sobota, 16 czerwca 2012

Rozdział 12.


DZIEŃ WIGILII

Zapięłam swoją torbę, do której włożyłam ciuchy, bez których najzwyczajniej nie potrafię przeżyć dłużej niż dwa dni. Wieczorem, pierwszego dnia świąt jadę do Louisa na ślub, więc muszę od razu spakować się na dwa wyjazdy. Do taty i do niego. Nie za bardzo o siódmej rano potrafię wszystko w pełni przeanalizować, więc każde mój dzisiejszy gest jest trochę nie ogarnięty. Musiałam wstać wcześniej i się jeszcze spakować, bo wczoraj do późna siedziałam w Domu Dziecka i jak wróciłam, to jedyne co byłam zdolna zrobić, to rzucenie się na łóżko. Wszystkie dzieci będące w tamtym miejscu, mimo wszystko są tak bardzo pozytywne, że czasem głupio mi, że ja mam tak dużo a nie potrafię być z tego powodu szczęśliwa. Przebywając sam an sam z tymi małymi istotkami, które tak dużo zdążyły w życiu się nacierpieć, moje serce praktycznie łamie się na połowę. Najbardziej poruszyła mnie Rose. Jest tutaj od roku, już nie jednokrotnie z nią rozmawiałam. Wszyscy mówią, że małą nigdy wcześniej nie rozmawiała z nikim tak naprawdę. Jeśli akurat ze mną potrafi normalne porozmawiać, to muszę to wykorzystać i jakoś jej pomóc. Może i nie umiem rozmawiać z takimi dziećmi, ale akurat dla niej mogę spróbować. Opowiedziała mi, że pamięta jak zabrali ją od rodziców. Opowiadała mi co wtedy czuła i że bardzo tęskni za swoją mamą i starszym bratem. Jest mi przykro słuchać, że takiemu małemu dziecku działa się tak ogromna krzywda ze świadomością, że nic nie mogę na to poradzić.

Dopięłam drugą walizkę i wzięłam ze swojego łóżka, wcześniej przygotowane ciuchy. Za jakieś pół godziny mają przyjść bliźniaki i przyjechać mój tato. Nie chciałam ich zostawić samych, może i znamy się krótko ale i tak bardzo się z nimi zżyłam. Nie wiem o nich wielu rzeczy, ale mimo wszystko bardzo ich polubiłam i chciałabym im pomóc. A jeśli mam taką możliwość, to po prostu z niej skorzystam i zrobię wszystko, żeby się jakoś odnaleźli, kiedy zaczną wszystko od nowa.

- Dobra młodzieży, jedziemy- w progu pokoju pojawił się mój tato i od razu chwycił za obie moje walizki- Słońce, po co ci dwie?- zaśmiał się, kręcąc głową.
- Przecież mówiłam ci, kochany ojcze, iż kolega zaprosił mnie na wesele i ma jechać do niego, zaiste, jutro wieczorem. Nadążasz?- poklepałam go po ramieniu, na co ten z oburzoną miną, niczym małe dziecko wystawił mi język.
- Nadążam. A wy- zwrócił się do chłopaków z poważną miną- zostajecie ze mną też w drugi dzień świąt. Ewentualnie mogę was wypuścić kiedy skończą się święta- uśmiechnął się szeroko i ręką wskazał, żebyśmy poszli za nim. Obaj spojrzeli na siebie z dość dziwną i zaskoczoną miną, jednak bardzo szybko się uśmiechnęli i trochę niepewnie skinęli głowami.

Weszliśmy do domu mojego taty, w którym szczerze mówiąc byłam jakieś pół roku temu. Dom był ogromny, zastawiałam się nawet dlaczego nie kupił mniejszego po wyprowadzce mojej mamy, ale nie chciałam poruszać akurat tego temu w Wigilię. Wolałam jak na razie zostawić to w spokoju i najlepiej nie rozmawiać o tym z ojcem, bo widziałam że jest mu z tym faktem strasznie ciężko. Stanęłam w progu i spojrzałam w jego stronę, na co on pokazał mi ręką żebym poszła na górę. Skinęłam głową i nie słuchając dalej jego słów, udałam się na schodami na górę. Znalazłam się w pokoju, który pokazał mi ojciec. Momentalnie na mojej buzi można było zobaczyć uśmiech. Mój pokój nie zmienił się w ogóle. Omijając, że był o wiele czystszy niż go zostawiłam. Wszystkie ściany były pomalowane na jasny różowy, a meble były białe. Może wszystko razem wyglądało trochę, jak pokój dla dwunastolatki ale i tak nikomu nie dałabym cokolwiek w nim zmieniać. Przypominał mi moje dzieciństwo, które było kluczowym etapem w moim życiu. Jest to dom po moich dziadkach, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Często przyjeżdżałam do nich na wakacje, albo ferie. Nigdy nie zapomnę psa, który był z nimi odkąd pamiętam. Zabierali go ze sobą wszędzie, był prześliczny. Może i nie miał rasy, ale zawsze wydawało mi się, że miał coś z dalmatyńczyka.

- Te ciastka wyszły mi trochę jak krążki hokejowe. Radziłabym ich nie jeść i powiesić je na choince- powiedziałam z powagą, wychylając głowę zza drzwi kuchni. Cała trójka wybuchnęła śmiechem i nawet się nie kłócąc, przytaknęła mi.
- Dobrze, że mamy Jenise- uśmiechnął się mój ojciec, wskazując głową na kucharkę, która krzątała się po całym domu. Uśmiechnęłam się szeroko i ze zrozumieniem skinęłam głową, po czym szybkim krokiem opuściłam kuchnię. Rozwaliłam się na kanapie, patrząc na ozdabiających choinkę chłopaków. Czułam, jakby bliźniaki już stali się częścią naszej rodziny, nie sądziłam że mogę kogoś aż tak polubić w tak krótkim czasie.
- Może być pomogła?- zwrócił się do mnie Fabian, celując we mnie jednym z ciastek, które przed chwilą upiekłam, a raczej stworzyłam. Podniosłam ręce w geście obronnym i pobiegłam przed siebie. Chłopak ruszył za mną razem ze swoim bratem i moim tatą. Pierwszy złapał mnie Alan i przytulił mnie do siebie od tyłu.
- A teraz grzecznie przestaniesz się obijać i nam pomożesz- powiedział i splótł ręce na moim brzuchu nie przestając się uśmiechać. Odsunął się ode mnie i pociągnął mnie za rękę w stronę choinki, która niestety nie była jeszcze ubrana. Westchnęłam ciężko i złapałam za jedną z bombek leżących na stoliku.

- Nie tak rozstawiasz te sztućce! Widelec po lewej- krzyknęła na mnie Jenise, na co ja obojętnie wzruszyłam ramionami i zabrałam się za przestawianie wszystkich wcześniej rozstawionych sztućców. Poczułam jakbym oberwała czymś w nogę, przeniosłam wzrok na podłogę żeby zobaczyć, czym mogłam dostać. Pod moimi nogami, zauważyłam jedną z plastikowych ozdób choinkowych. Zmrużyłam oczy, podniosłam ją i zaczęłam szukać winowajcy. Nic nie potrafiłam dostrzec, dopiero po chwili kiedy zaczęłam po raz kolejny dostawać ozdobami w głowę zauważyłam, że sprawcą całego zamieszania jest mój ojciec wspomagany przez Fabiana. Prychnęłam pod nosem i zaczęłam odrzucać wszystko, czym celowano we mnie. Kilka razy udało mi się walnąć plastikowymi szyszkami w głowę mojego taty. Kiedy tylko odwrócili głowy szybkim krokiem schowałam się za fotelem, mając zamiar przeczekać aż znudzi im się bombardowanie mnie szyszkami.

Leżąc w swoim pokoju, nie potrafiłam oderwać od widoku za oknem. Mimo denerwującego mnie śniegu, wszystko wyglądało tak spokojnie, że aż chciało się siedzieć w tym samym miejscu i patrzeć za okno jeszcze długi czas. Moje myśli, przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu.
Natalie: Tak słucham?
Louis: Cześć, co tam u ciebie słychać? Nie odpisałaś mi, już się wystraszyłem że coś się stało.
Natalie: Nic się nie stało. Wszystko w porządku. Pewnie wyleciało mi z głowy, poza tym miałam rozładowany telefon. Jak przygotowania?
Louis: Jeśli chodzi ci o wigilię, to jasna cholera mnie trafia bo muszę teraz pilnować swoich sióstr, które drą się na mnie, że mam im powiedzieć gdzie są prezenty. Nie wytrzymuję powoli. Poza tym, przed chwilą dostałem ochrzan, bo spławiłem chłopaka mojej siostry. Nic nie poradzę na to, że go nie lubię. Mogła sobie znaleźć kogoś, kogo byłbym w stanie zaakceptować. A jak u ciebie?
Natalie: Całkiem dobrze. Chociaż zaczynam się nudzić. Na moje nieszczęście zrobiłam wszystko co miałam zrobić i jestem skazana na samotne siedzenie w swoim pokoju.
Louis: Wolałbym siedzieć sam niż ogarniać swoje rozwrzeszczane siostry. Jutro o osiemnastej będziesz u mnie, prawda?
Natalie: Może trochę po osiemnastej, ale tak. Gdzieś około już będę.
Louis: To dobrze, bo się.. Zostaw jej lalkę! Co ty robisz? To jest moja ulubiona koszulka! No przestańcie! Muszę kończyć, do jutra Natalie.


- No przestań mnie kompromitować!- oburzyłam się, krzyżując ręce. Posłałam ojcu zdenerwowane spojrzenie, na które on tylko się zaśmiał.
- Przecież byłaś taka słodka, kiedy byłaś mała- powiedział, nie przestając się śmiać. Prychnęłam pod nosem i zabrałam się za jedzenie swojego posiłku. Na całe szczęście mój ojciec nie opowiedział już żadnej żenującej historii z mojego życia. Po skończonym jedzeniu, tato wsunął w naszym kierunku dokładnie zapakowane pudełka. Chłopaki bardzo zaskoczeni, pokręcili przecząco głowami.
- Nie możemy tego przyjąć. I tak już dużo dla nas zrobiliście, po prostu nie możemy- zaczął Fabian, głośno przełykając ślinę.
- Oh, zamknij się i otwórz pudełko- mruknął mój tato, klepiąc go po ramieniu. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na obu zachęcająco. Z westchnieniem skinęli głowami i sięgnęli po wskazane przez mojego tatę pudełka.
- O jezu- reakcja Alana, była po prostu niesamowita. Chłopak nawet się nie poruszył, tylko z niedowierzaniem patrzył do wnętrza pudełka. Jego brat zareagował bardzo podobnie, patrzyli tylko na prezenty nieobecnym wzrokiem.
- Pomyślałem, że od razu ci to załatwię. Od października, możesz nazwać siebie pełnoprawnym studentem pierwszego roku medycyny. Wszystko masz załatwione, podrzuciłem im nawet twoje wcześniejsze świadectwo. Nawet nie pytaj skąd je miałem. Stwierdzili, że jeśli nie zmienisz swoich ocen, to dostaniesz pełne stypendium. Co do ciebie, Fabianie, stwierdziłem że studia fotograficzne to dobry pomysł. Nie złość się na brata że mi powiedział, nie miał wyjścia. Poza tym bardzo cieszę się, że mogłem wam pomóc- uśmiechnęłam się szeroko widząc ich szczęśliwe miny i wielkie uśmiechy. Chwyciłam za swoje pudełko i zwinnym ruchem otworzyłam wieczko. Zobaczyłam w nim kluczyki. Posłałam dziwne spojrzenie ojcu, który tylko szeroko się uśmiechnął- Postanowiłem, że skoro już kończysz kurs na prawo jazdy, to kupię ci samochód. Ale jak rozwalisz to przepiękne auto jakie ci sprawiłem, to nie ręczę za siebie. Dlatego możesz do niego wsiąść dopiero po otrzymaniu tego papierku, a do tej pory musisz zadowolić się świadomością, że ci je kopiłem, bo nawet go nie zobaczysz- od razu rzuciłam się na ojca, szczęśliwa że jednak i tak wyszło na moje. Chciałabym tylko się dowiedzieć, gdzie on schował ten samochód. Ciekawość mnie po prostu zżera.


PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT

Obudziłam się równo o dziesiątej i ślamazarnym krokiem udałam się na dół. Nie chciało mi się absolutnie nic, a z faktu że niedługo będę musiała już zapakować się do samochodu i pojechać z kierowcą mojego taty do domu Louisa, musiałam się jakoś ogarnąć. Stanęłam w kuchni, w której zobaczyłam uśmiechniętych bliźniaków, rozmawiających z moim tatą. Mój ojciec widząc mnie uśmiechnął się szeroko i poklepał miejsce obok siebie. Wzruszyłam ramionami i usiadłam obok niego, na co on postawił przede mną talerz z górą naleśników i wrócił do rozmowy z chłopakami. Wzięłam owe naleśniki w ręce, chwyciłam jeszcze polewę czekoladową i truskawkową i udałam się przed telewizor. Włączyłam go i przestawiłam na pierwszy możliwy kanał muzyczny, na którym aktualnie leciał jakiś program plotkarski. Mimo znudzenia, postanowiłam zostawić na tym samym kanale.
- A teraz może zostawmy już życie prywatne najgorętszej pary Hollywood i przerzućmy się na sławny brytyjski zespół, One direction. Wszystkich ciekawiła ich brązowo włosa przyjaciółka, o której chłopcy nie koniecznie chcieli z nami rozmawiać. Woleli zostawić życie prywatne dziewczyny dla siebie, niż dzielić się nim z całym światem. Żaden z nich nadal nie chce udzielić nam konkretnych informacji, ale osoba z otoczenia gwiazd twierdzi, że to faktycznie tylko ich znajoma, chociaż nie ukrywa że niektórzy członkowie zespołu czują do brunetki miętę. Nie wiemy dokładnie którzy, ale bardzo ciekawi nas, czy może będzie z tego coś poważniejszego. Wszystkie fanki chłopaków byłyby zawiedzione stratą wolności, przez któregoś z chłopców. Można zobaczyć nie koniecznie przychylne komentarze do postaci tajemniczej brunetki. Nie wszystkie dziewczęta są do niej złowrogo nastawione, ale nie ukrywając większa część niezbyt ją polubiła. Bo przecież, jakaś dziewczyna nie wiadomo skąd, zaczyna zabierać im szansę na randkę z ich idolem. Cóż, ciekawi nas dalszy rozwój wydarzeń w tym kierunku.

Przekręciłam oczami i puszczając w swojej głowę wiązankę przekleństw, jakie tylko nasunęły się na moje myśli, przełączyłam na jakieś kreskówki. Byłam wściekła, że ostatnimi czasy jestem jedną z sensacji londyńskiej prasy jak i światowych mediów. Jakby już nie można było po prostu poznać kogoś i go polubić. Nie wiedziałam, że bliższe kontakty z własnymi znajomymi są zakazane. I nigdy co mają znaczyć nieprzychylne komentarze? Mam w nosie, że ktoś obraża mnie bo jest zazdrosny o kogoś, kogo nawet nie zna. Moim zdaniem to jest po prostu chore. Gdyby naprawdę były prawdziwymi fankami, cieszyłyby się że chłopcy mają przyjaciół, a nie robiły problemy. Nie wiem ile jeszcze to wytrzymam, bo zaczyna mnie to powoli nieźle irytować. Westchnęłam ciężko i nacisnęłam zieloną słuchawkę, ze względu na dzwoniący telefon.
Natalie: Mhm?
Niall: Jaaaaa. Ale entuzjazm, dziewczyno normalnie rządzisz.
Natalie: Przepraszam cię bardzo. O boże, zadzwonił do mnie sam Niall Horan! Normalnie nie wierzę, uszczypnijcie mnie!
Niall: Tak lepiej. Co tam u ciebie?
Natalie: A nic. Siedzę i jem naleśniki. Chyba jem już szóstego, ale to omińmy. A co u ciebie?
Niall: W sumie, to nic. Kłócę się z bratem.
Natalie: Powodzenia.
Niall: Nie dziękuję. A tak na marginesie, to do zobaczenia w Sylwestra.
Natalie: Chyba się was trochę boję. Normalnie dziwne, że zgodziłam się żeby zostać z wami trzy dni w jednym domu. Chyba nieźle padło mi na mózg. Na szczęście Savannah też będzie.
Niall: Nie będzie tak źle.
Natalie: Pewnie będzie. Ale to nic, przeżyję. A teraz przepraszam, ale muszę się jeszcze trochę poobijać, dopóki mogę.


- Natalie!- za sobą usłyszałam krzyk Louisa, na który momentalnie się odwróciłam. Chłopak szybko znalazł się obok mnie i mocno się do mnie przytulił.
- Louis, dusisz- zaśmiałam się pod nosem, odchylając głowę do tyłu. Chłopak nawet nie zwrócił na mnie uwagi, tylko jeszcze mocniej mnie do siebie przycisnął. Zaśmiałam się głośno i przekręcając oczami wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową wiedząc, że jak na razie i tak nie odpuści.
- Kochany bracie, daj spokój swojej dziewczynie- za sobą zobaczyłam uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczynę, celującą marchewką w swojego brata.
- Lottie, mówiłem ci, że Natalie nie jest moją dziewczyną- powiedział chłopak, kręcąc głową i odsunął się ode mnie.
- Jeszcze nie jest. Tak w ogóle, jestem Lottie- dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła w moim kierunku rękę- A ty jesteś Natalie. Zdążyłam się dowiedzieć, mój brat ciągle o tobie mówił- zaśmiałam się, kierując wzrok na zaczerwienionego Louisa.
- To ja może.. ten- chwycił za moją walizkę i spuszczając głowę w dół, wręcz pognał do środka.
- Kocham robić mu obciach- powiedziała dziewczyna z satysfakcją patrząc na wbiegającego do domu Louisa. Zaśmiałam się, na co dziewczyna pociągnęła mnie za ramię do środka.
- Jestem mamą Louisa. A ty jesteś na pewno Natalie, miło mi cię poznać- nawet nie zdążyłam wtrącić słowa, bo kobieta przytuliła mnie do siebie i zajęła się uspokajaniem dwóch dziewczynek, kłócących się o jakąś zabawkę. Louis puścił swojej siostrze złe spojrzenie po czym błyskawicznie pociągnął mnie za rękę, prowadząc na górę. Wybuchnęłam śmiechem jednak posłusznie udałam się za nim.
- Śpisz ze mną. Nie narażę cię na towarzystwo mojej walniętej siostry, która m zamiar zniszczyć mi życie- prychnął, mówiąc trochę głośniejszym tonem głosu. Postawił moją walizkę pod oknem i ponownie do mnie podszedł- Nawet buzi nie dostałem- powiedział, z miną obrażonego pięciolatka, odwrócił się i usiadł na swoim łóżku, krzyżując ręce. Zaśmiałam się i usiadłam obok niego, po czym dałam mu buziaka w policzek- Lepiej- uśmiechnął się, położył się na łóżku i przyciągnął mnie do siebie- Widzę, że nie ogarniasz. Radziłabym się przespać.
- Masz rację- ziewnęłam, na co chłopak objął mnie ramieniem. Nie miałam zbytnio siły się kłócić więc nie opierając się, wygodnie położyłam głowę na jego ramieniu.
______________________________________________________________
Dziękuję za ponad 11 , 000 wejść. Przeżyłam ciężki szok. : D
Dodam jeszcze, że postanowiłam założyć twittera : < kliknij, aby wejść>
Jeśli macie jakieś pytania to piszcie tam bądź na GG: 33799456.


ZAPRASZAM NA MOJE NOWEGO BLOGA < KLIKNIJ, ABY WEJŚĆ>
Nie do końca dobrze się czuję, chyba zaczyna mnie coś łapać więc już nic tutaj nie napiszę.

Jeszcze raz - Dziękuję <3

14 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział. Z góry przepraszam za moją bezsensowną paplaninę, ale to, jak mi się nic nie chce to już po prostu poezja. W każdym razie, mam nadzieję, że między Lou a Natalie coś w końcu zaiskrzy, chociaż wiem, że pewnie nie chcesz tak od razu pakować jej w związek. Ale oni razem tak... tak... no tak... no wyglądają, że aż mój magiczny jednorożec wychodzi ze swojej kryjówki i rzyga tęczą. A bliźniaki jak zwykle świetni. Nie wiem czemu, ale ja uwielbiam, kiedy ludzie dowiadują się, że bohaterka przyjaźni się z One Direction. Może i to trochę dziwne, ale taka już jestem, cóż poradzić. Tak, więc czy Fabian i Alan poznają chłopców? Czekam z niecierpliwością na następny!
    + Dziękuję za follow na tt :)
    Pozdrawiam x x

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaale fajnee! ;D
    Niech oni będą razem . ! ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się ze wszystkimi powyżej w 100%
    http://together-forever-in-love-for-you.blogspot.com
    http://my-love-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Niee ' *tupie nozkami jak 5cio latka* ona ma byc z Zaynem ;d
    Rozdzial swietny

    OdpowiedzUsuń
  5. Mówta co hce ta, ale ja uważam, że Lou i Natalie mają być razem. :D A kto przeciw, niech sobie ma, ja wiem swoje . ^^ Idealnie porąbani. Mają dobrze zryte banie i będą fajną parką . :D Podoba mi się charakter ojca głównej bohaterki, fajny kolo. :D
    I ten rozdział bardzo mi się spodobał... <3 Taki kochany. :D
    Czekam na następny, bo się nie mogę doczekać co będzie z Karotką i Natką . :D o patrz, Natka Marchewki, idealniee !! :DD A mi rypie.. Sory, mam tak od wczoraj. ;) Zapraszam do mnie na Pierwszy i na Drugi blog. Pozdro. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero znalazłam twojego bloga. Przeczytałam wszystko od początku i jestem zachwycona ! Na pewno będę czytać i komentować dalej . ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś czuję, że Lou i Natalie będą ze sobą. Czekam na następny . ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. tak bardzo chcę, żeby oni ( Lou i Natalie ) byli ze sobą ;)
    + ZAJEBISTE ! jak zawsze.
    Masz talent dziewczyno ;*
    czekam na nexta z niecierpliwością ;D
    ;* <3
    A.

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny! zapraszam do mnie ; ) http://onedirectionstory-yolo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie moogę :D Kurde, zaczyna mnie kręcić Alan, w wersji z Natalie :D Pasowaliby do siebie, ale wiesz, opcja Nouis , hahah nieźle to wymyśliłam, ale Latalie mi nie pasuje xd
    Wracając, rozdział bardzo mi się podoba, czekam na nastepny :)
    Angie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałabym żeby rozwinął się wątek Natalie - Zayn.. Było tak ciekawie :) Rozdział genialny :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale masz talent, no dziewczyno nie mam pytań ! :D
    To dopiero pierwsze twoje opowiadanie jakie przeczytałam, ale tylko znajdę czas, a przeczytam pozostałe. ^^
    Dziękuję za follow back na tt i zapraszam ciepło do mnie ! :)
    http://faithmakesmiracles1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny:)
    Nie dam rady skomentować wszystkich rozdziałów, ale każdy by powiedział ;p boski, świetny, genialny, cudowny, fantastyczny, ciekawy... więc wiesz xD
    I zapraszam do siebie:) BYłabym wdzieczna jakbys mogla pozostawić po sobie jakiś znak :)

    http://one-thing-onedirection.blogspot.com/
    http://moments-in-times-onedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Natalie ma być z z Zaynem !!!
    A ajk nie .. to pożałujesz ! xd
    kocham cie ! <3 ;*******

    OdpowiedzUsuń