czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 15.


NATALIE


Wpatrywałam się w ścianę już od ponad czterdziestu minut i nadal nic sensownego nie potrafiłam wymyślić. Po mojej głowie krążyło głównie to, czy Louis cokolwiek pamięta z wczorajszego wieczoru, czy wie co mi powiedział i co zrobił. Z jednej strony miałam nadzieję, że kompletnie nic nie wie, ale z drugiej chciałam żeby wszystko pamiętał i żeby wrócił do wczorajszego tematu. Sama nie jestem do końca przekonana, co do niego tak naprawdę czuję. Ale kiedy przypomnę sobie pierwsze sekundy nowego roku, wszystkie wątpliwości trochę się zacierają. Jeszcze nigdy wcześniej niczego takiego nie czułam. Wiem, że wszyscy bohaterowie jakiejś dennej komedii romantycznej tak mówią, ale nie mogę tego nazwać inaczej. Nie wiem czy już go kocham, chyba jeszcze do tego nie doszło, ale uświadomiłam sobie kilka rzeczy - jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu, zawsze mogę na nim polegać i co bym nie zrobiła wiem, że on mnie wesprze. Kiedy tylko go widzę od razu się uśmiecham i ciągle chcę być obok niego. Wydaje mi się, że to wystarczające argumenty pokazujące, że jednak coś zaczynam do niego czuć, i na pewno nie jest to zwykła sympatia. Chociaż.. swoją bliskością mogłabym go zranić. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek – tym bardziej Louis, przeze mnie cierpiał. Nie mogę na to pozwolić, sama już nie wiem co mam robić.


- Co się tak odstawiłaś?- spytałam, stając w progu kuchni i opierając się o drzwi. Savannah uśmiechnęła się wesoło, wzruszyła ramionami i odwróciła się do mnie plecami. Rudowłosa i spódnica? Albo idzie na randkę, albo odebrać Grammy. Innej opcji nie widzę.
- Znowu masz te śliskie portki- stwierdziła, mierząc mnie od czubka głowy po same buty. Zaśmiałam się pod nosem i powtarzając jej gest, obojętnie wzruszyłam ramionami. Stanęłam przy szafce, chcąc wyciągnąć sobie talerz. Dziewczyna stanęła obok drzwi uważnie mi się przyglądając- Masz jakieś konkretne plany co do tych spodni? Wiesz, łatwo się ześlizgują- powiedziała, wybuchając niepohamowywanym śmiechem. Gwałtownie się odwróciłam i rzuciłam w nią bananem, wcześniej leżącym na stoliku. Na moje nieszczęście, dziewczyna zdążyła się odsunąć i bananem oberwał Harry, który wchodził do kuchni razem z Louisem. Loczek spojrzał na mnie oburzony i szybkim krokiem do mnie podszedł, nie zważając na nic wybiegłam z kuchni starając się uciec przed jego morderczym spojrzeniem.
- Natalie Anne Verne, szykuj trumnę!- krzyknął, prawie mnie doganiając. Po chwili runął na ziemię, ze względu na fakt, iż Niall przechodzący obok podstawił mu nogę.
- Kocham cię!- krzyknęłam w stronę blondyna i wróciłam do kuchni, chwyciłam widelec, żeby mieć się czym obronić. Kiepska broń, ale zawsze coś.
- Mam banana we włosach!- ryknął Harold, oburzony krzyżując ręce. Wyciągnęłam w jego kierunku widelec, który trzymałam na co ten tylko prychnął pod nosem i puknął się w głowę- Kupisz mi żelki, jesteśmy kwita- skinęłam głową i odstawiając widelec, odwróciłam się przodem do szafki- Muszę ci powiedzieć, że twój tyłek bardzo fajnie wygląda w tych spodniach- stwierdził Harry, odwróciłam się do niego przodem z nieodgadnioną miną i miską w ręce.
- Dziękuję Harold- mruknęłam, uśmiechając się cwanie. Bardzo dobrze wiem, że Loczek nie lubi kiedy mówi się do niego pełnym imieniem. Chłopak przewrócił oczami i z faktu, że właśnie wyciągał sobie szklankę z szafki obok mnie, sprzedał mi buziaka w policzek- Wyjdź zboczeńcu- mruknęłam pod nosem i wystawiłam mu język. Spojrzał na mnie zalotnym spojrzeniem, na które tylko obdarowałam go bardzo dziwnym wzrokiem. Wzięłam musli, wyciągnęłam mleko i postawiłam wszystko na stole- Nie będę jeść jak ten świr się na mnie patrzy!- pokazałam głową na wpatrującego się we mnie Harrego, który tylko wybuchnął śmiechem. Louis pierwszy raz dzisiejszego dnia się uśmiechnął i pierwszy raz dzisiaj na mnie spojrzał. Zauważając, że również się mu przyglądałam bardzo szybko spuścił wzrok na blat stołu. Jedyne co krążyło po mojej głowie to jedno, ale bardzo znaczące dla mnie słowo. Pamięta.
- Hey i just met you, and this is crazy. But here's my kitchen są sandwich maybe!- do kuchni wleciał śpiewający blondyn, w bardzo dziwny sposób ruszający tyłkiem. Aż zakrztusiłam się swoim śniadaniem ze śmiechu. Louis poklepał mnie po plecach, żebym mogła oddychać.
- Ja tu nie wytrzymam- westchnęłam przewracając oczami. Po skończonym jedzeniu śniadania włożyłam miskę do zmywarki- Wychodzę, wrócę za jakieś trzy godziny- rzuciłam i ruszyłam w kierunku drzwi.
- Gdzie idziesz?- spytał Louis, patrząc w moją stronę. Udałam, że tego nie słyszę bo nie miałam ochoty tłumaczyć wszystkim z jakiego powodu udaję się do szpitala, mam ciekawsze zajęcia- Idziesz do tej dziewczynki?- zagrodził mi drogę, kiedy wchodziłam do pokoju. Skinęłam głową i lekko się do niego uśmiechnęłam- Pójdę z tobą. Znaczy, jeśli chcesz.
- Pewnie- uśmiechnęłam się i zlustrowałam chłopak wzrokiem- Tylko się ubierz- stwierdziłam, zauważając że nie ma na sobie koszulki. Chłopak wystawił mi język i zniknął za drzwiami swojej sypialni. Wzięłam telefon ze stolika i poprawiłam warkocza, którego sobie dzisiaj zrobiłam.
- Już- w drzwiach zobaczyłam chłopaka, który szeroko się do mnie uśmiechał.
- Schowasz mi telefon? Nie mam kieszeni- spojrzałam na niego z wielkim uśmiechem, niczym kot ze Shreka. Chłopak wziął ode mnie mój telefon i schował go do swojej kieszeni.


- Rose jest chora na białaczkę- wytłumaczyła mi opiekunka, która stała przed salą dziewczynki. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem, nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa- Nie chcemy, żeby dowiedziała się, że jest tak ciężko chora. To mądra dziewczynka, na pewno już się czegoś domyśla, ale mamy zamiar jeszcze chociaż w małym stopniu dać jej trochę szczęścia- skinęłam głową, tylko na tyle było mnie stać. Nie wiedziałam co mam w takiej sytuacji powiedzieć. Ta mała, zawsze uśmiechnięta, może trochę skryta w sobie mała dziewczynka, jest chora na białaczkę? Sama czułam się dziwnie, a co dopiero czułaby mała wiedząc, co jej grozi. Usiadłam na krześle przed salą, spuszczając wzrok na podłogę.
- Będzie dobrze- Louis usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem- Uspokój się i idź do niej, ona na pewno na ciebie czeka- delikatnie potrząsnęłam głową i przetarłam oczy. Spojrzałam na chłopaka i posłałam mu buziaka w powietrzu. 
- Natalie!- dziewczynka leżąca w łóżku szeroko się do mnie uśmiechnęła i wyciągnęła rączki w moją stronę. Mają rację, teraz trzeba dać jej chociaż trochę szczęścia, ma się czuć dobrze.
- Cześć Rose- uśmiechnęłam się i usiadłam obok niej, wyciągając w jej stronę białego misa z różowym serduszkiem w rękach.
- Dla mnie? Dziękuję!- uśmiechnęła się szeroko przytulając do siebie pluszaka- A wiesz, że było u mnie wczoraj prawie całe przedszkole? Nawet taki chłopczyk, który ciągle ciągnie mnie za włosy! I powiedział, że mnie przeprasza i dał mi czekoladę, uwierzysz?
- Myślę, że on cie lubi. Chłopcy są trochę dziwni.
- I to jak! Bardzo dziwni! Ale fajnie się z nim wczoraj bawiłam. A poznam tego, który dał ci ten wisiorek? No wiesz, ten z serduszkiem. Chciałabym go poznać, na pewno jest fajny.
- Wiesz, w zasadzie to czeka na mnie na zewnątrz- dziewczynka od razu się rozpromieniła i uśmiechnięta klasnęła w rączki.
- Zawołaj, zawołaj!- zaśmiałam się i skinęłam głową. Wstałam z miejsca i wyszłam an korytarz, obok drzwi stał Louis. Chwyciłam go za rękaw i wciągnęłam do sali- Jestem Rose, a ty?- powiedziała uradowana. Louis spojrzał na mnie trochę zdziwiony, jednak bardzo szybko się uśmiechnął i podszedł do dziewczynki- Jak będę starsza, to będziesz moim chłopakiem dobrze?- zaśmiałam się słysząc kolejne słowa dziewczynki.
- Jestem Louis. Wiesz, chyba będę dla ciebie za stary. Poza tym nie mogę odbić cię milionom chłopców, którzy będą się chcieli z tobą umówić- wytłumaczył jej ze śmiechem- Ale masz ładnego misia!- chłopak od razu chwycił jedną z zabawek i zaczął bawić się z dziewczynką. Nie miałam pojęcia, że ma takie podejście do dzieci. W sumie sam bardzo często zachowuje się jak takie duże dziecko więc nic dziwnego, że dobrze dogadywał się z Rose.
- A ty jesteś chłopakiem Natalie? No bo wiesz, tak sądzę że do siebie pasujecie, serio!- Louis przerwał bawienie się z dziewczynką i odwrócił się w moją stronę. Po jej słowach na chwilę wstrzymałam oddech, uśmiechnęłam się trochę nieporadnie i przepraszając skierowałam się do wyjścia z sali. Zamknęłam za sobą drzwi i weszłam w trochę zaciemnioną część szpitala, gdzie praktycznie nikogo nie było. Niedaleko siedziała tylko jakaś kobieta, zaczyna w gazetę i mrucząca pod nosem niecenzuralne słowa na temat artykułu, który czytała. Cały kąt przypominał trochę ślepą uliczkę. W sumie to nie wiem dlaczego tak zareagowałam, zwyczajnie się zgubiłam i nie potrafię odnaleźć. Oparłam głowę o ścianę, chcąc skupić myśli na czymkolwiek innym niż on. 
- Tutaj jesteś- przede mną stanął Louis. Nie pomagasz, w ogóle nie pomagasz- Szukałem cię- nie odpowiedziałam. Pierwszy raz w życiu czułam, jakby zabrakło mi języka w gębie- Chyba musimy porozmawiać- ponownie nic nie powiedziałam, nawet na niego nie spojrzałam. Muszę przyznać, że bałam się tych słów, bałam się jak cholera- Byłem wczoraj trochę podbity, ale bardzo dobrze pamiętam co ci mówiłem i również pamiętam to, że cię pocałowałem. I wcale tego nie żałuję. Już trochę się znamy, więc powinnaś wiedzieć że nie rzucam słów na wiatr. Tym bardziej takich słów. Natalie, naprawdę mi na tobie zależy i nie wiem co mógłbym zrobić, żeby ci to udowodnić. Zwyczajnie cię uwielbiam. Jest jeszcze jedna sprawa za którą możesz mnie w tej chwili znienawidzić, ale lepiej żebyś wiedziała. Pamiętasz, jak dwa lata temu pisałaś z chłopakiem, który nigdy nie podał ci swojego imienia? To byłem ja- spojrzałam na niego zdezorientowana i przykryłam usta dłonią.
- Jak to ty?- spytałam spokojnie, patrząc na niego z niedowierzaniem- Wiesz o mnie wszystko! Więcej niż powinieneś, ja..- zamilkłam. Wiedział cały czas, że mnie zna. Wiedział, ale to przede mną ukrywał. 
- Przepraszam, bałem się że nawet nie dasz mi szansy po tym, jak przestałem się odzywać. Głupio mi z tego powodu, po prostu zakochałem się wtedy w dziewczynie, której miałem nigdy nie spotkać i mnie to zwyczajnie przestraszyło. Kiedy cię zobaczyłem z Savanną, wiedziałem że to tak jakbym dostał druga szansę. Nie chciałem zaprzepaścić jej już na samym początku. Mogłem ci o tym powiedzieć i chyba lepiej by było gdybyś wiedziała od początku. Ale posłuchaj, jesteś dla mnie naprawdę ważna. Zakochałem się w tobie- ostatnie słowa wypowiedział takim tonem, że nie miałam wątpliwości co do tego, że powiedział prawdę. Znał mnie bardzo dobrze, dużo o mnie wiedział i nie wiem, czy to jest takie dobre. Po tym kiedy zerwaliśmy kontakt miałam nadzieję, że się spotkamy. Ale z czasem przestałym o nim myśleć, on nie pisał więc sprawa skończona. Teraz, kiedy już wiem że to on, nie wiedziałam co mam zrobić- Nie popełnię drugi raz tego samego błędu, pozwól mi to naprawić- chłopak przysunął się do mnie i przejechał ręką po moim policzku. 
- Pamiętaj, że trzeciej szansy nigdy już nie daję- rzuciłam po krótkiej chwili i pociągnęłam chłopaka za rękę w swoją stronę. 
- Zapamiętam- szepnął do mojego ucha, po czym objął mnie w talii i pocałował. 


- To, że jesteśmy parą wcale nie daje ci pozwolenia na robienie mi siary na środku ulicy- stwierdziłam, krzyżując ręce. Chłopak nawet nie zwrócił na mnie uwagi, tylko nadal latał w kółko i śpiewać, że mnie kocha- Louis!- nadal nie zareagował, tylko posłał mi buziaka i wrócił do biegania w kółko. Jedna z kobiet siedzących na ławce wybuchnęła śmiechem i przyglądała się biegającemu Louisowi. Puknęłam się w głowę i opadłam zrezygnowana na wolne miejsce obok kobiety.
- Zakochał się chłopak- stwierdziła, nie przestając się śmiać.
- Ja go nie znam!- obroniłam się mierząc go wzrokiem. Chłopak zaśmiał się i w bardzo szybkim tempie znalazł się obok mnie. Schylił się nade mną i przerzucił mnie sobie przez ramię- o się nazywa uprowadzenie! Idź wariacie- sama nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Chłopak postawił mnie na ziemi i przelotnie pocałował w policzek, ciągnąc za rękę w stronę wejścia do domu.
- Nie mówmy im na razie, co?- spytał z cwaną iskierką w oczach- Powiemy, jak będą wszyscy chciałbym zobaczyć ich minę- wzruszyłam ramionami i skinęłam głową- Wiesz, za chwilę będziemy w domu i im nie mówimy więc..- chłopak zrobił dzióbek, na co tylko poklepałam go po policzku i wbiegłam do środka domu- Cześć debile!- wrzasnął Louis, wystawiając mi język.
- Louis, skarbie!- krzyknął Harry i szybkim ruchem rzucił się na zdezorientowanego Louisa- Zayn chce mnie zabić!
- Jesteście razem tacy słodcy- stwierdziłam, przyglądając się chłopakom- Chociaż, wiesz Harry. Mógłbyś coś zrobić z tą morką szopą na głowie, twoje włosy trochę przypominają dwa szopy w trakcie, no wiesz czego- dorzuciłam, przyglądając się Harremu.
- Lepiej wiej- syknął w moim kierunku. 
- To narka- pomachałam do nich ręką, pędem wleciałam do salonu i rozwaliłam się na kanapie obok Nialla.
- O cześć słoneczko moje najukochańsze, kochanie moje ty najsłodsze, skarbeńku wspaniały- zaczął wyliczać blondyn, patrząc w moją stronę. Louis który wszedł do salonu spojrzał na niego wrogo, jednak chcąc to jakoś ukryć usiadł na fotelu naprzeciwko, nie spuszczając z nas przenikliwego spojrzenia- Zrób mi kanapkę- skończył Niall, patrząc na mnie błagalnie.
- Kwiatuszku..- zaczęłam patrząc na blondyna- Sam sobie zrób- zakończyłam, klepiąc go po policzku- Harry, weź się ubierz- mruknęłam patrząc w jego stronę.
- Przecież mam bokserki! Jestem ubrany! Co za kobieta, trzymajcie mnie!
- Tylko się nie popłacz- mruknęłam pod nosem, na co Styles nie wytrzymał, wziął poduszkę i mnie nią walnął- Styles, matole!- krzyknęłam i chwytając największa poduszkę jaka była w pobliżu przyłożyłam nią chłopakowi.
- Spokój!- krzyknął Liam, jednak nikt nie miał większej ochoty go słuchać. Biegałam za Stylesem po całym domu z rządzą mordu. Jeszcze chwila, a coś mu zrobię.
- Jestem zdenerwowana. Idę na zakupy- mruknęłam, posyłając ucieszonemu Haroldowi wrogie spojrzenie. Stanęłam przy schodach i zawróciłam do salonu, wyciągnęłam swój telefon z kieszeni spodni Louisa i ponownie ruszyłam na górę.


Miałam wielką ochotę coś ze sobą zrobić, a odwiedzenie fryzjera wydawało mi się najciekawszą opcja. Nieźle się nagimnastykowałam, żeby pozbyć się Louisa i być trochę sama. Powiedziałam mu, że będę kilka godzin chodzić po sklepach. Ostatecznie go to zniechęciło. Fryzjerka trochę podcięła mi włosy, wycieniowała i lekko rozjaśniła. Dość sporo czasu tam przesiedziałam, ale muszę nieskromnie przyznać że się opłacało. Dorzucę jeszcze, że sukienka którą sobie kupiłam jakieś trzy godziny temu również jest prześliczna. I nie powiem, ładnie mi w niej. Chyba nic dziwnego, że nawet jej nie ściągnęłam wychodząc z przymierzalni. Poza tym, zacny Harry Styles mnie zestresował, a ja się stresować nie mogę. Zresztą, co innego poprawia dziewczynie humor, jak nie fryzjer i zakupy? Kosmetyczka! Właśnie, zapomniałam o niej. W sumie, to nigdzie się nie spieszę więc kierunek – najbliższy salon kosmetyczny.


- Wróciłam, możecie się cieszyć!- krzyknęłam z progu. Chyba zaraziłam się wrzeszczeniem od chłopaków, bo zaczynałam robić to coraz częściej.
- Cześć Na.. ta.. lie- moje imię, Zayn wypowiedział niemiłosiernie się jąkając. Spojrzałam na niego spod ukosa i nie zwracając uwagi na jego, co najmniej dziwne zachowanie, ruszyłam w głąb domu.
- O cześć.. o żesz w dupę, Natalie!- krzyknął Niall szeroko się uśmiechając.
- Co ty masz do mojego tyłka?- fuknęłam, mierząc go wzrokiem. Spojrzał na mnie ponownie po czym wybuchnął śmiechem.
- Kto przyszedł?- do salonu wbiegł Harry, odziany tradycyjnie w same bokserki- Jaka ładna! Masz chłopaka?- spytał, mrugając do mnie okiem. Przysunął siei objął mnie ramieniem.
- Styles, debilu idź zjedz miętówkę- odsunęłam się od niego, na co ten szeroko otworzył usta i dziwnie na mnie patrzył.
- Kurwa że co? Boże święty i matko niebios, poleciałem na Natalie!- walnęłam się z otwartej dłoni w czoło i pokręciłam głową.
- Mógłby mi ktoś pomóc tymi torbami? Mieszkasz z pięcioma chłopakami, a musisz się przeciążać. Zniewaga- Niall jak an komendę wziął ode mnie torby i posłał mi szeroki uśmiech.
- Osz kurwa, ale mam ładną dziewczynę- stwierdził Louis, stając w drzwiach z marchewką w ręku. Wszyscy siedzący w salonie, Niall, Harry i Zayn, spojrzeli to na niego, to na mnie z niedowierzaniem w oczach- Ups- sprostował Lou, drapiąc się po głowie.
- To wy jesteście razem?!- krzyknął Harry, patrząc w nasza stronę.
- Nie sądzicie, że globalne ocieplenie to duży problem w naszych czasach?- wypaliłam, chcąc, jakoś nieporadnie, odwrócić od nas uwagę. Niall spojrzał na mnie, po czym wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Wzruszyłam ramionami i wystawiłam mu język.
- Szczęścia- rzucił bez przekonania Zayn i wszedł schodami na górę z bardzo smutną miną.
- A myślałem, że mnie kochasz!- fuknął Harry zwracając się do Lou. Chłopak wyciągnął ręce w jego kierunku, po czym oboje się przytulili.
- Chodzę z gejem- mruknęłam sama do siebie i udałam się schodami na górę. To wszystko, jest jakieś dziwne. Nawet bardzo dziwne. Ogólnie, to albo ja jestem dziwna albo oni są dziwni. Albo wszyscy jesteśmy dziwni, świat jest dziwny. Tak. Uznajmy, że to świat jest dziwny.
_____________________________________________________________

No, i macie Louisa i Natalie razem. Nacieszcie się ich szczęściem póki możecie, bo ten kto już mnie trochę zna wie, że ich sielanka długo nie potrwa. Teraz mam zamiar rozkręcić akcję na dobre. Nic więcej wam nie zdradzę. Plus, doszliśmy do samego środka opowiadania. Przewiduję w nim około 30 rozdziałów, więc faktycznie środek :D
Ostatnio bardzo często miewam wenę, jeśli chodzi o to opowiadanie więc kolejnego możecie spodziewać się w miarę szybko. Ten rozdział napisany miałam już wczoraj, ale nie chcę was rozpieszczać. 


Całkowicie zmieniłam wygląd bloga, dodałam zakładki i trochę zmieniłam bohaterów. Lepiej będzie jeśli klikniecie w postaci, bo zmieniłam zdjęcia. 
Dużo osób chciało też czegoś się o mnie dowiedzieć, bardzo często dostaję wiadomości w stylu jak masz na imię i tak dalej, więc postanowiłam wam co nieco o sobie powiedzieć. Więcej z O MNIE. Polecać możecie się w zakładce SPAM, czytaj więcej właśnie tam.


Dziękuję za tylu obserwatorów, komentarze i wejścia. Jesteście najlepsi. To dzięki temu tak szybko idzie mi pisanie, dajecie powera. ; *



15 TYSIĘCY WEJŚĆ ŻE KURDE SAY WHATAFAK?! ZGON. MEGA ZGON. MEGA MEGA MEGA ZGON RAZY PIĘĆSET PIĘĆDZIESIĄT SIEDEM I DWA KURDE. 


KOCHAM WAS I DZIĘKUJĘ BAAARDZO <3



I TAKI TAM NIALL I MAKARENA NA POPRAWIENIE HUMORU <3




Pozdrawiam i miłego odpoczywania, Cappy <3

15 komentarzy:

  1. W końcu są razem!!! Ale przeczytawszy notkę pod rozdziałem mogę już płakać... T.T <-- o widzisz już płaczę. No a rozdział zajebiaszczy !!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział fajny,ale szkoda mi Zayna : (
    Czekam na następny ,xx

    thekaxii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozwaliło mnie śpiewanie Nialla xd
    '- Hey i just met you, and this is crazy. But here's my kitchen są sandwich maybe!- do kuchni wleciał śpiewający blondyn, w bardzo dziwny sposób ruszający tyłkiem.'
    No ja nie mogę wymiękam xd
    Nareszcie są raaazem! ^^
    Ten rozdział jest zajebisty ;D
    Podoba mi się nowy wygląd bloga i bohaterowie;]
    Łejtam na nexta ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. łoooo . kocham cię dziewczyno !! :3
    piszesz zajebiście . x 3
    dla mnie jesteś na 1 miejscu w blogu jaki czytałam i zapraszam na bloga mojej koleżanki która dopiero zaczyna pisać i jest ciekawa jak jej to wychodzi oczywiście opowiadanie o 1D
    http://mystoryondirection.blogspot.com/
    PROSZĘ ZAJRZYJ ! < 3
    ps ; stiil love u ! :3

    OdpowiedzUsuń
  5. O Jak fajnie, że są w KONCU razem :)
    Trochę Lou zaskoczył mnie tym swoim wyznaniem, że już kiedyś z nią pisał (jakaś stara miłość internetowa) nie ma co ciekawe ;)
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)

    second-chance-to-life.blogspot.com
    van-ill-op.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. ZAJEBIOZA !!! wreszcie są razem ! ;D
    mega, po prostu maega rozdział !!! ;* <3
    + czekam z niecierpliwością na nn. :*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  7. mmm.. Zajebisty rozdział :)
    I po raz setny stwierdzam, że masz genialne teksty :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślałam, że jednak Natalie będzie z Zaynem :< Ale dalej mam ciche nadzieje! :D Bo może Lou np. ją zdradzi czy coś, a wtedy Zayn ją pocieszy. A tak wgl to mogłabyś znaleźć innym chłopakom dziewczyny :) Ogólnie bardzo fajny rozdział. Zapraszam też do siebie, bo opublikowałam drugi rozdział ! xx http://letusbedirectionerstogether.blogspot.com/
    PS: CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. o ja <3
    Cappy , kocha Cię po prostu. Ten rozdział jest taki boski, że się chyba zaraz popłuczę. Ze szczęścia. Z radości. Ze śmiechu. I przede wszystkim : z zazdrości. ODDAJ MI TWOJ TALENT CO? :*
    nie wiem co Ci jeszcze napisąc, ale muszę się streszczac. Siedzę na kompie i mama mnie pewnie zaraz wyczai ><
    po prostu:
    GENIALNY,
    czekam na kolejny i błagam Nie mieszaj tak bardz, Lou i Nat to ładna parka. A Zayn niech się pocałuje, mogł myśleć wcześniej.
    Angie

    OdpowiedzUsuń
  11. No nie mogę " globalne ocieplenie " dobre :P jeszcze się śmieje :D
    Śpiewanie Nialla bomba :P a później to słodzenie,a tu " zrobisz mi kanapkę " rozwalasz mnie na czynniki pierwsze :P
    Lou i Natalie razem jupi :D
    Czekam już na następny ;))
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  12. 'chodzę z gejem' hahah :D nie no jak zawsze jest po prostu... nawet już nie wiem co pisać, bo nie chcę się powtarzać a brakuje mi już słów :D
    <3

    A xx

    OdpowiedzUsuń
  13. zapraszam na http://i-need-love-now.blogspot.com/ bardzo zalezy mi na opiniach innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PISAŁAM GDZIE UMIESZCZAĆ SPAM! BŁAGAM, NIE TUTAJ!

      Usuń
  14. Biedny Zayn !!! :(
    ALE MYŚLĘ, ŻE MOGĄ JESZCZE BYĆ RAZEM .. ;P XD
    Please ! ;**
    Kocham ! <3 ;***
    Kaśka .! ;p ;*

    OdpowiedzUsuń