sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 13.


NATALIE, PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT

- Zabieram cię na spacer- stwierdził Louis, ochoczo wstając z miejsca.
- Nie, żebym marudziła, ale jest ciemno, zimno i przed dwudziestą drugą. Dalej podtrzymujesz spacer?- spytałam, trochę zaspana przecierając oczy. Chłopak energicznie pokiwał głową i wyciągnął rękę w moim kierunku. Spojrzałam na niego trochę zdezorientowanym wzrokiem, jednak z jego pomocą podniosłam się z łóżka. Narzuciłam na siebie jeszcze sweter i wyszłam za chłopakiem.
- A wy gdzie?- przechodząc koło salonu, w którym siedziała cała rodzina chłopaka, pytanie skierowała w naszą stronę jego mama.
- Na randkę pewnie- stwierdziła Lottie, patrząc na swojego brata i robiąc przysłowiowy dzióbek. Chłopak jedynie przewrócił oczami i wystawiając język pociągnął mnie za rękę w swoją stronę. Robiąc swojej siostrze na złość, pocałował mnie w policzek i przytulił do siebie.
- Louis, nudzisz się?- mruknęłam, odsuwając się do niego. Lottie momentalnie wybuchnęła głośnym śmiechem i zaczęła zaśmiewać się z brata.
- To gdzie idziecie?- powtórzyła pytanie kobieta, nie spuszczając przenikliwego spojrzenia ze swojego syna.
- Żebym to ja wiedziała- szepnęłam pod nosem, za co oberwałam od Louisa w tył głowy.
- Idziemy się przejść, jak wrócimy to będziemy- zakończył i pociągnął mnie za rękę w stronę wieszaków. Ubrałam buty, ubrałam płaszcz i zabrałam się za zapinanie guzików. Louis przewrócił oczami, widząc moje ociągające się ruchy i pociągnął mnie za koniec płaszcza w swoją stronę. Szybkim ruchem dopiął wszystkie guziki moje płaszcza i otworzył drzwi wyjściowe. Powolnym krokiem skierowałam się w ich stronę, na co Louis znacząco odchrząknął i spojrzał na mnie oburzony. Wzruszyłam ramionami, posłałam mu buziaka w powietrzu i przyspieszając kroku, opuściłam dom. Chłopak wyszedł tuż za mną, zamknął za sobą drzwi i rękę wskazał, żebym poszła za nim. Ze względu na fakt, iż kompletnie nie znałam tej okolicy posłusznie szłam obok niego- Savannah mówiła, że nie mogła się do ciebie dodzwonić. Prosiła, żebyś jej odpisała.
- I dobrze, że nie mogła- mruknęłam cicho pod nosem, przewracając oczami.
- Coś się stało?- spytał, momentalnie się zatrzymując. Zagrodził mi drogę swoją ręką i spojrzał na mnie przenikliwym spojrzeniem.
- Pokłóciłam się z nią ostatnio- obojętnie wzruszyłam ramionami i chcąc ruszyć do przodu, wyminęłam chłopaka.
- A mogę wiedzieć z jakiego konkretnie powodu?- zapytał, dorównując mi kroku.
- Zwyczajnie. Nic specjalnego- odpowiedziałam, wymijająco. Oczywiście, trochę naciągnęłam fakty, bo w zasadzie poszło głównie o niego. Rudowłosa sądzi, że mam zamiar wykorzystać Louisa jako pocieszenie za Zaynem. Nie ma co do tego żadnych powodów, bo to jak jeszcze niedawno traktowałam całą płeć przeciwną, aktualnie nie ma dla mnie większego znaczenia. Dałam sobie z tym spokój. Nick miał rację mówiąc, że w ten sposób chcę wynagrodzić sobie wcześniejsze złamane serce, postanowiłam coś z tym zrobić. I właśnie robię, więc powinna darować sobie takie teksty.
- Skoro tak uważasz- westchnął, wzruszając ramionami. Chłopak uniósł głowę i spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem. Błyskawicznie się do mnie przysunął i przytulił mnie do siebie.
- Tak zmieniając temat, to coś ty nagadał swojej siostrze- spytałam, podnosząc głowę na chłopaka. Chyba chciał ukryć rumieniec, który pojawił się na jego twarzy, bo momentalnie spuścił głowę w dół. Zaśmiałam się i delikatnie pokręciłam głową, po czym uśmiechnęłam się sama do siebie. Klepnęłam chłopaka w ramię i pędem pognałam przed siebie, krzycząc krótkie „berek”. Dłużej nie trzeba było mu powtarzać, bo błyskawicznie pobiegł za mną. Po dłuższej chwili ganiania się po całym parku, Louis klepnął mnie w rękę, po czym pchnął w, wydaje mi się, największą zaspę jaka znajduje się aktualnie w parku. Wcześniej rozgryzłam jego zamiary i pociągnęłam go za rękaw kurtki, co spowodowało tym, że chłopak wylądował prosto na mnie. Momentalnie wybuchnęłam śmiechem, widząc lekko zdezorientowaną minę Louisa. Zorientował się dopiero po chwili o tym, co się naprawdę stało i spojrzał na mnie oburzony. Z cwanym uśmiechem, wzięłam w ręce trochę śniegu i wrzuciłam go, za koszulkę chłopaka. W szybkim tempie wstał i zaczął biegać w kółko krzycząc, że mam zamiar go zabić. Usiadłam po turecku z rozbawieniem przyglądając się tej scence. Widząc moją roześmiana buzię, chłopak w ułamku sekundy znalazł się nade mną. Schylił się, kręcąc głową z dezaprobatą.
- I cóż ja mam z tobą zrobić- westchnął, patrząc zadziornie w moją stronę. Wystawiłam mu język i pchnęłam go do tyłu tak, że był zmuszony się ode mnie odsunąć- Jeszcze zobaczymy- mruknął, podnosząc się do pionu. Posłałam mu buziaka w powietrzu, za plecami lepiąc kulkę ze śniegu. Chłopak odwrócił się do mnie tyłem z założonymi rękoma. Rzuciłam śnieżkę w jego stronę, trafiając prosto w jego tyłek- Kiepski podryw- dorzucił, bardzo szybko znajdując się obok mnie i obejmując mnie od tyłu- Nagrabiłaś sobie, skarbie- stwierdził, splatając ręce na moim brzuchu- Masz coś na swoja obronę?
- Jesteś tak przystojna osobą, że kiedy cię widzę moje serce zaczyna bić szybciej- powiedziałam od razu, powstrzymując śmiech. Chłopakowi najwidoczniej spodobał się komplement, bo odwrócił mnie do siebie przodem i uniemożliwiając mi wszystkie ruchy, złapał moje obie ręce w swoje.
- Mówisz?- przyciągnął mnie do siebie, kierując słowa cichym tonem prosto do mojego ucha. Uśmiechnęłam się zwycięsko i spojrzałam w jego stronę, na co on przyglądając się mojej twarzy przez dłuższą chwilę, jakby analizował coś, co właśnie chodziło po jego głowie. Po chwili potrząsnął nią, jakby coś z niej wyrzucając i delikatnie się odsunął. Pociągnął mnie za rękę w swoją stronę, objął ramieniem i skierował się, chyba w drogę powrotną. Jego reakcja była co najmniej dziwna, podniosłam na niego wzrok. Nawet nie zauważył, że na niego patrzę tylko usilnie wpatrywał się w punkt przed siebie, co chwilę ciężko wzdychając. Stanęłam, wyswobodziłam się z jego uścisku i stanęłam przed nim.
- Wszystko okej?- spytałam niepewnie kierując wzrok na niego. Spojrzał na mnie marszcząc brwi, jednak szybko uśmiechnął się szeroko. Tym razem to ja westchnęłam, jednak skinęłam głową i dorównałam kroku Louisowi, idącemu trochę z przodu.


NASTĘPNEGO DNIA

Przetarłam oczy, kiedy dotarło do mnie jakieś dziwne i nieokreślone światło. Delikatnie się podniosłam, zauważając że leżałam na klatce piersiowej nadal śpiącego Louisa. Spojrzałam w stronę, z której dobiegało światło a moim oczom ukazała się postać siostry Louisa – Lottie. Miała w ręki latarkę, co miało najwyraźniej mnie obudzić. Popatrzyła w moją stronę i skinęła ręką, żebym wyszła za nią. Podniosłam się z łóżka i bez większych pytań, ruszyłam za nią.
- Kiepski moment sobie wybrałam, żeby z tobą porozmawiać bo jest ósma rano, ale kiedy indziej nie będę miała okazji- stwierdziła, siadając na łóżku w swoim pokoju. Posłałam jej bardzo dziwne i zaspane spojrzenie, po czym usiadłam w fotelu czekając na dalszą część jej wypowiedzi- Otóż, postanowiłam, że lepiej będzie jeśli się tego dowiesz. Mam bardzo dziwne przeczucie, że mój brat się w tobie zakochał. Chciałam z nim o tym porozmawiać, ale zawsze sprytnie tego tematu unika. Nie znam twoich uczuć, ale jestem pewna, że ci na nim zwyczajnie zależy. W sumie, jeśli on ci nic nie powie to mało co możesz zrobić, tylko.. nawet nie o to chodzi. Chodzi mi jedynie o to, że mój brat ostatnio miał trudny okres, jeśli chodzi o związki. Pewnie nic ci nie powiedział, ale jego poprzednia dziewczyna bardzo go zraniła. Nie będę się w to zagłębiać, po prostu proszę cię o jedno. Nie zrań go, jeśli już z tobą porozmawia. Nie zrań go tak, że nie kochasz go a z nim jesteś. Drugi raz, byłoby mu jeszcze ciężej. Zwyczajnie, bądź z nim szczera- na początku jej słowa jakby do mnie nie dotarły. Wyłapałam jedynie, że Louis może coś do mnie czuć. I właśnie tego bałam się najbardziej. Nie sądzę, żebym była gotowa na poważny związek, który tak naprawdę może doszczętnie zniszczyć to, co starałam się naprawić. Chyba nie jestem n to gotowa. Nawet nie potrafię powiedzieć sobie czy coś więcej do niego czuję. Rzadko spędzaliśmy czas sami, żebym mogła coś więcej an ten temat stwierdzić. Żadnych wniosków.
- Louis, to mój przyjaciel. Nie wiesz o mnie wszystkiego i na pewno związek z taką osoba jak ja, nie byłby dla niego w żaden sposób budujący. Nie wydaje mi się żebyśmy.. zwyczajnie, nie ten typ. Poza tym, za bardzo bałabym się, że go zranię. Po raz kolejny zranię kogoś, na kim mi zależy. To wszystko jest kompletnie skomplikowane, nie umiem sobie na żadne postawione sobie pytanie odpowiedzieć.


Przebrałam się w kremową bluzkę i ciemne rurki, po czym wróciłam do pokoju w którym aktualnie ukrywał się Louis. Wszyscy krzątali się po całym domu, biegając i szukając poszczególnych rzeczy. Pan młody, już wybył z domu. Większość pań w całym domu postanowiła go wygonić, bo przecież nie może zobaczyć sukni ślubnej przed ślubem. Dziwny przesąd, jak dla mnie. Ślub, zaczyna się dokładnie za pięć godzin, więc wszyscy latają jak wściekli. Osobiście, ogarnę się dopiero przed wyjazdem do kościoła, żeby nie pobrudzić sobie sukienki, na którą wydalam zdecydowanie za dużo.
- Czarny czy szary?- spytał chłopak, kiedy tylko przeszłam przez próg jego pokoju.
- Czarny- odpowiedziałam, ręką wskazując na czarny garnitur, wiszący na wieszaku. Chłopak skinął głową, jakby sam do siebie i odwrócił się do mnie przodem. Przez dłuższą chwilę, uważnie mi się przyglądał. Przekręciłam oczami i podałam mu kubek z kawą, o której mówił od ponad trzydziestu minut. Uśmiechnął się szeroko i wziął ode mnie przedmiot, po czym usiadł na łóżku. Odstawił kubek na szafkę i zajął się swoim laptopem. Rozwaliłam się obok niego, zawieszając wzrok na widoku za oknem.
- Możesz częściej robić mi kawę- stwierdził podnosząc głowę znad urządzenia. Zaśmiałam się i nie odpowiadając, wystawiłam mu język.
- O, hej Natalie- do pomieszczenia wpadł roześmiany Niall, przybił piątkę z Lou, po czym usiadł obok mnie i przytulił mnie do siebie.
- Cześć ludzie i Louis- do pokoju wszedł roześmiany Harold, rzucając się na łóżko obok swojego przyjaciela, który na słowa lokowatego tylko prychnął pod nosem i kopnął go w nogę. Takim sposobem zaczęła się wojna na poduszki, dwójki wkurzonych na siebie przyjaciół. Jakby nie patrzeć, widok był całkiem zabawny. Na szczęście w dobrym momencie do pokoju wpadł Liam, któremu udało się uspokoić dwójkę.

Wyszłam z pokoju w towarzystwie Lottie, która pomogła mi jakoś ogarnąć moje włosy. Byłyśmy już przyszykowane ( sukienka Natalie. dop. aut. na zdjęciu chodzi tylko i wyłącznie o sukienkę. ) na ślub, który miał zacząć się za jakieś czterdzieści minut, więc trzeba było się jakoś ogarnąć. Pierwsze co poczułam widząc Zayna z jego nową dziewczyną? Nic. Najwidoczniej zwyczajnie wszystko mi przeszło, bo nie poczułam kompletnie nic. Zwyczajna pusta. Nawet polubiłam dziewczynę Mulata. Wydawała się być bardzo sympatyczna i widziałam, że jej na nim zależy. To najważniejsze. Ja, miałam pojechać na ceremonię razem z Niallem. Louis za wszelką cenę chciał namówić mnie, żebym pojechała razem z nim i jego mamą, ale kategorycznie odmówiłam. Nie przepadam za mnóstwem kamer wokół swojej osoby, to raczej nie dla mnie. Poszłam na kompromis i zgodziłam się usiąść z nim w pierwszej ławce, powinien się z tego cieszyć, a nie marudzić dalej. Zwariuje z nim kiedyś.

- Muszę ci powiedzieć, że bardzo ładnie wyglądasz- stwierdził Niall, lustrując mnie wzrokiem.
- Wiem- stwierdziłam z powagą- Znaczy, dziękuję i ty również- dopowiedziałam, szturchając go w rękę. Chłopak zaśmiał się i ręką wskazał, żebym poszła za nim.

Kątem oka spojrzałam na Louisa, który z zaszklonymi oczami wpatrywał się w stojącą za amboną jego babcią, która właśnie wygłaszała swoje przemówienie. Mimowolnie się uśmiechnęłam, delikatnie się do niego przysunęłam i złapałam go za rękę. Chłopak odwrócił się w moją stronę, jakby starając się zatrzymać cisnące się do jego oczu łzy. Mocniej ścisnął moją rękę i odwrócił wzrok. Odkąd pamiętam, jakoś nie poruszali mnie trochę nieśmiali i bardziej delikatni faceci. Ale wydaje mi się, że coś się zmieniło, bo widząc Louisa, prawie płaczącego, wsłuchującego się w wiązankę słów o miłości, trochę mnie to tknęło. Jakby coś uderzyło we mnie ze dwojoną siłą. Bardziej imponowali mi typowi bad boye, ale mogę się założyć że właśnie w tej chwili, taka postawa Lou pokazała mi chyba coś innego. Nawet nie wiem co poczułam i czy w ogóle coś poczułam, ale na pewno coś się stało. Nie wiem co. Po prostu coś.
- Poryczałem się jak baba- szepnął w moim kierunku Louis, kiedy wyszliśmy z kościoła. Zaśmiałam się i spojrzałam w jego stronę, na co on ewidentnie unikając mojego spojrzenie błądził wzrokiem po wszystkich możliwych miejscach w zasięgu jego wzroku.
- Za to byłeś niezaprzeczalnie słodki- uśmiechnęłam się w jego stronę, klepiąc go po ramieniu. Od razu się rozpromienił i pociągnął mnie za rękę.

Wyszłam z zatłoczonej sali na jej tyły. Musiałam odpocząć od wszystkich wujków, kuzynów i innych tego typu ludzi. Mimo że nie byli moją rodziną ciągle ktoś podchodził i prosił mnie do tańca, co kończyło się tym, że nie miałam zbyt dużo czasu na oddychanie czy inne tego typu błahe sprawy. Atmosfera, była naprawdę wspaniała. Nigdy nie miałam okazji być w miejscu, gdzie na kilometr można wyczuć, że jest się rodziną. Co prawda nie czułam się jako jej część, ale mimo wszystko świetnie było popatrzeć jak ktoś tak genialnie się bawi. I cieszy ze szczęścia osób, którym na sobie zależy. Nie widziałam czegoś takiego. W mojej rodzinie odkąd pamiętam liczyła się praca i pieniądze. Nikt nie zwracał uwagi na przyjazną atmosferę czy wysilanie się na uśmiech. Tym bardziej kierując go do kogoś innego. To jest dla mnie całkiem nowe, może nawet aż za bardzo nowe.

- Natalie, ja chciałam cię przeprosić- obok mnie usiadła Savannah, skruszona spuszczając głowę w dół- Ja wiem, że cię swoimi słowami zraniłam. Po prostu bardzo martwię się o Louisa. Wydaje mi się, że mogłoby źle się skończyć jego kolejne zawody miłosne. Zwyczajnie, jest mi przykro że go to wszystko dotyka. Jestem świadoma, że przestałaś.. no wiesz, robić to co wcześniej. Tylko zależy mi na nim, na tobie też mi zależy i chyba nie dość, że nie potrafię tego pokazać to jeszcze nie umiem was obu pogodzić. Przepraszam- zakończyła rudowłosa, nawet nie podnosząc głowy. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech spowodowany jej słowami. Przytuliłam do siebie dziewczynę, na co ona odetchnęła z ulgą.
- Jakie to miłe widzieć, że się pogodziłyście- przed nami zobaczyłyśmy Louisa, w towarzystwie Nicka. Savannah od razu się uśmiechnęła i rzuciła na swojego chłopaka, który miał jednak nie przyjeżdżać, ale najwidoczniej się wyrobił. Pomachałam do niego ręką i ruchem głowy wskazałam, żeby z nią poszedł. Chłopak puścił mi uśmiech, skinął głową i pociągnął za rękę swoją dziewczynę- Powiesz mi o co wam poszło?- spytał chłopak, przysiadając się do mnie.
- Nie- odpowiedziałam wzruszając ramionami. Louis spojrzał na mnie uważnie, jednak po chwili westchnął ciężko, wstał i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Tańczyłaś już chyba z całą moją rodziną, a ze mną nie- powiedział oburzony. Zaśmiałam się, podniosłam się z ławki i chwyciłam jego rękę. Na jego twarzy od razu pojawić się ogromny uśmiech, który chyba nie miał zamiaru zejść z niej przez najbliższy czas. Mi to pasowało, uwielbiam jego uśmiech. Weszliśmy na salę. Nawet nie zdążyliśmy dobrze przekroczyć progu sali, a chłopak już energicznie pociągnął mnie za sobą i okręcił wokół siebie. Nie mam pojęcia ile piosenek przetańczyłam z Louisem, muszę przyznać że po czwartej straciłam rachubę. Kiedy orkiestra postanowiła zagrać trochę wolniejszą piosenkę, na mojej twarzy momentalnie pojawił się grymas. Delikatnie wysunęłam się z uścisku Lou i powolnym krokiem skierowałam się w stronę swojego stałego miejsca. Chłopak widząc moje zniechęcenie, mimo wszystko szybko znalazł się obok mnie, przyciągnął mnie do siebie i objął w talii- Nigdzie nie idziesz- szepnął mi do ucha, nie przestając mnie obejmować.
- Louis, daj spokój- jęknęłam, spoglądając na niego spod ukosa. Chłopak zaśmiał się delikatnie i nie zważając na moje sprzeciwy, nie przestawał mnie obejmować. Obok nas pojawił się pan młody, spojrzał na Louisa poruszając brwiami i powiedział krótkie „odbijany”. Momentalnie wybuchnęłam śmiechem, widząc rozczarowaną minę Louisa. Westchnął ciężko i kawałek się ode mnie odsunął. Zawrócił w stronę swojej mamy, obdarzając mnie spojrzeniem pod tytułem – jeszcze tu wrócę.
- Mój nowy syn stracił głowę- stwierdził mężczyzna, w połowie piosenki. Zaciekawiona uniosłam głowę, na co on tylko cicho się zaśmiał- Dziewczyno, odkąd wrócił opowiadał tylko o tobie. N ie wydaje mi się, że to z czystej sympatii- i w tym momencie mogłam elokwentnie stwierdzić, że słowa z ust jego taty wydały się bardziej rzeczywiste i prawdziwe, niż podobne słowa z ust jego siostry. Kolejna osoba powiedziała mi to samo. Byłam w okropnej kropce, która powoli zaczynała mnie dołować. Mężczyzna widząc moją, nie do końca zadowoloną minę, uśmiechnął się szeroko i głową wskazał, że jeśli chcę mogę wyjść.
- Dziękuję- to było jedyne, co byłam zdolna powiedzieć. Spokojnym, ale zdecydowanym krokiem ruszyłam przed siebie. Musiałam właśnie teraz pobyć sama, bo najwidoczniej nic teraz nie jest pewne. Wyszłam na zewnątrz i ruszyłam, zdecydowanie zbyt wolnym krokiem, ścieżką którą widziałam już z okna.

Zgubiłam się w tym wszystkim. Ostatnio nie miałam czasu nawet pomyśleć o sobie, co z jednej strony bardzo mi się przydało, a z drugiej wprowadziło w moje życie totalny zamęt. Sama nie jestem pewna co czuję. Czuję jedynie, że bardzo mi na nim zależy. Ale nie wiem, czy jak na przyjacielu czy kimś więcej. Jest jedną z ważniejszych osób w moim życiu, ale.. właśnie to jest problemem. Jest zbyt ważny, żebym przez mój zdrowy umysł, którego mi szczerze brakuje, mogła go zranić. Podobnym myśleniem, postępowałam z Zaynem i wszystko wyszło dobrze. Znalazł sobie dziewczynę, która idealnie do niego pasuje. Są różni, ale świetnie się dogadują i to właśnie widać. Zayn przyznał, że miałam rację dając mu przysłowiowego kosza. Zwyczajne zauroczenie inną postawą, którą prezentowałam ja. Z początku byłam trochę zazdrosna, ale kiedy zobaczyłam ich szczęście wszystko zdecydowanie minęło. Może i go w jakimś stopniu zraniłam, ale właśnie to dało mu do myślenia. Tak czy siak, skończyło się to dobrze. Zawsze byłam, jestem i będę kiepska w uczuciach. Jedyne co mogę zrobić, to zwyczajnie chronić innych przed samą sobą.

- A ciebie co aż tu przywiało?- zaśmiał się Louis, zauważając mnie na prawie samym końcu ścieżki.
- Ciebie mogę zapytać o to samo- uśmiechnęłam się w jego stronę, robiąc mu miejsce na niewielkiej ławeczce.
- Szukałem cię- odpowiedział, usadawiając się obok mnie. Narzucił na mnie mój płaszcz. Nawet nie zauważyłam, że go nie wzięłam co było dziwne, bo dzisiejszy wieczór był bardzo chłodny. Ławeczka była bardzo malutka, więc można powiedzieć że praktycznie siedziałam na kolanach Louisa, co najwyraźniej wcale mu nie przeszkadzało.
- Jak widzę, mieliśmy taki sam cel- szepnęłam, wbijając wzrok w zaśnieżone drzewa.
- Natalie, wiesz że możesz mi powiedzieć o wszystkim- stwierdził chłopak, przysuwając się jeszcze bardziej.
- Wiem, ale sama nie wiem o czym miałabym ci powiedzieć, bo sama się zgubiłam. Nie ważne, wracajmy już- dorzuciłam i z uśmiechem podniosłam się z ławki.
- Nigdzie stąd nie pójdę, dopóki nie powiesz mi co się dzieje- powiedział, krzyżując ręce.
- Jak chcesz, możesz tu zostać- wzruszyłam ramionami, odwróciłam się i ruszyłam do przodu.
- Jesteś strasznie uparta- stwierdził z wyrzutem, obejmując mnie ramieniem.
- To też wiem- zaśmiałam się, lekko dźgając chłopaka w bok.
- No wiesz- burknął obrażony, odwracając głowę w drugą stronę.
- Louis, mam rozumieć że się obraziłeś?- spytałam, na co on skinął głową- A wiesz, że dalej się do mnie przytulasz?- spytałam rozbawiona, na co chłopak odwrócił się do mnie przodem i spojrzał na mnie z zawziętą miną- Kocham się z tobą drażnić- westchnęłam ze śmiechem, przyspieszając kroku. Nic mi to nie dało, bo już po chwili chłopak znalazł się obok mnie.
- Następnym razem obrażę się na dłużej- zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę. Wystawiłam mu język i dałam się prowadzić, ze względu na to iż kompletnie nie wiedziałam, jak wrócić z powrotem na salę.

- Dobranoc słońce ty moje- stwierdził Lou, kiedy wróciliśmy już do jego domu. Walnęłam go w ramię, co spowodowało tym, że chłopak momentalnie zleciał na podłogę. Wybuchnęłam śmiechem widząc jego zirytowaną minę- Natalie Anne Verne!
- Przymknij się, bo wszystkich obudzisz- mruknęłam, po czym walnęłam go poduszką w głowę. Chłopak usiadł na łóżku i odwrócił się do mnie tyłem. Westchnęłam ciężko, powstrzymując ziewanie. Przysunęłam się do chłopaka i pociągnęłam go za rękę. Nie spodziewając się takiego ruchu z mojej strony był zmuszony się położyć- Dobranoc, Louis- dorzuciłam odwracając się do niego plecami. Nie czekałam długo, aż poczułam oddech chłopaka na swojej szyi. Przysunął się i przyciągnął mnie do siebie, łapiąc w talii, po czym delikatnie przytulił mnie do siebie.
- Dobranoc, Natalie.
_______________________________________________________________
Cześć, cześć. I jak tydzień przed wakacjami?
Co do rozdziału, to starałam się jak mogłam żeby jakoś o opisać. Jak wyszło, to już powiedzcie sami. Więc, następny zapewne jakoś za tydzień. Na pewno nie w piątek, bo od razu po zakończeniu roku wybywam, na całe szczęście wracam w sobotę. Ale już w niedzielę przyjeżdża mój tato, więc w najbliższym czasie czasu nie będę zbytnio miała. Postaram się coś napisać w między czasie.
Przestałam was szantażować - mało komentarzy. Ale to nic, już więcej was nie zaszantażuje. : D


sobota, 16 czerwca 2012

Rozdział 12.


DZIEŃ WIGILII

Zapięłam swoją torbę, do której włożyłam ciuchy, bez których najzwyczajniej nie potrafię przeżyć dłużej niż dwa dni. Wieczorem, pierwszego dnia świąt jadę do Louisa na ślub, więc muszę od razu spakować się na dwa wyjazdy. Do taty i do niego. Nie za bardzo o siódmej rano potrafię wszystko w pełni przeanalizować, więc każde mój dzisiejszy gest jest trochę nie ogarnięty. Musiałam wstać wcześniej i się jeszcze spakować, bo wczoraj do późna siedziałam w Domu Dziecka i jak wróciłam, to jedyne co byłam zdolna zrobić, to rzucenie się na łóżko. Wszystkie dzieci będące w tamtym miejscu, mimo wszystko są tak bardzo pozytywne, że czasem głupio mi, że ja mam tak dużo a nie potrafię być z tego powodu szczęśliwa. Przebywając sam an sam z tymi małymi istotkami, które tak dużo zdążyły w życiu się nacierpieć, moje serce praktycznie łamie się na połowę. Najbardziej poruszyła mnie Rose. Jest tutaj od roku, już nie jednokrotnie z nią rozmawiałam. Wszyscy mówią, że małą nigdy wcześniej nie rozmawiała z nikim tak naprawdę. Jeśli akurat ze mną potrafi normalne porozmawiać, to muszę to wykorzystać i jakoś jej pomóc. Może i nie umiem rozmawiać z takimi dziećmi, ale akurat dla niej mogę spróbować. Opowiedziała mi, że pamięta jak zabrali ją od rodziców. Opowiadała mi co wtedy czuła i że bardzo tęskni za swoją mamą i starszym bratem. Jest mi przykro słuchać, że takiemu małemu dziecku działa się tak ogromna krzywda ze świadomością, że nic nie mogę na to poradzić.

Dopięłam drugą walizkę i wzięłam ze swojego łóżka, wcześniej przygotowane ciuchy. Za jakieś pół godziny mają przyjść bliźniaki i przyjechać mój tato. Nie chciałam ich zostawić samych, może i znamy się krótko ale i tak bardzo się z nimi zżyłam. Nie wiem o nich wielu rzeczy, ale mimo wszystko bardzo ich polubiłam i chciałabym im pomóc. A jeśli mam taką możliwość, to po prostu z niej skorzystam i zrobię wszystko, żeby się jakoś odnaleźli, kiedy zaczną wszystko od nowa.

- Dobra młodzieży, jedziemy- w progu pokoju pojawił się mój tato i od razu chwycił za obie moje walizki- Słońce, po co ci dwie?- zaśmiał się, kręcąc głową.
- Przecież mówiłam ci, kochany ojcze, iż kolega zaprosił mnie na wesele i ma jechać do niego, zaiste, jutro wieczorem. Nadążasz?- poklepałam go po ramieniu, na co ten z oburzoną miną, niczym małe dziecko wystawił mi język.
- Nadążam. A wy- zwrócił się do chłopaków z poważną miną- zostajecie ze mną też w drugi dzień świąt. Ewentualnie mogę was wypuścić kiedy skończą się święta- uśmiechnął się szeroko i ręką wskazał, żebyśmy poszli za nim. Obaj spojrzeli na siebie z dość dziwną i zaskoczoną miną, jednak bardzo szybko się uśmiechnęli i trochę niepewnie skinęli głowami.

Weszliśmy do domu mojego taty, w którym szczerze mówiąc byłam jakieś pół roku temu. Dom był ogromny, zastawiałam się nawet dlaczego nie kupił mniejszego po wyprowadzce mojej mamy, ale nie chciałam poruszać akurat tego temu w Wigilię. Wolałam jak na razie zostawić to w spokoju i najlepiej nie rozmawiać o tym z ojcem, bo widziałam że jest mu z tym faktem strasznie ciężko. Stanęłam w progu i spojrzałam w jego stronę, na co on pokazał mi ręką żebym poszła na górę. Skinęłam głową i nie słuchając dalej jego słów, udałam się na schodami na górę. Znalazłam się w pokoju, który pokazał mi ojciec. Momentalnie na mojej buzi można było zobaczyć uśmiech. Mój pokój nie zmienił się w ogóle. Omijając, że był o wiele czystszy niż go zostawiłam. Wszystkie ściany były pomalowane na jasny różowy, a meble były białe. Może wszystko razem wyglądało trochę, jak pokój dla dwunastolatki ale i tak nikomu nie dałabym cokolwiek w nim zmieniać. Przypominał mi moje dzieciństwo, które było kluczowym etapem w moim życiu. Jest to dom po moich dziadkach, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Często przyjeżdżałam do nich na wakacje, albo ferie. Nigdy nie zapomnę psa, który był z nimi odkąd pamiętam. Zabierali go ze sobą wszędzie, był prześliczny. Może i nie miał rasy, ale zawsze wydawało mi się, że miał coś z dalmatyńczyka.

- Te ciastka wyszły mi trochę jak krążki hokejowe. Radziłabym ich nie jeść i powiesić je na choince- powiedziałam z powagą, wychylając głowę zza drzwi kuchni. Cała trójka wybuchnęła śmiechem i nawet się nie kłócąc, przytaknęła mi.
- Dobrze, że mamy Jenise- uśmiechnął się mój ojciec, wskazując głową na kucharkę, która krzątała się po całym domu. Uśmiechnęłam się szeroko i ze zrozumieniem skinęłam głową, po czym szybkim krokiem opuściłam kuchnię. Rozwaliłam się na kanapie, patrząc na ozdabiających choinkę chłopaków. Czułam, jakby bliźniaki już stali się częścią naszej rodziny, nie sądziłam że mogę kogoś aż tak polubić w tak krótkim czasie.
- Może być pomogła?- zwrócił się do mnie Fabian, celując we mnie jednym z ciastek, które przed chwilą upiekłam, a raczej stworzyłam. Podniosłam ręce w geście obronnym i pobiegłam przed siebie. Chłopak ruszył za mną razem ze swoim bratem i moim tatą. Pierwszy złapał mnie Alan i przytulił mnie do siebie od tyłu.
- A teraz grzecznie przestaniesz się obijać i nam pomożesz- powiedział i splótł ręce na moim brzuchu nie przestając się uśmiechać. Odsunął się ode mnie i pociągnął mnie za rękę w stronę choinki, która niestety nie była jeszcze ubrana. Westchnęłam ciężko i złapałam za jedną z bombek leżących na stoliku.

- Nie tak rozstawiasz te sztućce! Widelec po lewej- krzyknęła na mnie Jenise, na co ja obojętnie wzruszyłam ramionami i zabrałam się za przestawianie wszystkich wcześniej rozstawionych sztućców. Poczułam jakbym oberwała czymś w nogę, przeniosłam wzrok na podłogę żeby zobaczyć, czym mogłam dostać. Pod moimi nogami, zauważyłam jedną z plastikowych ozdób choinkowych. Zmrużyłam oczy, podniosłam ją i zaczęłam szukać winowajcy. Nic nie potrafiłam dostrzec, dopiero po chwili kiedy zaczęłam po raz kolejny dostawać ozdobami w głowę zauważyłam, że sprawcą całego zamieszania jest mój ojciec wspomagany przez Fabiana. Prychnęłam pod nosem i zaczęłam odrzucać wszystko, czym celowano we mnie. Kilka razy udało mi się walnąć plastikowymi szyszkami w głowę mojego taty. Kiedy tylko odwrócili głowy szybkim krokiem schowałam się za fotelem, mając zamiar przeczekać aż znudzi im się bombardowanie mnie szyszkami.

Leżąc w swoim pokoju, nie potrafiłam oderwać od widoku za oknem. Mimo denerwującego mnie śniegu, wszystko wyglądało tak spokojnie, że aż chciało się siedzieć w tym samym miejscu i patrzeć za okno jeszcze długi czas. Moje myśli, przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu.
Natalie: Tak słucham?
Louis: Cześć, co tam u ciebie słychać? Nie odpisałaś mi, już się wystraszyłem że coś się stało.
Natalie: Nic się nie stało. Wszystko w porządku. Pewnie wyleciało mi z głowy, poza tym miałam rozładowany telefon. Jak przygotowania?
Louis: Jeśli chodzi ci o wigilię, to jasna cholera mnie trafia bo muszę teraz pilnować swoich sióstr, które drą się na mnie, że mam im powiedzieć gdzie są prezenty. Nie wytrzymuję powoli. Poza tym, przed chwilą dostałem ochrzan, bo spławiłem chłopaka mojej siostry. Nic nie poradzę na to, że go nie lubię. Mogła sobie znaleźć kogoś, kogo byłbym w stanie zaakceptować. A jak u ciebie?
Natalie: Całkiem dobrze. Chociaż zaczynam się nudzić. Na moje nieszczęście zrobiłam wszystko co miałam zrobić i jestem skazana na samotne siedzenie w swoim pokoju.
Louis: Wolałbym siedzieć sam niż ogarniać swoje rozwrzeszczane siostry. Jutro o osiemnastej będziesz u mnie, prawda?
Natalie: Może trochę po osiemnastej, ale tak. Gdzieś około już będę.
Louis: To dobrze, bo się.. Zostaw jej lalkę! Co ty robisz? To jest moja ulubiona koszulka! No przestańcie! Muszę kończyć, do jutra Natalie.


- No przestań mnie kompromitować!- oburzyłam się, krzyżując ręce. Posłałam ojcu zdenerwowane spojrzenie, na które on tylko się zaśmiał.
- Przecież byłaś taka słodka, kiedy byłaś mała- powiedział, nie przestając się śmiać. Prychnęłam pod nosem i zabrałam się za jedzenie swojego posiłku. Na całe szczęście mój ojciec nie opowiedział już żadnej żenującej historii z mojego życia. Po skończonym jedzeniu, tato wsunął w naszym kierunku dokładnie zapakowane pudełka. Chłopaki bardzo zaskoczeni, pokręcili przecząco głowami.
- Nie możemy tego przyjąć. I tak już dużo dla nas zrobiliście, po prostu nie możemy- zaczął Fabian, głośno przełykając ślinę.
- Oh, zamknij się i otwórz pudełko- mruknął mój tato, klepiąc go po ramieniu. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na obu zachęcająco. Z westchnieniem skinęli głowami i sięgnęli po wskazane przez mojego tatę pudełka.
- O jezu- reakcja Alana, była po prostu niesamowita. Chłopak nawet się nie poruszył, tylko z niedowierzaniem patrzył do wnętrza pudełka. Jego brat zareagował bardzo podobnie, patrzyli tylko na prezenty nieobecnym wzrokiem.
- Pomyślałem, że od razu ci to załatwię. Od października, możesz nazwać siebie pełnoprawnym studentem pierwszego roku medycyny. Wszystko masz załatwione, podrzuciłem im nawet twoje wcześniejsze świadectwo. Nawet nie pytaj skąd je miałem. Stwierdzili, że jeśli nie zmienisz swoich ocen, to dostaniesz pełne stypendium. Co do ciebie, Fabianie, stwierdziłem że studia fotograficzne to dobry pomysł. Nie złość się na brata że mi powiedział, nie miał wyjścia. Poza tym bardzo cieszę się, że mogłem wam pomóc- uśmiechnęłam się szeroko widząc ich szczęśliwe miny i wielkie uśmiechy. Chwyciłam za swoje pudełko i zwinnym ruchem otworzyłam wieczko. Zobaczyłam w nim kluczyki. Posłałam dziwne spojrzenie ojcu, który tylko szeroko się uśmiechnął- Postanowiłem, że skoro już kończysz kurs na prawo jazdy, to kupię ci samochód. Ale jak rozwalisz to przepiękne auto jakie ci sprawiłem, to nie ręczę za siebie. Dlatego możesz do niego wsiąść dopiero po otrzymaniu tego papierku, a do tej pory musisz zadowolić się świadomością, że ci je kopiłem, bo nawet go nie zobaczysz- od razu rzuciłam się na ojca, szczęśliwa że jednak i tak wyszło na moje. Chciałabym tylko się dowiedzieć, gdzie on schował ten samochód. Ciekawość mnie po prostu zżera.


PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT

Obudziłam się równo o dziesiątej i ślamazarnym krokiem udałam się na dół. Nie chciało mi się absolutnie nic, a z faktu że niedługo będę musiała już zapakować się do samochodu i pojechać z kierowcą mojego taty do domu Louisa, musiałam się jakoś ogarnąć. Stanęłam w kuchni, w której zobaczyłam uśmiechniętych bliźniaków, rozmawiających z moim tatą. Mój ojciec widząc mnie uśmiechnął się szeroko i poklepał miejsce obok siebie. Wzruszyłam ramionami i usiadłam obok niego, na co on postawił przede mną talerz z górą naleśników i wrócił do rozmowy z chłopakami. Wzięłam owe naleśniki w ręce, chwyciłam jeszcze polewę czekoladową i truskawkową i udałam się przed telewizor. Włączyłam go i przestawiłam na pierwszy możliwy kanał muzyczny, na którym aktualnie leciał jakiś program plotkarski. Mimo znudzenia, postanowiłam zostawić na tym samym kanale.
- A teraz może zostawmy już życie prywatne najgorętszej pary Hollywood i przerzućmy się na sławny brytyjski zespół, One direction. Wszystkich ciekawiła ich brązowo włosa przyjaciółka, o której chłopcy nie koniecznie chcieli z nami rozmawiać. Woleli zostawić życie prywatne dziewczyny dla siebie, niż dzielić się nim z całym światem. Żaden z nich nadal nie chce udzielić nam konkretnych informacji, ale osoba z otoczenia gwiazd twierdzi, że to faktycznie tylko ich znajoma, chociaż nie ukrywa że niektórzy członkowie zespołu czują do brunetki miętę. Nie wiemy dokładnie którzy, ale bardzo ciekawi nas, czy może będzie z tego coś poważniejszego. Wszystkie fanki chłopaków byłyby zawiedzione stratą wolności, przez któregoś z chłopców. Można zobaczyć nie koniecznie przychylne komentarze do postaci tajemniczej brunetki. Nie wszystkie dziewczęta są do niej złowrogo nastawione, ale nie ukrywając większa część niezbyt ją polubiła. Bo przecież, jakaś dziewczyna nie wiadomo skąd, zaczyna zabierać im szansę na randkę z ich idolem. Cóż, ciekawi nas dalszy rozwój wydarzeń w tym kierunku.

Przekręciłam oczami i puszczając w swojej głowę wiązankę przekleństw, jakie tylko nasunęły się na moje myśli, przełączyłam na jakieś kreskówki. Byłam wściekła, że ostatnimi czasy jestem jedną z sensacji londyńskiej prasy jak i światowych mediów. Jakby już nie można było po prostu poznać kogoś i go polubić. Nie wiedziałam, że bliższe kontakty z własnymi znajomymi są zakazane. I nigdy co mają znaczyć nieprzychylne komentarze? Mam w nosie, że ktoś obraża mnie bo jest zazdrosny o kogoś, kogo nawet nie zna. Moim zdaniem to jest po prostu chore. Gdyby naprawdę były prawdziwymi fankami, cieszyłyby się że chłopcy mają przyjaciół, a nie robiły problemy. Nie wiem ile jeszcze to wytrzymam, bo zaczyna mnie to powoli nieźle irytować. Westchnęłam ciężko i nacisnęłam zieloną słuchawkę, ze względu na dzwoniący telefon.
Natalie: Mhm?
Niall: Jaaaaa. Ale entuzjazm, dziewczyno normalnie rządzisz.
Natalie: Przepraszam cię bardzo. O boże, zadzwonił do mnie sam Niall Horan! Normalnie nie wierzę, uszczypnijcie mnie!
Niall: Tak lepiej. Co tam u ciebie?
Natalie: A nic. Siedzę i jem naleśniki. Chyba jem już szóstego, ale to omińmy. A co u ciebie?
Niall: W sumie, to nic. Kłócę się z bratem.
Natalie: Powodzenia.
Niall: Nie dziękuję. A tak na marginesie, to do zobaczenia w Sylwestra.
Natalie: Chyba się was trochę boję. Normalnie dziwne, że zgodziłam się żeby zostać z wami trzy dni w jednym domu. Chyba nieźle padło mi na mózg. Na szczęście Savannah też będzie.
Niall: Nie będzie tak źle.
Natalie: Pewnie będzie. Ale to nic, przeżyję. A teraz przepraszam, ale muszę się jeszcze trochę poobijać, dopóki mogę.


- Natalie!- za sobą usłyszałam krzyk Louisa, na który momentalnie się odwróciłam. Chłopak szybko znalazł się obok mnie i mocno się do mnie przytulił.
- Louis, dusisz- zaśmiałam się pod nosem, odchylając głowę do tyłu. Chłopak nawet nie zwrócił na mnie uwagi, tylko jeszcze mocniej mnie do siebie przycisnął. Zaśmiałam się głośno i przekręcając oczami wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową wiedząc, że jak na razie i tak nie odpuści.
- Kochany bracie, daj spokój swojej dziewczynie- za sobą zobaczyłam uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczynę, celującą marchewką w swojego brata.
- Lottie, mówiłem ci, że Natalie nie jest moją dziewczyną- powiedział chłopak, kręcąc głową i odsunął się ode mnie.
- Jeszcze nie jest. Tak w ogóle, jestem Lottie- dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła w moim kierunku rękę- A ty jesteś Natalie. Zdążyłam się dowiedzieć, mój brat ciągle o tobie mówił- zaśmiałam się, kierując wzrok na zaczerwienionego Louisa.
- To ja może.. ten- chwycił za moją walizkę i spuszczając głowę w dół, wręcz pognał do środka.
- Kocham robić mu obciach- powiedziała dziewczyna z satysfakcją patrząc na wbiegającego do domu Louisa. Zaśmiałam się, na co dziewczyna pociągnęła mnie za ramię do środka.
- Jestem mamą Louisa. A ty jesteś na pewno Natalie, miło mi cię poznać- nawet nie zdążyłam wtrącić słowa, bo kobieta przytuliła mnie do siebie i zajęła się uspokajaniem dwóch dziewczynek, kłócących się o jakąś zabawkę. Louis puścił swojej siostrze złe spojrzenie po czym błyskawicznie pociągnął mnie za rękę, prowadząc na górę. Wybuchnęłam śmiechem jednak posłusznie udałam się za nim.
- Śpisz ze mną. Nie narażę cię na towarzystwo mojej walniętej siostry, która m zamiar zniszczyć mi życie- prychnął, mówiąc trochę głośniejszym tonem głosu. Postawił moją walizkę pod oknem i ponownie do mnie podszedł- Nawet buzi nie dostałem- powiedział, z miną obrażonego pięciolatka, odwrócił się i usiadł na swoim łóżku, krzyżując ręce. Zaśmiałam się i usiadłam obok niego, po czym dałam mu buziaka w policzek- Lepiej- uśmiechnął się, położył się na łóżku i przyciągnął mnie do siebie- Widzę, że nie ogarniasz. Radziłabym się przespać.
- Masz rację- ziewnęłam, na co chłopak objął mnie ramieniem. Nie miałam zbytnio siły się kłócić więc nie opierając się, wygodnie położyłam głowę na jego ramieniu.
______________________________________________________________
Dziękuję za ponad 11 , 000 wejść. Przeżyłam ciężki szok. : D
Dodam jeszcze, że postanowiłam założyć twittera : < kliknij, aby wejść>
Jeśli macie jakieś pytania to piszcie tam bądź na GG: 33799456.


ZAPRASZAM NA MOJE NOWEGO BLOGA < KLIKNIJ, ABY WEJŚĆ>
Nie do końca dobrze się czuję, chyba zaczyna mnie coś łapać więc już nic tutaj nie napiszę.

Jeszcze raz - Dziękuję <3

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 11.

NATALIE

- Zobaczymy się rano w drugi dzień świąt, tak?- Louis odwrócił się w moja stronę. Stanął przede mną, uważnie mi się przyglądając. Przyjechał do internatu, żeby jak twierdzi się pożegnać. Co moim zdaniem jest totalnie dziwne, bo zobaczymy się dokładnie za pięć dni.
- Tak, chyba z siedem razy ci to już powtarzałam- zaśmiałam się pod nosem, patrząc w jego stronę. Chłopak przewrócił oczami i przytulił mnie do siebie- A teraz się kulturalnie odsuń, bo się jeszcze zakochasz- ponownie się zaśmiałam- Poza tym, jest mi totalnie zimno. Ale czekaj, chodź na chwilę- pociągnęłam go za rękę z powrotem do swojego pokoju. Chłopak mimo dziwnego spojrzenia, posłusznie udał się za mną. Zostawiłam go w progu pokoju i podeszłam do regału. Wzięłam z jednej z półek czerwone pudełko z ogromną, niebieską wstążką i podałam je chłopakowi- Dwa w jednym. Urodziny i święta.
- A widzisz, zapomniałbym- z kieszeni kurtki, wyciągnął niewielkie srebrne pudełeczko, do połowy owinięte w papier w serduszka. Wyciągnął rękę z pudełkiem w moim kierunku. Zaciekawiona, od razu odchyliłam wieczko pudełka, a moim oczom ukazał się prześliczny wisiorek. Chłopak usiadł na biurku i zajął się swoim prezentem, mocując się ze wstążką na czubku pudełka. Wybuchnęłam śmiechem i stanęłam za chłopakiem, zaglądając mu przez ramię. Odwiązałam wstążkę za niego, nie przestając się śmiać. To, co zobaczył w pudełku, mimo to że sama mu to kupiłam, ponownie mnie rozbawiło. Nie mogłam się powstrzymać, żeby mu tego nie kupić. Ostatnio chodziłam po centrum handlowym i rzuciły mi się w oczy bokserki w marchewki, od razu pomyślałam o Louise. Z pudełka wyciągnął również srebrny zegarek, na którym napisałam datę naszego poznania się.
- Dziękuję, jest śliczny- uśmiechnęłam się do chłopaka, przyglądając się wisiorkowi. Nie odpowiadając przytulił mnie do siebie.
- Na pewno nie chcesz ze mną pojechać?- westchnął, odsuwając mnie od siebie na odległość ramion.
- Jedź sam, spotkamy się za tydzień- powiedziałam z wielkim uśmiechem, dając mu buziaka w policzek.


Stanęłam przed swoja szafą, nie wiedząc w czym mogę dzisiaj pójść. Stanęło na beżowych spodniach i jasnej koszulce z guzikami. Weszłam do łazienki i w szybkim tempie się umyłam i ubrałam. Stanęłam przed lustrem i zrobiłam ze swoich włosów wysoką kitkę. Przeczesałam ją i pomalowałam rzęsy. Dzisiaj zamieniłam się z jedną z opiekunek, dlatego idę tam w inny dzień niż zazwyczaj. Nie przeszkadza mi to, bardzo lubię tam chodzić. Poznałam wielu naprawdę bardzo miłych i wartościowych ludzi, z którymi mam dużo wspólnego i mogę normalnie porozmawiać. Zauważyłam, że zwyczajna rozmowa na błahe tematy bardzo poprawia im samopoczucie. Traktuje ich całkowicie normalnie, co wydaje mi się jest dla nich nowością. Pewnie wszyscy chcieli im jakoś pomóc, tylko robili to trochę nie tak jak powinni. Też chce im pomóc, ale użalaniem się tylko ich zdołuję. Bardzo dobrze dogaduje się z Fabianem. Jest jedna z najbardziej pozytywnych postaci ze wszystkich, którzy tam mieszkają. Można się z nim genialnie wydurniać, jest tak strasznie zabawny, że kiedy z nim rozmawiam po prostu nie potrafię przestać się śmiać, czy zrzucić uśmiechu z twarzy. Uwielbiam spędzać z nim czas. Jak mi się wydaje, chłopak mi zaufał, bo już niejednokrotnie mi się zwierzał. Ciesze się, że chociaż w taki sposób, tym że go wysłucham, mogę mu pomóc. Za trzy miesiące, razem z bratem kończą osiemnaście lat i są od tej chwili zdani wyłącznie na siebie. Obiecałam sama sobie, że pomogę im się jakoś ogarnąć z Londynie, co wcale nie będzie trudne ze znajomościami mojego taty. Rozmawiałam z nim wczoraj przez telefon i powiedział, że znajdzie dla nich jakieś mieszkanie, jak i zaoferował swoją pomoc. Z tego co wiem Alan chciałby pójść na medycynę, dlatego też już zdążyłam na ten temat porozmawiać z ojcem. Powiedział, że jakoś im pomoże, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Tylko od tego zależy to, czym im się uda. A ja bardzo im kibicuję. Nawet z Alanem kilka razy zamieniłam słowo. W zasadzie nic o sobie nie mówił, wymijał bardzo skutecznie ten temat, ale mimo to bardzo przyjemnie się z nim rozmawiało. Bardziej starałam się dowiedzieć czegoś o mnie niż opowiadać o samym sobie.

Weszłam, a raczej wpadłam do budynku i pędem pobiegłam do pokoju dla mniejszych dzieci. Byłam spóźniona, a miałam zmienić już Ninę, jakieś dwadzieścia minut temu. Wbiegłam do sali i pomachałam do niej ręką.
- Na reszcie! Dziewczyno, ja mam pociąg za pół godziny!- rzuciła na odchodne, poklepała mnie po ramieniu i wybiegła z pokoju. Wkoło mnie od razu zebrała się grupka dzieci. Wszystkie dziewczynki skupiły uwagę na moim wisiorku, który kilka godzin temu dostałam od Louisa.
- Jakie ładne!- powiedziała jedna z wielkim uśmiechem. Wyciągnęła ręce w moją stronę, na co ja schyliłam się i kucnęłam przed nią.
- No! Fajne! Dostałaś od męża?- spytała druga, z tego co pamiętam miała na imię Jessica.
- Od przyjaciela- sprostowałam, śmiejąc się. Dziewczyna zawiedziona westchnęła, jednak bardzo szybko się uśmiechnęła.
- Opowiesz nam bajkę? Prosimy!- krzyknęła Rose, od razu podbiegając do mnie i przytulając do siebie. Skinęłam głowa i zaprowadziłam całą grupkę na sofy w największym pokoju.

- O, dobrze że was widzę- stanęłam przed bliźniakami. Byłam zmuszona szeptać, ze względu na śpiącą Annie na moich rękach. Nie powiem, moja siła w mięśniach ma sporo do życzenia, więc noszenie dziewczynki zaczynało mnie powoli męczyć. Chłopcy najwidoczniej to zauważyli, bo wymienili spojrzenia i Fabian wziął ode mnie małą. Uśmiechnęłam się i razem skierowaliśmy się do jej pokoju, po położeniu jej na łóżku wyszliśmy, po cichu zamykając za sobą drzwi- Mam dobre wiadomości.
- W jakim temacie?- spytał Alan, z tradycyjną smętną miną siadając na parapecie okna.
- W waszym temacie- powiedziałam, siadając obok niego- Nie wspominałam, ale mój ojciec jest wielką szychą na studiach medycznych- znacząco spojrzałam na Alana, któremu od razu zaświeciły się oczy- Porozmawiałam z nim i ma porozmawiać ze wszystkimi o przyjęciu cię na studia. Oczywiście, z pełnym stypendium, więc o to się nie musisz martwić. Plus, z kontaktami moich rodziców, znaczy ojca- od razu szybko się poprawiłam, krzywiąc się na samą myśl o swojej mamie- załatwię wam mieszkanie. Praktycznie już wszystko ustalone, tylko czekać do  waszej osiemnastki- dokończyłam, szeroko się do nich uśmiechając. Obaj spojrzeli na mnie z niedowierzaniem, ciągle kręcąc głową- Należy mi się przesłodki buziak w policzek- wskazałam palcem na swój policzek, na co oboje jak mieli w zwyczaju, wymienili spojrzenia i błyskawicznie zaczęli się do mnie przytulać, powtarzając jak bardzo mnie kochają. Chyba pierwszy raz w życiu, widziałam aż tak wielki entuzjazm w czyichś oczach- Ale moment, ty nie chciałeś powiedzieć mi o twoich wymarzonych studiach. Czekam- uniosłam brew do góry, patrząc w jego stronę.
- Nie ważne. Już i tak za dużo dla nas zrobiłaś. Chyba spadłaś nam z nieba, rzadko zdarzają się takie osoby jak ty. Chyba nigdy ci się nie odwdzięczymy. Jesteś kochana- chłopak przytulił mnie do siebie, uśmiechając się w moją stronę.
- Wiem, jak możecie się odwdzięczyć. Przed chwilą rozmawiałam z tatą. Będziemy kwita, jak pojedziecie ze mną na Wigilię- spojrzałam na nich z uśmiechem, na co oni tylko bardzo dziwnie na mnie spojrzeli- I nie przyjmuje odmowy! Macie się teraz  ładnie uśmiechnąć i się zgodzić. Pozwolenie to ja już załatwię. Tylko proszę, pojedźcie ze mną- momentalnie znaleźli się obok mnie i ponownie mnie przytulili.
- Ej, romansować gdzie indziej!- obok nas, pojawił się roześmiany kierownik. Całą trójką wybuchnęliśmy śmiechem i spojrzeliśmy na niego- No co? Natalie, możesz już dzisiaj iść.
- Przyjdę jeszcze w następny czwartek. Obiecałam piętnastu dziewczynkom, że znajdę dla nich podobny wisiorek do mojego.
- No to powodzenia. A właśnie. Nie wspominałaś, że twoja mama to Andrea Verne, no wiesz.. ta sławna prawniczka. Nie miałem pojęcia, że mam do czynienia z córką tak sławnego małżeństwa, jakim są twoi rodzice- powiedział kierownik, szeroko się uśmiechając.
- Są po rozwodzie- mruknęłam, starając się zmienić grymas na swojej twarzy w uśmiech. Kierownik chyba o tym nie wiedział, bo delikatnie się skrzywił- Nic nie szkodzi, spokojnie- udało mi się w końcu do niego uśmiechnąć. Mężczyzna skinął głową i posyłając mi przepraszający uśmiech udał się w stronę swojego gabinetu- To ja się zbieram. To zobaczenia.
- A może cię odprowadzimy? I tak mamy teraz wolne i się nudzimy. To jak?- spytał Alan, stając naprzeciwko mnie.
- Tylko pójdę po kurtkę- powiedziałam i poszłam w stronę pokoju dla wolontariuszy.


Strasznie zachciało mi się spać, gdyby nie ciągłe opowiadanie kawałów przez Fabiana, na sto procent zasnęłabym po drodze.
- A wiecie jak jest zająć po czesku?- spytał Fabian z ogromnym uśmiechem na ustach, spojrzałam na niego kręcąc przecząco głową-
 polný popěrdáláč- powiedział, na co ja momentalnie wybuchnęłam śmiechem- a frak to obustronni dupohlast- ponownie wybuchnęłam śmiechem, z niedowierzaniem patrząc na chłopaka- Ale perfidnie! O! A awaria pługa to poruha na ruhadle- w tym momencie nie wytrzymałam i ze śmiechem oparłam się ręką o idącego obok mnie Alan, który sam nie wytrzymywał ze śmiechu-  A zepsuty to poruhaný. Ci ludzie są jacyś zboczeni- pokiwał głową, zachowując kamienny wyraz twarzy. Fabian, jako jedynie nie śmiejący się pociągnął mnie za ramię. Alan, wykorzystując naszą nieuwagę ulepił śnieżkę i wycelował nią prosto w mój tyłek.
- Ej!- krzyknęłam za nim i sama zabrałam się za lepienie śnieżek. Kiedy już ją ulepiłam, wycelowałam nią prosto w nogę chłopaka. Jego brat, postanowił go wesprzeć bo już po chwili oboje zasypywali mnie śniegiem. Wielu ludzi przechodzących obok nas, mogłoby stwierdzić że jesteśmy nieźle stuknięci, ganiając się po całym parku i rzucając w siebie nawzajem śnieżkami. Podeszłam od tyłu do stojącego obok drzewa Alana i strząsnęłam na niego cały śnieg z drzewa. W tym samym czasie jego brat, nie dość że się z nas nabijał to jeszcze robił nam zdjęcia. 
- Robimy bałwana?- spytał uradowany Alan, jakby budząc w sobie dziecko. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Ale ty robisz tę największą część. Ze względu na fakt, iż jestem tutaj jedyną kobietą mnie pozostaje gustowne udekorowanie naszego przyszłego nowego kolegi- powiedziałam z satysfakcją i bardzo dumna faktem, że wymyśliłam ten jakże wspaniały i cudowny plan działania. Po dłuższym sprzeczaniu się, oboje ulegli i zabrali się za lepienie śnieżnego faceta, kiedy mi zadzwonił telefon.

Natalie: Tak, słucham?
Louis: Cześć, co u ciebie słychać? Tak sobie dzwonię, bo strasznie się nudzę i się stęskniłem i tak sobie myślę, co u ciebie.
Natalie: Wszystko okej. Czekam aż.. a no w sumie to całkiem spoko. 
Louis: Szkoda, że ze mną nie pojechałaś. Moja mama bardzo chętnie by cię poznała.
Natalie: Coś ty jej nagadał? Już się boję.
Louis: Oj, nie przesadzaj. Przecież nic strasznego o tobie nie mówiłem.
Natalie: Ta, jasne. Muszę kończyć, ktoś stara się do mnie dodzwonić. To na razie.

Nie czekając na pozwolenie, czy pożegnanie rozłączyłam połączenie i odebrałam rozmowę oczekującą.

Natalie: Cześć Niall. Już się stęskniłeś?
Niall: Oczywiście, za Tobą zawsze i wszędzie. Poza tym, to ja, słońce ty moje, wyjeżdżam jutro. Nawiązując, gdzie jesteś? Masz może teraz czas? Jadę rano i nie będę miał jak się pożegnać. No, a zobaczymy się dopiero w Sylwestra.
Natalie: Na razie jestem zajęta. Może za godzinę? Przyjdę do ciebie.
Niall: Okej, jak zasnę i ci nie otworzę to wejdź oknem.
Natalie: Oleję cię i wrócę do internatu.
Niall: To ja zrobię sobie kawę. Do za godzinę.

Zaśmiałam się i odsunęłam telefon od ucha. Na wyświetlaczu, zobaczyła jedną nieodebraną wiadomość od Louisa. Otworzyłam ją, a moim oczom ukazało się : " Czuję, że mnie zdradzasz. Gdybym cię tak nie lubił, to bym się obraził. Daj mi znać, że żyjesz, bo z twoimi zdolnościami samotność może źle na ciebie wpłynąć." Prychnęłam pod nosem i robiąc mu na złość i nic nie odpisując, schowałam telefon do kieszeni spodni. Podniosłam głowę i spojrzałam na lepiących bałwana bliźniaków. Chyba nie często będę miała okazję zobaczyć ich aż tak szczęśliwych. Alan, rzadko kiedy się uśmiecha, więc jego uśmiech jest dla mnie jakby.. cóż, wyjątkowy. Muszę jeszcze się dowiedzieć co chciałby robić w przyszłości. Gdyby mi sam powiedział, to nie byłoby problemu ale nie.. bo on musi robić po swojemu. I tak się dowiem.  Po prostu muszę  być pewna, że wszystko się u nich ułoży. Nie wiem dlaczego, po prostu tak czuję.
- Dobra, skończyłam- powiedziałam, uśmiechnięta patrząc na skończonego bałwana. To znaczy, to kobieta tylko że ja nie wiem, jak nazywa się kobieta bałwan. Bałwanka? Pani Bałwan? A może żona Bałwan? Najlepiej będzie, kiedy przestanę sobie tym zawracać głowę.
- A teraz uśmiech!- powiedział Fabian, kierując na mnie swój aparat. Wystawiłam mu język i zrobiłam rogi stojącemu obok mnie koledze. Ten oburzony, przerzucił mnie sobie przez ramię i wrzucił w największa zaspę, jaką widziałam do tej pory.
- Zamorduję cię- syknęłam, poirytowana patrząc na roześmianego Alana. Chłopak zlustrował mnie wzrokiem i momentalnie zaczął biec przed siebie. Z pomocą Fabiana wstałam i pobiegłam za uciekającym chłopakiem. Schowałam się za drzewem, czekając aż chłopak będzie bliżej. Kiedy stanął praktycznie przede mną, wskoczyłam mu na plecy, tym samym wywracając i jego i siebie- I co, cwaniaku? Sam jesteś cały mokry- wybuchnęłam śmiechem, widząc jego zdezorientowaną minę. chyba nie doszło do niego to, co właściwie zrobiłam.

- Muszę iść do znajomych. Jak nie przyjdę, to mnie chyba zamordują, pokroją i powieszą nad kominkiem- przekręciłam oczami, stając na przeciwko bliźniaków.
- Spotkamy się jutro w parku?- spytał nie odrywając ode mnie wzroku Alan.
- Jutro jest środa?- spytałam, przyglądając się im. Obaj skinęli głowami- Jutro mogę tak po osiemnastej.
- Przecież nie ma szkoły- wtrącił się jego brat, uważnie mi się przyglądając.
- Nie ma, ale mam kółko literackie. Poza tym w środę wystawiają sztukę. A ja za swoje wcześniejsze wybryki, muszę pomagać w przygotowaniach- przewróciłam oczami, uśmiechając się do nich.
- A co zrobiłaś?
- Wolcie nie wiedzieć. To do jutra- ucięłam i błyskawicznie się odwróciłam, ruszając przed siebie.


- Natalie, dlaczego jesteś cała mokra?- spytał Niall, kiedy otworzył mi drzwi. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami i chciałam wejść do środka, ale chłopak mnie zatrzymał- Może się przejdziemy? No wiesz, bo jest tak.. biało?- zapytał, zagradzając mi drogę do środka swoim ramieniem. Posłałam mu bardzo dziwne spojrzenie, na które trochę nieporadnie się uśmiechnął.
- O, hej Natalie- za Niallem, stanął Zayn, z jak mi się wydaje swoją nową dziewczyną. Zamrugałam kilkakrotnie, jakby tym sposobem chcąc dopuścić ten widok do ponownego przeanalizowania przez mózg.
- No to my już pójdziemy!- powiedział od razu Niall, ciągnąc mnie za rękę i błyskawicznie zamykając drzwi wejściowe. Uśmiechnęłam się, przechodząc obok Zayna jednak bardzo szybko odwróciłam wzrok spuszczając go na podłogę. W bardzo szybkim tempie, razem z blondynem znaleźliśmy się w jego pokoju- Nie wiedziałem, że ją tu przyprowadzi- od razu zaczął stając przy swojej szafce. Wyciągnął z niej koszulkę, spodnie dresowe i bluzę rzucając rzeczy w moją stronę- Wyglądasz jak jedna wielka kałuża, lepiej idź się przebierz- skinęłam głową i zniknęłam za drzwiami łazienki.

- Chodź się przytul- chłopak wyciągnął ręce w moją stronę, kiedy tylko znalazłam się z powrotem w jego pokoju. Westchnęłam ciężko i położyłam się obok niego, wtulając głowę w jego tors.
- Nowa Natalie doprowadza mnie do szału- jęknęłam, na co chłopak tylko wybuchnął śmiechem.
- Nowa Natalie, najwyraźniej ma uczucia.
- I właśnie dlatego, tak strasznie mnie denerwuje- mruknęłam, praktycznie do siebie.
- A mnie tam twoja nowa wersja, podoba się bardziej niż ta pierwsza.
- Coś sugerujesz?- prychnęłam, błyskawicznie się podnosząc. Chłopak zrobił niewinną minę, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie wnikając dłużej w jego słowa "podoba się" położyłam się ponownie obok niego- Chce mi się spać- ziewnęłam, odwracając się przodem do blondyna.
- To dobranoc- przysunął się do mnie i przytulił do siebie. Nie miałam większego zamiaru się opierać, ze względu na fakt, że byłam strasznie śpiąca.
_______________________________________________________________

No czeeeeeeeeść. : 3


JEŚLI CHCECIE BYĆ INFORMOWANE, DOWIEDZIEĆ SIĘ CZEGOŚ O BLOGU, BĄDŹ ZWYCZAJNIE POROZMAWIAĆ TO JEST MOJE GG : 23799457.

Energia mnie rozpiera, wszystko jest wspaniale, rozdział jest boski! Żartowałam. Czuję, że moja wena po prostu mnie opuszcza. Normalnie jakaś masakra. Nie lubię tego uczucia. Poza tym, jestem strasznie głodna. Polak głodny, Polak zły. Ale nie ważne.

Poważnie zastanawiam się nad założeniem nowego bloga. Powstałby od razu po zakończeniu poprzedniego. Jeśli go założę, to dam wam znać.



Nowego rozdziału możecie spodziewać się dopiero za tydzień. Od wtorku do czwartku, jadę na wycieczkę i nie będę miała dostępu do komputera. Będę wtedy na Gadu, którego numer podany jest wyżej. Możecie się ze mną skontaktować. Internetu mieć nie będę, ale mam zainstalowane Gadu - Gadu w telefonie, więc spoko : D


Rozdział trochę dłuższy niż poprzedni. Co prawda długość nie zatuszuje jakości, ale zawsze warto spróbować. X DD

Nie mam nic do gadania, więc pozwolę wam ślinić się do ekranu do tego zdjęcia, które moim zdaniem jest genialne. Zakochałam się, pięć razy ♥ :


poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział 10.


NATALIE, MIESIĄC PÓŹNIEJ

- Cześć- w progu pokoju zauważyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Justin. Odstawiłam laptopa na szafkę i wyczekująco spojrzałam w jego stronę- Nudzę się. Ponudzimy się razem?- zaśmiałam się, i z wielkim uśmiechem skinęłam głową. Chłopak zamknął za sobą drzwi i rozsiadł się na moim łóżku, prawie mnie przy tym zwalając. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem, chwyciłam poduszkę, która leżała na podłodze i uderzyłam nią zdezorientowanego chłopaka. Uśmiechnął się cwanie i wyrywając mi przedmiot, skierował go w moją stronę. Poderwałam się z miejsca i zaczęłam uciekać przed nim biegając po całym pokoju.
- Uwaga, uwaga. Szlachta pojawiła się w waszym otoczeniu, ewentualnie nie musicie się kłaniać- w pokoju, zauważyłam Harrego i uradowanego Louisa. Ten drugi, kiedy zobaczył osobę, ganiającą mnie od pewnego czasu po pokoju, lekko się skrzywił, jednak jakby chcąc to ukryć szeroko się uśmiechnął- Czy nasza kochana i zniewalająco piękna koleżanka, pamięta iż umówiła się z nami do kina?- podniosłam wzrok na Harrego, który nie odrywał wzroku od leżącego na szafce laptopa. Uderzyłam się w czoło i spojrzałam na nich niewinnym wzrokiem.
- Zapomniałam. Dajcie mi dziesięć minut- wyciągnęłam ze swojej szafy TO i od razu zniknęłam za drzwiami łazienki.

- Nie lubisz go, prawda?- pociągnęłam Louisa za rękaw kurtki, tak żebyśmy zostali trochę z tyłu niż reszta. Z jego wyrazu twarzy, nie potrafiłam wyczytać absolutnie nic.
- To nie to, że ja go nie lubię- zaczął, jeszcze bardziej zwalniając kroku. Przystanęłam i odwróciłam się przodem do niego- Po prostu mnie denerwuje- dorzucił z grymasem na twarzy. Pociągnął mnie za rękę w swoją stronę, jakby starając się wyrzucić jakiś obraz ze swojej głowy. Westchnęłam i podniosłam oczy na chłopaka, który lekko się do mnie uśmiechnął i objął mnie ramieniem- Mam do ciebie prośbę- podniosłam na niego wzrok, uważnie przyglądając się jego tajemniczej minie- Jak już zapewne wiesz, niedługo jest ślub mojej mamy i taty Savanny- przytaknęłam, chociaż nie miałam pojęcia do czego tak właściwie dąży- Chciałbym się zapytać, za raczej prosić.. to znaczy.. poszłabyś na ten ślub? Znaczy ze mną. Jako moja para- z lekkim niedowierzaniem, spojrzałam na twarz chłopaka. Widziałam przejęcie i taki jakby strach. Zgodziłabym się, może nawet powinnam się zgodzić i chyba to zrobię. Ale jakby nie patrzeć, może to coś zmienić w naszych relacjach. Chyba nie chcę niczego zmieniać, jest dobrze jak jest.
- Dobrze. Pójdę z tobą- jego twarz momentalnie rozpromieniała, mocno mnie do siebie przytulił, co nie uszło uwadze reszty naszych znajomych. Savannah, chowając rękę za plecami swojego chłopaka uniosła kciuk do góry. Chyba chciała to przede mną zatuszować, ale raczej kiepsko jej to wyszło. Harry momentalnie się uśmiechnął, obdarzając meni zazdrosnym spojrzeniem, na które jedynie wybuchnęłam śmiechem. Odsunęłam do siebie Louisa i pociągnęłam go za rękę w stronę idących z przodu, naszych znajomych.
- To nie są dla niego żarty- szepnęła w moim kierunku Savannah. Skinęłam głową, na co dziewczyna poklepała mnie po ramieniu i wróciła do swojego chłopaka. Poczułam wibrowanie telefonu, więc wyciągnęłam go z kieszeni. Dostałam wiadomość od rudowłosej. Pierwsze co pomyślałam, to „jakby nie mogła mi tego powiedzieć”. Z westchnieniem otworzyłam wiadomość, która mówiła „Zayn ma dziewczynę”. Moje oczy, najprawdopodobniej przypominały okrągłe pięć złotych. Wiadomość jednocześnie mnie zaskoczyła, a z drugiej strony powodowała jakiś nieokreślony ucisk w okolicach klatki piersiowej. Westchnęłam ciężko, ponownie wlepiając na swoją twarz przeogromny uśmiech. Stanęłam obok dziewczyny, która posłała mi pocieszające spojrzenie. Bezradnie wzruszyłam ramionami i odwróciłam się do niej bokiem. Naciągnęłam rękawy kurtki na dłonie i chowając nos w swoją chustę, dołączyłam do idącego z przodu Nialla. Chyba zauważył, moją nie do końca zadowoloną minę, bo wyciągnął w moim kierunku rękę z opakowaniem ciasteczek czekoladowych. Uśmiechnęłam się do niego, jednak pokręciłam przecząco głową i wbiłam wzrok w swoje buty. Blondyn najwidoczniej nie miał zamiaru odpuścić, bo przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem. Właśnie on, jest według mnie najbardziej sympatyczną i wyrozumiałą osobą. Nigdy nie zdarzyło się, żeby wypomniał mi cokolwiek. Po prostu był. Był i starał się mnie wesprzeć, a nie krytykować. Powinnam być z siebie dumna, bo od miesiąca nie flirtowałam z ani jednym chłopakiem, którego kompletnie nie znam. I mówiąc szczerze, wcale za tym nie tęsknię. To jest coś w rodzaju odwyku. Skupiłam się na czymś, co właśnie teraz powinno mi przysłaniać większość innych spraw. Znacząco podniosłam swoje oceny, zgłosiłam się do koła literackiego i mam na oku dom dziecka, w którym kiedyś byłam. Te dzieci działają na mnie tak, że moje serce, które chyba wróciło z wakacji, łamie się w połowę. Chciałabym zgłosić się jako wolontariuszka. I tak mam aż za dużo wolnego czasu, którego będę miała jeszcze więcej kiedy wszyscy wyjadą na święta, a ja ewidentnie zostanę sama. Miałam jechać do Nicka, ale kiedy dowiedziałam się, że będzie tam Savannah grzecznie podziękowałam i postanowiłam zostać w Londynie. Może i będę sama, bo moja mama mnie olewa a ojciec wciągnął się w pracę, ale nie czuję potrzeby spędzania tych świąt z kimś innym, niż z samą sobą. Chyba przyda mi się trochę samotności.

- Dlaczego nie chcesz pojechać ze mną? Przecież cię nie zjem. Natalie, zgódź się- Niall jęczał od ponad godziny, nie chcąc dać spokoju starał się namówić mnie na pojechanie z nim do Irlandii. Po raz kolejny, pokręciłam przecząco głową, wpakowując do ust kolejną porcję sałatki warzywnej.
- Gdzie pojechać?- obok nas, pojawił się uradowany Louis, dorwał się do lodówki i zaczął ją przetrząsać w poszukiwaniu, jak mniemam, marchewek.
- Natalie nie chce jechać ze mną do Irlandii- burknął, jak małe dziecko krzyżując ręce. Zaśmiałam się, widząc jego totalnie naburmuszoną minę i posłałam mu buziaka w powietrzu.
- Ze mną też nie chciała jechać- odezwał się Louis, siadając obok mnie na krześle- Ale w Sylwestra, się mnie nie pozbędziesz- podrzucił, zrezygnowany opierając się o oparcie- Czy w tym domu, nie może być przyzwoitej ilości marchewek? Tradycyjnie, sam sobie muszę je kupić. Bo przecież to takie trudne i skomplikowane, na zakupach wpakować do koszyka marchewki. Jasne- prychnął chłopak i oparł łokcie o blat, opierając na swoich dłoniach głowę.
- Naprawdę chcesz tu siedzieć sama?- ponownie Niall rozpoczął ten sam temat.
- Tak, zostanę- zapewniłam, wpakowując pusty talerz do zmywarki. Chłopak burknął coś pod nosem i ciężko wzdychając, najwyraźniej się poddał.
- Tak poza tym, to właściwie i tak będziesz musiała do mnie zawitać na święta, bo przecież idziesz ze mną na ślub! A jakby nie patrzeć, ślub jest w drugi dzień świąt. I kto tu jest wspaniały?- stwierdził uradowany Louis, zacierając ręce z cwaną miną- To jak, pojedziesz ze mną na Wigilię?- spytał, nie ukrywając nadziei w głosie.
- Nie- ucięłam, przewracając oczami- Ale na ślub przyjadę.
- Ale ja mam urodziny. A moim życzeniem, jest to żebyś pojechała ze mną. Nie masz wyjścia.
- Louisa ma rację- poparł go blondyn, uśmiechając się szeroko.
- Koniec tematu- wzruszyłam ramionami.
- Ale dlaczego?
- Bo tak- odpowiedziałam, przewracając oczami. Podniosłam się z miejsca i wolnym krokiem, skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych. Nie dość, że ta rozmowa zaczynała mnie powoli męczyć to za godzinę, muszę pójść na spotkanie z właścicielem Domu Dziecka, do którego się zgłosiłam. Mam tylko nadzieję, że te wszystkie zmiany nie zachodzą zbyt szybko. Żeby później nie było tak, że coś we mnie jednak pęknie i wrócę do tego co było. Chyba tego nie chcę.

Weszłam do sali, w której właśnie znajdowały się teraz wszystkie dzieci. Stanęłam w drzwiach w towarzystwie uśmiechniętego kierowcy, który ruchem ręki wskazał, żebym weszła do środka. Skinęłam głową i posłusznie stanęłam we wnętrzu sali. Kilkanaście par oczu, przeniosło swój wzrok na mnie. Szeroko się uśmiechnęłam, na co kilka dziewczynek podbiegło do mnie i przytuliło się do moich nóg.
- Chyba cię polubią- szepnął w moim kierunku pan Swift, wychodząc z pomieszczenia. Byłam właśni podpisać umowę, która zobowiązywała mnie do przychodzenia tutaj w każdy wtorek, środę i piątek na cztery godziny. Dogadałam się z kierownikiem, że jakbym czasem potrzebowała wolnego czasu, za każdym razem mam mu to powiedzieć.
- Jak się nazywasz?- spytała uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczynka, która wyciągała ręce w moją stronę. Uśmiechnęłam się i chwytając dziewczynkę, wzięłam ją na ręce- Ja jestem Rose. I mam pięć latek. I już bardzo cię lubię. Zostaniesz moją siostrzyczką?
- Ja jestem Natalie. Masz bardzo ładne imię, może się pobawimy?- dziewczynce aż oczy się zaświeciły, zeskoczyła z moich ramion i energicznie pociągnęła mnie w kierunku roku pomieszczenia.

- To aż zadziwiające, że Rose sama do siebie podeszła. Zazwyczaj jest nieśmiała, chyba coś w sobie masz- powiedziała jedna z dziewczyn, przyglądająca się mojej osobie z ogromnym i szczerym uśmiechem. Odwzajemniłam gest, mieszając łyżeczką herbatę w kubku- Tak w ogóle, nazywam się Nina- wyciągnęła rękę w moją stronę.
- Natalie- uścisnęłam ją, przelotnie spoglądając na dziewczynę. Nie wyglądała na więcej niż osiemnaście lat. Miała miętowe włosy, które związane były w luźnego koka. Mogę się założyć, że ich kolor był jakiegoś rodzaju „aktem buntu”. Miała szczery uśmiech, mój wzrost i wyglądała bardzo sympatycznie. Zauważyłam niewielki tatuaż na jej nadgarstku. Dziewczyna zauważyła, że przyglądam się napisowi.
- Belive. To ma mi przypomnieć, że zawsze trzeba wierzyć, a wszystko będzie o wiele prostsze.
- Masz sporo racji. Dopiero ostatnio zaczęłam wierzyć- przyznałam, z delikatnym uśmiechem.
- Ja też dosyć niedawno. Ale to nic nie przeszkadza, zawsze jest czas na ogarnięcie samego siebie- poklepała mnie po ramieniu. Przez moment wydawało mi się, że kiedy mnie zobaczyła, od razu wiedziała, że coś było nie tak. Coś się stało, a w zasadzie działo przez dłuższy czas. Uśmiechnęła się do mnie w taki sposób, jakby znała moją sytuację. Wyszła z pokoju dla wolontariuszy, przy drzwiach jeszcze się odwracając i pomachała do mnie ręką- Do wtorku- uśmiechnęłam się do niej i zawiesiłam wzrok na siedzącym na dworze chłopaku. Wyglądał na mój wiek, usilnie patrzył przez okno. W moją stronę, mogłam się założyć. Zmarszczyłam brwi i starając się skupić na czymś innym, umyłam swój kubek i skierowałam się do pokoju, w którym były dzieci. Jego ciemnobrązowe oczy, nie potrafiły wyjść z moich myśli nawet na chwilę. Nie wiedziałam o co chodziło, ale jego smutne spojrzenie, po raz kolejny w ostatnim czasie, poruszyło coś w moim sercu.
- Cześć- przestraszona czyimś nagłym głosem, aż podskoczyłam i błyskawicznie odwróciłam się w jego kierunku. Przed sobą zobaczyłam chłopaka, którego właśnie przed chwila widziałam za oknem. Zdezorientowana spojrzałam z powrotem za szybę, ponownie widząc siedzącego szatyna na ławce. Zdezorientowana stuknęłam się w głowę dziwnie patrząc na stojącego przede mną osobnika- Nie jesteś wariatką. To mój brat bliźniak- zaśmiał się chłopak, wyciągając rękę w moją stronę- Jestem Fabian.
- Natalie- odetchnęłam z ulgą, że jednak nie mam jakiś dziwnych i niewyjaśnionych przewidzeń.
- Fajnie poznać osobę, która odważyła się żeby tu przyjść. Nie wszyscy byliby do tego zdolni. Tyle osób już się tu przewinęło, że wiem co mówię. Mieszkam tu już od czternastu lat, więc chyba jestem wiarygodny- zaśmiał się głośno, uśmiechając się do mnie.
- Chyba uwierzę ci na słowo- stwierdziłam, patrząc w jego kierunku.
- Mam nadzieję. A tak w ogóle, to może zajrzysz do starszej grupy? Właśnie mamy zamiary oglądać cholernie krwawy horror. Serdecznie zapraszam. Poza tym, jak mi się wydaje wszyscy wolontariusze kończą za pięć minut. To jak?- wystawił ramię w moim kierunku, nie przestając się uśmiechać.
- Nie mam nic przeciwko- uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim. Wydawał się być miły i bardziej otwarty niż jego brat, który nie wiem jak, wytrzymywał na takim mrozie na zewnątrz.
____________________________________________________________
Witajcie w ten jakże pochmurny i ponury dzień. Postanowiłam wykorzystać wolną chwilę i coś dla was napisać. Za chwileczkę dodam nowe postaci do bohaterów, oczywiście te ważniejsze.

Zastanawiam się, nad założeniem całkiem nowej historii. Co wy na to? Tak, czy raczej nie? Mam zamiar zakończyć jednego bloga, i myślę nad rozpoczęciem czegoś nowego.



Mój blog, TEN, został nominowany do BLOGA MIESIĄCA na stronie ONEDIRECTION.PL Jeśli go czytacie, to zachęcam do głosowania.  http://i-will-be-here-by-your-side.blogspot.com/ To ten adres. 

To by było chyba już wszystko. Do kolejnego : *