ściągając frotkę z włosów.
- Dla odstresowania proponuję przejść się po mieście- wyszczerzył się w moją stronę, stojąc obok łóżka. Obojętnie wzruszyłam ramionami, zatrzymując myśli na mojej dzisiejszej klęsce. Poczułam, że ponownie siada na łóżku- Rzadko się czymś martwisz, nie?- spytał, siadając blisko mnie. Aż za blisko. Nie lubię kiedy ktoś tak robi. Dostaję wtedy fioła. Odganiając wszelkie myśli skinęłam głową- Rada od znawcy, daj sobie spokój. Wydaje mi się, że już mu się znudziło. Poza tym sam mu powiem, że byłaś grzeczna- powiedział unosząc jedną rękę do góry, a drugą kładąc na sercu tak, jak robi się w większości filmów.
- Mnie to już nic nie uratuje. Chciałabym sobie trochę pożyć. Zresztą moje decyzje kierowane przez emocje zazwyczaj tak kończą- westchnęłam, podsuwając kolana pod brodę.
- Ile razy już ci się to zdarzyło?
- Nie licząc tej, to z jakieś dwa, cztery ewentualnie czternaście razy- przekręciłam oczami- Muszę gdzieś wyjeżdżać, bo inaczej chyba wzięłabym młotek i biegała za osobami, które mnie kiedykolwiek zdenerwowały. Wymordowałabym jedną czwartą Londynu, wliczając w to jeszcze połowę Nowego Jorku i niektórych znajomych z Miami- prychnęła, kładąc głowę na kolanach.
- Nie przesadzasz czasami?- zapytał przez śmiech, na co ochoczo pokręciłam przecząco głową.
- Pamiętam osobę, która ubrudziła mi moje ulubione różowe buciki w przedszkolu- podniosłam na niego wzrok, co jeszcze bardziej go rozśmieszyło.
- Wiesz co? Dobrze, że chociaż jesteś ładna- westchnął, ściągając rękę z mojego ramienia.
- Jeszcze raz ktoś mi to powie, wypcham tę osobę i powieszę nad kominkiem- prychnęłam, siadając po turecku.
- Jesteś zbyt krytycznie nastawiona do świata.
- I co? I tak wszyscy umrzemy. Ja już niedługo- westchnęłam, opierając ręce na łokciach na swoich nogach. Ponownie doszedł do mnie śmiech Zayna, po czym przysunął się do mnie i złapał moją rękę.
- Jak widzę masz doła. Rusz się, bo się rozmyślę i zajmę ci łazienkę- z westchnieniem kiwnęłam głową i podniosłam się z łóżka. Wyciągnęłam z walizki ciemne rurki, jasną koszulkę i granatowy sweter. Chwyciłam jeszcze swoje jasnoniebieskie converse i ruszyłam w stronę łazienki.

- Natalie- nie miałam siły podnieść głowy, więc jedynie machnęłam ręką i wróciłam do leżenia z przykrytą głową poduszką. Poczułam, jak ktoś łapie mnie za nogi i ciągnie do siebie. Oczywiście taki ruch spowodował spektakularną glebą na środku pokoju. Spojrzałam wrogo na Zayna, na mój wzrok wybuchnął śmiechem. Unosząc prowokująco brwi, pociągnęłam go za nogawkę spodni, na co sam spadł obok mnie.
- I co, panie cwaniak?- spytałam, przekręcając się na brzuch, żeby na niego spojrzeć. Mruknął coś pod nosem, krzyżując ręce. Najwidoczniej wcale nie chciało mu się wstawać, w zupełności go rozumiałam, sama nie miałam na to ochoty. Spojrzał na mnie z wyrzutem- Sam zacząłeś- zaznaczyłam, pstrykając go w nos. Przekręcił oczami i lekko się podniósł. Wykorzystując moją chwilową nieuwagę, usiadł na mnie ze zwycięską miną. Jego ręce od razu zabrały się za uprzykrzanie mi życia. Nienawidzę łaskotek. Nie byłoby źle, ale na moje nieszczęście trafił na mój czuły punkt, a mianowicie na żebra. Odkąd pamiętam zawsze miałam tam łaskotki- Dobra, dobra! Poddaje się, już nie będę!- powiedziałam przez śmiech, na chwilę przestał patrząc na mnie wyczekująco- Nawet sobie nie myśl, że cię przeproszę. Sam zacząłeś, to tylko i wyłącznie twoja wina- stwierdziłam, chcąc jakoś zrzucić go z siebie. Niestety wcale mi się to nie udało, bo mimo wszystko: co do mnie, był strasznie silny. Podniosłam się trochę, zrezygnowana tym, że nie mogłam go z siebie zrzucić. Ktoś zapukał do drzwi, co niestety wcale nie rozproszyło jego czujności. Prawie się nie poruszył, tylko przerzucił wzrok na drzwi, w których już po chwili pojawił się mężczyzna z wózkiem, na którym miał jedzenie. Widząc naszą pozycję postawił wszystko na stoliku.
- Szczęścia, na nowej drodze życia- podrzucił trochę zmieszanym tonem, łamiącym się angielskim, wychodząc z pokoju. Wybuchnęliśmy śmiechem, nadal z niedowierzaniem patrzyłam w stronę drzwi.
- On nas wziął na małżeństwo- ponownie wybuchnęłam śmiechem.
- Wiesz, miłość bije od nas na kilometr- teraz to on się zaśmiał.
- Czuje się te chemię- stwierdziłam, ponownie parskając śmiechem- Więc, mężu, mógłbyś ze mnie zejść?
- Normalne. Po ślubie wszystkie robią się marudne- bąknął, przenosząc na mnie wzrok. Zaśmiałam się pod nosem, oczekując wyczekanego uwolnienia. Chłopak posłusznie wstał i podał mi rękę. Podniosłam się z jego pomocą i stanęłam przed nim z wielkim uśmiechem. Widocznie nie miał zamiaru puszczać mojej dłoni, bo cały czas trzymał ją blisko siebie. Jego bliskość strasznie mnie krępowała, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Niech mnie Hades weźmie do siebie! Chyba dramatyzuję. Zdecydowanie dramatyzuję. Widząc lekkie zmieszanie na mojej twarzy, kawałek się odsunął nie puszczając mojej ręki. Pociągnął mnie za nią w stronę stołu. Odetchnęłam z ulgą, że nie musiałam mu nic tłumaczyć i zajęłam miejsce na kanapie przed telewizorem. Pierwszy raz od przyjazdu tutaj, włączyliśmy go i zabraliśmy się za tradycyjne francuskie śniadanie.

Kątem oka spojrzałam na Zayna. Jego twarz nie wyrażała absolutnie nic, co powiem szczerze trochę mnie zirytowało. Nie wiedziałam, nawet nie mogłam się domyślać co chodzi mu po głowie w tym momencie. Już drugi raz chciał zrobić coś, czego ja nie byłam do końca pewna. Może, gdybyśmy znali się trochę dłużej nie byłabym do tego wszystkiego aż tak sceptycznie nastawiona. Wątpię, żeby komukolwiek udało się zmienić moje zdanie na temat słowa na M. Chociaż.. no nie ukrywam przecież, że po części interesuje mnie jako facet. No chyba nie jak kobieta. Dobra, moja podświadomość nawet dla mnie samej jest wredna. I do czego to doszło? Dziwnie się czułam blisko niego, ale też było mi dziwnie kiedy dłużej go nie widziałam. Nawet nie wiem co mam o tym myśleć, dla mnie to wszystko jest zbyt skomplikowane. I weź bądź tu nastolatką, a przynajmniej staraj się nią być. Nic przyjemnego, serio.

Najwyraźniej potrzebny był 
mi beznadziejny, nudnawy horror bez puenty, czy przesłania. Głupkowate filmy z zombie zawsze w jakiś dziwny sposób poprawiały mi humor.
- Widzę, że bardzo lubisz oglądać krew na ekranie- stwierdził Zayn, chwytając za klucze.
- Uwielbiam- kiedy jestem wkurzona. Dopowiedziałam w myślach, nie chciałam narażać się na kolejną serię pytań. Już mi się to znudziło. Wzięłam telefon do ręki nawet nie zwracając uwagi na nieodebrane połączenia od ojca. Mówiąc grzecznie, nie odpowiadało mi zachowanie mojego tatusia, więc stwierdziłam że lepiej będzie nie wdawać się w głębsze dyskusje. Można to tak nazwać.
- Ślicznie ci w berecie- podrzucił chłopak, przejeżdżając ręką po moim nakryciu głowy.
- Tak wiem. Ale miło, że się starasz- poklepałam go po ramieniu. Chłopak westchnął i otworzył drzwi wyjściowe, posłusznie wyszłam z pokoju. Zamknął drzwi na klucz i oboje skierowaliśmy się w stronę okropnej windy.
Kiedy już, na całe szczęście, z niej wyszliśmy ruszyliśmy przed siebie. Tak naprawdę nie mieliśmy większego planu na początek dzisiejszego dnia. Mamy jakieś pięć godzin do odlotu naszego samolotu, więc jednak jeszcze trochę czasu nam zostało. Stanęliśmy na jednym ze skrzyżowań, rozejrzałam się dookoła i wskazałam ręką drogę w lewą stronę. Chłopak odpowiedział wzruszeniem ramionami, udając się we wskazaną przeze mnie stronę. W zasadzie nie mieliśmy już gdzie iść, tam gdzie zmierzaliśmy się udać byliśmy we wcześniejszych dniach. Moja komórka, ponownie zadzwoniła. Z westchnieniem przystanęłam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- O której będziesz?- usłyszałam w słuchawce trochę oschły i zdenerwowany głos Nicka. Wiem, że był na mnie zły ale po ostatniej rozmowie miałam nadzieję, że chociaż trochę mu przeszło. Są dwie opcje. Pierwsza jest taka, że mu nie przeszło. Druga jednak jest taka, że stało się coś jeszcze oprócz mojego wyjazdu. Sama nie wiedziałam na którą mam stawiać.
- Jakoś koło północy- odpowiedziałam, czekając na dalszą cześć rozmowy. Usłyszałam jedynie dźwięk rozłączanego połączenia i irytującą melodyjkę oczekującą. Skrzywiłam się i schowałam swój telefon do kieszeni.
- Coś nie tak?- spytał Zayn, cofając się do tyłu.
- Czeka mnie ciężka rozmowa- stwierdziłam wzdychając. Chłopak skinął głową ze zrozumieniem, po czym przysunął się i objął mnie ramieniem. Zaczynają mi się takie gesty powoli podobać. Co się ze mną dzieje? W sumie, to nie mam zielonego pojęcia. Zostawię to bez głębszych analiz, nic mi to nie da.


Siedząc w samolocie, zaczynałam się powoli stresować czekającą mnie rozmową. Jutro mam szkołę, a teraz na pewno jeszcze nie przyjdzie, bo będzie późno. Rano wypierdzielę o szóstej z pokoju, na przykład sobie pobiegać a od razu po lekcjach ucieknę.. gdzieś. Nie ważne, byleby tą rozmowę przełożyć na jak najdalszy termin. Kiedy zacznę z nim na niektóre tematy rozmawiać, mogę nie wytrzymać. A nie mogę pozwolić na to, żeby ktokolwiek patrzył na moje łzy, po prostu nie chcę. Spojrzałam w stronę opierającego się o szybkę, już śpiącego Zayna. Znudzona oparłam głowę na oparciu, czekając aż w końcu wydarzy się coś ciekawego. W głębi duszy liczyłam na atak terrorystyczny, ale nie chciałam narażać niewinnych, małych dzieci na spotkanie z mafią. Chyba nie są na to do końca przygotowane. Mimo wszystko byłoby mi ich szkoda.

Całkowicie znudzona lotem, zaczęłam stukać prawą ręką w oparcie fotela. Nie miałam pojęcia, co mogę ze sobą zrobić. Było tak cholernie nudno, że miałam ochotę komuś coś zrobić.
- Co robisz?- usłyszałam szept bardzo blisko swojego ucha. Przestraszona, niespodziewanymi słowami aż drgnęłam. Najwidoczniej rozbawiłam tym Zayna, bo patrzył na mnie rozbawiony. Walnęłam go w ramię i naburmuszona usiadłam po turecku, krzyżując ręce. Ja mam być obiektem żartów? A co ja, Jaś Fasola? Przykro mi nie ten adres- Natalie, Natalie, Natalie- ciężko westchnął, kładąc mi rękę na ramieniu.
- Znam swoje imię- bąknęłam przekręcając oczami. Chłopak przysunął się bliżej mnie- Odsuń się, albo własnoręcznie zafunduje ci prawego sierpowego- uniosłam brew do góry, patrząc w całkiem inną stronę. Nie zważając na moje protesty chwycił mnie w pasie i przysunął do siebie- Dobra, serio zaraz oberwiesz.
- Wcześniej nie miałaś nic przeciwko- stwierdził, nie zwracając uwagi na to, że starałam się jakoś odsunąć.
- Bo mi to nie przeszkadzało. Do teraz- odwróciłam głowę w jego stronę, patrząc prosto w jego oczy. Uśmiechnął się do mnie z cwaniackim spojrzeniem, wzmacniając uścisk- Nie, serio zaraz cię uderzę- stwierdziłam po chwili prób wyjścia z jego objęć. Nadal mnie nie słuchał, podniósł moją twarz za podbródek, trochę mnie przesunął opierając na oparciu fotela. Nie wiedziałam co zamierza, bo nadal był bardzo blisko mnie. Aż za bardzo. Zagadka prysła, kiedy przejechał ręką po moim policzku. Byłam pewna, co zrobi za chwilę. Jeszcze bardziej się przysunął, zbliżając swoją twarz do mojej. W dobrym momencie, położyłam rękę na jego klatce piersiowej i odsunęłam go od siebie- Nie rób tego.
- Dlaczego?- spytał, pozostając nieugięty.
- Bo się we mnie zakochasz.
- A to coś złego?- spojrzał w moje oczy takim wzrokiem, że nie byłam do końca świadoma co się dzieje.
- Tak, to coś bardzo złego- odpowiedziałam po chwili.
- Nie rozumiem.
- Nie musisz rozumieć, ważne że ja rozumiem. Po prostu nie radzę ci tego robić. We mnie nie warto się zakochiwać. Jestem wredna, cyniczna, egoistyczna a moje drugie imię to sarkazm. Nie zmuszaj mnie do wymieniania dalszych cech, dla których powinieneś sobie odpuścić. Będzie lepiej dla ciebie, jak i dla mnie jeśli dasz spokój.
- Ale ja nie chcę- powiedział stanowczym tonem, jakby nie przyjmując sprzeciwu. Rozejrzał się wkoło, po czym nie zważając na kompletnie nic, mocniej przyparł mnie do siebie i usiadł przede mną- Zawsze wszystko psujesz- stwierdził, łapiąc mnie za rękę- Poza tym, już za późno.
- Za późno na co?- spytałam, nie wiedząc o co mu konkretnie chodzi.
- Za późno na obiekcje. Natalie, nie ukrywałem że mnie do ciebie ciągnie.
- Nie, nie, nie- potrząsnęłam głową, w celu wyrzucenia jednej z moich wizji z głowy- Ty.. wcale tak nie myślisz. Tak ci się tylko zdaje, to wszystko. Przejdzie ci. Nie możesz się we mnie zakochać, po prostu nie możesz- odsunęłam go od siebie i zajęłam miejsce obok. Nie mógł. Z początku właśnie do tego chciałam doprowadzić. Rozkochać go w sobie, a potem rzucić jak wszystkich innych. Niestety za bardzo go lubię, żeby mu to zrobić. Nie jestem dobra w związkach, nie chcę nawet myśleć o tym jak bardzo mogłabym go zranić. Dobra, chciałam go wykorzystać do swoich niecnych celów, dlatego zachowywałam się co do niego trochę inaczej. Teraz jest mi z tego powodu głupio, nie powinnam była tego robić. Powinnam zostawić to wszystko w cholerę i żeby tylko go nie zranić wsiąść w pierwszy samolot do Arizony, późną nocą żeby nikt tego nie zauważył. Przejdzie mu, przejdzie mu, przejdzie mu.. tylko ta myśl zajmowała mi teraz głowę. Tak bardzo chciałam w to uwierzyć.

- Ale to nic nie zmieni?- spytał Zayn, patrząc w moją stronę. Otworzyłam drzwi ciągnąc za sobą walizkę, uważnie mu się przyglądając. Uśmiechnęłam się i pokręciłam przecząco głową. Delikatnie się do mnie uśmiechnął. Oboje stanęliśmy naprzeciwko siebie, przy miejscu w którym były taksówki. Zayn postawił torbę i rozłożył ręce. Zaśmiałam się pod nosem i przytuliłam do niego. Jednak szybko się odsunęłam i nic nie dopowiadając wsiadłam do taksówki.

- Natalie?- usłyszałam za sobą radosny głos. Bardzo przypominał ton głosu Justina, jednego z moich kolegów z poprzedniej miejscowości. Był jedynym chłopakiem, który na mnie nie leciał. Tylko się przyjaźniliśmy. Odwróciłam się, przede mną stał właśnie on w całej okazałości. Postawiłam torbę przed drzwiami swojego pokoju i podeszłam w niego. Chłopak przytulił mnie do siebie.
- Co ty tu robisz?- spytałam, podnosząc głowę.
- Jestem na rocznej wymianie- wytłumaczył z wielkim uśmiechem. Przytuliłam się do niego mocniej.
- Już nieźle po północy, muszę iść. Do jutra?- spytałam patrząc w jego stronę. Skinął głową, dał mi buziaka w policzek i poszedł, jak mi się wydaje do swojego pokoju. Ponownie chwyciłam walizkę i weszłam do środka własnego pokoju.
- Natalie!- krzyknęła Savannah, przytulając mnie do siebie. Uśmiechnęłam się do niej i postawiłam walizkę pod oknem- Martwiłam się o ciebie, nie rób tak więcej.
- Nic nie mogę obiecać- mruknęłam rozwalając się na łóżku. Dziewczyna usiadła obok mnie, ciężko wzdychając.
- Dlaczego wyjechałaś, co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać- westchnęłam, podchodząc do swojej szafy. Wyciągnęłam z niej długą, różową koszulę, która robiła za moją piżamę i udałam się do łazienki.

„Mam nadzieję, że wszystko w porządku. Świetnie się bawiłem.” Czytając tego smsa miałam ogromną ochotę coś komuś zrobić. On NIE MOŻE być z kimś takim jak ja. Po prostu nie mogę pozwolić na to, żeby tak się stało. To jest strasznie skomplikowane, zresztą tak jak cała ja. Wątpię, żeby ktoś zrozumiał dlaczego tak bardzo od tego uciekam. Biorąc pod uwagę fakt, że na samym początku chciałam go wykorzystać wydaje mi się, że robię bardzo dobrze dając sobie spokój. I niby co? Będziemy żyć długo i szczęśliwie? Nie prawda. Byłoby tak, dopóki bym się tym nie znudziła. Nie cierpię monotonii i wiem, że bym po prostu odeszła. Nie zrobię mu tego, nie mogę go zranić.


KOLEJNY DZIEŃ

Wstałam szybko z łóżka i wręcz rzuciłam się w stronę swojej szafy. Olać, że była szósta i to, że padał deszcz. Musiałam stąd zwiać jak najszybciej. Inaczej ewidentnie będę miała poranną kłótnię z Nickiem. Uciekanie nie jest rozwiązaniem? Serio, jak to nie? Nie lubię problemów. Doprowadzają mnie do szału. Pogoda, pomijając deszcz, była całkiem w porządku jak na pierwszego listopada, więc wyciągnęłam ze swojej szafy ciemne spodnie, koszulkę w paski, a z podłogi zabrałam swoje czerwone trampki. Szybkim krokiem weszłam do łazienki.

Przewiązałam sobie chustę i dopięłam zamek w skórzanej kurtce. Chwyciłam torebkę i wyszłam z pokoju. Na dworze znalazłam się bardzo szybko. Postanowiłam zajść do sklepu, żeby kupić sobie jakieś gazety. W końcu mam dzisiaj historię, na której i tak strasznie się nudzę. Jakoś spożytkuje ten czas.
Pchnęłam drzwi wejściowe od razu udając się do działu z gazetami. Moją uwagę przykuła jedna z gazet dla młodzieży. Na okładce, było ogromne zdjęcie mnie i Zayna, w Paryżu. Otworzyłam szeroko oczy, wzięłam jeszcze kilka podobnych gazet i wyszłam ze sklepu. Usiadłam z kawiarni naprzeciwko i wzięłam pierwszy z magazynów.

„Zayn Malik i jego nowa miłość?
Piosenkarz, Zayn członek jednego z najpopularniejszych brytyjskich zespołów spędził romantyczny weekend a samym Paryżu! Z naszych źródeł dowiedzieliśmy się, że tajemnicza szatynka to Natalie Verne- utalentowana młoda pisarka, pisząca do niejednego magazynu dla młodzieży różne historie. Jej nazwisko nie jest wam znane, po działa pod pseudonimem „Naomi”. Staraliśmy się dowiedzieć czegoś więcej, ale nikt z otoczenia gwiazdy, jak i Natalie nie ma ochoty na odpowiadanie na nasze pytania. Dobrze się składa, że niedługo chłopcy mają wywiad. Może dowiemy się czegoś więcej?”

Zapierdolę ich. Po pierwsze odkąd oni są sławni? Po drugie dlaczego ja nic o tym nie wiem? A po trzecie, od kiedy do jasnej cholery jestem nową miłością Zayna?! Wszystko się absolutnie pojebało. Są dwie opcje. Pierwsza zostanę i opieprze wszystkich, że nic mi nie powiedzieli. Druga, opieprzę ich a potem wyjadę do USA, tak jak miało być na samym początku. Mogłam się zgodzić, nie byłoby żadnych problemów.

_______________________________________________________________
No i następny rozdział. MAM WAS! Nie ma nic tak łatwo. Poza tym, nie teraz mi wielka miłość w głowie. A ta na marginesie, to ja wyjaśnię dlaczego namieszałam w obu opowiadaniach- ostatnimi czasy zakochani doprowadzają mnie do wewnętrznej autodestrukcji. Jeszcze raz usłyszę "Jaki/ Jaka on/ ona jest cudowny/cudowna" to chyba mnie jasna cholera trafi. Mówię wam, normalnie już mi to bokiem wychodzi. Wiosna zaczyna mnie wkurzać.

Dobra, już się więcej nie rozprawiam. Następny nie wiem kiedy. Jak dodam to będzie, tylko tyle mogę wam w tym momencie powiedzieć. ^^

25 komentarzy:

  1. Nie no, zajebiste, serio ! Moment na podłodze w pokoju w Paryżu mnie rozpierdzielił na kawałki . ;D Normalnie lol . Wiesz, chyba dobrze Cię rozumiem z tymi zakochanymi . U mnie w opowiadaniu nic nie chcę psuć, ale jak widzę na korytarzu w szkole te miziałki ... I właśnie słyszę te teksty " Oh, jaki on słodki ! " , to mnie bierze na rzyganie tęczą i serduszkami . -,- Wracając do tematu, boski rozdział, kocham to ! . :D I love it . <33 czekam na nn . :) pozdro. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to teraz normalnie doznałam szoku. W sumie można było spodziewać się, że prędzej czy później Zayn i Natalie znajdą się w gazecie, ale nigdy nie spodziewałabym się, że ona tak na to zareaguje. Teraz jestem tylko ciekawa, co zdarzy się dalej. Co postanowi zrobić Natalie? Dopiero co zdążyłam wylądować emocje dodając komentarz do poprzedniego rozdziału, a tu już kolejny i znowu sikam ; ) Ja oczywiście trzymam kciuki za team Zayn&Natalie. Zawsze będę miała przynajmniej płomyczek nadziei, że będą razem. I na pewno nie uda Ci się go ugasić. Czekam z niecierpliwością na następny! Dodaj szybko, bo zaduszę ; )
    Pozdrawiam i jeśli masz czasem nadmiar wolnego czasu, to zapraszam do mnie - wannasaveyourheart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jak zawsze genialny :) Rozwaliła mnie ta akcja na podłodze w hotelu ;) Fajnie opisujesz wszystko co odczuwa Natalie w poszczególnych momentach, chociaż niektóre te jej "filozofie" mnie rozwalają :) Co do tych "zakochańców" to doskonale cię rozumiem, u mnie też co druga osoba w klasie wzdycha "Och...ale on/a jest śliczny/a", ale i tak mnie najbardziej rozpieprza (przepraszam za słowo) jak moi koledzy proszą mnie, żebym ich umówiła z którąś z moich przyjaciółek :/
    A wracając do opowiadania już nie mogę się doczekać następnego rozdziału :) xx


    op-onedirection.blogspot.com
    2op-onedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. zajebiste, zajebiste, zajebiste <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potwierdzam w 1oo % ;* ! i czekam na nn z niecierpliwością jak to zwykle ja ;** <3

      Usuń
  5. To jest moje ulubione opowiadanie ;) Kocham sposób w jaki piszesz, Twoje pomysły, teksty i w ogóle kocham Ciebie :P

    Z niecierpliwością czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jesteś GENIALNA <3
    zapraszam do siebie : http://fucksmiile.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. genialne ! czekam na kolejny ! ;)xx
    j.xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej . : ) Zapraszam na mojego bloga z opowiadaniem o chłopcach z 1D . : D niallerx3.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Powtórzę to, co wszyscy:
    ZAJEBISTE.
    Czekam na kolejny,
    Całuski, Angie.

    OdpowiedzUsuń
  10. kocham to! :*
    świetny rozdział. czekam z niecierpliwością na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Och... Natalie! Jakby ona mogła się przekonać do Zayna (:
    Justin? Ciekawa jestem następnego rozdziału (:

    OdpowiedzUsuń
  12. widać wiosna na ciebie nie działa :D
    super rozdział:P
    Zapraszam do mnie na 3 część http://fifi1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam <3

    Sory, że tak krótko, ale mama mnie z kompa zgania :D
    Tak to bym się pewnie rozpisała :D

    OdpowiedzUsuń
  14. boski rozdział jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  15. zjebisty. ;*
    czekam na nn ; D

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny, czekam na kolejny :D

    *i zapraszam do mnie : http://i-have-my-own-world-that-is-my-life.blogspot.com/ ; )

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetne!! Czytam od 5 min, a już jestem w obserwatorach ;)
    P.S.
    http://angels-direction.blogspot.com/
    Alice nie wie kogo wybrać XD

    OdpowiedzUsuń
  18. Kobietoo droga.. kiedy nowy? :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdział długi- co mi się bardzo podoba. A i ciekawy, ogólnie bardzo szybko się czyta, podoba mi się to :*

    OdpowiedzUsuń
  20. ale zakończyłaś... już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału ;D

    OdpowiedzUsuń
  21. kiedy nn ? ;*
    plosiem dodaj nowy :*
    <3
    Olcia.*;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie wiem kiedy nowy. Bardzo was przepraszam, że nic tu nie dodaję ale się nie wyrabiam. Jak wszystko ogarnę, to już na pewno coś dodam. : )

      Usuń