czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 19.


NATALIE


- Nick, Nick, Nick- szturchałam chłopaka w ramię, nie mogąc powstrzymać wybuchu śmiechu. Z tego co zdążyłam wywnioskować, mój przyjaciel wczoraj trochę przesadził z alkoholem. Leżał w dość dziwnej pozycji. Głowa zwisała mu z kanapy, a nogi miał oparte na górnej półce nad ową kanapą. Ciągle się śmiejąc, dźgałam go w ramię chcąc go jakoś obudzić. Co dziwniejsze, obok niego leżał Harold w dość dwuznacznej pozycji. Czy ja o czymś nie wiem? Okej, zostawmy. Najśmieszniejsze jednak było to, że Zayn spał na parapecie okna a Louis, w połowie leżał w szafie. Nie za bardzo chcę wiedzieć, co się tutaj wczoraj działo. Dzięki Bogu, poszyłyśmy z Savanną na zakupy i nie musiałyśmy oglądać ich wczoraj. Jak mniemam, działo się chyba aż za dużo zważając na ich dzisiejszy zaspany wyraz twarzy i woń alkoholu, która można było wyczuć w całym domu- Weź kurwa wstawaj!- krzyknęłam wprost do ucha Nicka. Odskoczył jak oparzony, jednocześnie uderzając się nogą w półkę- Dziękuję, ja pierdole- mruknęłam przekręcając oczami. Na mój krzyk, zareagowała również reszta towarzystwa i wszyscy patrzyli na mnie z nieskrywaną nienawiścią.
- Co się drzesz, kobieto?- jęknął Harry, wzdychając ciężko.
- Nick idź do Savanny i się wytłumacz, z jakiego powodu wczoraj ją olałeś i nie przyszedłeś do niej o umówionej godzinie, albo tak ci dupę spiorę, że nie usiądziesz przez kolejne miesiące twoje marnego życia. Harold, stul twarz- mruknęłam, znacząco patrząc na Nicka. Chłopak westchnął ciężko i walnął się w głowę- Siedzi w kuchni- powiedziałam od razu i ręką wskazałam, żeby już poszedł. Posłusznie ruszył w kierunku drzwi.
- Natalie wróciła- burknął Nick, z progu.
- Zamknij się, debilu, albo nie ręczę za siebie- mruknęłam, rzucając w niego poduszką. Niestety nie trafiłam, bo chłopak zdążył opuścić pomieszczenie- Miałabym jedną małą prośbę. Weźcie prysznic- mruknęłam, po czym sama skierowałam się w stronę wyjścia. 
- Wkurzasz mnie, że cholera- jęknął Harry wstając z łóżka.
- Spierdalaj- przekręciłam oczami, stając w progu pokoju. Wzruszyłam ramionami, ale zanim zdążyłam wyjść złapał mnie Louis.
- Nie przywitasz się?- spytał, obejmując mnie w talii.
- Cześć Louis- mruknęłam i wyswobodziłam się z jego uścisku- Umyj zęby, albo cię nie pocałuję- dorzuciłam i poprawiając torbę na ramieniu, ruszyłam w kierunku salonu. Rozsiadłam się na kanapie obok Liama, który spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Dzięki, nie obudziłbym ich- westchnął chłopak, przewracając oczami.
- Mieli farta, że nie poznali mojej drastyczniejszej strony- mruknęłam, wbijając wzrok w ekran telewizora.


- Powiedz Louisowi, że musiałam już iść. Nie mogę dłużej czekać, mam niedługo test i muszę się uczyć- westchnęłam, wstając z miejsca. Liam skinął głową, na co ja udałam się w stronę drzwi wyjściowych.




Weszłam do swojego pokoju w internacie i od razu rzuciłam się na łóżko. Miałam wszystkiego po dziurki w uszach. Jakbym nie miała większych zmartwień, tylko sprawdzian z całego półrocza z co drugiego przedmiotu. W środę czeka mnie taki sprawdzian z historii, a w następnym tygodniu każdego kolejnego dnia całkiem inna powtórka. Ja chyba zwariuję. Jeśli źle napiszę te wszystkie testy, to wsadzą mnie do jakiejś głupiej szkoły w tym całym Paryżu. Muszę się spiąć i wszystko od początku powtórzyć, bo inaczej będzie ze mną absolutnie kiepsko. Szkoda tylko, że przez to będę musiała siedzieć w pokoju i nie będę mogła wtedy spotykać się z Louisem, z którym już niedługo będę musiała się rozstać na długi czas. Są dwie opcje – pierwsza jest taka, że zawalę testy dla spotkań z Louisem. Druga jest taka, że raz w życiu zatroszczę się o własną przyszłość. Chyba będę zmuszona wybrać tę drugą. 


Przebrałam się w niebieskie rurki i białą bokserkę. Na to narzuciłam czarną bluzę i jeszcze przykryłam się kocem, biorąc w ręce książkę od historii. Akurat z tego przedmiotu mam bardzo dobre oceny, od zawsze się tym interesowałam, jednak trzeba się pouczyć. Muszę śpiewająco zdać wszystkie testy, a co najważniejsze podejść do nich bardzo poważnie. Usłyszałam pukanie do drzwi, westchnęłam ciężko, jakoś nie chciałam żeby ktoś teraz mi przeszkadzał. Podniosłam oczy na drzwi, w których zastałam uśmiechniętego Louisa. Na jego widok, jednak musiałam się uśmiechnąć. Nie potrafiłam być smutna, kiedy byłam przy nim. To zwyczajnie nie możliwe. 
- Liam mówił, że się uczysz. Kupiłem ci czekoladę- usiadł obok mnie, stawiając naprzeciwko nas tabliczkę czekolady. Wydostałam się z koca i pocałowałam go w policzek- Jesteś strasznie zimna, lepiej się przykryj- westchnął chłopak, dotykając mojej dłoni- Nie jesteś czasem chora? Dobrze się czujesz?- z jego ust wysypywały się kolejne pytania, na które nawet nie mogłam odpowiedzieć, bo chłopak nie dawał mi dojść do słowa.
- Czuję się, jakbym mieszkała w igloo. Chociaż tam, chyba byłoby mi o wiele cieplej- chłopak westchnął i przewrócił oczami. Owinął mnie kocem, postawił obok mnie książkę i przytulił do siebie. Uśmiechnęłam się do niego i ponownie otworzyłam książkę, starając się skupić. Nie ma wyjścia, czasem trzeba.


- Na pewno dobrze napiszesz ten test. Fajnie, że już skończyłaś. Chciałem zabrać cię na spacer, ale możesz się jeszcze doprawić. Lepiej zostańmy tutaj- skinęłam głową i zabrałam się za wydostawanie się z koca- Nie ma mowy, przeziębiłaś się i nawet o tym nie myśl- powiedział, blokując każdy mój ruch. Po raz kolejny owinął mnie kocem i położył się obok mnie. Zbliżył się do mnie, chyba chcąc mnie pocałować. Położyłam rękę na jego klatce piersiowej i odsunęłam go od siebie.
- Nie ma mowy, zarazisz się- powiedziałam, naśladując jego ton głosu. Chłopak oburzony wystawił mi język, wstał i podszedł do półki z płytami- Obstawiałbym tą taką bajkę, z tą panną co miała takie długie włosy.
- Trzecia płyta od dołu- podrzuciłam, opierając głowę o ścianę. Kiedy już znalazł płytę, której szukał wyciągnął ją z pudełka i włożył do odtwarzacza.
- Jesteś chora- westchnął chłopak, obejmując mnie ramieniem.
- Nie zauważyłam- mruknęłam, bardziej przykrywając się kocem.
- Bez ironii, kotku.




Jęknęłam cicho, przekręcając się na drugi bok. Był środek nocy, a ja czułam się jak w południe słonecznego dnia na plaży w Miami. Jest mi strasznie gorąco, boli mnie głowa i czuję jakby jakieś pierwotniaki robiły sobie imprezę w moim organizmie. Byłam ewidentnie chora, co aktualnie było najgorszą możliwą opcją spędzania wolnego czasu. Z bolącą głową i bólem gardła, niezbyt potrafię się skupić i doprowadzić do ładu. Nie dość, że mam te głupie testy, na które jeszcze nic sobie nie przypomniałam, to przez chorobę nie będę mogła pójść do Domu Dziecka ani do Rose, czyli tydzień z głowy. Reasumując, zostaną mi dwa tygodnie normalnego życia. Dziękuję, tylko o tym marzyłam.




NASTĘPNEGO DNIA


- Zaraz zwymiotuję- tylko tyle byłam zdolna wypowiedzieć, pomiędzy kaszlem a atakami bólu brzucha, kiedy nasza opiekunka spytała, co mi jest. Nie mówiąc nic więcej schowałam głowę w poduszkę, chcąc jakoś zatrzymać łzy chcące ukazać się światłu dziennemu.
- Może jest w ciąży?- spytała kobieta z miną znawcy.
- Niech mnie pani nie wkurwia- syknęłam, podnosząc głowę do góry- Nie jestem w ciąży, nie piłam alkoholu, nie brałam narkotyków, tylko jestem najzwyczajniej w świecie chora. Jeśli pani ma jakiś problem, to niech pani wyjdzie. Dam sobie radę bez pani, jakże trafnych, uwag na mój temat- spojrzałam na kobietę, która w jednej chwili zamilkła. Spojrzała na mnie badawczym wzrokiem, po czy skinęła głową i wyszła z pokoju. 




SAVANNAH


- Nie jadę do żadnego szpitala, chyba cię coś boli- prychnęła Natalie, siadając na łóżku. Po raz kolejny westchnęłam i spojrzałam na dziewczynę. Była cała blada, nie potrafiłam nic wywnioskować z jej twarzy, oprócz tego że złapała ja jakaś choroba. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zaczęłam wybierać numer Louisa- Nawet się nie waż dzwonić do Lou- zmrużyła oczy, nie odrywając wzroku od telefonu który trzymałam w ręku.
- Niby dlaczego?- spytałam, podnosząc wzrok na dziewczynę.
- Niby dlatego, że za godzinę mają wywiad, a jak coś mu powiesz, to tu przyjedzie i oleje pracę. Dostaną ochrzan i będą mieli kłopoty. A dlaczego? Bo Savannah Wilson, postanowiła wybrać numer swojego przyrodniego brata, żeby powiedzieć nieistotną rzecz o moim bólu brzucha. Od tego się nie umiera- stwierdziła, wzruszając ramionami. Zrezygnowana rzuciłam telefon na stolik obok fotela, na którym siedziałam i wpatrywałam się w dziewczynę- Nie patrz się tak na mnie. Wiesz co? Chyba przyda mi się jakaś tabletka- mruknęła, pędem biegnąc w stronę łazienki. Spojrzałam na zamykające się za nią drzwi i wyszłam z pokoju, wziąć od pielęgniarki szkolnej tabletki.


Nie sądziłam, że zajęcia w szkole mogą się aż tak dłużyć. Chciałam stąd zwyczajnie wyjść i pójść zobaczyć co się dzieje z Natalie. Miałam dziwne przeczucie, że jeśli będzie tam sama może jej się coś stać. Widać było, że bardzo źle się czuła. I jeszcze nie pozwoliła mi zadzwonić do Louisa. Przecież jak on się dowie, że ona jest chora a ja nie dałam mu znać to mnie zabije. Już nawet boję się pomyśleć, co się stanie. Gdyby Natalie nie zabrała mi telefonu, to bym do niego zadzwoniła, ale dziewczyna chyba wyczuła moje zamiary. Mam nadzieję, że któraś z opiekunek zadzwoniła chociaż do Nicka. 


Od razu po skończonych lekcjach, pędem udałam się do mojego pokoju. Zastałam w nim bladą Natalie, która na szczęście spała i siedzącego obok niej Nicka, który spoglądał w jej stronę i kręcił głową. Zauważając mnie, chłopak podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Puściłam mu uśmiech i od razu chwyciłam za swój telefon i napisałam wiadomość Louisowi. Może chociaż kawałek mnie przeżyje jego zdenerwowanie, że wcześniej nic nie powiedziałam.


- Co z nią jest w ogóle?- spytał zdyszany Louis, wchodząc a raczej wpadając do naszego pokoju. 
- Nie mam pojęcia. Źle się czuła, a później jeszcze pojechała po naszej opiekunce, która stwierdziła że to jakaś grypa, po zjedzeniu czegoś nieświeżego. Powinno jej przejść od jakichś dwóch do trzech dni, czyli wcale nie jest tak źle- chłopak skinął głową i usadowił się na miejscu obok śpiącej dziewczyny.
- Jak chcecie to idźcie, posiedzę z nią.
- Nigdzie się stąd nie ruszam, przecież jej nie zostawię- oburzyłam się, krzyżując ręce.
- Chodź słońce, niech pobędą sami- szepnął mi do ucha Nick, łapiąc mnie za rękę. Westchnęłam ciężko i skinęłam głową, wychodząc razem z Nickiem.




LOUIS


- Louis? Co ty tu..- zaczęła dziewczyna, przecierając oczy.
- Leżę. Śpij, nigdzie się nie wybieram- Natalie spojrzała na mnie, po czym delikatnie skinęła głową i ponownie położyła głowę na poduszce. Otworzyła oczy po czym przysunęła się do mnie i wtuliła w mój tors.
- Teraz, to ja nie zasnę- mruknęła, lekko podnosząc głowę- Dobrze, że tu leżysz, bo to łóżko jest strasznie niewygodne- dorzuciła, uśmiechając się w moją stronę.
- Oczywiście, ja jestem o wiele lepszą poduszką, jak mi się wydaje.
- Tysiąc razy lepszą.
________________________________________________________

Nie sprawdzałam, przepraszam za błędy.
No. Planowałam więcej rozdziałów, ale za dużo do rozwinięcia już nie mam więc przed nami jeszcze tylko dwa rozdziały i koniec.

Nie będę się rozpisywać, bo po pierwsze - mi się nie chce, a po drugie - kompletnie straciłam humor ostatnimi czasy.

Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, pogadać bądź masz pytania dotyczące bloga, moje GG - 23799456.

ZAŁOŻYŁAM NOWEGO BLOGA. TAK JAKBY REKOMPENSATA ZA ZAKOŃCZENIE TEGO. : ) - 
I pray that you will see the light, thats shining from the stars above. CO PRAWDA TYLKO BOHATEROWIE, ALE JUŻ NIEDŁUGO PIERWSZY ROZDZIAŁ. ZAPRASZAM.

8 komentarzy:

  1. Jest świetnie!
    Szkoda że jeszcze tylko dwa rozdziały zostały tego opowiadania bo się w nie wciągnęłam jak nie wiem co.
    A ten drugi blog.....cóż z pewnością zajrzę;]
    http://my-love-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebisty rozdział, jak wszystkie w tym opowiadaniu ;*
    + czekam na nn. ;D
    Jesteś po prostu geniuszem !!! ;* <3
    A.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro kończy się blog to Natalie umrze ... ;( Ale rozdział świetny ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :D Szkoda,że zostały jeszcze tylko 2 rozdziały... czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny blog tylko szkoda że już kończysz. Rozdzał jest zawodowy tak jak zwykle. Czekam na nn
    Alex
    ps. Wejdz też na moje blogi ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty zły człowieku! :) Fajnie że po zakończeniu tego, zaczynasz nowe opowiadanie :P Nie będziemy tak cierpieć :D
    Genialny rozdział ; ))

    OdpowiedzUsuń
  7. Już. Przeczytałam całego twojego bloga. Pewnie spodziewasz się ,że zostawię długi komentarz. Postaram się napisać długi komentarz. Na początku Natalie mnie wkurzała tym całym podejściem do świata a najbardziej ,że tak wykorzystywała chłopców. Bardziej lubiłam Savannę ale z czasem było na odwrót i teraz kocham Natalie. Jest wspaniała. Zazwyczaj jak jest jakaś bohaterka to każdy pokazuje ,że ona jest idealna a dobrze ,że ty tak nie pokazałaś. Myślałam też , że Savannah będzie zazdrosna o nią i Nicka ale dobrze ,że tak nie było. Nie rozumiem jednego za co Harry tak nie nawidzi jej. Chociaż to dodaje uroku jej historii. Dobrze ,że im nie słodzisz i komplikujesz wszystko. Nie , wiem co może się dalej wydarzyć ale wiem ,że będzie to wspaniałe. Mało Liama :( praktycznie w każdym opowiadaniu twoim , jest go mało. mam nadzieję,że teraz będzie go więcej. Chociaż kończysz wiem ,że musisz i wiem ,że mam do czytania inne historie dziewczyn w twoim wydaniu. Wczoraj sobie przy 16 rozdziale pomyślałam po co ja to czytam? przecież to jest nudne ale teraz gdy przeczytałam wiem ,że było warto. Akcja jest w dobrym tempie chociaż mało się dzieje jest bardzo ciekawie a co do Rosie wiem ,że pewnie masz już plany i wiem ,że nas znowu zaskoczysz. Podziwiam cię. Mam nadzieję ,że dość długi komentarz mi wyszedł

    OdpowiedzUsuń
  8. jaki ten Louis jest fajny :D genialny rozdział co za pewne wiesz :D nie wiem co mam jeszcze pisać. jest mi przykro, że już kończysz i na pewno przez jakiś czas nie będę mogła się z tym pogodzić, ale szanuję Twoją decyzję :)

    A xx

    OdpowiedzUsuń