poniedziałek, 23 lipca 2012

Musze poruszyć tę sprawę.

Pisze to, ze względu na jeden komentarz.


Wstawię tu po prostu odpowiedź na ten komentarz, chociaż naprawdę nie rozumiem o co jest taka wielka tragedia. Że co, nie lubię kiedy ktoś wkleja sam link pod treścią opowiadania i dlatego zrobiłam odpowiednie miejsce na reklamę blogów? Zawsze spoko. 



Prosiłabym z takimi słowami kierować się na moje gadu, jak już wspomniałam. Możemy podyskutować o poprawności gramatycznej. Jeśli coś jest nie tak w moim opowiadaniu, to może tak dobrze by było podać konkretny przykład do swoich słów? A jeśli błędy zauważyłaś / eś, w pierwszych rozdziałach to dlaczego czytasz kolejne? I tu jest problem. Po co?  Jeśli ci się nie podoba, nikt nie zmusza się do śledzenia moich historii. 

Zakładając bloga byłam przygotowana na krytykę. Ale jeśli taka krytyka się pojawia, to potrzebne są KONKRETNE PRZYKŁADY, a nie czepianie się tego, jaka byłam rok temu czy nawet wcześniej, bo to nie o to tu chodzi. 


Chyba ci na rękę, że skończyłam, prawda?

Przepraszam, za zawracanie głowy, ale musiała to wszystko wyjaśnić. Cappy.

niedziela, 22 lipca 2012

Rozdział 20. OSTATNI

Od razu przepraszam! Myślałam, że jeszcze to jakoś rozwinę, ale to chyba już nie miało sensu. Dodaję ostatni rozdział. Dziękuję za wszystko, kocham was. : *


PROSIŁABYM, ABY KAŻDY KTO PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ ZOSTAWIŁ KOMENTARZ. NAWET KROPKĘ. CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ, ILE WAS TU TAK NAPRAWDĘ BYŁO.

NATALIE

Spojrzałam zawiedzionym wzrokiem na zapakowane walizki i usiadłam na łóżku. Mimo tego, że wiedziałam jak to się skończy miałam nadzieję, że mój ojciec jednak zmieni zdanie i pozwoli mi zostać w Londynie. Nie zmienił. Po raz kolejny wziął pod uwagę swoje szczęście i olał moje zdanie. Myślałam, że po odejściu mojej mamy wszystko zacznie się układać. Prawda jest taka, że wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało. Mój ojciec, kompletnie zaślepiony swoją nową narzeczoną, z każdym dniem coraz bardziej mnie od siebie odsuwa. Widać, że źle znosi odejście swojej byłej żony. Zaczął spotykać się z tą wredną tapeciarą, która chce tylko zabrać jego pieniądze. Kiedy się do nich dobierze, mogę się założyć, że odejdzie. A on znowu zostanie sam. W międzyczasie jeszcze zniechęci mnie samą do niego i mogę się założyć, że to wszystko źle się skończy.

Do kartonu schowałam już ostatnie zdjęcie, które do tej pory leżało na szafce. Byłam na nim ja, razem z Nickiem i Louisem. Byliśmy wtedy w kawiarni i Lou chciał udowodnić wszystkim, że jest zdolny wypić sześć kaw i dwie gorące czekolady. Co prawda mu się to udało, jednak później sporo czasu poświęcił wymiotom. Byliśmy wtedy.. szczęśliwi. A teraz? Teraz, każdy jest smutny, zły i nie wie co powiedzieć. Kilkakrotnie starłam się ich jakoś pocieszyć, ale kiedy byłam sama nie byłam wcale taka silna. Płakałam jak dziecko, które straciło swoją ulubioną zabawkę. Jak ja teraz. Tracę ludzi, na których mi zależy. Można sobie obiecywać, że będzie tak jak dawniej, że nie zapomnimy. Nic nie będzie jak dawniej, jak byśmy się o to starali, wszystko będzie skomplikowane z każdym dniem coraz bardziej. Nie chcę ich zostawiać, ale prawdę mówiąc nie pozostało mi już nic innego. 

I co z tego, że starałam się być dla wszystkich miła, zrobić coś dobrego? Moje życie jeszcze we wrześniu, wcale nie było takie złe. Miałam to czego chciałam i nie musiałam przejmować się tym, że stanie się coś takiego jak teraz. Nie dopuszczałam do siebie miłości, ani bliskości. To było dobre rozwiązanie. Nie przywiązywałam się, nie kochałam, nie potrzebowałam. Może i nie byłam szczęśliwa, ale nie raniłam w aż takim stopniu. Danie komuś kosza, a rozstanie z ukochaną osobą to duża różnica. Może i zrobię źle, ale wolałam starą siebie. Bez uczuć, która ma wszystko i wszystkich gdzieś. Nie będę taka dla osób, które kocham. Ale od razu współczuję ludziom, którzy będą chcieli nawiązać ze mną znajomość. Nie chcę się z nikim wiązać, ani do niego przyzwyczajać. Potem co? Kolejne rany, których już nie da się naprawić. Kolejna dawka bólu, tęsknoty i smutku. Nie chcę tego. Wcześniej, się na nic takiego nie narażałam. Szkoda, że wtedy tak nie zostało. Było lepiej. Dużo lepiej.

Usłyszałam pukanie do drzwi. Odwróciłam się i ruszyłam w ich stronę, żeby je otworzyć. W progu zobaczyłam Louisa, trzymającego w ręku czerwoną różę. Ręką wskazałam, żeby wszedł. Skinął głową i posłusznie usiadł na łóżku Savanny, które było nie zapakowane jako jedna z nielicznych rzeczy w tym pokoju.
- Mam ci coś do powiedzenia. Naprawdę ważnego- zaczął chłopak, kiedy usiadłam obok niego. Wyciągnął w moim kierunku różę, która jak dopiero teraz zauważyłam, była sztuczna- Kiedy uschnie zapomnę i przestanę cię kochać- wzięłam od niego różę i kilkakrotnie obróciłam ją w dłoniach- Jesteś naprawdę wspaniała, twoja obecność jest dla mnie czymś wyjątkowym. Z każdym dniem czułem, jakbym zakochiwał się w tobie od nowa. Byliśmy razem ponad miesiąc, a ja i tak czuję, że jesteś tą, z którą chciałbym być do końca życia. Trochę się sprawy pogmatwały, ale wiem.. wiem, że mimo wszystko jeszcze będziemy mieli okazję być razem. I wiem, że zrobię wszystko żeby znów mieć cię przy sobie. Po prostu cię kocham- nie wytrzymałam, po raz pierwszy w jego towarzystwie, rozpłakałam się. Nie wiedziałam, jakie słowa mogłabym wypowiedzieć. Czułam się zagubiona i.. kompletnie bezradna- Hej, nie płacz. Chodź do mnie- posłuchałam i wtuliłam się w jego tors. Chłopak, chcąc mnie uspokoić, głaskał mnie po plecach i nie wypuszczał ze swoich objęć. Po dłuższej chwili odsunęłam się od niego i spojrzałam na różę, którą trzymałam w rękach.
- Tylko ustalmy jedno- zaczęłam, przecierając oczy lewą ręką- Jeśli spotkasz osobę, którą pokochasz bardziej niż mnie...- zaczęłam jednak chłopak mi przerwał.
- Nie znajdę- zaprzeczył z taką pewnością w głosie, która z jednej strony mnie ucieszyła, a z drugiej strasznie przestraszyła.
- Jeśli jednak.. obiecaj mi, że dasz sobie szansę. Że dasz szansę wam. Nie chcę żebyś czekał na mnie w nieskończoność. Louis, ja wyjeżdżam. Nie wiem czy wrócę. Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność. Co wiąże się z cierpieniem, ale.. nie chcę żebyś musiał sobie czegoś odmawiać. Obiecaj- chłopak westchnął ciężko, wziął moją rękę i przyłożył ją sobie w miejsce, gdzie znajduje się serce.
- Nie zabije dla nikogo tak mocno, jak dla ciebie- szepnął mi do ucha, zakładając kosmyk moich włosów za ucho- Ale jeśli to cię uspokoi i tego właśnie chcesz, to w porządku. Obiecuję. I oczekuję tego samego od ciebie. Musisz się jakoś odnaleźć. Zawsze będę czekał- skinęłam głową i uśmiechnęłam się do chłopaka- Nie zapominaj o mnie.
- O tobie nie da się zapomnieć, uwierz- zaśmiałam się cicho, na co chłopak przysunął się jeszcze bliżej mnie i podniósł moją spuszczoną głowę za podbródek. 
- I nie zapominaj, że zawsze będę cię kochał- przez chwilę patrzył w moje oczy, po czym złączył nasze usta w pocałunku. Ten, był inny niż wszystkie poprzednie. Miał w sobie tyle czułości i namiętności, że od samego myślenia o tym kręciło mi się w głowie. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, nie potrafiłam nawet racjonalnie myśleć. Jedyne co przychodziło mi do głowy, to oddawanie pocałunków. Nic więcej.

- To już wszystko. Natalie, jedziemy- za sobą usłyszałam głos swojego ojca. Machnęłam ręką, żeby jeszcze chwilę poczekał i odwróciłam się przodem do wszystkich zgromadzonych. Pierwszy podszedł do mnie Nick i mocno mnie do siebie przytulił.
- W wakacje, jesteś moja- stwierdził z uśmiechem, na co momentalnie wybuchnęłam śmiechem.
- Jak nie zdasz egzaminów, nawiedzę cię we śnie i uduszę cię twoją własną poduszką, jasne?- szturchnęłam go w ramię i wystawiłam w jego kierunku język. Chłopak oburzony tym, że w niego nie wierzę skrzyżował ręce, jednak po kilku sekundach pocałował mnie w policzek- Savannah, mniej oko na tego debila. Zawsze pakuje się w kłopoty. Poza tym, je za dużo czekolady. Zajmij się tym- westchnęłam, kręcąc głową. Dziewczyna uśmiechnęła się przez płacz i przytuliła mnie do siebie- Nie rycz, głupia. Makijaż rozmażesz- poklepałam ją po ramieniu, na co ona tylko zaśmiała się i schowała twarz w bluzie Nicka. W tym samym momencie podszedł do mnie Niall i mocno mnie do siebie przytulił- Dusisz- jęknęłam, klepiąc go w plecy. Chłopak odsunął się kawałek i kilkakrotnie zamrugał oczami- Nie płacz. Tylko wiesz, nie zatrać się czasem w jedzeniu. Jeśli o mnie zapomnisz na rzecz twojego ukochanego żarcia, to zlecę żeby ktoś ci o mnie przypomniał. Nie będzie miło- skrzyżowałam ręce, na co chłopak walnął mnie w głowę i dał buziaka w policzek.
- Natalie, Natalie, Natalie- westchnął Zayn, obejmując mnie ramieniem- Kiedyś cię odwiedzę w tym twoim Paryżu i powtórzymy nasza wycieczkę na wieżę Eiffela. Nie odpuszczę ci- zaśmiałam się i skinęłam głową- Tylko bez ostatniej sceny, Louis mnie powiesi- szepnął mi do ucha i kawałek się odsunął.
- Jak ja nie umiem się żegnać!- jęknął Liam i nic więcej nie mówiąc przytulił mnie do siebie. Kiedy Liam odszedł, obok mnie stanął Harry.
- Wkurzasz mnie i jesteś idiotą- westchnęłam patrząc na niego.
- Ja ciebie też- odpowiedział i przyciągnął mnie do siebie za rękę, po czym przytulił.
- Dobra, trochę cię lubię. Ale tylko trochę i jesteś głupkiem- dorzuciłam, po czym się zaśmiałam.
- Też jesteś głupkiem. Ale cię lubię- powiedział uśmiechając się szeroko, zaśmiałam się i walnęłam go w ramię. Ostatni, był Louis. Podeszłam do niego i pocałowałam w kącik ust. Chłopak puścił mi trochę blady uśmiech.
- Natalie, chodź już!- krzyknęła Camille z samochodu. Westchnęłam ciężko i odsunęłam się od Louisa.
- Kocham cię- to były ostatnie słowa, jakie powiedziałam w jego stronę. Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę samochodu. Wsiadłam do środka, odwróciłam się i przez szybę pomachałam do wszystkich. Później tylko zapięłam pas, schowałam twarz w dłoniach i wybuchnęłam głośnym płaczem. Siedząca obok mnie kucharka, uśmiechnęła się smutno i pogłaskała mnie po plecach.
- Natalie, nie odstawiaj cyrków- mruknął ojciec, przewracając oczami.
- Nie mam ochoty cię słuchać. Część mnie, została tam. Druga jest teraz tutaj i właśnie ta druga część mnie, chce się ciebie o coś zapytać. Unieszczęśliwiłeś własne dziecko, które teraz przez ciebie płacze. Moje życie, może i nie kończy się w Londynie. Moje szczęśliwe życie właśnie tam się kończy. Musiałam zostawić przyjaciół i jedynego chłopaka, na którym mi tak cholernie zależy. Dopiąłeś swego. Gratuluję. A teraz moje pytanie, jesteś z siebie dumny?


LOUIS

Nie mogłem uwierzyć, że jej już tak naprawdę nie ma. Przez cały powrót do domu, nie byłem w stanie wymówić słowa. Całą frustracja i złość, aż ze mnie kipiała. Nic nie mogłem zrobić, chociaż tyle zrobić bym chciał. Bałem się nawet myśleć o tym, jak się czuję. Straciłem miłość. Moja ukochana wyjechała. I w najbliższym czasie nie wróci. Nie zobaczę jej. Nie ma jej. Nie będę mógł jej przytulić, pocałować, ani nawet dotknąć. Jedyne co mogę, to usłyszeć jej głos albo zobaczyć na ekranie komputera. To nie był szczyt moich marzeń. Jedyny plus jest taki, że chociaż będę mógł mieć z nią kontakt, że to nie musi być koniec. Z drugiej strony jej dzisiejsze słowa, bardzo mnie zaniepokoiły. Zasugerowała mi, żebym znalazł sobie inną dziewczynę. Co wiąże się z tym, że ona może naprawdę nie wrócić. Mam głęboką nadzieję, że jeśli jeszcze ją zobaczę, będziemy oboje czuli do siebie to samo, co jeszcze dzisiaj. Nie mogę jej stracić, nie chcę. To jest jedyna rzecz, jakiej w tej chwili obawiałem się najbardziej.

- Wszystko w porządku?- w moim pokoju, pojawił się Harry przysiadając na krawędzi łóżka.
- Nic nie jest w porządku- odpowiedziałem, wbijając wzrok w jeden punkt, którego sam nie potrafiłem znaleźć.
- Przecież to nie musi być koniec- stwierdził Loczek, siadając obok mnie i opierając się plecami o ścianę.
- Nawet jej nie lubisz- mruknąłem beznamiętnie, opierając głowę na poduszce.
- Lubię ją. Po prostu, znalazłem sobie nowe hobby. Dokuczanie Natalie. Wiesz jak mówi moja mama? Że miłość, przezwycięży wszystko. Jeśli naprawdę się kochacie, to znajdziecie sposób żeby być razem. Miłość przetrwa wszystko, co by się nie działo. Może teraz nie jest najlepiej, bo Natalie wyjechała, ale będziecie mogli się przecież jeszcze spotkać. Obiecała ci, nam że wróci kiedy będzie miała osiemnaście lat. Co te paręnaście miesięcy jest, wobec tylu lat ile was czekają? Louis, weź się w garść. Na pewno to jeszcze nie koniec. Sądzisz, że ona chciałaby widzieć cię w takim stanie? Jest ci ciężko, to zrozumiałe. Ale nie możesz się załamać. Zawsze warto walczyć o miłość.
- Harry, to były chyba jedyne sensowne słowa, jakie kiedykolwiek wypowiedziałeś- stwierdziłem po chwili, klepiąc go po ramieniu.
- Ej! Ja jestem inteligentną osobą- burknął z wkurzoną miną.
- Oczywiście- najwidoczniej go wkurzyłem, bo wziął poduszkę spod mojej głowy i mnie nią uderzył- Frajer- mruknąłem i wziąłem drugą poduszkę z łóżka, po czym błyskawicznie przywaliłem nią w głowę Loczka.

____________________________________________________________
Jak widać, to już koniec tego opowiadania. Nie posłuchałam was, Natalie wyjechała. Tak, tak jestem wredna, nie biorę pod uwagę czyjegoś zdania i tak dalej. Ale i tak uważam, że czasami trzeba wprowadzić trochę smutku w historię. Szczęście, jest nudne. Tyle w temacie. :D

Nie napisze jakiegoś ogromnego przemówienia, bo w sumie i tak nikt tego nie przeczyta więc powiem jednie - dziękuję. Dziękuję wszystkim, którzy ze mną byli i wspierali mnie na różne sposoby. Nawet wiadomości na GG w stylu "kiedy nowy rozdział?" od razu wzbudzały uśmiech na mojej twarzy. Włożyłam w to opowiadanie dużo serca, zresztą jak w każde inne. To takie jakby moje dziecko. Mam nadzieję, że to co tu pisałam chociaż trochę przybliżyło wam inne podejście do świata i to, że nie wszystko zawsze jest jak w bajce.
Dziękuję za 74 obserwatorów, 20,546 wejść i wszystkie komentarze. Wszystko razem, dawało mi satysfakcję i to, że może jednak coś ze mnie będzie. Jeszcze raz - Dziękuję wszystkim. ♥

Nie rozstaję się z pisaniem, dlatego też podam wam dwa blogi, an których jeszcze możecie mnie spotkać.

1. When you leave, it’s gone again.

Cappy. :*

czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 19.


NATALIE


- Nick, Nick, Nick- szturchałam chłopaka w ramię, nie mogąc powstrzymać wybuchu śmiechu. Z tego co zdążyłam wywnioskować, mój przyjaciel wczoraj trochę przesadził z alkoholem. Leżał w dość dziwnej pozycji. Głowa zwisała mu z kanapy, a nogi miał oparte na górnej półce nad ową kanapą. Ciągle się śmiejąc, dźgałam go w ramię chcąc go jakoś obudzić. Co dziwniejsze, obok niego leżał Harold w dość dwuznacznej pozycji. Czy ja o czymś nie wiem? Okej, zostawmy. Najśmieszniejsze jednak było to, że Zayn spał na parapecie okna a Louis, w połowie leżał w szafie. Nie za bardzo chcę wiedzieć, co się tutaj wczoraj działo. Dzięki Bogu, poszyłyśmy z Savanną na zakupy i nie musiałyśmy oglądać ich wczoraj. Jak mniemam, działo się chyba aż za dużo zważając na ich dzisiejszy zaspany wyraz twarzy i woń alkoholu, która można było wyczuć w całym domu- Weź kurwa wstawaj!- krzyknęłam wprost do ucha Nicka. Odskoczył jak oparzony, jednocześnie uderzając się nogą w półkę- Dziękuję, ja pierdole- mruknęłam przekręcając oczami. Na mój krzyk, zareagowała również reszta towarzystwa i wszyscy patrzyli na mnie z nieskrywaną nienawiścią.
- Co się drzesz, kobieto?- jęknął Harry, wzdychając ciężko.
- Nick idź do Savanny i się wytłumacz, z jakiego powodu wczoraj ją olałeś i nie przyszedłeś do niej o umówionej godzinie, albo tak ci dupę spiorę, że nie usiądziesz przez kolejne miesiące twoje marnego życia. Harold, stul twarz- mruknęłam, znacząco patrząc na Nicka. Chłopak westchnął ciężko i walnął się w głowę- Siedzi w kuchni- powiedziałam od razu i ręką wskazałam, żeby już poszedł. Posłusznie ruszył w kierunku drzwi.
- Natalie wróciła- burknął Nick, z progu.
- Zamknij się, debilu, albo nie ręczę za siebie- mruknęłam, rzucając w niego poduszką. Niestety nie trafiłam, bo chłopak zdążył opuścić pomieszczenie- Miałabym jedną małą prośbę. Weźcie prysznic- mruknęłam, po czym sama skierowałam się w stronę wyjścia. 
- Wkurzasz mnie, że cholera- jęknął Harry wstając z łóżka.
- Spierdalaj- przekręciłam oczami, stając w progu pokoju. Wzruszyłam ramionami, ale zanim zdążyłam wyjść złapał mnie Louis.
- Nie przywitasz się?- spytał, obejmując mnie w talii.
- Cześć Louis- mruknęłam i wyswobodziłam się z jego uścisku- Umyj zęby, albo cię nie pocałuję- dorzuciłam i poprawiając torbę na ramieniu, ruszyłam w kierunku salonu. Rozsiadłam się na kanapie obok Liama, który spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Dzięki, nie obudziłbym ich- westchnął chłopak, przewracając oczami.
- Mieli farta, że nie poznali mojej drastyczniejszej strony- mruknęłam, wbijając wzrok w ekran telewizora.


- Powiedz Louisowi, że musiałam już iść. Nie mogę dłużej czekać, mam niedługo test i muszę się uczyć- westchnęłam, wstając z miejsca. Liam skinął głową, na co ja udałam się w stronę drzwi wyjściowych.




Weszłam do swojego pokoju w internacie i od razu rzuciłam się na łóżko. Miałam wszystkiego po dziurki w uszach. Jakbym nie miała większych zmartwień, tylko sprawdzian z całego półrocza z co drugiego przedmiotu. W środę czeka mnie taki sprawdzian z historii, a w następnym tygodniu każdego kolejnego dnia całkiem inna powtórka. Ja chyba zwariuję. Jeśli źle napiszę te wszystkie testy, to wsadzą mnie do jakiejś głupiej szkoły w tym całym Paryżu. Muszę się spiąć i wszystko od początku powtórzyć, bo inaczej będzie ze mną absolutnie kiepsko. Szkoda tylko, że przez to będę musiała siedzieć w pokoju i nie będę mogła wtedy spotykać się z Louisem, z którym już niedługo będę musiała się rozstać na długi czas. Są dwie opcje – pierwsza jest taka, że zawalę testy dla spotkań z Louisem. Druga jest taka, że raz w życiu zatroszczę się o własną przyszłość. Chyba będę zmuszona wybrać tę drugą. 


Przebrałam się w niebieskie rurki i białą bokserkę. Na to narzuciłam czarną bluzę i jeszcze przykryłam się kocem, biorąc w ręce książkę od historii. Akurat z tego przedmiotu mam bardzo dobre oceny, od zawsze się tym interesowałam, jednak trzeba się pouczyć. Muszę śpiewająco zdać wszystkie testy, a co najważniejsze podejść do nich bardzo poważnie. Usłyszałam pukanie do drzwi, westchnęłam ciężko, jakoś nie chciałam żeby ktoś teraz mi przeszkadzał. Podniosłam oczy na drzwi, w których zastałam uśmiechniętego Louisa. Na jego widok, jednak musiałam się uśmiechnąć. Nie potrafiłam być smutna, kiedy byłam przy nim. To zwyczajnie nie możliwe. 
- Liam mówił, że się uczysz. Kupiłem ci czekoladę- usiadł obok mnie, stawiając naprzeciwko nas tabliczkę czekolady. Wydostałam się z koca i pocałowałam go w policzek- Jesteś strasznie zimna, lepiej się przykryj- westchnął chłopak, dotykając mojej dłoni- Nie jesteś czasem chora? Dobrze się czujesz?- z jego ust wysypywały się kolejne pytania, na które nawet nie mogłam odpowiedzieć, bo chłopak nie dawał mi dojść do słowa.
- Czuję się, jakbym mieszkała w igloo. Chociaż tam, chyba byłoby mi o wiele cieplej- chłopak westchnął i przewrócił oczami. Owinął mnie kocem, postawił obok mnie książkę i przytulił do siebie. Uśmiechnęłam się do niego i ponownie otworzyłam książkę, starając się skupić. Nie ma wyjścia, czasem trzeba.


- Na pewno dobrze napiszesz ten test. Fajnie, że już skończyłaś. Chciałem zabrać cię na spacer, ale możesz się jeszcze doprawić. Lepiej zostańmy tutaj- skinęłam głową i zabrałam się za wydostawanie się z koca- Nie ma mowy, przeziębiłaś się i nawet o tym nie myśl- powiedział, blokując każdy mój ruch. Po raz kolejny owinął mnie kocem i położył się obok mnie. Zbliżył się do mnie, chyba chcąc mnie pocałować. Położyłam rękę na jego klatce piersiowej i odsunęłam go od siebie.
- Nie ma mowy, zarazisz się- powiedziałam, naśladując jego ton głosu. Chłopak oburzony wystawił mi język, wstał i podszedł do półki z płytami- Obstawiałbym tą taką bajkę, z tą panną co miała takie długie włosy.
- Trzecia płyta od dołu- podrzuciłam, opierając głowę o ścianę. Kiedy już znalazł płytę, której szukał wyciągnął ją z pudełka i włożył do odtwarzacza.
- Jesteś chora- westchnął chłopak, obejmując mnie ramieniem.
- Nie zauważyłam- mruknęłam, bardziej przykrywając się kocem.
- Bez ironii, kotku.




Jęknęłam cicho, przekręcając się na drugi bok. Był środek nocy, a ja czułam się jak w południe słonecznego dnia na plaży w Miami. Jest mi strasznie gorąco, boli mnie głowa i czuję jakby jakieś pierwotniaki robiły sobie imprezę w moim organizmie. Byłam ewidentnie chora, co aktualnie było najgorszą możliwą opcją spędzania wolnego czasu. Z bolącą głową i bólem gardła, niezbyt potrafię się skupić i doprowadzić do ładu. Nie dość, że mam te głupie testy, na które jeszcze nic sobie nie przypomniałam, to przez chorobę nie będę mogła pójść do Domu Dziecka ani do Rose, czyli tydzień z głowy. Reasumując, zostaną mi dwa tygodnie normalnego życia. Dziękuję, tylko o tym marzyłam.




NASTĘPNEGO DNIA


- Zaraz zwymiotuję- tylko tyle byłam zdolna wypowiedzieć, pomiędzy kaszlem a atakami bólu brzucha, kiedy nasza opiekunka spytała, co mi jest. Nie mówiąc nic więcej schowałam głowę w poduszkę, chcąc jakoś zatrzymać łzy chcące ukazać się światłu dziennemu.
- Może jest w ciąży?- spytała kobieta z miną znawcy.
- Niech mnie pani nie wkurwia- syknęłam, podnosząc głowę do góry- Nie jestem w ciąży, nie piłam alkoholu, nie brałam narkotyków, tylko jestem najzwyczajniej w świecie chora. Jeśli pani ma jakiś problem, to niech pani wyjdzie. Dam sobie radę bez pani, jakże trafnych, uwag na mój temat- spojrzałam na kobietę, która w jednej chwili zamilkła. Spojrzała na mnie badawczym wzrokiem, po czy skinęła głową i wyszła z pokoju. 




SAVANNAH


- Nie jadę do żadnego szpitala, chyba cię coś boli- prychnęła Natalie, siadając na łóżku. Po raz kolejny westchnęłam i spojrzałam na dziewczynę. Była cała blada, nie potrafiłam nic wywnioskować z jej twarzy, oprócz tego że złapała ja jakaś choroba. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zaczęłam wybierać numer Louisa- Nawet się nie waż dzwonić do Lou- zmrużyła oczy, nie odrywając wzroku od telefonu który trzymałam w ręku.
- Niby dlaczego?- spytałam, podnosząc wzrok na dziewczynę.
- Niby dlatego, że za godzinę mają wywiad, a jak coś mu powiesz, to tu przyjedzie i oleje pracę. Dostaną ochrzan i będą mieli kłopoty. A dlaczego? Bo Savannah Wilson, postanowiła wybrać numer swojego przyrodniego brata, żeby powiedzieć nieistotną rzecz o moim bólu brzucha. Od tego się nie umiera- stwierdziła, wzruszając ramionami. Zrezygnowana rzuciłam telefon na stolik obok fotela, na którym siedziałam i wpatrywałam się w dziewczynę- Nie patrz się tak na mnie. Wiesz co? Chyba przyda mi się jakaś tabletka- mruknęła, pędem biegnąc w stronę łazienki. Spojrzałam na zamykające się za nią drzwi i wyszłam z pokoju, wziąć od pielęgniarki szkolnej tabletki.


Nie sądziłam, że zajęcia w szkole mogą się aż tak dłużyć. Chciałam stąd zwyczajnie wyjść i pójść zobaczyć co się dzieje z Natalie. Miałam dziwne przeczucie, że jeśli będzie tam sama może jej się coś stać. Widać było, że bardzo źle się czuła. I jeszcze nie pozwoliła mi zadzwonić do Louisa. Przecież jak on się dowie, że ona jest chora a ja nie dałam mu znać to mnie zabije. Już nawet boję się pomyśleć, co się stanie. Gdyby Natalie nie zabrała mi telefonu, to bym do niego zadzwoniła, ale dziewczyna chyba wyczuła moje zamiary. Mam nadzieję, że któraś z opiekunek zadzwoniła chociaż do Nicka. 


Od razu po skończonych lekcjach, pędem udałam się do mojego pokoju. Zastałam w nim bladą Natalie, która na szczęście spała i siedzącego obok niej Nicka, który spoglądał w jej stronę i kręcił głową. Zauważając mnie, chłopak podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Puściłam mu uśmiech i od razu chwyciłam za swój telefon i napisałam wiadomość Louisowi. Może chociaż kawałek mnie przeżyje jego zdenerwowanie, że wcześniej nic nie powiedziałam.


- Co z nią jest w ogóle?- spytał zdyszany Louis, wchodząc a raczej wpadając do naszego pokoju. 
- Nie mam pojęcia. Źle się czuła, a później jeszcze pojechała po naszej opiekunce, która stwierdziła że to jakaś grypa, po zjedzeniu czegoś nieświeżego. Powinno jej przejść od jakichś dwóch do trzech dni, czyli wcale nie jest tak źle- chłopak skinął głową i usadowił się na miejscu obok śpiącej dziewczyny.
- Jak chcecie to idźcie, posiedzę z nią.
- Nigdzie się stąd nie ruszam, przecież jej nie zostawię- oburzyłam się, krzyżując ręce.
- Chodź słońce, niech pobędą sami- szepnął mi do ucha Nick, łapiąc mnie za rękę. Westchnęłam ciężko i skinęłam głową, wychodząc razem z Nickiem.




LOUIS


- Louis? Co ty tu..- zaczęła dziewczyna, przecierając oczy.
- Leżę. Śpij, nigdzie się nie wybieram- Natalie spojrzała na mnie, po czym delikatnie skinęła głową i ponownie położyła głowę na poduszce. Otworzyła oczy po czym przysunęła się do mnie i wtuliła w mój tors.
- Teraz, to ja nie zasnę- mruknęła, lekko podnosząc głowę- Dobrze, że tu leżysz, bo to łóżko jest strasznie niewygodne- dorzuciła, uśmiechając się w moją stronę.
- Oczywiście, ja jestem o wiele lepszą poduszką, jak mi się wydaje.
- Tysiąc razy lepszą.
________________________________________________________

Nie sprawdzałam, przepraszam za błędy.
No. Planowałam więcej rozdziałów, ale za dużo do rozwinięcia już nie mam więc przed nami jeszcze tylko dwa rozdziały i koniec.

Nie będę się rozpisywać, bo po pierwsze - mi się nie chce, a po drugie - kompletnie straciłam humor ostatnimi czasy.

Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, pogadać bądź masz pytania dotyczące bloga, moje GG - 23799456.

ZAŁOŻYŁAM NOWEGO BLOGA. TAK JAKBY REKOMPENSATA ZA ZAKOŃCZENIE TEGO. : ) - 
I pray that you will see the light, thats shining from the stars above. CO PRAWDA TYLKO BOHATEROWIE, ALE JUŻ NIEDŁUGO PIERWSZY ROZDZIAŁ. ZAPRASZAM.

niedziela, 15 lipca 2012

Rozdział 18.


SAVANNAH


- Ruszcie się- szepnął Nick w stronę ubierającego buty Louisa. Ten tylko posłał mu wkurzone spojrzenie i zabrał się za zawiązywanie sznurówki w drugim bucie. Dopięłam guziki w swoim lawendowym płaszczu i poprawiłam kolorowy szalik. Nic dziwnego, że cała nasza trójka była dziwnie spięta. Umówiliśmy się z tatą Natalie, żeby jakimś cudem przekonać go do zmiany zdania. Szatynka jest święcie przekonana, że idziemy załatwić coś w związku z najbliższym wywiadem chłopaków, chociaż chyba przestała w to wierzyć, kiedy zobaczyła że Nick także z nami idzie. Postanowiła przejść się do Domu Dziecka, więc najwidoczniej stwierdziła że nie ma sensu z nami dyskutować. Nie chcieliśmy jej o tym mówić, zresztą to wcale by nie pomogło ani jej ani nam. Nawet nie wiem, co mam powiedzieć panu Verne, ale coś trzeba wymyślić. Natalie to pierwsza osoba w całej mojej szkole, która dobrowolnie ze mną rozmawia. Dzięki niej praktycznie wszystko w moim życiu zaczęło się jakoś kręcić i mimo że na początku jej zachowanie nie było do końca w porządku wobec innych, mogłam na nią liczyć. To ona wprowadziła mnie w to całe chore szkolne życie, muszę się jej jakoś odwdzięczyć. To wszystko jest chyba zbyt skomplikowane, ale ja czuję się jakby odpowiedzialna za to wszystko. Nie wiem w jakim sensie i jak to rozumieć, ale tak jest. Muszę coś, cholera, zrobić albo wszystko zacznie się sypać. Moja przyjaźń, w związku z tym pewnie mój związek. Natalie chyba zeświruje, a Louis totalnie się załamie. Nie mogę na to pozwolić.


- To.. co my mu właściwie powiemy?- spytał Louis, starając się w jakiś sposób do nas uśmiechnąć, co tak czy inaczej marnie mu wyszło. Ale cóż, liczą się chęci.
- Prawdę, tylko prawdę- mruknęłam, mocniej ściskając dłoń mojego chłopaka- Musimy coś zrobić, nie mam zamiaru stracić przyjaciółki. Pierwszej przyjaciółki- Louis jedynie skinął głową i idąc kawałek z tyłu, wpatrywał się w jeden punkt ze smutkiem powłócząc nogami. Było mi go teraz strasznie szkoda. Najpierw ta sprawa z dziewczyną, która go tak strasznie potraktowała, a teraz kiedy już znalazł kogoś na kim zaczęło mu zależeć, jego miłość ma wyjechać z kraju. To niedorzeczne. Na zatrzymanie Natalie mamy tylko trzy tygodnie i nie wiem jak to zrobimy, ale coś zrobić musimy. Ona nie może wyjechać. Nie może nas zostawić, mnie, a tym bardziej jego. Nie jestem pewna jak zniósłby rozstanie z szatynką, chyba źle by się to skończyło. 
- Nie chciałem mówić tego przy Lou, ale wydaje mi się że nic nie zdziałamy. Nie znasz jej ojca, z nim nie ma żadnych dyskusji- westchnął Nick, rozglądając się czy czasem mój przyrodni brat tego nie słyszy. Zacisnęłam usta w wąską linijkę i nic nie mówiąc, pokręciłam głową, dając mu do zrozumienia że nawet nie chcę o tym słyszeć. Chłopak tylko westchnął i nic więcej nie mówiąc, przyspieszył kroku. 


Weszliśmy do środka domu, udając się za jakąś młodą dziewczyną – zapewne narzeczona pana Verne – do salonu. Od progu dziwnie na nas patrzyła, nie dając nam nawet dojść do słowa. Posłałam jej kpiące spojrzenie, mierząc ją wzrokiem. 
- Powiecie mi o co chodzi?- spytał mężczyzna, patrząc na nas badawczym spojrzeniem.
- Chodzi o wyjazd Natalie- od razu zaczął Nick, jakoś dziwnie wyluzowany.
- Nie zmienię zdania- stwierdził pan Verne, krzyżując ręce i spoglądając na nas z zawziętą miną.
- Ale ona tego nie chce- po raz kolejny odezwał się Nick, przekręcając oczami.
- Ale ona nie wie, czego chce. Jest młoda i nie zna życia. Ten wyjazd bardzo dobrze jej zrobi. Lepiej dla niej, jeśli się do tego wszystkiego odetnie. Zresztą jako jej przyjaciel, powinieneś to zrozumieć.
- Wiem o wiele lepiej, czego pańska córka chce- ajć, Nick się wkurzył- Ona nigdzie nie chce jechać, chce zostać bo wie co tu ma. Ona ma  wszystko właśnie tutaj, mógłby pan wziąć pod uwagę jej dobro.
- Biorę je pod uwagę i wiem, że tam będzie jej lepiej.
- Czyżby?- tym razem głos zabrał Louis, wydawał się naprawdę spokojny, w sumie to on powinien teraz się złościć. Jestem pod wrażeniem- Niejednokrotnie rozmawiałem z nią o tej przeprowadzce. Zresztą z tego co wiem Natalie z panem też starała się o tym porozmawiać. Nie sądzę, żeby jej było na rękę zmienianie otoczenia i wszystkiego dookoła. Jest tutaj od września, to tylko kilka miesięcy ale i tak widać, że dobrze się tu czuje.
- Nie mamy o czym dyskutować. Podjąłem już decyzję i na pewno jej nie zmienię. To chyba byłoby wszystko.
- Ale niech pan przez chwilę posłucha- zaczęłam jednak mężczyzna tylko machnął ręką, podniósł się z miejsca i wskazał nam nią kierunek do drzwi. 




NATALIE


- Wy się chowacie, a ja szukam- wszystkie dzieci stojące wkoło mnie energicznie pokiwały głowami i spojrzały na mnie z iskierkami w oczach. Stanęłam przodem do ściany i zaczęłam liczyć od dziesięciu w dół. Mam jeszcze tylko trzy tygodnie, kiedy będę mogła spędzać czas w tym miejscu. Będę bardzo tęsknić za tymi wszystkimi małymi szkrabami, które są tak strasznie słodkie, że kiedy je widzę zwyczajnie wymiękam. Najbardziej będzie mi szkoda Rose, nawet jeszcze jej nie powiedziałam, że wyjeżdżam. Muszę to zrobić dzisiaj, bo inaczej sama się tym zadręczę. Nie chcę zostawić jej samej, to wszystko jest tak strasznie skomplikowane. Chciałabym zostać i dalej ją wspierać, myślę że coś takiego może jej bardzo pomóc. Nie zostanie sama, nie zostawię jej tak. Zanim wyjadę, poproszę Louisa żeby do niej zaglądał. Nie może poczuć, że jest sama. Muszę to wszystko jakoś poukładać tak, żeby wyszło dobrze. Nie wiem jak, ale jakoś muszę.


- Rose..- westchnęłam ciężko patrząc na dziewczynkę. Od dłuższego czasu przebywanie z nią było dla mnie trochę ciężkie. Oczywiście, chciałam z nią być w takiej chwili, ale nie mogłam patrzeć jak ta choroba ją wyniszcza. Miała dopiero kilka lat i tak naprawdę nic jeszcze nie przeżyła. Aż żal było patrzeć, jak ją to męczy. Dziewczynka podniosła na mnie swoje uśmiechnięte oczy i odstawiła jednego z pluszaków na krzesełko obok mnie- Posłuchaj.. za jakiś czas nie będę mogła już do ciebie przychodzić.
- Dlaczego? Już mnie nie lubisz?- spytała blondynka, spuszczając główkę w dół.
- Nawet tak nie mów. Oczywiście, że cię lubię. Wyjeżdżam z Londynu. Wyprowadzam się do Paryża, będę za daleko żeby cię odwiedzać- dziewczynka przez dłuższy czas nic nie mówiła, jednak po chwili skinęła głową i uśmiechnęła się do mnie.
- Dobrze. Ale.. może napiszesz do mnie, hm? Louis jedzie z tobą?
- Nie, zostaje. Na pewno będzie cię odwiedzał- uśmiechnęłam się do dziewczynki, na co ona jakby chcąc coś zatuszować, spuściła główkę w dół.
- Chciałabym pójść spać- skinęłam głową, pogłaskałam ją po głowie i opuściłam salę. Chyba zaraz się rozryczę.


Najchętniej to zabrałabym Rose ze sobą. W sumie, to byłabym bardzo zadowolona gdybym mogła zabrać ze sobą cały Londyn, tylko szkoda że mój ojciec tego nie rozumie. Może i by zrozumiał, ale on zwyczajnie tego nie potrafi zauważyć. Teraz najważniejsza jest dla niego ta jego nowa dziewczyna, która zrobiła mu wodę z mózgu. Mam ciągle wrażenie, że ona tylko bawi się jego kosztem, chce go wykorzystać do własnych celów a tak naprawdę jego uczucia ma głęboko i szeroko. Ma to po prostu gdzieś. To, że mój ojciec coś do niej czuje, że mu na niej zależy. Perfidnie to wykorzystuje i jakoś szczególnie się z tym nie ukrywa. Nie widziałam tego na własne oczy, ale wiele osób z otoczenia mojego taty i jego narzeczonej dużo mi opowiadało o ich relacjach. Mój ojciec nie widzi poza nią świata, co jej jest bardzo na rękę bo może mieć wszystko to, czego tylko sobie zażyczy. Jest większym oczkiem w głowie mojego taty niż ja sama. Zaczyna mnie to powoli drażnić, czuję się trochę wykluczona. Dopiero po rozstaniu moich rodziców ojciec zaczął zwracać na mnie uwagę, a teraz przez tę całą Camille wszystko może wrócić do tego, co przeżywałam przez całe życie. Do obojętności. Chociaż w tym momencie przydałoby mi się, gdyby ojciec dał mi wolną rękę. Żebym sama mogła wybrać to, gdzie będzie mi dobrze. Tęsknię za tym, kiedy robiłam to co chciałam i nikt się tym nie przejmował. Przynajmniej nie miałam takich problemów jak teraz. Takich, z których nie ma dobrego wyjścia. 


Przeszłam na druga stronę ulicy i zatrzymałam się przy wejściu do niewielkiej kawiarenki. Chwyciłam za klamkę i weszłam d ośrodka kierując się w stronę lady. Wiem, że powinnam wracać już do chłopaków, ale chyba muszę pobyć trochę sama ze sobą. Sądzę, że taka względna samotność może mi się teraz przydać. Jakbym się nie starała, wszystko i tak się zacznie powoli sypać. Moje przyjaźnie, kontakty, mój związek. Wszystko. Oni tu, ja tam. Nie pogodzę tego nawet jakbym stanęła na głowie. Chęci są, ale nie ma możliwości. Muszę o tym wszystkim jeszcze raz porozmawiać z Louisem. Ale jeszcze nie teraz, będzie na to czas.




LOUIS


- Czyli to koniec- stwierdziła Savannah, kładąc się na kanapie. Trzy słowa. Tylko trzy słowa, a zadziałały na mnie tak, jakby ktoś poprosił kogoś w górze, żeby zrujnował mi życie. Bez niej, moje życie jakby przestanie się kręcić. Będę czuł, jakby zabrała ze sobą kawałek mnie. Może i nie powinienem myśleć o tym, jak o naszym końcu, bo to przecież nie musi być koniec. Tylko wydaje mi się, że możemy tej próby nie przetrwać. Nie wiadomo kiedy się zobaczymy, kiedy będę miał możliwość ją przytulić i prosto w oczy powiedzieć, jak bardzo jest dla mnie ważna. Nie chciałbym stawać na drodze do jej nowego życia. Chciałbym być jego częścią, ale nie jestem pewien czy to się uda. Nie jestem niczego pewien. Wszystko się rozwaliło w jednej chwili. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem. Jakbym stracił wszystko, co miało w tej chwili ogromną wartość. Miałem nadzieję, że w jakiś sposób uda mi się zapełnić tę pustkę. Jedno jest teraz moim priorytetem. Nie ważne co się stanie i jakie będą okoliczności, będę o nią walczył. Mam o co. Mam ją. I nie ważne, że na początku było jak było, że nie byłem dla niej wystarczająco ważny. Mam wrażenie, jakby to się zmieniło i jakbym był znaczącą częścią jej życia. Muszę to zatrzymać, choćby nie wiem co.


- Widzieliście Natalie?- spytałem, po przeszukaniu wszystkich możliwych miejsc gdzie mogłaby znajdować się w naszym domu. Harry słysząc jej imię tylko obojętnie wzruszył ramionami, nawet nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.
- Natalie wyszła jakieś dwie godziny temu. Nie mówiła gdzie, więc wolałem nie pytać. Zaraz powinna wrócić- odpowiedział mi Niall, puszczając wkurzone spojrzenie Loczkowi. Skinąłem głową i spokojnie usiadłem na kanapie, chociaż miałem ogromną chęć żeby od razu wyjść, znaleźć ją i czy by chciała czy nie, przyprowadzić z powrotem. W tej chwili chciałem spędzić z nią tyle czasu ile tylko będę mógł. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, momentalnie poderwałem się z miejsca i pobiegłem w ich stronę. W drzwiach zobaczyłem szatynkę, która była cała w śniegu.
- Mokro mi- mruknęła, ściągając kurtkę i wieszając ją na wieszaku.
- A tobie co?- spytałem, wybuchając głośnym śmiechem.
- Fabian chciał zrobić ze mnie śniegowego bałwana- westchnęła, przewracając oczami. Nie mogłem wytrzymać i po raz kolejny zacząłem śmiać się z szatynki- Tak. Bardzo zabawne. Jestem cała morka, a mam tylko mój szkolny mundurek. Wspaniale, po prostu idealnie. Jak dorwę tego matoła, to tak go spiorę że przez dwa miesiące nie będzie zdolny do siedzenia na własnym tyłku.
- Zostaw chłopaka, będzie miał traumę do końca życia. Chodź, dam ci jakieś ciuchy.




NATALIE


- I tak walnę mu w twarz- mruknęłam i ruszyłam za chłopakiem. Podeszłam bliżej niego i mocno go do siebie przytuliłam. A teraz będzie..
- Natalie do cholery!- wiedziałam. Jestem jasnowidzem, pójdę na wróżkę i będę przywidywać innym przyszłość. Chłopak zatrzymał się i odwrócił się do mnie przodem- Co ja się z tobą mam- westchnął, odgarniając moje mokre włosy za ucho. Pocałował mnie w policzek i pociągnął za rękę w stronę drzwi wejściowych do swojego pokoju. 
- Tylko?- westchnęłam przewracając oczami- Okej. Spoko. Jeszcze zobaczymy- prychnęłam pod nosem i zamknęłam za sobą drzwi do jego pokoju. Chłopak wyciągnął z szafki swoją koszulkę, która jak mniemam będzie dla mnie jak sukienka i rzucił ją w moim kierunku. Chwyciłam ja i wyszłam z pokoju udając się do łazienki.


- A nie możesz zrobić tak, żeby nie być w internacie?- spytał Louis, bawiąc się moimi włosami.
- Nie mogę i przymknij się, bo oglądam film- mruknęłam, nie odrywając wzroku od laptopa. Chłopak głośno wypuścił powietrze ze swoich ust i mocniej przytulił mnie do siebie. 
- A może jednak? No weź, jakoś zbajeruję te twoje opiekunki.
- Louis, bądź cicho! Zaraz pewnie poprosi ją o rękę!- prychnęłam w jego stronę. Wzięłam z szafki marchewkę i wcisnęłam ją chłopakowi.
- Jesteś wredna- powiedział, w przerwach przeżuwania warzywa. Machnęłam ręką i wróciłam do oglądania filmu- Mogłabyś przestać patrzeć się z pożądaniem na tyłek tego aktora?- walnęłam się w głowę i podniosłam ją, żeby spojrzeć na Louisa. Przyciągnęłam go do siebie i spojrzałam w jego oczy.
- Mógłbyś nie marudzić?- spytałam, czując jego oddech na sobie.
- Nie- stwierdził chłopak, po czym nogą delikatnie odsunął laptopa na drugi koniec łóżka i przytulił mnie do siebie. Zaśmiałam się pod nosem i wtuliłam głowę w jego tors- Od razu lepiej. Chociaż nie muszę patrzeć, jak gapisz się na tego aktora.
- Wcale się na niego nie gapiłam.
- Ta, jasne- przekręcił oczami i jakby chcąc pokazać mi, że mam się zamknąć, błyskawicznie mnie pocałował. To się dopiero nazywa sposób na zamknięcie ust swojej dziewczyny. Inwencja twórcza, że normalnie masakra. Sarkazm zawsze spoko.
________________________________________________________________
Dzień dobry dziewczęta :3

Cóż, rozdział jak rozdział. Z literkami, perspektywami i częstymi spacjami - norma. Chciałabym przekazać wam dobre wiadomości, ale niestety ich nie posiadam, ponieważ już podjęłam decyzję. Blog zostanie zakończony. Możecie mnie szantażować, grozić mi i napastować mnie w każdy możliwy sposób, ale ja tak czy siak zrobię po swojemu. Nie potrafię zbyt długo pisać jednej historii, a kolejna tak strasznie mnie już wciągnęła, że nie dałabym rady pisać trzech blogów. Zakończę tego, zakładam nowego. Moja ostateczna decyzja. Tak naprawdę, rozstajecie się tylko z Natalie, bo jak zawsze One Direction w moich opowiadaniach pozostaje niezmienne. No, już nie przynudzam.


Bardzo dziękuję za ponad 18,500 wejść! Ludzie, szalejecie : * Nie przejmuję się już tym spadkiem komentarzy, skoro statystki bloga idą ciągle w górę, to nie mam się czym martwić :D


Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, popisać, bądź dowiedzieć się czegoś o moich blogach - pisz na moje GG: 23799456.
Pozdrawiam, Cappy. <3

czwartek, 12 lipca 2012

Rozdział 17.


NATALIE, NASTĘPNY DZIEŃ

Otworzyłam prawe oko i spojrzałam na śpiącego obok mnie Louisa. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nie poznałam jeszcze chłopaka, który zrobiłby tak ogromną rozróbę w moim sercu. Z jednej strony byłam mu za to wdzięczna, chociaż czułam się trochę skrępowana ciągłymi wędrówkami motylków w moim brzuchu, które wydaje mi się robiły sobie wycieczki moimi jelitami. Mogę szczerze stwierdzić, że zakochałam się w tym świrze do szaleństwa. Nawet nie sądziłam, że ktoś w tak krótkim czasie będzie zdolny przewrócić cały mój świat do góry nogami. Wszystko, co kiedyś miało jakiekolwiek znaczenie teraz zeszło na drugi plan. Jego radosna osobowość, bardzo dziwnie na mnie działa. Co by nie zrobił, wiem że znalazłabym w tym nawet niewielką część troski. Nawet w najmniejszym stopniu, może mało zauważalnej – ale jednak na pewno by tam była. Na początku dałam mu szansę bo sądziłam, że może być fajnie. Teraz jestem wściekła na siebie za takie myślenie. Nie wiem dlaczego tak lekko do tego podchodziłam, bo nie powinnam. Jakbym miała podświadomie chęć zagrania na jego uczuciach. A teraz? Teraz wolałabym wziąć wszystkie jego problemy na siebie, żeby tylko jemu było dobrze. Nie chcę go zostawić, nawet nie chcę myśleć o tym, że mogłabym się rano obudzić ze świadomością, że nas już nie ma i że to wszystko się skończyło. Coraz bardziej się tego boję.
- Witam przepiękną niewiastę, cóż niewiasta mi się tak przygląda?- usłyszałam obok swojego ucha, uradowany ton głosu Louisa.
- A co, nie mogę patrzeć na swojego chłopaka?- zaśmiałam się, dając mu buziaka w policzek. Chłopak poszerzył uśmiech i zalotnie poruszył brwiami.
- Oczywiście, że możesz. Cóż.. jestem najbardziej pociągającym mężczyzną jakiego spotkałaś, prawda?- spojrzał na mnie znacząco, opierając głowę na swojej dłoni.
- Nie ma co do tego żadnych wątpliwości- powiedziałam poważnym tonem głosu, za wszelką cenę tłumiąc ogromny wybuch śmiechu.
- Jakby nie patrzeć też jesteś najładniejsza. Pomijając oczywiście Megan Fox- spojrzałam na niego oburzona, wyciągnęłam poduszkę spod jego głowy po czym walnęłam nią prosto w głowę Louisowi- No przepraszam za szczerość!- zwrócił się do mnie z niewinną miną, na którą postanowiłam nie zwracać uwagi i po raz kolejny przywaliłam chłopakowi prosto w głowę- Kopnęłaś mnie w nogę!- krzyknął, krzyżując ręce.
- Zaraz kopnę cię w coś innego- mruknęłam pod nosem, odstawiając poduszkę z powrotem na łóżko.
- Zaczyna robić się coraz bardziej namiętnie. Kontynuuj- stwierdził, przysuwając twarz do mojej głowy i robiąc dzióbek z ust. Odsunęłam go od siebie i wstałam z łóżka.
- Pomarzyć możesz- odwróciłam się przodem do niego i posłałam mu buziaka w powietrzu. Wzięłam swoją spódnicę, która zapewne prześlicznie będzie wyglądała z koszulką Louisa i ruszyłam w stronę łazienki.

- Cześć rudzielcu- mruknął Harry, kiedy wyszłam z łazienki.
- Nie jestem ruda, debilu- przekręciłam oczami i odsunęłam chłopaka od swojej osoby. Prychnął pod nosem, tradycyjnie wystawił mi język i zniknął za drzwiami łazienki. Puknęłam się w głowę, dziwnie patrząc na drzwi.
- Natalie, wszystko okej?- spytał Liam, machając mi ręką przed twarzą.
- Styles to idiota- mruknęłam pod nosem.
- Nie prawda!- krzyknął Harry zza drzwi. Po raz kolejny przewróciłam oczami i nie zwracając uwagi na bardzo dziwny wyraz twarzy Liama, udałam się w stronę pokoju Louisa. Zamknęłam za sobą drzwi i podejrzliwym wzrokiem spojrzałam na jeszcze bardziej radowanego chłopaka.
- Czy wiesz, co dzisiaj jest?- spytał podchodząc bliżej mnie. Przekręcił zamek w drzwiach nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Sobota- odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Puknij się w głowę- skwitował chłopak, bezradnie wzruszając ramionami- Dzisiaj jest miesiąc, odkąd jesteśmy parą- westchnął zrezygnowany, na co ja tylko wybuchnęłam śmiechem.
- Przecież wiem. I sam się puknij- przewróciłam oczami i skrzyżowałam ręce. Chłopak uśmiechnął się szeroko i przyciągnął mnie do siebie, niestety ani ja ani on nie utrzymaliśmy równowagi i oboje runęliśmy na podłogę. Jak na komendę wybuchnęliśmy śmiechem.
- Wiesz Natalie.. chciałbym powiedzieć o tobie, to znaczy o nas w najbliższym wywiadzie- momentalnie odwróciłam się w jego stronę, delikatnie się krzywiąc- I tak się dowiedzą- westchnął, siadając po turecku na podłodze- Mam ochotę podzielić się z całym światem faktem, że jesteśmy razem- tym razem to ja westchnęłam i usiadłam obok niego, opierając się plecami o łóżko.
- Śniadanie już jest!- zza drzwi usłyszeliśmy krzyk Harrego.
- To smacznego- mruknął Louis, wracając do usilnego wpatrywania się w moją osobę- Jak to ukryjemy, to później może się jeszcze gorzej skończyć. Poza tym i tak już coś sugerują, spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu i to po prostu widać- to jest druga chwila, w której Louis wydawał się być poważny. Pierwsza, była w momencie w którym zdobył się na odwagę i postanowił wyznać mi całą prawdę o swoich uczuciach, później już mu się taka powaga nie zdarzyła. Może jeszcze wczoraj, kiedy dowiedział się o mojej wyprowadzce, ale to była inna odmiana powagi, jakby to nazwać. Jęknęłam cicho i przysunęłam się do chłopaka, który objął mnie ramieniem.
- Przecież wasze fanki mnie zjedzą- mruknęłam, przekręcając oczami.
- Wiedziałaś, że związanie się ze mną może nieść za sobą takie konsekwencje- stwierdził chłopak, całując mnie w głowę. Oparłam swoja głowę na jego ramieniu i wbiłam wzrok w stojące przede mną biurko- Myślałem, że warto- mruknął, trochę smutny.
- Pewnie, że warto. Co nie zmienia faktu, że to był szantaż emocjonalny- przekręciłam oczami i podniosłam głowę, patrząc w jego stronę- Ale jak mnie zabiją, to masz za zadanie załatwić mi różową trumnę z jednorożcem, jasne?- spytałam po chwili, co spowodowało wybuch śmiechu chłopaka. Energicznie pokiwał głową i szeroko się uśmiechnął.
- Nic ci się nie stanie, obiecuję- zaśmiał się Louis, podniósł się z miejsca i wyciągnął w moim kierunku rękę- Jestem głodny, chodź- skinęłam głową i chwyciłam jego dłoń, po czym podniosłam się z podłogi. Chłopak uradowany ruszył w stronę drzwi, chwycił za klamkę najwidoczniej zapominając, że zamknął je na klucz. Nawet tego nie zauważył i przywalił całym swoim ciałem w zamknięte drzwi. Wybuchnęłam śmiechem i usiadłam na łóżku, nie przestając się śmiać- Mogłaś mi powiedzieć!- burknął oburzony, krzywiąc się i trąc bolące miejsce na swojej głowie. Nadal się śmiejąc, podeszłam do stojącego tyłem do mnie chłopaka z założonymi rękoma i objęłam go od tyłu.
- Przepraszam?- powiedziałam pytającym tonem, stanęłam na palcach i pocałowałam go w szyję.
- Już się nie gniewam- odpowiedział szczęśliwy i odwrócił głowę w moją stronę- Ale lepiej już zejdźmy na dół, bo zaraz cię zgwałcę- mruknął, drugą część zdania praktyczne nie słyszalnie. Zaśmiałam się, walnęłam go w ramię i otworzyłam zamek w drzwiach. Chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię i niosąc mnie, skierował się schodami na dół.

- Kochanie!- krzyknęła Savannah, kiedy w drzwiach domu chłopaków pojawił się Nick. Przekręciłam oczami, nie zwracając na nich uwagi. Jeśli ja tak samo reaguję na Louisa, to zdecydowanie wszystkim współczuję tego, że muszą przebywać z nami w jednym pomieszczeniu- Ale się stęskniłam!
- Ja bardziej się stęskniłem- odpowiedział jej chłopak, obejmując ją w talii.
- Kocham cię!
- Ja ciebie też.
- O boże, rzygam- mruknął Harold przewracając oczami, z bardzo zniesmaczoną miną. Dla pozorów odwróciłam się do niego i walnęłam w ramię, jednak z mojej miny bardzo łatwo mógł wywnioskować, że tak naprawdę się z nim zgadzam. Loczek tylko ze zrozumieniem skinął głową i zabrał Louisowi pilota.
- Oddawaj to matole!- krzyknął Louis, piorunując spojrzeniem chłopaka. Ten tylko wzruszył ramionami i zabrał się za przełączanie kanałów. Louis z oburzoną miną, rzucił się na niego chcąc wyrwać mu pilota. Przewróciłam oczami i znudzona zaczęłam stukać ręką w oparcie kanapy. Ze wszystkich stron dało się słyszeć krzyki, wrzaski, wyznania miłosne – i wcale nie mówię tu o naszej parce, tylko o Niallu który był w trakcie okazywania swoich uczuć kanapce z szynką. Nie miałam się na czymś skupić, więc wstałam z kanapy zostawiając całe towarzystwo w salonie i udałam się do kuchni. Miałam ogromną ochotę na chwilę ciszy.

Mogę się założyć, że stąd wyjadę. Rozmawiałam już niejednokrotnie na temat wyprowadzki z moim tatą, ale on nawet nie chce słyszeć że miałabym tutaj zostać. Kategorycznie mi tego zabrania i nawet nie bierze takiej opcji pod uwagę. Powiedział mi jasno, jadę z nimi bez żadnej dyskusji. Wolałabym się z nim spotkać i porozmawiać w cztery oczy, a nie gadać z nim o tym przez telefon, gdzie ta wredna zołza wszystko podsłuchuje i podrzuca mojemu ojcu swoje zdanie. Wydaje mi się, że w tej kwestii nikt już nic nie zdziała i tak czy siak, będę zmuszona do przeprowadzki do Paryża. Miasta miłości. Zostawiając najważniejszą osobę w moim życiu w Londynie. Daleko ode mnie. Zmiana otoczenia, zostawienie przyjaciół.. to wszystko chyba nie jest na moje nerwy. A ta nowa narzeczona mojego ojca, jeszcze go do tego wszystkiego namawia. Z tego co opowiadała mi kucharka, która pracuje w domu mojego ojca kiedy ostatnio z nią rozmawiałam, ta cała durna Camille ma ogromny wpływ na mojego tatę i mogłaby spokojnie być moją starszą siostrą. Może i jestem przewrażliwiona, ale taka miłość nie istnieje. Spójrzmy prawdzie w oczy, mój ojciec jest bogaty, ma tyle pieniędzy ile połowa Londynu zarabia wspólnie przez cztery miesiące, on ma to w tylko jeden. Chyba ewidentnie widać, że leci na jego pieniądze. Mogę się założyć, że wcale go nie kocha. To nie ma sensu, żadnego.

Nalałam sobie soku do szklanki i usiadłam na jednym z krzeseł przy stole. Nie mogłam powiedzieć teraz Louisowi, że i tak wyjadę. Bałam się tego jak niczego wcześniej. Bałam się, że przez tą wyprowadzkę mogę go stracić. Co ja gadam. Na pewno go stracę. Znajdzie sobie jakąś piękność, która będzie na miejscu i będzie go kochać. Chyba by mnie to zraniło. No właśnie, chyba. Bo jeśli on byłby przy niej szczęśliwy i nie zamartwiał się mną, to z drugiej strony skłaniałabym się do tego, że jeśli on jest szczęśliwy to i ja powinnam. Tylko się tego bałam. Kocham go. Powiem to samej sobie - jestem zakochana i nie potrafię przyjąć do wiadomości, że mój ojciec może to zniszczyć.
- Chodź, musimy pogadać- w drzwiach kuchni stanął Nick, delikatnie się do mnie uśmiechając. Skinęłam głowa, bo chyba właśnie potrzebowałam jego obiektywizmu, który zawsze jakoś dziwnie wyciągał mnie z doła. Narzuciłam kurtkę i wyszłam za chłopakiem.
- Jak po tych wszystkich wyjazdach?- spytałam, delikatnie się niego uśmiechając.
- O tym, to pogadamy kiedy indziej- westchnął, obejmując mnie ramieniem- Dlaczego kiedy dzwoniłem nie powiedziałaś, że masz zamiar się wyprowadzić?
- Bo to nie jest moja decyzja, tylko decyzja mojego ojca i tej popieprzonej Camille, która wpierdziela się w nie swoje zakichane sprawy- mruknęłam z przekąsem i skrzyżowałam ręce.
- Rozumiem, że nowa dziewczyna twojego ojca ma na celu zniszczenie ci życia?- spytał z powątpiewaniem, przekręcając oczami.
- Tak. Dokładnie tak- odpowiedziałam z miną znawcy, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Wiesz.. znam twojego ojca dokładnie tak dobrze jak ty i nie chciałbym cie załamać, ale jeśli on coś postanowi to jest praktycznie niemożliwe, żeby go od tego odwieść- westchnęłam, jednak skinęłam głową- Może coś wymyślimy- dodał na pocieszenie, delikatnie się do mnie uśmiechając.
- Nic nie wymyślimy- zapewniłam, wrzucając na swoją twarz spokojny uśmiech- Dobrze wiem, że na niego już nic nie zadziała. Nawet nie wie jak bardzo mnie tym wyjazdem zniszczy. Starałam się z nim porozmawiać, ale mnie nie słucha. Uparł się na tę swoją, pełną kochająca się rodzinę. Nic nie poradzę. To koniec.

- Co sobie tak poszliście? Mogliście chociaż powiedzieć!- w progu przywitał nas rozzłoszczony Louis, patrząc na nas wkurzonym wzrokiem.
- Musiałam pójść do internatu i wziąć sobie ciuchy- powiedziałam, głową wskazując torbę którą trzymał Nick.
- Poszedłbym przecież z tobą- od razu powiedział Louis, biorąc moją torbę od Nicka. Zaśmiałam się cicho i posłałam uśmiech w stronę swojego przyjaciela, który tylko machnął ręką i wszedł w głąb pokoju- Czyli zostajesz?- spytał uśmiechnięty Louis.
- Tak, Nick powiedział moim opiekunom, że wrócę w poniedziałek rano- chłopak słysząc „Nick” delikatnie się skrzywił, jednak skinął głową i pociągnął mnie za rękę. Zamknęłam drzwi do pokoju Louisa i odwróciłam się do niego przodem, obdarzając go badawczym spojrzeniem.
- Tylko mi nie mów, że jesteś zazdrosny- chłopak obojętnie wzruszył ramionami i usiadł na łóżku, opierając się plecami o ścianę. Uśmiechnęłam się pod nosem i usiadłam przodem do niego- Louis- zaczęłam, łapiąc go za rękę. Chłopak nie zareagował, tylko patrzył przed siebie- Nick to mój przyjaciel, znam go praktycznie od podstawówki i dlatego jestem z nim blisko. Ale nie masz żadnych powodów, żeby czuć się zazdrosnym. Poza tym, traktuję go jak starszego.. wkurzającego brata- wytłumaczyłam, bawiąc się ręką chłopaka.
- Spędzałaś z nim nasza miesięcznicę- powiedział z wyrzutem, krzyżując ręce.
- Nie było mnie z tobą godzinę- westchnęłam zrezygnowana, na co ten podniósł na mnie wzrok i spojrzał w moje oczy. Dopiero teraz mogę stwierdzić, że jego spojrzenie jest zdecydowanie za bardzo przeszywające.
- To żaden argument- obronił się Louis, przekręcając oczami. Spojrzałam na niego, na co ten tylko ciężko westchnął- Po prostu znasz go tak w cholerę długo, że.. no kurde. Dobra, jestem zazdrosny- mruknął pod nosem, spuszczając głowę.
- A dałam ci jakieś powód?
- No niby nie. Ale z nim rozmawiasz.
- Bo to mój przyjaciel. Kocham go- stwierdziłam, na co Louis błyskawicznie spojrzał na mnie przerażony- jak brata, albo złotą rybkę- dodałam szybko, widząc jego przestraszony wyraz twarzy- To ciebie kocham, zrozumiesz to w końcu?- westchnęłam, zrezygnowana opadając na łóżko.
- Chyba to chciałem usłyszeć- dorzucił po chwili i nachylił się nade mną- Już nie będę zazdrosny. Dobra, będę. Ale będę to ukrywał- nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo chłopak w błyskawicznym tempie złapał moją rękę i pocałował mnie.

__________________________________________________________________
No. Siedemnastka za nami. So.. właściwie to... Wiem, że mnie zabijecie i tak dalej, ale niedługo koniec historii Natalie. To znaczy, jeszcze trochę rozdziałów przed nami - o to się nie martwcie, ale przecież nie będę ciągnęła tej historii nie wiadomo ile. Moje opowiadania zazwyczaj szybko się kończą, jednego bloga skończyłam już po szesnastym rozdziale, więc jakby nie patrzeć i tak długo wytrzymuję. Na tym blogu będzie około 23 do 25 rozdziałów, jeszcze nie wiem dokładnie.
Plus, mam pomysł na całkiem nową historię i strasznie mnie ciągnie, żeby zacząć ją pisać. Ale to dopiero w momencie, kiedy ten blog będzie zakończony. No, to chyba wszystko.
Nie zabijajcie mnie.


niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 16.


NATALIE, POCZĄTEK LUTEGO

Powrót do internatu i wrócenie do nauki wcale mi teraz nie odpowiadało. Nie dość, że musiałam znowu zacząć się uczyć to jeszcze mój ojciec postanowił, że od następnego półrocza przeniesie mnie do szkoły w Paryżu. Jego nowa dziewczyna, przekabaciła go, żeby wyprowadził się z Londynu, bo jak twierdzi we Francji będą mieli lepsze warunki. Nawet jej nie poznałam, a już jej nie cierpię. Wydaje się być jędzą i to okropna jędzą. Półrocze kończy się za już niedługo, wraz z ostatnim dniem lutego i w pierwszy dzień zimowych ferii będę zmuszona wyjechać razem z nimi. Stwierdził, że nie zostawi mnie tutaj samej sobie i muszę jechać razem z nim i jego walniętą dziewczyną. Moje argumenty, jak zostawienie wszystkich znajomych i zmiana miejsca pobytu wcale na niego nie działają. Uparł się, że chce mieć pełną rodzinę. Nie sądzę, żeby mu ta wariatka w jakikolwiek sposób przybliżyła rodzinne klimaty, ale wolę z nim o tym nie dyskutować. I tak nic to nie da. Chyba straciłam jakąkolwiek szansę, na zostanie w Londynie.

- Natalie, w porządku?- w drzwiach od łazienki stanęła Savannah, nie spuszczając ze mnie wzroku. Obojętnie wzruszyłam ramionami, odłożyłam książkę od historii na stolik i udałam się w stronę wyjścia z pokoju. Nie miałam ochoty tego wszystkiego jej opowiadać, poza tym muszę zastanowić się, jak to wszystko wytłumaczyć Louisowi. To właśnie on, jest jedną z najważniejszych osób w moim całym życiu. Jutro minie miesiąc, odkąd jesteśmy razem. A ja muszę mu powiedzieć, że z końcem miesiąca zapewne skończy się nasz związek. Nie chciałabym podcinać mu skrzydeł. Zapewnieniami, że wszystko się ułoży i będę mogła tu wrócić do niczego nie dojdę. Sprawa jest jasna. Wyprowadzam się do innego kraju. Będziemy w dwóch różnych miejscach na całej ziemi, nie ma nawet szans żeby to przetrwało. Zresztą uważam, że utrzymaniem tego mogłabym mu tylko zaszkodzić. Bo tu już nawet nie chodzi o mnie. Osoba, która jako pierwsza w taki sposób była dla mnie ważna zasługuje na szczęście. I jeśli ja tego szczęścia dać jej nie mogę, to muszę się postarać żeby ktoś inny mu je zapewnił.
- Cześć słońce, gzie zachodzisz?- kiedy tylko otworzyłam drzwi wyjściowe, zobaczyłam w nich uśmiechniętego Louisa. Momentalnie przytulił mnie do siebie i pocałował w policzek. Podniosłam na niego wzrok i nic nie mówiąc wtuliłam głowę w jego tors- Chyba coś się stało- odsunęłam się do niego kawałek i niepewnie skinęłam głową- Savannah my wychodzimy!- krzyknął chłopak w głąb pokoju, chwycił moją kurtkę z wieszaka i pociągnął mnie za sobą- Bardzo straszne, czy średnio straszne?- spytał chłopak, starając się utrzymać swój radosny ton głosu. Skrzywiłam się nic nie odpowiadając- Mogłabyś się do mnie odezwać?- westchnął, narzucając na mnie moją kurtkę. Westchnęłam ciężko, zapięłam ją i spojrzałam na chłopaka.
- Przepraszam, chyba nie wiem co powiedzieć- mruknęłam spuszczając głowę.
- O co chodzi?- spytał łapiąc mnie za obie ręce i splatając nasze dłonie. Pociągnął mnie za nie i przytulił do siebie.
- Mój ojciec stwierdził, że chce mieć normalną rodzinę- zaczęłam, odsuwając się do chłopaka, butem rysując jakiś wzorek na ziemi.
- To chyba dobrze- wtrącił chłopak, starając się do mnie przysunąć. Ponownie się odsunęłam i pokręciłam przecząco głową.
- Nie do końca- mruknęłam momentalnie się krzywiąc- sądzi, że nie powinnam mieszkać tutaj sama i stwierdził, że mam przeprowadzić się z nim i jego nową panną do Paryża- bałam się podnieść na niego wzroku, byłam tak cholernie przygnębiona, że mogłam być pewna, że jeśli tylko na niego spojrzę to się rozpłaczę. Chłopak przez dłuższą chwilę milczał, po czym nic nie mówiąc wziął mnie za rękę.
- Spójrz na mnie- lekko przymrużyłam oczy, jednak podniosłam swoje spojrzenie na Louisa. Patrzył na mnie tak jak zawsze, z ogromną czułością. Chociaż teraz wyczułam nutę powątpiewania i smutku, który tylko potwierdziły łzy czające się w jego oczach- Po pierwsze, to i tak nie zmieni moich uczuć do ciebie- zaczął, odgarniając moje włosy, które miały zasłonić moją twarz- Po drugie, porozmawiam z twoim ojcem. A jeśli mi się to nie uda, to będę do ciebie przyjeżdżał kiedy tylko będę mógł. Nie pozwolę ci odejść.
- Louis, to nie będzie miało sensu. Ja tam ty tu. To się nie uda- zaczęłam delikatnie, na co chłopak tylko spojrzał na mnie, nie kryjąc przerażenia w oczach.
- Nie, nie i jeszcze raz nie. Nawet o tym nie myśl, nie możesz ze mną zerwać!
- Louis, spokojnie- westchnęłam, łapiąc go za rękę.
- Jak ja mam być spokojny, kiedy moja dziewczyna chce ze mną zerwać?!
- Nie chcę z tobą zerwać- jeszcze nie, dopowiedziałam w myślach delikatnie uśmiechając się do chłopaka- Będę tu do końca semestru, postaram się jakoś pogadać z tatą, ale jeśli to nic nie da, będę musiała wyjechać. Związki na odległość zawsze się kończą, zrozum. Będzie tylko gorzej.
- Nie myśl tak. A tym bardziej tak nie myśl. Nie pozwolę ci- nie pomaga. W ogóle nie pomaga. Jeszcze mi to utrudnia.
- Zostawmy to na razie, dobrze?- chłopak skinął głową i uśmiechnął się niepewnie. Przysunęłam się do niego i złapałam jego rękę.


SAVANNAH

- Zayn daj spokój- westchnął Liam, pukając Mulata w głowę. Ten cały zdenerwowany, samotnym spacerem naszych gołąbeczków posłał mu wkurzone spojrzenie i skrzyżował ręce. Przewróciłam oczami i postanowiłam się nie odzywać. Moje kłótnie z Zaynem i tak nie wnoszą nic nowego, jeszcze bardziej go nakręcam. Szkoda, że nie potrafię jakoś go uspokoić, bo jego wszechobecna zazdrość zaczyna działać mi na nerwy. Mógł nie schrzanić swoich relacji z Natalie. A nie, teraz będzie udawał wielce zranionego i smutnego, bo szatynka postanowiła być z moim bratem. I dobrze, widać że to właśnie ona daje mu szczęście a ja jako jego młodsza, ale za to mądrzejsza siostra powinnam go wspierać a nie podkładać kłody pod nogi. Zresztą Natalie się zmieniła, widać że nie traktuje go jak kolejnego trofeum, tylko naprawdę jej na nim zależy. Więc, nikomu nic do tego. Tym bardziej Zaynowi, który ma zamiar zaprzepaścić ich związek na własną korzyść. Chyba nie jest mi dane zrozumieć facetów.

- Niall przestań wyżerać Natalie ciastka, jak się skapnie to cię zabije. Zayn przestań straszyć Liama łyżką, Harry nie obmacuj Louisa na moich oczach. Jasna cholera, gdzie jest Natalie?- jęknęłam zirytowana, masując sobie czoło. Rozejrzałam się dookoła absolutnie zdołowana widokiem dookoła. Z mojego pokoju w internacie robił się powoli jakiś burdel, albo nawet gorzej. Zawiesiłam wzrok na Louisie, który zapewniał lokowatego o jego dozgonnej miłości. Momentalnie przekręciłam oczami, starając się wyrzucić ze swojej głowy homoseksualistką scenkę z Larrym w roli głównej. Chyba umrę. W drzwiach stanęła Natalie z bardzo skwaszoną miną, z nienawiścią spoglądającą na drzwi wejściowe- Natalie, słoneczko!- krzyknęłam jednak dziewczyna tylko machnęła ręką i udała się do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi. Louis od razu podniósł się z miejsca i ruszył w kierunku drzwi łazienki, doszedł do mnie tylko rozczarowany jęk Harolda i jego tradycyjne narzekanie.
- Co jej jest?- spytał Niall, zaprzestając opróżniania czekoladowych ciastek Natalie. Wzruszyłam ramionami, dając mu do zrozumienia że moja przyjaciółka nie wtajemniczyła mnie w swoje pokręcone życie.
- Może skończyła jej się maść na pryszcze- podrzucił Harry, bawiąc się moją poduszką. Przewróciłam oczami i wbiłam wzrok w siedzącego naprzeciwko mnie Nialla.
- Muszę wam coś powiedzieć- z łazienki wyszła szatynka, wygląda jakby przed chwilą wylała z siebie dość sporą ilość łez. Louis westchnął, pociągnął ją tak żeby usiadła na jego kolanach i przytulił dziewczynę do siebie- z końcem semestru, wyjeżdżam- rzuciła, mocniej ściskając rękę chłopaka. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem, delikatnie kręcąc głową. Przeniosłam swój wzrok na resztę siedzącą w pokoju. Louis starała się zachować nutę spokoju, odważnie przytulając do siebie jednocześnie wkurzoną i roztrzęsioną dziewczynę. Niall zmarszczył brwi i uśmiechnął się pocieszająco w stronę dziewczyny, która kilkakrotnie zamrugała i mocniej wtuliła się w tors chłopaka. Zayn mimo wszystko wyglądał, jakby coś go poruszyło. Nawet nie wiem co, jednak coś na pewno. Liam ze względu na to, że siedział blisko nich przyjacielsko poklepał ją po ramieniu. Harry pomimo ciągłego dogryzania Natalie, momentalnie się skrzywił po czym bardzo szybko zmienił wyraz twarzy, na zatroskany i bez uśmiechu. Chyba mimo wszystko ją polubił.
- Dlaczego?- to było jedyne pytanie, które mogło mi w tej chwili cokolwiek wyjaśnić. Dziewczyna pociągnęła nosem i wzięła głęboki oddech.
- Mój ojciec jest ewidentnym egoistą i postanowił, że razem z jego nową narzeczoną stworzy mi prawdziwą rodzinę. Powodzenia- mruknęła już nieźle wkurzona. Louis nic nie mówiąc pocałował dziewczynę w głowę, sam powstrzymując łzy. Znam go już dość długo i wiem, kiedy ma ogromną ochotę się rozpłakać. To właśnie była taka chwila.
- Gdzie się wyprowadzasz?- tym razem głos zabrał Harry, zaciekawiony marszcząc brwi. Chciał ukryć swój przypływ smutku, co jakoś mu nie wyszło bo głos lekko mu się załamał.
- Do Paryża- dorzuciła, bawiąc się swoją dłonią.
- A co jeśli cię porwiemy i zamkniemy w naszym domu? Jak cię nie znajdą, to się nie wyprowadzisz! Proste- powiedział Harry z miną znawcy. Wszyscy posłali mu zdziwione spojrzenie, nikt nie sądził że to właśnie on się tym jakoś szczególnie przejmie- No co? Nie moja wina, że Natalie jest trochę jak Gemma. Nic nie poradzę na to, że uwielbiam się z nią kłócić, prawda?- wszyscy przekręcili oczami, jedynie Natalie wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Goń się, Styles- mruknęła pod nosem, przewracając oczami.
- O tym mówiłem!- stwierdził Harry- sama się goń. Poza tym ja planuję tutaj twoje uprowadzenie, więc mnie Verne nie wkurzaj, bo będzie brutalnie- wystawił jej język i rzucił moją ulubioną, różową poduszką w kierunku szatynki.
- Styles, jesteś debilem- dorzuciła po chwili Natalie, odrzucając poduszkę w jego stronę.
- Nikt nikogo nie będzie porywał, Harry- westchnął Liam, z kpiącym spojrzeniem patrząc na loczka.
- No a macie lepszy pomysł?- rzucił oburzony, krzyżując ręce.
- Nie udzielaj się- westchnął Louis, wystawiając język w jego kierunku.



NATALIE

- Możesz dzisiaj zostać? Jest piątek, nie będą sprawdzać czy jesteście w pokojach- spojrzałam na Louisa. Kiedy robił takie oczy, zdecydowanie nie potrafiłam mu odmówić. Skinęłam głową i położyłam głowę na ramieniu chłopaka. Uśmiechnął się do mnie szeroko i wziął mnie na ręce, jak mniemam miał zamiar zanieść mnie do swojego pokoju.
- Mogę iść sama- zaśmiałam się, dyskretnie obciągając w dół swoją spódnicę.
- Tak mi nie zwiejesz- zaśmiał się chłopak i położył mnie na łóżku w swoim pokoju. Błyskawicznie znalazł się obok mnie i z wielkim uśmiechem, przysunął mnie do siebie- Mógłbym ci w sumie powiedzieć, że bardzo cie kocham i tak dalej, ale to jest takie strasznie przechodzone, że dam sobie spokój. Zresztą wydaje mi się, że już to wiesz- stwierdził chłopak, kręcąc pasmo moich włosów na swoim palcu. Uśmiechnęłam się trochę nieporadnie i westchnęłam ciężko- Ej, słońce będzie dobrze. Musi być dobrze- skinęłam głową i podniosłam głowę do góry. Nie czekając na nic więcej pocałowałam go w kącik ust i posłałam mu uśmiech- Tak o wiele lepiej- zaśmiałam się cicho i ponownie przytuliłam do chłopaka. Louis złapał mnie w talii i przesunął tak, żebym leżała na nim.
- Co robisz, świrze?- zaśmiałam się i złapałam jego rękę.
- Poza pokazywaniem ci, że nie mam zamiaru pozwolić ci odejść? Nic takiego- chłopak zbliżył się do mnie i pocałował. Przejechał ręką po jego policzku i uśmiechnęłam się, w sumie sama do siebie.
- Będę za tym tęsknić- uśmiechnęłam się w jego stronę kładąc się obok, na co chłopak błyskawicznie złapał moją rękę i pochylił się nade mną.
- Nie będziesz, bo nigdzie nie pojedziesz. Jeszcze nie wiem jak, ale na pewno cię tu zatrzymam- zaśmiałam się pod nosem, słysząc pewny siebie ton głosu mojego chłopaka. Nie chcąc mu podcinać skrzydeł, złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie.
- Niech ci będzie. I tak cię kocham, Louis- chłopak uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mnie z iskierkami w oczach.
- Mogłabyś powtórzyć? Albo poczekaj, nagram cię i ustawię na dzwonek- chłopak już miał zamiar się podnieść, jednak w dobrym momencie przyciągnęłam go do siebie i złożyłam na jego ustach pocałunek- Albo nie wstaję- szepnął do mojego ucha i patrząc w moje oczy. Zaśmiałam się i uśmiechnęłam się w jego stronę- Nie, nie, nie. Nie przerywaj- wybuchnęłam śmiechem i po raz kolejny pocałowałam Louisa. W tym samym momencie ktoś otworzył drzwi do jego pokoju- Kimkolwiek jesteś, wyjdź- machnął ręką, powracając do poprzedniej czynności. Usłyszeliśmy tylko dźwięk zamykanych drzwi.
- Nie mam do ciebie siły.
- Ja do siebie też- zakończył Louis i zamknął mi usta kolejnym pocałunkiem.
______________________________________________________________
PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKIE BŁĘDY.

Dopiero teraz, bo wcześniej brakowało mi natchnienia. Ogólnie, to rozdział mi się nie podoba, ale ocenę tego czegoś na górze pozostawię wam. Dziękuję za 71 obserwatorów, 16343 wejścia i wszystkie komentarze. Wszystko razem, daje mi naprawdę bardzo dużo. Dziękuję.
Przypominam o zakładkach, które pojawiły się po zmianie wyglądu bloga. SPAM UMIESZCZAĆ TAM. JESZCZE JEDEN KOMENTARZ ZE SPAMEM POD ROZDZIAŁEM, TO ZA SIEBIE NIE RĘCZĘ. TAK MNIE TO WKURZA, ŻE TO PO PROSTU POEZJA.
Jeśli macie jakieś pytania, bądź chcecie być informowani o nowych rozdziałach piszcie na moje GG- 23799456.

Czy tylko ja kocham piosenkę Adele - Someone like you? : D
Do następnego ♥


czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 15.


NATALIE


Wpatrywałam się w ścianę już od ponad czterdziestu minut i nadal nic sensownego nie potrafiłam wymyślić. Po mojej głowie krążyło głównie to, czy Louis cokolwiek pamięta z wczorajszego wieczoru, czy wie co mi powiedział i co zrobił. Z jednej strony miałam nadzieję, że kompletnie nic nie wie, ale z drugiej chciałam żeby wszystko pamiętał i żeby wrócił do wczorajszego tematu. Sama nie jestem do końca przekonana, co do niego tak naprawdę czuję. Ale kiedy przypomnę sobie pierwsze sekundy nowego roku, wszystkie wątpliwości trochę się zacierają. Jeszcze nigdy wcześniej niczego takiego nie czułam. Wiem, że wszyscy bohaterowie jakiejś dennej komedii romantycznej tak mówią, ale nie mogę tego nazwać inaczej. Nie wiem czy już go kocham, chyba jeszcze do tego nie doszło, ale uświadomiłam sobie kilka rzeczy - jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu, zawsze mogę na nim polegać i co bym nie zrobiła wiem, że on mnie wesprze. Kiedy tylko go widzę od razu się uśmiecham i ciągle chcę być obok niego. Wydaje mi się, że to wystarczające argumenty pokazujące, że jednak coś zaczynam do niego czuć, i na pewno nie jest to zwykła sympatia. Chociaż.. swoją bliskością mogłabym go zranić. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek – tym bardziej Louis, przeze mnie cierpiał. Nie mogę na to pozwolić, sama już nie wiem co mam robić.


- Co się tak odstawiłaś?- spytałam, stając w progu kuchni i opierając się o drzwi. Savannah uśmiechnęła się wesoło, wzruszyła ramionami i odwróciła się do mnie plecami. Rudowłosa i spódnica? Albo idzie na randkę, albo odebrać Grammy. Innej opcji nie widzę.
- Znowu masz te śliskie portki- stwierdziła, mierząc mnie od czubka głowy po same buty. Zaśmiałam się pod nosem i powtarzając jej gest, obojętnie wzruszyłam ramionami. Stanęłam przy szafce, chcąc wyciągnąć sobie talerz. Dziewczyna stanęła obok drzwi uważnie mi się przyglądając- Masz jakieś konkretne plany co do tych spodni? Wiesz, łatwo się ześlizgują- powiedziała, wybuchając niepohamowywanym śmiechem. Gwałtownie się odwróciłam i rzuciłam w nią bananem, wcześniej leżącym na stoliku. Na moje nieszczęście, dziewczyna zdążyła się odsunąć i bananem oberwał Harry, który wchodził do kuchni razem z Louisem. Loczek spojrzał na mnie oburzony i szybkim krokiem do mnie podszedł, nie zważając na nic wybiegłam z kuchni starając się uciec przed jego morderczym spojrzeniem.
- Natalie Anne Verne, szykuj trumnę!- krzyknął, prawie mnie doganiając. Po chwili runął na ziemię, ze względu na fakt, iż Niall przechodzący obok podstawił mu nogę.
- Kocham cię!- krzyknęłam w stronę blondyna i wróciłam do kuchni, chwyciłam widelec, żeby mieć się czym obronić. Kiepska broń, ale zawsze coś.
- Mam banana we włosach!- ryknął Harold, oburzony krzyżując ręce. Wyciągnęłam w jego kierunku widelec, który trzymałam na co ten tylko prychnął pod nosem i puknął się w głowę- Kupisz mi żelki, jesteśmy kwita- skinęłam głową i odstawiając widelec, odwróciłam się przodem do szafki- Muszę ci powiedzieć, że twój tyłek bardzo fajnie wygląda w tych spodniach- stwierdził Harry, odwróciłam się do niego przodem z nieodgadnioną miną i miską w ręce.
- Dziękuję Harold- mruknęłam, uśmiechając się cwanie. Bardzo dobrze wiem, że Loczek nie lubi kiedy mówi się do niego pełnym imieniem. Chłopak przewrócił oczami i z faktu, że właśnie wyciągał sobie szklankę z szafki obok mnie, sprzedał mi buziaka w policzek- Wyjdź zboczeńcu- mruknęłam pod nosem i wystawiłam mu język. Spojrzał na mnie zalotnym spojrzeniem, na które tylko obdarowałam go bardzo dziwnym wzrokiem. Wzięłam musli, wyciągnęłam mleko i postawiłam wszystko na stole- Nie będę jeść jak ten świr się na mnie patrzy!- pokazałam głową na wpatrującego się we mnie Harrego, który tylko wybuchnął śmiechem. Louis pierwszy raz dzisiejszego dnia się uśmiechnął i pierwszy raz dzisiaj na mnie spojrzał. Zauważając, że również się mu przyglądałam bardzo szybko spuścił wzrok na blat stołu. Jedyne co krążyło po mojej głowie to jedno, ale bardzo znaczące dla mnie słowo. Pamięta.
- Hey i just met you, and this is crazy. But here's my kitchen są sandwich maybe!- do kuchni wleciał śpiewający blondyn, w bardzo dziwny sposób ruszający tyłkiem. Aż zakrztusiłam się swoim śniadaniem ze śmiechu. Louis poklepał mnie po plecach, żebym mogła oddychać.
- Ja tu nie wytrzymam- westchnęłam przewracając oczami. Po skończonym jedzeniu śniadania włożyłam miskę do zmywarki- Wychodzę, wrócę za jakieś trzy godziny- rzuciłam i ruszyłam w kierunku drzwi.
- Gdzie idziesz?- spytał Louis, patrząc w moją stronę. Udałam, że tego nie słyszę bo nie miałam ochoty tłumaczyć wszystkim z jakiego powodu udaję się do szpitala, mam ciekawsze zajęcia- Idziesz do tej dziewczynki?- zagrodził mi drogę, kiedy wchodziłam do pokoju. Skinęłam głową i lekko się do niego uśmiechnęłam- Pójdę z tobą. Znaczy, jeśli chcesz.
- Pewnie- uśmiechnęłam się i zlustrowałam chłopak wzrokiem- Tylko się ubierz- stwierdziłam, zauważając że nie ma na sobie koszulki. Chłopak wystawił mi język i zniknął za drzwiami swojej sypialni. Wzięłam telefon ze stolika i poprawiłam warkocza, którego sobie dzisiaj zrobiłam.
- Już- w drzwiach zobaczyłam chłopaka, który szeroko się do mnie uśmiechał.
- Schowasz mi telefon? Nie mam kieszeni- spojrzałam na niego z wielkim uśmiechem, niczym kot ze Shreka. Chłopak wziął ode mnie mój telefon i schował go do swojej kieszeni.


- Rose jest chora na białaczkę- wytłumaczyła mi opiekunka, która stała przed salą dziewczynki. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem, nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa- Nie chcemy, żeby dowiedziała się, że jest tak ciężko chora. To mądra dziewczynka, na pewno już się czegoś domyśla, ale mamy zamiar jeszcze chociaż w małym stopniu dać jej trochę szczęścia- skinęłam głową, tylko na tyle było mnie stać. Nie wiedziałam co mam w takiej sytuacji powiedzieć. Ta mała, zawsze uśmiechnięta, może trochę skryta w sobie mała dziewczynka, jest chora na białaczkę? Sama czułam się dziwnie, a co dopiero czułaby mała wiedząc, co jej grozi. Usiadłam na krześle przed salą, spuszczając wzrok na podłogę.
- Będzie dobrze- Louis usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem- Uspokój się i idź do niej, ona na pewno na ciebie czeka- delikatnie potrząsnęłam głową i przetarłam oczy. Spojrzałam na chłopaka i posłałam mu buziaka w powietrzu. 
- Natalie!- dziewczynka leżąca w łóżku szeroko się do mnie uśmiechnęła i wyciągnęła rączki w moją stronę. Mają rację, teraz trzeba dać jej chociaż trochę szczęścia, ma się czuć dobrze.
- Cześć Rose- uśmiechnęłam się i usiadłam obok niej, wyciągając w jej stronę białego misa z różowym serduszkiem w rękach.
- Dla mnie? Dziękuję!- uśmiechnęła się szeroko przytulając do siebie pluszaka- A wiesz, że było u mnie wczoraj prawie całe przedszkole? Nawet taki chłopczyk, który ciągle ciągnie mnie za włosy! I powiedział, że mnie przeprasza i dał mi czekoladę, uwierzysz?
- Myślę, że on cie lubi. Chłopcy są trochę dziwni.
- I to jak! Bardzo dziwni! Ale fajnie się z nim wczoraj bawiłam. A poznam tego, który dał ci ten wisiorek? No wiesz, ten z serduszkiem. Chciałabym go poznać, na pewno jest fajny.
- Wiesz, w zasadzie to czeka na mnie na zewnątrz- dziewczynka od razu się rozpromieniła i uśmiechnięta klasnęła w rączki.
- Zawołaj, zawołaj!- zaśmiałam się i skinęłam głową. Wstałam z miejsca i wyszłam an korytarz, obok drzwi stał Louis. Chwyciłam go za rękaw i wciągnęłam do sali- Jestem Rose, a ty?- powiedziała uradowana. Louis spojrzał na mnie trochę zdziwiony, jednak bardzo szybko się uśmiechnął i podszedł do dziewczynki- Jak będę starsza, to będziesz moim chłopakiem dobrze?- zaśmiałam się słysząc kolejne słowa dziewczynki.
- Jestem Louis. Wiesz, chyba będę dla ciebie za stary. Poza tym nie mogę odbić cię milionom chłopców, którzy będą się chcieli z tobą umówić- wytłumaczył jej ze śmiechem- Ale masz ładnego misia!- chłopak od razu chwycił jedną z zabawek i zaczął bawić się z dziewczynką. Nie miałam pojęcia, że ma takie podejście do dzieci. W sumie sam bardzo często zachowuje się jak takie duże dziecko więc nic dziwnego, że dobrze dogadywał się z Rose.
- A ty jesteś chłopakiem Natalie? No bo wiesz, tak sądzę że do siebie pasujecie, serio!- Louis przerwał bawienie się z dziewczynką i odwrócił się w moją stronę. Po jej słowach na chwilę wstrzymałam oddech, uśmiechnęłam się trochę nieporadnie i przepraszając skierowałam się do wyjścia z sali. Zamknęłam za sobą drzwi i weszłam w trochę zaciemnioną część szpitala, gdzie praktycznie nikogo nie było. Niedaleko siedziała tylko jakaś kobieta, zaczyna w gazetę i mrucząca pod nosem niecenzuralne słowa na temat artykułu, który czytała. Cały kąt przypominał trochę ślepą uliczkę. W sumie to nie wiem dlaczego tak zareagowałam, zwyczajnie się zgubiłam i nie potrafię odnaleźć. Oparłam głowę o ścianę, chcąc skupić myśli na czymkolwiek innym niż on. 
- Tutaj jesteś- przede mną stanął Louis. Nie pomagasz, w ogóle nie pomagasz- Szukałem cię- nie odpowiedziałam. Pierwszy raz w życiu czułam, jakby zabrakło mi języka w gębie- Chyba musimy porozmawiać- ponownie nic nie powiedziałam, nawet na niego nie spojrzałam. Muszę przyznać, że bałam się tych słów, bałam się jak cholera- Byłem wczoraj trochę podbity, ale bardzo dobrze pamiętam co ci mówiłem i również pamiętam to, że cię pocałowałem. I wcale tego nie żałuję. Już trochę się znamy, więc powinnaś wiedzieć że nie rzucam słów na wiatr. Tym bardziej takich słów. Natalie, naprawdę mi na tobie zależy i nie wiem co mógłbym zrobić, żeby ci to udowodnić. Zwyczajnie cię uwielbiam. Jest jeszcze jedna sprawa za którą możesz mnie w tej chwili znienawidzić, ale lepiej żebyś wiedziała. Pamiętasz, jak dwa lata temu pisałaś z chłopakiem, który nigdy nie podał ci swojego imienia? To byłem ja- spojrzałam na niego zdezorientowana i przykryłam usta dłonią.
- Jak to ty?- spytałam spokojnie, patrząc na niego z niedowierzaniem- Wiesz o mnie wszystko! Więcej niż powinieneś, ja..- zamilkłam. Wiedział cały czas, że mnie zna. Wiedział, ale to przede mną ukrywał. 
- Przepraszam, bałem się że nawet nie dasz mi szansy po tym, jak przestałem się odzywać. Głupio mi z tego powodu, po prostu zakochałem się wtedy w dziewczynie, której miałem nigdy nie spotkać i mnie to zwyczajnie przestraszyło. Kiedy cię zobaczyłem z Savanną, wiedziałem że to tak jakbym dostał druga szansę. Nie chciałem zaprzepaścić jej już na samym początku. Mogłem ci o tym powiedzieć i chyba lepiej by było gdybyś wiedziała od początku. Ale posłuchaj, jesteś dla mnie naprawdę ważna. Zakochałem się w tobie- ostatnie słowa wypowiedział takim tonem, że nie miałam wątpliwości co do tego, że powiedział prawdę. Znał mnie bardzo dobrze, dużo o mnie wiedział i nie wiem, czy to jest takie dobre. Po tym kiedy zerwaliśmy kontakt miałam nadzieję, że się spotkamy. Ale z czasem przestałym o nim myśleć, on nie pisał więc sprawa skończona. Teraz, kiedy już wiem że to on, nie wiedziałam co mam zrobić- Nie popełnię drugi raz tego samego błędu, pozwól mi to naprawić- chłopak przysunął się do mnie i przejechał ręką po moim policzku. 
- Pamiętaj, że trzeciej szansy nigdy już nie daję- rzuciłam po krótkiej chwili i pociągnęłam chłopaka za rękę w swoją stronę. 
- Zapamiętam- szepnął do mojego ucha, po czym objął mnie w talii i pocałował. 


- To, że jesteśmy parą wcale nie daje ci pozwolenia na robienie mi siary na środku ulicy- stwierdziłam, krzyżując ręce. Chłopak nawet nie zwrócił na mnie uwagi, tylko nadal latał w kółko i śpiewać, że mnie kocha- Louis!- nadal nie zareagował, tylko posłał mi buziaka i wrócił do biegania w kółko. Jedna z kobiet siedzących na ławce wybuchnęła śmiechem i przyglądała się biegającemu Louisowi. Puknęłam się w głowę i opadłam zrezygnowana na wolne miejsce obok kobiety.
- Zakochał się chłopak- stwierdziła, nie przestając się śmiać.
- Ja go nie znam!- obroniłam się mierząc go wzrokiem. Chłopak zaśmiał się i w bardzo szybkim tempie znalazł się obok mnie. Schylił się nade mną i przerzucił mnie sobie przez ramię- o się nazywa uprowadzenie! Idź wariacie- sama nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Chłopak postawił mnie na ziemi i przelotnie pocałował w policzek, ciągnąc za rękę w stronę wejścia do domu.
- Nie mówmy im na razie, co?- spytał z cwaną iskierką w oczach- Powiemy, jak będą wszyscy chciałbym zobaczyć ich minę- wzruszyłam ramionami i skinęłam głową- Wiesz, za chwilę będziemy w domu i im nie mówimy więc..- chłopak zrobił dzióbek, na co tylko poklepałam go po policzku i wbiegłam do środka domu- Cześć debile!- wrzasnął Louis, wystawiając mi język.
- Louis, skarbie!- krzyknął Harry i szybkim ruchem rzucił się na zdezorientowanego Louisa- Zayn chce mnie zabić!
- Jesteście razem tacy słodcy- stwierdziłam, przyglądając się chłopakom- Chociaż, wiesz Harry. Mógłbyś coś zrobić z tą morką szopą na głowie, twoje włosy trochę przypominają dwa szopy w trakcie, no wiesz czego- dorzuciłam, przyglądając się Harremu.
- Lepiej wiej- syknął w moim kierunku. 
- To narka- pomachałam do nich ręką, pędem wleciałam do salonu i rozwaliłam się na kanapie obok Nialla.
- O cześć słoneczko moje najukochańsze, kochanie moje ty najsłodsze, skarbeńku wspaniały- zaczął wyliczać blondyn, patrząc w moją stronę. Louis który wszedł do salonu spojrzał na niego wrogo, jednak chcąc to jakoś ukryć usiadł na fotelu naprzeciwko, nie spuszczając z nas przenikliwego spojrzenia- Zrób mi kanapkę- skończył Niall, patrząc na mnie błagalnie.
- Kwiatuszku..- zaczęłam patrząc na blondyna- Sam sobie zrób- zakończyłam, klepiąc go po policzku- Harry, weź się ubierz- mruknęłam patrząc w jego stronę.
- Przecież mam bokserki! Jestem ubrany! Co za kobieta, trzymajcie mnie!
- Tylko się nie popłacz- mruknęłam pod nosem, na co Styles nie wytrzymał, wziął poduszkę i mnie nią walnął- Styles, matole!- krzyknęłam i chwytając największa poduszkę jaka była w pobliżu przyłożyłam nią chłopakowi.
- Spokój!- krzyknął Liam, jednak nikt nie miał większej ochoty go słuchać. Biegałam za Stylesem po całym domu z rządzą mordu. Jeszcze chwila, a coś mu zrobię.
- Jestem zdenerwowana. Idę na zakupy- mruknęłam, posyłając ucieszonemu Haroldowi wrogie spojrzenie. Stanęłam przy schodach i zawróciłam do salonu, wyciągnęłam swój telefon z kieszeni spodni Louisa i ponownie ruszyłam na górę.


Miałam wielką ochotę coś ze sobą zrobić, a odwiedzenie fryzjera wydawało mi się najciekawszą opcja. Nieźle się nagimnastykowałam, żeby pozbyć się Louisa i być trochę sama. Powiedziałam mu, że będę kilka godzin chodzić po sklepach. Ostatecznie go to zniechęciło. Fryzjerka trochę podcięła mi włosy, wycieniowała i lekko rozjaśniła. Dość sporo czasu tam przesiedziałam, ale muszę nieskromnie przyznać że się opłacało. Dorzucę jeszcze, że sukienka którą sobie kupiłam jakieś trzy godziny temu również jest prześliczna. I nie powiem, ładnie mi w niej. Chyba nic dziwnego, że nawet jej nie ściągnęłam wychodząc z przymierzalni. Poza tym, zacny Harry Styles mnie zestresował, a ja się stresować nie mogę. Zresztą, co innego poprawia dziewczynie humor, jak nie fryzjer i zakupy? Kosmetyczka! Właśnie, zapomniałam o niej. W sumie, to nigdzie się nie spieszę więc kierunek – najbliższy salon kosmetyczny.


- Wróciłam, możecie się cieszyć!- krzyknęłam z progu. Chyba zaraziłam się wrzeszczeniem od chłopaków, bo zaczynałam robić to coraz częściej.
- Cześć Na.. ta.. lie- moje imię, Zayn wypowiedział niemiłosiernie się jąkając. Spojrzałam na niego spod ukosa i nie zwracając uwagi na jego, co najmniej dziwne zachowanie, ruszyłam w głąb domu.
- O cześć.. o żesz w dupę, Natalie!- krzyknął Niall szeroko się uśmiechając.
- Co ty masz do mojego tyłka?- fuknęłam, mierząc go wzrokiem. Spojrzał na mnie ponownie po czym wybuchnął śmiechem.
- Kto przyszedł?- do salonu wbiegł Harry, odziany tradycyjnie w same bokserki- Jaka ładna! Masz chłopaka?- spytał, mrugając do mnie okiem. Przysunął siei objął mnie ramieniem.
- Styles, debilu idź zjedz miętówkę- odsunęłam się od niego, na co ten szeroko otworzył usta i dziwnie na mnie patrzył.
- Kurwa że co? Boże święty i matko niebios, poleciałem na Natalie!- walnęłam się z otwartej dłoni w czoło i pokręciłam głową.
- Mógłby mi ktoś pomóc tymi torbami? Mieszkasz z pięcioma chłopakami, a musisz się przeciążać. Zniewaga- Niall jak an komendę wziął ode mnie torby i posłał mi szeroki uśmiech.
- Osz kurwa, ale mam ładną dziewczynę- stwierdził Louis, stając w drzwiach z marchewką w ręku. Wszyscy siedzący w salonie, Niall, Harry i Zayn, spojrzeli to na niego, to na mnie z niedowierzaniem w oczach- Ups- sprostował Lou, drapiąc się po głowie.
- To wy jesteście razem?!- krzyknął Harry, patrząc w nasza stronę.
- Nie sądzicie, że globalne ocieplenie to duży problem w naszych czasach?- wypaliłam, chcąc, jakoś nieporadnie, odwrócić od nas uwagę. Niall spojrzał na mnie, po czym wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Wzruszyłam ramionami i wystawiłam mu język.
- Szczęścia- rzucił bez przekonania Zayn i wszedł schodami na górę z bardzo smutną miną.
- A myślałem, że mnie kochasz!- fuknął Harry zwracając się do Lou. Chłopak wyciągnął ręce w jego kierunku, po czym oboje się przytulili.
- Chodzę z gejem- mruknęłam sama do siebie i udałam się schodami na górę. To wszystko, jest jakieś dziwne. Nawet bardzo dziwne. Ogólnie, to albo ja jestem dziwna albo oni są dziwni. Albo wszyscy jesteśmy dziwni, świat jest dziwny. Tak. Uznajmy, że to świat jest dziwny.
_____________________________________________________________

No, i macie Louisa i Natalie razem. Nacieszcie się ich szczęściem póki możecie, bo ten kto już mnie trochę zna wie, że ich sielanka długo nie potrwa. Teraz mam zamiar rozkręcić akcję na dobre. Nic więcej wam nie zdradzę. Plus, doszliśmy do samego środka opowiadania. Przewiduję w nim około 30 rozdziałów, więc faktycznie środek :D
Ostatnio bardzo często miewam wenę, jeśli chodzi o to opowiadanie więc kolejnego możecie spodziewać się w miarę szybko. Ten rozdział napisany miałam już wczoraj, ale nie chcę was rozpieszczać. 


Całkowicie zmieniłam wygląd bloga, dodałam zakładki i trochę zmieniłam bohaterów. Lepiej będzie jeśli klikniecie w postaci, bo zmieniłam zdjęcia. 
Dużo osób chciało też czegoś się o mnie dowiedzieć, bardzo często dostaję wiadomości w stylu jak masz na imię i tak dalej, więc postanowiłam wam co nieco o sobie powiedzieć. Więcej z O MNIE. Polecać możecie się w zakładce SPAM, czytaj więcej właśnie tam.


Dziękuję za tylu obserwatorów, komentarze i wejścia. Jesteście najlepsi. To dzięki temu tak szybko idzie mi pisanie, dajecie powera. ; *



15 TYSIĘCY WEJŚĆ ŻE KURDE SAY WHATAFAK?! ZGON. MEGA ZGON. MEGA MEGA MEGA ZGON RAZY PIĘĆSET PIĘĆDZIESIĄT SIEDEM I DWA KURDE. 


KOCHAM WAS I DZIĘKUJĘ BAAARDZO <3



I TAKI TAM NIALL I MAKARENA NA POPRAWIENIE HUMORU <3




Pozdrawiam i miłego odpoczywania, Cappy <3