niedziela, 15 lipca 2012

Rozdział 18.


SAVANNAH


- Ruszcie się- szepnął Nick w stronę ubierającego buty Louisa. Ten tylko posłał mu wkurzone spojrzenie i zabrał się za zawiązywanie sznurówki w drugim bucie. Dopięłam guziki w swoim lawendowym płaszczu i poprawiłam kolorowy szalik. Nic dziwnego, że cała nasza trójka była dziwnie spięta. Umówiliśmy się z tatą Natalie, żeby jakimś cudem przekonać go do zmiany zdania. Szatynka jest święcie przekonana, że idziemy załatwić coś w związku z najbliższym wywiadem chłopaków, chociaż chyba przestała w to wierzyć, kiedy zobaczyła że Nick także z nami idzie. Postanowiła przejść się do Domu Dziecka, więc najwidoczniej stwierdziła że nie ma sensu z nami dyskutować. Nie chcieliśmy jej o tym mówić, zresztą to wcale by nie pomogło ani jej ani nam. Nawet nie wiem, co mam powiedzieć panu Verne, ale coś trzeba wymyślić. Natalie to pierwsza osoba w całej mojej szkole, która dobrowolnie ze mną rozmawia. Dzięki niej praktycznie wszystko w moim życiu zaczęło się jakoś kręcić i mimo że na początku jej zachowanie nie było do końca w porządku wobec innych, mogłam na nią liczyć. To ona wprowadziła mnie w to całe chore szkolne życie, muszę się jej jakoś odwdzięczyć. To wszystko jest chyba zbyt skomplikowane, ale ja czuję się jakby odpowiedzialna za to wszystko. Nie wiem w jakim sensie i jak to rozumieć, ale tak jest. Muszę coś, cholera, zrobić albo wszystko zacznie się sypać. Moja przyjaźń, w związku z tym pewnie mój związek. Natalie chyba zeświruje, a Louis totalnie się załamie. Nie mogę na to pozwolić.


- To.. co my mu właściwie powiemy?- spytał Louis, starając się w jakiś sposób do nas uśmiechnąć, co tak czy inaczej marnie mu wyszło. Ale cóż, liczą się chęci.
- Prawdę, tylko prawdę- mruknęłam, mocniej ściskając dłoń mojego chłopaka- Musimy coś zrobić, nie mam zamiaru stracić przyjaciółki. Pierwszej przyjaciółki- Louis jedynie skinął głową i idąc kawałek z tyłu, wpatrywał się w jeden punkt ze smutkiem powłócząc nogami. Było mi go teraz strasznie szkoda. Najpierw ta sprawa z dziewczyną, która go tak strasznie potraktowała, a teraz kiedy już znalazł kogoś na kim zaczęło mu zależeć, jego miłość ma wyjechać z kraju. To niedorzeczne. Na zatrzymanie Natalie mamy tylko trzy tygodnie i nie wiem jak to zrobimy, ale coś zrobić musimy. Ona nie może wyjechać. Nie może nas zostawić, mnie, a tym bardziej jego. Nie jestem pewna jak zniósłby rozstanie z szatynką, chyba źle by się to skończyło. 
- Nie chciałem mówić tego przy Lou, ale wydaje mi się że nic nie zdziałamy. Nie znasz jej ojca, z nim nie ma żadnych dyskusji- westchnął Nick, rozglądając się czy czasem mój przyrodni brat tego nie słyszy. Zacisnęłam usta w wąską linijkę i nic nie mówiąc, pokręciłam głową, dając mu do zrozumienia że nawet nie chcę o tym słyszeć. Chłopak tylko westchnął i nic więcej nie mówiąc, przyspieszył kroku. 


Weszliśmy do środka domu, udając się za jakąś młodą dziewczyną – zapewne narzeczona pana Verne – do salonu. Od progu dziwnie na nas patrzyła, nie dając nam nawet dojść do słowa. Posłałam jej kpiące spojrzenie, mierząc ją wzrokiem. 
- Powiecie mi o co chodzi?- spytał mężczyzna, patrząc na nas badawczym spojrzeniem.
- Chodzi o wyjazd Natalie- od razu zaczął Nick, jakoś dziwnie wyluzowany.
- Nie zmienię zdania- stwierdził pan Verne, krzyżując ręce i spoglądając na nas z zawziętą miną.
- Ale ona tego nie chce- po raz kolejny odezwał się Nick, przekręcając oczami.
- Ale ona nie wie, czego chce. Jest młoda i nie zna życia. Ten wyjazd bardzo dobrze jej zrobi. Lepiej dla niej, jeśli się do tego wszystkiego odetnie. Zresztą jako jej przyjaciel, powinieneś to zrozumieć.
- Wiem o wiele lepiej, czego pańska córka chce- ajć, Nick się wkurzył- Ona nigdzie nie chce jechać, chce zostać bo wie co tu ma. Ona ma  wszystko właśnie tutaj, mógłby pan wziąć pod uwagę jej dobro.
- Biorę je pod uwagę i wiem, że tam będzie jej lepiej.
- Czyżby?- tym razem głos zabrał Louis, wydawał się naprawdę spokojny, w sumie to on powinien teraz się złościć. Jestem pod wrażeniem- Niejednokrotnie rozmawiałem z nią o tej przeprowadzce. Zresztą z tego co wiem Natalie z panem też starała się o tym porozmawiać. Nie sądzę, żeby jej było na rękę zmienianie otoczenia i wszystkiego dookoła. Jest tutaj od września, to tylko kilka miesięcy ale i tak widać, że dobrze się tu czuje.
- Nie mamy o czym dyskutować. Podjąłem już decyzję i na pewno jej nie zmienię. To chyba byłoby wszystko.
- Ale niech pan przez chwilę posłucha- zaczęłam jednak mężczyzna tylko machnął ręką, podniósł się z miejsca i wskazał nam nią kierunek do drzwi. 




NATALIE


- Wy się chowacie, a ja szukam- wszystkie dzieci stojące wkoło mnie energicznie pokiwały głowami i spojrzały na mnie z iskierkami w oczach. Stanęłam przodem do ściany i zaczęłam liczyć od dziesięciu w dół. Mam jeszcze tylko trzy tygodnie, kiedy będę mogła spędzać czas w tym miejscu. Będę bardzo tęsknić za tymi wszystkimi małymi szkrabami, które są tak strasznie słodkie, że kiedy je widzę zwyczajnie wymiękam. Najbardziej będzie mi szkoda Rose, nawet jeszcze jej nie powiedziałam, że wyjeżdżam. Muszę to zrobić dzisiaj, bo inaczej sama się tym zadręczę. Nie chcę zostawić jej samej, to wszystko jest tak strasznie skomplikowane. Chciałabym zostać i dalej ją wspierać, myślę że coś takiego może jej bardzo pomóc. Nie zostanie sama, nie zostawię jej tak. Zanim wyjadę, poproszę Louisa żeby do niej zaglądał. Nie może poczuć, że jest sama. Muszę to wszystko jakoś poukładać tak, żeby wyszło dobrze. Nie wiem jak, ale jakoś muszę.


- Rose..- westchnęłam ciężko patrząc na dziewczynkę. Od dłuższego czasu przebywanie z nią było dla mnie trochę ciężkie. Oczywiście, chciałam z nią być w takiej chwili, ale nie mogłam patrzeć jak ta choroba ją wyniszcza. Miała dopiero kilka lat i tak naprawdę nic jeszcze nie przeżyła. Aż żal było patrzeć, jak ją to męczy. Dziewczynka podniosła na mnie swoje uśmiechnięte oczy i odstawiła jednego z pluszaków na krzesełko obok mnie- Posłuchaj.. za jakiś czas nie będę mogła już do ciebie przychodzić.
- Dlaczego? Już mnie nie lubisz?- spytała blondynka, spuszczając główkę w dół.
- Nawet tak nie mów. Oczywiście, że cię lubię. Wyjeżdżam z Londynu. Wyprowadzam się do Paryża, będę za daleko żeby cię odwiedzać- dziewczynka przez dłuższy czas nic nie mówiła, jednak po chwili skinęła głową i uśmiechnęła się do mnie.
- Dobrze. Ale.. może napiszesz do mnie, hm? Louis jedzie z tobą?
- Nie, zostaje. Na pewno będzie cię odwiedzał- uśmiechnęłam się do dziewczynki, na co ona jakby chcąc coś zatuszować, spuściła główkę w dół.
- Chciałabym pójść spać- skinęłam głową, pogłaskałam ją po głowie i opuściłam salę. Chyba zaraz się rozryczę.


Najchętniej to zabrałabym Rose ze sobą. W sumie, to byłabym bardzo zadowolona gdybym mogła zabrać ze sobą cały Londyn, tylko szkoda że mój ojciec tego nie rozumie. Może i by zrozumiał, ale on zwyczajnie tego nie potrafi zauważyć. Teraz najważniejsza jest dla niego ta jego nowa dziewczyna, która zrobiła mu wodę z mózgu. Mam ciągle wrażenie, że ona tylko bawi się jego kosztem, chce go wykorzystać do własnych celów a tak naprawdę jego uczucia ma głęboko i szeroko. Ma to po prostu gdzieś. To, że mój ojciec coś do niej czuje, że mu na niej zależy. Perfidnie to wykorzystuje i jakoś szczególnie się z tym nie ukrywa. Nie widziałam tego na własne oczy, ale wiele osób z otoczenia mojego taty i jego narzeczonej dużo mi opowiadało o ich relacjach. Mój ojciec nie widzi poza nią świata, co jej jest bardzo na rękę bo może mieć wszystko to, czego tylko sobie zażyczy. Jest większym oczkiem w głowie mojego taty niż ja sama. Zaczyna mnie to powoli drażnić, czuję się trochę wykluczona. Dopiero po rozstaniu moich rodziców ojciec zaczął zwracać na mnie uwagę, a teraz przez tę całą Camille wszystko może wrócić do tego, co przeżywałam przez całe życie. Do obojętności. Chociaż w tym momencie przydałoby mi się, gdyby ojciec dał mi wolną rękę. Żebym sama mogła wybrać to, gdzie będzie mi dobrze. Tęsknię za tym, kiedy robiłam to co chciałam i nikt się tym nie przejmował. Przynajmniej nie miałam takich problemów jak teraz. Takich, z których nie ma dobrego wyjścia. 


Przeszłam na druga stronę ulicy i zatrzymałam się przy wejściu do niewielkiej kawiarenki. Chwyciłam za klamkę i weszłam d ośrodka kierując się w stronę lady. Wiem, że powinnam wracać już do chłopaków, ale chyba muszę pobyć trochę sama ze sobą. Sądzę, że taka względna samotność może mi się teraz przydać. Jakbym się nie starała, wszystko i tak się zacznie powoli sypać. Moje przyjaźnie, kontakty, mój związek. Wszystko. Oni tu, ja tam. Nie pogodzę tego nawet jakbym stanęła na głowie. Chęci są, ale nie ma możliwości. Muszę o tym wszystkim jeszcze raz porozmawiać z Louisem. Ale jeszcze nie teraz, będzie na to czas.




LOUIS


- Czyli to koniec- stwierdziła Savannah, kładąc się na kanapie. Trzy słowa. Tylko trzy słowa, a zadziałały na mnie tak, jakby ktoś poprosił kogoś w górze, żeby zrujnował mi życie. Bez niej, moje życie jakby przestanie się kręcić. Będę czuł, jakby zabrała ze sobą kawałek mnie. Może i nie powinienem myśleć o tym, jak o naszym końcu, bo to przecież nie musi być koniec. Tylko wydaje mi się, że możemy tej próby nie przetrwać. Nie wiadomo kiedy się zobaczymy, kiedy będę miał możliwość ją przytulić i prosto w oczy powiedzieć, jak bardzo jest dla mnie ważna. Nie chciałbym stawać na drodze do jej nowego życia. Chciałbym być jego częścią, ale nie jestem pewien czy to się uda. Nie jestem niczego pewien. Wszystko się rozwaliło w jednej chwili. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem. Jakbym stracił wszystko, co miało w tej chwili ogromną wartość. Miałem nadzieję, że w jakiś sposób uda mi się zapełnić tę pustkę. Jedno jest teraz moim priorytetem. Nie ważne co się stanie i jakie będą okoliczności, będę o nią walczył. Mam o co. Mam ją. I nie ważne, że na początku było jak było, że nie byłem dla niej wystarczająco ważny. Mam wrażenie, jakby to się zmieniło i jakbym był znaczącą częścią jej życia. Muszę to zatrzymać, choćby nie wiem co.


- Widzieliście Natalie?- spytałem, po przeszukaniu wszystkich możliwych miejsc gdzie mogłaby znajdować się w naszym domu. Harry słysząc jej imię tylko obojętnie wzruszył ramionami, nawet nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.
- Natalie wyszła jakieś dwie godziny temu. Nie mówiła gdzie, więc wolałem nie pytać. Zaraz powinna wrócić- odpowiedział mi Niall, puszczając wkurzone spojrzenie Loczkowi. Skinąłem głową i spokojnie usiadłem na kanapie, chociaż miałem ogromną chęć żeby od razu wyjść, znaleźć ją i czy by chciała czy nie, przyprowadzić z powrotem. W tej chwili chciałem spędzić z nią tyle czasu ile tylko będę mógł. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, momentalnie poderwałem się z miejsca i pobiegłem w ich stronę. W drzwiach zobaczyłem szatynkę, która była cała w śniegu.
- Mokro mi- mruknęła, ściągając kurtkę i wieszając ją na wieszaku.
- A tobie co?- spytałem, wybuchając głośnym śmiechem.
- Fabian chciał zrobić ze mnie śniegowego bałwana- westchnęła, przewracając oczami. Nie mogłem wytrzymać i po raz kolejny zacząłem śmiać się z szatynki- Tak. Bardzo zabawne. Jestem cała morka, a mam tylko mój szkolny mundurek. Wspaniale, po prostu idealnie. Jak dorwę tego matoła, to tak go spiorę że przez dwa miesiące nie będzie zdolny do siedzenia na własnym tyłku.
- Zostaw chłopaka, będzie miał traumę do końca życia. Chodź, dam ci jakieś ciuchy.




NATALIE


- I tak walnę mu w twarz- mruknęłam i ruszyłam za chłopakiem. Podeszłam bliżej niego i mocno go do siebie przytuliłam. A teraz będzie..
- Natalie do cholery!- wiedziałam. Jestem jasnowidzem, pójdę na wróżkę i będę przywidywać innym przyszłość. Chłopak zatrzymał się i odwrócił się do mnie przodem- Co ja się z tobą mam- westchnął, odgarniając moje mokre włosy za ucho. Pocałował mnie w policzek i pociągnął za rękę w stronę drzwi wejściowych do swojego pokoju. 
- Tylko?- westchnęłam przewracając oczami- Okej. Spoko. Jeszcze zobaczymy- prychnęłam pod nosem i zamknęłam za sobą drzwi do jego pokoju. Chłopak wyciągnął z szafki swoją koszulkę, która jak mniemam będzie dla mnie jak sukienka i rzucił ją w moim kierunku. Chwyciłam ja i wyszłam z pokoju udając się do łazienki.


- A nie możesz zrobić tak, żeby nie być w internacie?- spytał Louis, bawiąc się moimi włosami.
- Nie mogę i przymknij się, bo oglądam film- mruknęłam, nie odrywając wzroku od laptopa. Chłopak głośno wypuścił powietrze ze swoich ust i mocniej przytulił mnie do siebie. 
- A może jednak? No weź, jakoś zbajeruję te twoje opiekunki.
- Louis, bądź cicho! Zaraz pewnie poprosi ją o rękę!- prychnęłam w jego stronę. Wzięłam z szafki marchewkę i wcisnęłam ją chłopakowi.
- Jesteś wredna- powiedział, w przerwach przeżuwania warzywa. Machnęłam ręką i wróciłam do oglądania filmu- Mogłabyś przestać patrzeć się z pożądaniem na tyłek tego aktora?- walnęłam się w głowę i podniosłam ją, żeby spojrzeć na Louisa. Przyciągnęłam go do siebie i spojrzałam w jego oczy.
- Mógłbyś nie marudzić?- spytałam, czując jego oddech na sobie.
- Nie- stwierdził chłopak, po czym nogą delikatnie odsunął laptopa na drugi koniec łóżka i przytulił mnie do siebie. Zaśmiałam się pod nosem i wtuliłam głowę w jego tors- Od razu lepiej. Chociaż nie muszę patrzeć, jak gapisz się na tego aktora.
- Wcale się na niego nie gapiłam.
- Ta, jasne- przekręcił oczami i jakby chcąc pokazać mi, że mam się zamknąć, błyskawicznie mnie pocałował. To się dopiero nazywa sposób na zamknięcie ust swojej dziewczyny. Inwencja twórcza, że normalnie masakra. Sarkazm zawsze spoko.
________________________________________________________________
Dzień dobry dziewczęta :3

Cóż, rozdział jak rozdział. Z literkami, perspektywami i częstymi spacjami - norma. Chciałabym przekazać wam dobre wiadomości, ale niestety ich nie posiadam, ponieważ już podjęłam decyzję. Blog zostanie zakończony. Możecie mnie szantażować, grozić mi i napastować mnie w każdy możliwy sposób, ale ja tak czy siak zrobię po swojemu. Nie potrafię zbyt długo pisać jednej historii, a kolejna tak strasznie mnie już wciągnęła, że nie dałabym rady pisać trzech blogów. Zakończę tego, zakładam nowego. Moja ostateczna decyzja. Tak naprawdę, rozstajecie się tylko z Natalie, bo jak zawsze One Direction w moich opowiadaniach pozostaje niezmienne. No, już nie przynudzam.


Bardzo dziękuję za ponad 18,500 wejść! Ludzie, szalejecie : * Nie przejmuję się już tym spadkiem komentarzy, skoro statystki bloga idą ciągle w górę, to nie mam się czym martwić :D


Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, popisać, bądź dowiedzieć się czegoś o moich blogach - pisz na moje GG: 23799456.
Pozdrawiam, Cappy. <3

9 komentarzy:

  1. Super rozdział ;)
    Ja dalej mam nadzieje że jednak Natalie nie wyjedzie :P
    Aż łezka się w oku kręci przy fragmencie z Rose ;(
    Czekam na następny ;))
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. hej :)
    zaczęłam przeglądać Twojego bloga i widzę, że masz lekkie pióro. Pisanie świetnie Ci idzie, co najważniejsze jest ciekawe i fajnie mi się czyta. Pamiętam, że też kiedyś próbowałam pisać ale wychodziło mi to hmm... powiedzmy nieco gorzej :)
    pozdrawiam i będę tu wpadać

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest jak zwykle genialny ale jestem zawiedziona że chcesz zakończyć to opowiadanie! Ja tego nie przeżyje! :'(

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham cie dziewczyno : OO
    ale nie pozwól wyjechać Natalie !
    z Louisem tworzą świetną parę i wgl .

    OdpowiedzUsuń
  5. zajebiste ! ;D
    + ja szanuje Twoją decyzję o zakończeniu bloga ;* Bo to wcale nie jest łatwe ;)
    + czekam na nn z mega niecierpliwością ;* <3
    A.

    OdpowiedzUsuń
  6. Heyy super opowiadanie :) zapraszam na http://lifeofonedirection-cherry.blogspot.it/

    OdpowiedzUsuń
  7. 1. Zabije Cie.
    2. Uważaj, jak wchodzisz na gg.
    3. Mam Cie zgwałcić żebyś tego opowiadania jeszcze nie kończyła?
    No dobra. Rozumiem, wszystko musi mieć kiedyś koniec. A lepiej to zrobić zanim zbyt się zwiążesz z opowiadaniem, co nie należy do mojej perspektywy. Kocham te opowiadanie :3 Życzę sobie tylko, aby był Happy End i Natalie została. Ale nie myśl, ze skoro tak pisze, to Louis może wyjechać! O Nie. Zdecydowanie Ci dwoje mają skończyć razem. No pisz, pisz dalej. Czekam. Co i tak nie zmienia tego, ze Cie zabije. :3

    OdpowiedzUsuń
  8. jesteś okropna! jak możesz z czystym sercem zakończyć tę historię?! nie chcę żegnać się z Natalie! :( oczywiście to twoja decyzja i jaka ona by nie była uszanuję ją :) no i wiesz już, że kocham to opowiadanie i ciebie <3

    A xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Hah, nie będę Cię zabijać, bo jesteś genialna i z chęcią czytam Twoje blogi, które są tak fantastyczne jak Ty ! ;D
    Rozdział super, choć smutny. Boże, co za ojciec !
    czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń